Óscar Rodríguez to jeden z tych nieco zapomnianych wychowanków Realu Madryt. 21-latek robił jednak w tym sezonie całkiem sporo, by nie stawiać go w jednym rzędzie z tymi, którzy po wypożyczeniach odeszli z zespołu Królewskich na stałe i nigdy wzrok działaczy nie był skierowany w ich stronę.
Tak naprawdę Hiszpan nie miał wielu okazji, by przekonać do siebie trenerów Los Blancos. Był co prawda istotnym ogniwem Castilli, ale w pierwszym zespole zagrał tylko raz, przynajmniej w oficjalnym spotkaniu. 75 minut w domowym spotkaniu z Fuenlabradą, które polegało właściwie wyłącznie na postawieniu kropki nad i. To był listopad 2017 roku. Od tego czasu minęło ponad dwa i pół roku.
Óscar nie stał się jedną z gwiazd ligi, ale to jeden z tych zawodników, których trudno ująć w pewne ramy. Już dwa lata temu trafił do niezbyt mocnego Leganés, gdzie mógł uczyć się raczej jak biegać za piłką, niż jak nią operować w ataku pozycyjnym. Z Castilli odchodził jako „dziesiątka” i gracz stricte ofensywny. W podmadryckiej miejscowości nie zrobiono z niego pivota, jednak zdecydowanie częściej niż na ofensywnej pomocy występował bliżej środka boiska. To jednak nauczyło go niezbędnej harówki. Nie jest wybitnie zbudowany (174 centymetry wzrostu), ale w defensywie nie cofa nogi.
No dobrze, gra trochę bliżej własnej bramki, całkiem sporo biega, ale jak u niego jest z grą w piłkę? Otóż całkiem w porządku. Miał w tym sezonie gorszy moment, gdy dwa razy z rzędu usiadł na ławce, ale odpowiedział w najlepszy możliwy sposób – golem w doliczonym czasie gry z Realem Sociedad, dzięki któremu jego zespół wygrał 2:1. Álexa Remiro pokonał wówczas uderzeniem z rzutu wolnego, co stało się jego specjalnością.
Na siedem bramek ligowych w tym sezonie Óscar trzy strzelił właśnie z rzutów wolnych, do tego dorzucił jedną z rzutu karnego. Jest najlepszym strzelcem z obecnych zawodników Leganés, dlatego nie może dziwić to, że Javier Aguirre opiera swój zespół właśnie na nim. 21-latek nie boi się presji i stara się dźwigać zespół po utracie innych liderów w ofensywie, Youssefa En-Nesyriego i Martina Braithwaite'a.
Niezłe uderzenie z rzutu wolnego, całkiem dobra skuteczność, potrafi harować w defensywie… Ale przecież nie mówimy o zawodniku z topu. I rzeczywiście, Óscar ma nad czym pracować. Przede wszystkim nad regularnością. Ma jednak 21 lat i na razie najważniejsze było to, by grał i poznawał ligę. W ciągu niespełna dwóch lat wypożyczenia rozegrał w barwach Ogórków 4337 minut. Poznał już Primera División i bez względu na przyszłość Leganés, on akurat może być pewny, że zostanie w pierwszej lidze.
Werdykt? Óscar nie jest być może jeszcze zawodnikiem na miarę Realu Madryt. Posiada jednak pewne umiejętności, które mogą przydać się w przyszłości, dlatego ewentualne pozbycie się go bez opcji odkupienia po jakimś czasie nie byłoby racjonalnym rozwiązaniem. Prawdopodobnie poradziłby sobie w każdej drużynie tej ligi poza pojedynczymi przypadkami. Jeśli En-Nesyri może grać w Sevilli, a Braithwaite w Barcelonie, to Valencia, Betis, Real Sociedad, Villarreal czy Getafe powinny stanowić dla niego wyzwanie, w którym nie jest bez szans. I może będzie mógł jeszcze częściej pomagać kolegom w ofensywie, bo właśnie to lubi najbardziej.
Seria „Co dalej?”:
- Dani Ceballos
- Achraf Hakimi
- Andrij Łunin
- Takefusa Kubo
- Borja Mayoral
- Álvaro Odriozola
- Martin Ødegaard
- Sergio Reguilón
Następna część: Javi Sánchez
Komentarze (19)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się