Real Madryt jest numerem jeden na świecie pod względem przychodów, ale bez swoich dźwigni straciłby ponad 300 milionów
Pedro Morata to dziennikarz Marki i radia COPE z Walencji, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi w hiszpańskim futbolu. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego felietonu, w którym kolejny raz bardzo krytycznie ocenia działania Florentino Péreza.
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)
Real Madryt jest numerem jeden na świecie pod względem przychodów, ale bez swoich dźwigni straciłby ponad 300 milionów
Pedro Morata - MARCA
Real Madryt powołał się na publikację Deloitte, z której wynika, że jest klubem o najwyższych przychodach na świecie – 1 miliard 161 milionów euro w sezonie 2024/2025. To prawda, która pokazuje komercyjną siłę klubu i jest to wynik, którym bez wątpienia można się chwalić. W tym sezonie 2025/2026, według budżetu, kwota ma jeszcze wzrosnąć – do 1 miliarda 248 milionów.
Tego, czego Deloitte nie powie, a Real Madryt nie opublikuje, to część dotycząca wydatków. Bo jeśli masz przychody numer jeden na świecie, lecz wydatki również są numerem jeden, obraz przestaje wyglądać tak ładnie.
Podam dwa ważne dane z zamkniętych i oficjalnych sprawozdań klubu za sezon 2024/2025, na dzień 30 czerwca 2025 roku:
-
Real Madryt w ostatnich trzech sezonach musi sięgać po to, co nazywa się „dźwigniami” – nadzwyczajnymi operacjami polegającymi na przyspieszaniu wpływów i wcześniejszej sprzedaży aktywów, ponieważ jego zwykłe, coroczne koszty (typowe) przewyższają zwykłe przychody. Bez tych „dźwigni” Real Madryt notowałby straty w każdym sezonie, chyba że ograniczyłby budżet wydatków na piłkarzy, strukturę, koszty finansowe i tak dalej. Klub nie chce tracić sportowego potencjału.
-
Ponad połowę wydatków Realu Madryt (61%) klub przeznacza na rzeczy niezwiązane z pierwszą drużyną.
Na sedno działalności, czyli pierwszy zespół, przeznacza tylko 39% wszystkich wydatków.
Przychody ogółem w sezonie 2024/2025: 1 miliard 193 miliony
Wydatki na pierwszy zespół: 465 milionów euro (39%)
Wydatki na pierwszy zespół + rezerwy + koszykówkę: 539 milionów (45%)
Nawet jeśli masz wspaniały stadion i jesteś światowym mistrzem pod względem przychodów, jaki sens ma w klubie piłkarskim to, że na pierwszą drużynę przeznaczasz tylko 39% przychodów, skoro celem klubu jest wygrywanie meczów i zdobywanie tytułów, a do tego służy pierwsza kadra?
Po zamknięciu lat obrotowych na 30 czerwca 2025 roku i po skorygowaniu sprawozdań Barcelony przez audytora można zaktualizować (względem mojego poprzedniego tekstu na ten temat) realny obraz ekonomiczny dwóch wielkich – Realu Madryt i Barçy – gdyby nie stosowały dźwigni.
W dzisiejszym tekście zatrzymam się wyłącznie na Realu Madryt, a w przyszłym tygodniu opiszę Barcelonę. Tytułem zapowiedzi o Barçy powiem:
Bez realnych dźwigni o wartości 638 milionów oraz bez 254 milionów „placebo” w przychodach (księgowych, bez wpływu gotówki), co łącznie daje 883 miliony przychodów brutto, klub straciłby 848,2 miliona w ostatnich pięciu sezonach. Co więcej, mimo dźwigni i „przychodów placebo”, jak pokazują ich własne oficjalne sprawozdania, od sezonu 2020/2021 do 2024/2025 klub zanotował stratę 276 milionów.
Do tego wrócę w przyszłym tygodniu w osobnym tekście poświęconym Barçy. Teraz wyjaśnię drogę ekonomiczną, która prowadzi do tych liczb i wniosków.
Pierwsza myśl, którą chcę podkreślić: choć to Barça ma opinię klubu od dźwigni, Real Madryt także z nich korzysta.
