Wszyscy w Realu Madryt, z José Mourinho na czele, wiedzieli, że problemy drużyny sięgają głęboko. Dwóch kolejnych sezonów bez najważniejszych trofeów nie można było wymazać kilkoma tygodniami pracy na boisku treningowym. W ostatnich latach niedociągnięcia pojawiały się na wielu poziomach, a kultura panująca w szatni pogorszyła się do tego stopnia, że w poprzednim sezonie dochodziło nawet do otwartych konfliktów między zawodnikami.
Real Madryt to również polityka, ogromna siła największych gwiazd i presja, której trudno szukać gdziekolwiek indziej. Mourinho zna to środowisko doskonale i właśnie dlatego Florentino Pérez chciał jego powrotu. Portugalczyk pracował jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem jego zatrudnienia w czerwcu, spędzał w klubie długie godziny i zdarzało mu się spać w ośrodku treningowym Realu Madrytu. Jego bezpośrednie zaangażowanie praktycznie we wszystkie kwestie dotyczące pierwszej drużyny miało być dla wielu pracowników zaskoczeniem, ale jednocześnie spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem.
Prawie dwa miesiące po rozpoczęciu sezonu Królewscy nadal jednak pokazują wiele dobrze znanych słabości. W La Lidze zajmują czwarte miejsce i tracą sześć punktów do Barcelony, z którą zmierzą się 25 października. Na wyjazdach przegrali już z Betisem i Atlético. W Lidze Mistrzów zaczęli od mało przekonującego zwycięstwa 2:1 nad Interem, a w środę wywieźli z Rzymu wygraną 4:3 tylko dzięki efektownemu powrotowi w końcówce. Sama gra ponownie pozostawiła jednak wiele powodów do niepokoju.
Cortegana zwraca przede wszystkim uwagę na problemy największych gwiazd. Kylian Mbappé, Jude Bellingham i Vinícius wciąż nie potrafią regularnie funkcjonować razem na odpowiednim poziomie i w rzeczywistości problem ten istnieje od momentu przyjścia Francuza w 2024 roku. W Rzymie ponownie zabrakło także kontroli oraz kreatywności w środku pola, czyli elementów, których Realowi brakuje właściwie od zakończenia kariery przez Toniego Kroosa.
Pytanie brzmi, czy wydarzenia na Stadio Olimpico mogą stać się dla drużyny punktem zwrotnym. Dla części zawodników powinny być sygnałem ostrzegawczym, ale znaczenie tego spotkania będzie zależało przede wszystkim od reakcji Mourinho. Zdaniem dziennikarza, aby obudzić ten Real, Portugalczyk musi zdecydować się na znacznie odważniejsze ruchy, nawet jeśli nie zostaną dobrze przyjęte przez zarząd lub szatnię.
Jednym z takich momentów była zmiana Viníciusa przy stanie 1:3. Brazylijczyka zastąpił Endrick, a sam Vini wyraźnie nie był zadowolony z kolejnej decyzji trenera. Mourinho wcześniej pozostawił go na ławce w meczu z Villarrealem, a także zmieniał go we wrześniowych spotkaniach z Elche i Atlético. Przeciwko Romie 26-latek ponownie zagrał słabo i to po jego łatwej stracie Donyell Malen zdobył pierwszą bramkę. Cortegana zaznacza jednak, że równie widoczny był kolejny mecz, w którym Mbappé nie dawał drużynie wystarczająco dużo w pracy defensywnej.
Endrick przed środowym spotkaniem miał na koncie zaledwie cztery minuty we wszystkich rozgrywkach, a Carlos Espí 26 minut. Obaj trafili jednak do siatki w Rzymie, przy czym dla Espíego był to już trzeci gol zdobyty po wejściu z ławki. Ich występy z pewnością zostaną odebrane pozytywnie przez tę część kibiców, która domaga się większych szans dla młodych zawodników i jednocześnie jest coraz bardziej sfrustrowana postawą największych gwiazd. To właśnie ich zaangażowanie w pracę dla zespołu jest jednym z głównych powodów gwizdów słyszanych w ostatnich miesiącach na Bernabéu.
Drugim wielkim problemem Mourinho pozostaje środek pola. Duet Fede Valverde i Tchouaméniego nie funkcjonuje, a Real wyglądał w Rzymie znacznie lepiej po pojawieniu się Bernardo Silvy oraz Ardy Gülera. Portugalczyk zastąpił Tchouaméniego przy stanie 1:3, natomiast wejście Turka za Denzela Dumfriesa pozwoliło przesunąć Valverde na prawą obronę.
The Athletic zauważa przy tym, że Bernardo Silva, jedyne letnie wzmocnienie środka pola, nie odpowiada dokładnie profilowi zawodnika, którego Real potrzebował przez ostatnie dwa lata. Klub próbował sprowadzić Rodriego z Manchesteru City, ale Hiszpan ostatecznie wybrał Barcelonę. Cortegana podkreśla, że trudno zrozumieć, dlaczego Królewscy nie mieli innych konkretnych celów w okresie, gdy kluby zmieniali między innymi Enzo Fernández, Elliot Anderson, Sandro Tonali, Mateus Fernandes, Bruno Guimarães czy Ayyoub Bouaddi.
Posadzenie Valverde czy Tchouaméniego na ławce również nie byłoby prostą decyzją, ponieważ obaj od dawna należą do najważniejszych postaci drużyny. Mourinho ma jednak obowiązek znaleźć ustawienie drugiej linii, które zacznie działać. Już teraz Portugalczyk wydaje się bardziej skłonny do podważania pozycji zawodników dotychczas uznawanych za nietykalnych niż Carlo Ancelotti, Xabi Alonso czy Álvaro Arbeloa.
Jednocześnie po środowym meczu Mourinho nie sugerował, że zamierza po prostu usuwać z jedenastki największe gwiazdy znajdujące się w słabszej formie. Mówił raczej o odpowiednim dobieraniu momentów. „Gdybyśmy rozpoczęli mecz tą samą jedenastką, którą kończyliśmy, strzeliliby nam pięć goli”, stwierdził Portugalczyk.
Za zamkniętymi drzwiami Mourinho i jego sztab bardzo pozytywnie przyjęli sam wynik. Drużyna walczyła do końca i wygrała, a na obecnym etapie pracy to dla trenerów najważniejsze. Jednocześnie zarówno Portugalczyk, jak i jego współpracownicy doskonale widzą problemy na boisku.
Znają jednak również całe otoczenie Realu Madryt. Wiedzą, co spotkało poprzednich trenerów, gdy próbowali zmieniać zbyt wiele i zbyt szybko. Najlepszym przykładem pozostaje Xabi Alonso, którego pozycja w poprzednim sezonie mocno ucierpiała właśnie przez próbę gwałtownego naruszenia dotychczasowego porządku. Mourinho musi więc znaleźć granicę między koniecznością zmian a polityczną rzeczywistością szatni. Pytanie po meczu w Rzymie brzmi, czy właśnie dostał wystarczająco dużo argumentów, by tę granicę przesunąć.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.