Różnica polega na tym, że sytuacja finansowa Realu Madryt i Barçy jest zupełnie inna, zdecydowanie na korzyść Realu Madryt z uwagi na skumulowany kapitał własny. Real Madryt ma ponad 598 milionów dodatniego kapitału własnego, a Barça na 30 czerwca 2025 roku miała kapitał własny ujemny: –153 miliony.
Kapitał własny to wskaźnik zdrowia i siły ekonomicznej przedsiębiorstwa, szczególnie wrażliwy na straty lub zyski z ostatnich lat. Skupmy się jednak na sednie artykułu.
Real Madryt z dźwigniami i bez dźwigni
Real Madryt, według własnych sprawozdań i oficjalnych komunikatów, osiągnął łączny zysk netto (po podatkach) +65,5 miliona euro w ostatnich pięciu sezonach (od 2020/21 do 2024/25 włącznie).
Sezon 2020/2021: +0,9 miliona
Sezon 2021/2022: +12,9 miliona euro
Sezon 2022/2023: +11,8 miliona. W tym sezonie podpisano umowę (dźwignię) z Sixth Street na 360 milionów wpływów. Żeby nie wykazać zbyt wysokiego zysku i nie zapłacić wysokich podatków, klub przyspieszył koszty i rezerwy z kolejnych sezonów na kwotę 130 milionów.
Sezon 2023/2024: +15,6 miliona po podatkach (21 milionów przed podatkami). Ten dodatni wynik wynika jednak z dźwigni o wartości 75 milionów. Bez niej klub zanotowałby stratę –54 miliony.
Sezon 2024/2025: +24,3 miliona po podatkach (33 miliony przed podatkami). To jednak efekt dwóch dźwigni na łączną kwotę 102 milionów: jednej na około 60 milionów oraz drugiej – 42 milionów nadzwyczajnych wpływów z 50% przychodów z Klubowych Mistrzostw Świata. Bez tych dwóch wpływów klub straciłby około 69 milionów euro.
Real Madryt w tych pięciu sezonach oficjalnie zakomunikował przeprowadzenie nadzwyczajnych operacji wcześniejszego pozyskiwania przychodów (dźwigni) na łączną kwotę bliską 540 milionów euro. Chodzi o:
-
Sezon 2022/2023 (19 maja 2022): 360 milionów euro za sprzedaż – na 20 lat – nowych biznesów na Bernabéu (słowo „nowych” ma znaczenie, bo oznacza, że klub nie oddaje tego, co już wcześniej przynosiło wpływy). To umowa z Sixth Street.
-
Sezon 2023/2024: wcześniejsza sprzedaż lóż VIP w formule „licencji na osobiste miejsce” za 75 milionów euro.
-
Sezon 2024/2025: dwie dźwignie:
– Dźwignia 1: kolejny wpływ podobny do poprzedniego, z tego samego tytułu – loże VIP i „licencje na osobiste miejsce” (w komunikacie klub nie podaje kwoty, zaznacza jedynie, że jest niższa). Dosłownie napisał: „w sezonie 24/25 kontynuowano komercjalizację produktu »licencje na osobiste miejsce«, jednak w tym roku uzyskano niższy przychód z tego produktu, ponieważ sprzedano mniej miejsc”.
W tekście widać starania, żeby nie przyznać wprost, że w ostatnim sezonie również zastosowano dźwignię. Skoro klub nie chce być transparentny w tej kwestii, nie da się podać kwoty dokładnie, lecz można ją oszacować dość blisko. Przyjmijmy 60 milionów euro, czyli „nieco mniej” niż 75. Mogło to być 70 albo 55.
– Dźwignia 2: dźwignia sportowa. Udział w Klubowych Mistrzostwach Świata, które rozgrywano na styku dwóch sezonów, od 15 czerwca do 15 lipca 2025 roku. Ponieważ rok obrotowy zamyka się 30 czerwca, klub zachował rygor i ujął w sezonie 2024/2025 50% uzyskanych korzyści, a pozostałe 50% ujmie w obecnym sezonie 2025/2026.
Real Madryt uzyskał łącznie około 84 miliony euro przychodów z tytułu udziału w turnieju. W sezonie 2024/2025 daje to więc sportową „dźwignię” na 42 miliony. Uznaję to za dźwignię sportową, bo nie jest to wpływ coroczny i typowy. To przychód, który pojawia się raz na cztery lata, więc nie powinno się traktować go jako zwykłego.
Łączna kwota dźwigni Realu Madryt z ostatnich pięciu sezonów to około 537 milionów. Od tej kwoty odejmujemy 25% podatku dla urzędu skarbowego (134,25 miliona). Zostaje 402,7 miliona. Następnie odejmujemy łączny zysk po podatkach z pięciu sezonów, czyli 65,5 miliona euro, co daje 337,2 miliona euro strat, które Real Madryt poniósłby w ostatnich pięciu sezonach, gdyby nie korzystał z „własnych” dźwigni.
A jaka byłaby kwota, gdyby nie uznawać 42 milionów z 50% wpływów z Klubowych Mistrzostw Świata za dźwignię?
Jeśli ktoś bardzo rygorystycznie nie chciałby uznać rozgrywanego co cztery lata Klubowego Mundialu za nadzwyczajną dźwignię i odjąłby 42 miliony (czyli połowę sumy zaksięgowanej w 2024/2025), wtedy Real Madryt miałby łącznie 495 milionów dźwigni. Od tej kwoty odejmujemy 25% podatku (123,7 miliona). Zostaje 371,2 miliona. Odejmujemy 65,5 miliona zysku po podatkach z pięciu sezonów i dostajemy 305,7 miliona euro.
Wniosek: gdyby Florentino nie stosował dźwigni, tak jak robi to Barça, Real Madryt straciłby w ostatnich pięciu sezonach co najmniej 300 milionów euro, a jeśli uznać 50% wpływów z Klubowych Mistrzostw Świata za przychód nadzwyczajny, kwota rośnie do 337 milionów.
Jest tu ważny niuans: dźwignie Realu Madryt są prawdziwe, oparte na wiarygodnych firmach, które płacą i nie są sztuczkami ani dziwnymi operacjami, jak kilka nieudanych prób kręcących się wokół Barça Studios. To prawda, że Real Madryt nie poinformował w dwóch ostatnich latach, jakiej firmie sprzedał te licencje na osobiste miejsca w strefie VIP. Nie wiem, dlaczego klub ukrywa tę informację.
Bez sprzedaży piłkarzy
Nie zaliczyłem do dźwigni wpływów z corocznej sprzedaży zawodników, bo uważam, że to przychód wpisany w normalne funkcjonowanie klubów. Co innego, że są kluby bardziej lub mniej uzależnione od sprzedaży, by spiąć budżet i wprost zapisują to w planach. Valencia historycznie jest jednym z nich. Real Madryt (na razie) nie.
Klucz: potrzeba Superligi i prywatyzacji 10% klubu
Nie jest przypadkiem upór Florentino oraz jego chrześniaka Anasa Laghrariego, by stworzyć dziwny hybrydowy model i sprywatyzować 10% (albo więcej) klubu, nie przekształcając go w spółkę akcyjną. Niezależnie od trudnego dopasowania prawnego i handlowego takiej operacji, której celem jest pozyskanie 1 miliarda euro, pomysł bierze się stąd, że Real Madryt co sezon jedzie na granicy, by ratować sprawozdania. Klub ma ciaśniej, niż by chciał, kiedy przychodzi do transferów i zwiększania wydatków na kadrę.
Dlatego zapewne od dwóch lat nie trafił do zespołu środkowy pomocnik, którego drużyna potrzebuje jak powietrza. Dyskusyjne jest też to, że przyszli tacy zawodnicy jak Mastantuono, którzy – choć są dobrzy i kosztowali 63 miliony euro – nie byli priorytetem. Na Mastantuono, Carreras, Huijsena i środkowego pomocnika (opłacając odstępne oraz pensję) budżet by się nie spiął bez straty, a to temat tabu dla Florentino.
Proszę zwrócić uwagę: w trzech ostatnich sezonach klub miałby stratę bez swoich dźwigni:
- w 2022/2023 dzięki dźwigni 360 milionów wykazał zysk 11,8,
- w 2023/2024 dzięki dźwigni 75 milionów wykazał zysk 15,6,
- w 2024/2025 dzięki 102 milionom nadzwyczajnych wpływów – 60 z dźwigni i 42 z połowy przychodów z Klubowych Mistrzostw Świata – wykazał zysk 24,3.
Jak opisałem wcześniej, bez dźwigni byłaby to strata przekraczająca 300 milionów (nawet bez liczenia Klubowych Mistrzostw Świata jako dźwigni). Florentino nigdy by na to nie pozwolił, lecz w takim scenariuszu musiałby mocno ciąć koszty. Tylko gdzie?
Obcięcie wydatków na kadrę obniżyłoby poziom sportowy, natomiast koszty struktury klubu (wszystko poza pierwszą drużyną) pochłaniają 61% całkowitych przychodów. A więc Real Madryt jest bogaty, wypłacalny, numer jeden na świecie pod względem przychodów i ma ogromny kapitał własny – 598 milionów – jednak w praktyce co roku balansuje na granicy.
Z tego powodu klub od jakiegoś czasu prowadzi politykę unikania płacenia odstępnego i szukania wolnych zawodników (Alaba, Rüdiger, Trent Alexander-Arnold…). To nie kwestia bycia „najsprytniejszym w klasie”. Owszem, jest w tym zarządzanie, lecz przede wszystkim stoi za tym konieczność.
Kontynuując wcześniejszy wniosek: w obecnym sezonie 2025/2026 klub planuje 10 milionów zysku po podatkach (14 milionów przed podatkami), jednak będzie to możliwe dzięki pozostałym 42 milionom euro, czyli drugiej połowie wpływów z Klubowych Mistrzostw Świata.
Z łącznej kwoty 84 milionów Real ujął połowę (42) w sezonie 2024/2025, a drugą połowę (42) ujmie w obecnym sezonie 2025/2026. To prawidłowe, bo rozgrywki przypadły na styku dwóch sezonów (15 czerwca – 15 lipca). Sezon kończy się oficjalnie z punktu widzenia rachunkowości 30 czerwca. Sedno polega na tym, że bez tego nadzwyczajnego przychodu, pojawiającego się raz na cztery lata, klub straciłby w tym sezonie 28 milionów, chyba że skorygowałby to większą sprzedażą piłkarzy.
Pełny obraz poznamy dopiero po zakończeniu sezonu, kiedy okaże się, czy klub znów uruchomi kolejną dźwignię w postaci wcześniejszej sprzedaży kolejnych lóż VIP i na jaką kwotę (o ile zechce ją ujawnić).
Przebudowa Bernabéu: z 575 do 1 347 milionów
Wszystko powyższe pogarsza fakt, że klub wydał ponad dwa razy więcej, niż planował, na przebudowę Bernabéu: pierwotny budżet wynosił 575 milionów, a finalnie ma to być 1 miliard 347 milionów. Co więcej, jednym z celów przebudowy były koncerty, a te są zablokowane na drodze sądowej.
Dlatego Florentino potrzebuje jak tlenu:
- prywatyzacji 10% lub więcej…
- Superligi i jej przychodów, pozwalających grać w niej co roku „z nadania”,
- Klubowych Mistrzostw Świata (lecz rozgrywanych co roku, a nie co cztery),
- albo sprzedaży większej liczby zawodników i mniejszych wydatków na transfery.
Dlatego nie potrafię zrozumieć, że przy takich ograniczeniach w każdym sezonie, przy trudnościach w zwiększaniu wydatków na kadrę, przy stadionie kosztującym dwa razy więcej i zablokowanym w zakresie koncertów, przy dźwigniach, po które klub musi już sięgać co roku… Florentino dodatkowo pomaga Barçy, ułatwiając jej pozyskanie 517 milionów euro w najtrudniejszym momencie ekonomicznym klubu (lato 2022), żeby mogła odbudować się, „zmartwychwstać” i zacząć znów wygrywać tytuły z Realem. I robi to tylko po to, by Laporta pozostał w Superlidze (a potem wbija mu kołek w serce i odchodzi). Gdybym był socio Realu Madryt, też bym tego nie rozumiał i bardzo by mnie to zdenerwowało.
***
Wcześniejsze felietony Pedro Moraty:
- Florentino (lub jego protegowany) będzie mieć rywala w kolejnych wyborach
- Panie Florentino, pan subsydiował Barçę Laporty kwotą 517 milionów euro
- Panie Laporta, Barçę zdyskredytowało tylko czterech jej prezesów
- Don Florentino, dlaczego to pan nie ustala składu?
- To niecodzienny widok: Florentino przegrywa 0:5 poza boiskiem
- W ciągu pięciu lat bez dźwigni Real Madryt traci ponad 300 milionów, a Barça ponad 600
- Laporta to mój idol
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze