Jacy przyjaciele pozostali Realowi Madryt, któremu przewodzi obecna wersja Florentino Péreza? Jeszcze nie tak dawno Real Madryt był klubem lubianym i bardzo podziwianym niemal na wszystkich stadionach Hiszpanii. Walencja, jedno z najbardziej wrogich mu miejsc, pewnego dnia udostępniła mu nawet Mestallę, żeby mógł tam zagrać. Dziś jednak Barça jest w pozostałej części Hiszpanii bardziej lubiana niż obecny Real Madryt, którego wizerunek stawał się coraz bardziej zgorzkniały. Dzisiejsza Barça ma opinię klubu tworzącego księgowe sztuczki – najwięksi krytycy nazywają ją Oszuści lub Farsa – żeby odnosić korzyści w sposób ewidentnie krzywdzący pozostałe kluby. O tym był mój artykuł z ubiegłego tygodnia.
Jednak obecna Barça, gdy przyjeżdża na inne stadiony, spotyka się z dużo przychylniejszą i znacznie bardziej przyjazną atmosferą niż Real Madryt. I to mimo że ciąży na niej hańba związana ze sprawą Negreiry oraz wybiórcze, doraźne wykorzystywanie klubu do obrony katalońskiego ruchu niepodległościowe. Pod względem piłkarskim Barça jest jednak bardziej lubiana w całej tej części Hiszpanii, która nie kibicuje Realowi Madryt. A na Laportę patrzy się życzliwiej niż na obecnego Florentino, mimo przekrętów Laporty i godnego pozazdroszczenia dorobku sportowego tamtego Florentino. Florentino powinien to przeanalizować, ale w tych tematach jest już za bardzo obojętny.
Zadaję sobie pytanie otwierające ten artykuł, ponieważ Real Madryt ostatnio kolekcjonuje wrogów, kontrowersje i konflikty zamiast trofeów, Złotych Piłek i sympatii. Widząc ostatnią awanturę, w którą Real Madryt postanowił się wpakować, publikując na swoim oficjalnym koncie tweet wymierzony w Juanmę Castaño, prowadzącego program El Partidazo w COPE, musiałem sprawdzić kilka razy, czy to nie fałszywe konto. Dołączono do niego film, któremu brakowało konkretów i spójności z tym, co zamierzano przekazać. Nie mogłem w to uwierzyć. Oficjalny kanał Realu Madryt jest świętością, z której należy korzystać w sposób godny instytucji, choć muszę przyznać, że ostatnio kluby zaczynają używać Twittera do prezentowania innego wizerunku lub prowadzenia innego rodzaju rozmów, na przykład Atleti z Barçą w sprawie Juliána Álvareza.
Nie dziwi mnie to, co spotkało Juanmę, ponieważ sam doświadczyłem tego w podupadającej Valencii, kierowanej przez tę plamę na historii klubu, która nazywa się Anil Murthy (prezes od 2017 do 2022 roku). To były dni, w których w wazonach kończyła się woda, a ja potrzebowałem uzbrojonego ochroniarza za moją krytykę. Tamta Valencia nadal odbywa pokutę… a jeszcze wiele przed nią, przy łaskotkach ze strony dzisiejszej małej Mestalli w porównaniu z presją, jaką wywierała tamta Wielka Mestalla. Nie wiem, kto miał więcej szczęścia: Juanma czy ja. Sądzę, że przynajmniej większym wyróżnieniem jest to, że skarży się na ciebie Florentino – nawet ten obecny – niż tamten Anil Murthy, który nazywał swojego szefa Petera Lima „starcem”, gdy kolacja przeciągała się poza deser. Zostało to nawet nagrane i wyemitowane.
Oglądając wspomniany film przeciwko Juanmie Castaño, przypomniałem sobie słynną konferencję prasową Florentino, na której w maju tego roku ogłosił wybory i wypowiedział następujące zdanie: „Istnieje spisek dziennikarzy, którzy chcą przejąć Real Madryt na własność”. Następnie powiedział, że „kandyduje, aby oddać socios ich majątek” – ja przyznaję, że nie wiedziałem, iż ktokolwiek z nich go przywłaszczył – oraz że zacznie wskazywać, kto jest antimadridistą. To częsta obsesja wieloletnich prezesów: rozdawanie legitymacji.
Od dawna powtarzam, że jeśli sam się nie poprawi albo nie skorygują go ci, którym naprawdę na nim zależy, Florentino wejdzie w tryb Don Kichota i jego walki z wiatrakami, w których ten widział wrogich rycerzy lub żołnierzy. Ze względu na wspaniały dorobek jego rządów byłoby bardzo niesprawiedliwe, gdyby nadal tak sobie szkodził. Sądzę jednak, że nikt nie jest w stanie niczego mu powiedzieć, a Real Madryt i sam wizerunek Florentino są ciągnięte w dół przez jego obsesje i wiatraki.
Tak na szybko: obecny Real Madryt jest skonfliktowany, ma złe relacje lub toczy spory prawne z:
Prezesem La Ligi Javierem Tebasem – chociaż ten deklaruje się jako madridista – z powodu fontu na koszulkach, CVC, nazwy El Clásico i tak dalej. Nie pozwala na realizowanie medialnego studia meczowego ze stadionu, ze szkodą dla widzów będących kibicami Realu Madryt.
Komitetem Technicznym Arbitrów.
prezesem Federacji Rafaelem Louzánem.
Jeszcze przed chwilą z Čeferinem i UEFA z powodu swojego snu o Superlidze. Swoją drogą, zastanawiam się, co stało się z tym pozwem, który jego orkiestra ogłaszała z wielką pompą, domagając się wielomiliardowego odszkodowania. Blef.
Jest skonfliktowany ze swoim sąsiadem, Atlético Madryt, którego rangę ostatecznie sam podnosi, nadając mu tak wielkie znaczenie, podczas gdy pod względem budżetowym dzielą ich lata świetlne. Choć zobaczymy, jak będzie pod względem sportowym.
Nie jest klubem darzonym szczególną sympatią przez większość zespołów Primera División. Wyraźnie widać to na zebraniach klubów tej klasy rozgrywkowej w La Lidze.
Jest skonfliktowany ze swoim następcą, Enrique Riquelme, który traktował go z ogromną klasą, na jaką nie zasługuje po pogardliwej konferencji ogłaszającej wybory. Tej, na której nazywał go Meksykaninem… jak gdyby bycie Meksykaninem było czymś złym. Florentino nie zdaje sobie sprawy, że to Riquelme będzie musiał oddać mu należny hołd, kiedy Florentino zakończy swoje rządy. Hołd albo audyt śledczy finansów… Zobaczymy.
Jest skonfliktowany z niemal wszystkimi mediami z wyjątkiem dwóch, z których dyrektorami utrzymuje osobiste relacje. To logiczne po tylu latach. Równie logiczne jak to, co sam piętnuje, pokazując zdjęcie Castaño lub dyrektora Marki z Gilem Marínem [dyrektorem generalnym Atleti; we wspomnianym filmiku].
Jest skonfliktowany z mieszkańcami okolic Bernabéu, z którymi z powodu egolatrii lub wyniosłości nie chciał uzgodnić nowych sposobów wykorzystywania stadionu, aby uniknąć wszystkich złożonych przez nich pozwów. To one blokują mu określone formy eksploatacji Bernabéu, na które wydał dodatkową fortunę, na razie bez możliwości jej spożytkowania.
To zbyt wiele wiatraków dla Don Kichota. I mam wrażenie, że jego osobisty Sancho Pansa – Anas Laghrari – podjudza go zamiast uspokajać. Nie wiem, czy chce doprowadzić do tego, żeby Florentino szybciej się wypalił, aby do końca wykorzystać swoje – powiedziałbym, że zerowe – szanse na zostanie kimś ważnym w przyszłym Realu Madryt, skoro sam Florentino wykreował już Enrique Riquelme.
Podczas gdy Florentino walczy ze swoimi wiatrakami, Real Madryt z krwi i kości sprawia, że zastanawiam się, jak to możliwe, iż madridismo i jego prasa zasadniczo tolerowały fakt, że Florentino zasłużył sobie na złoty medal Barçy. Prawdziwym wrogiem Realu Madryt jest, była i będzie Barcelona. Madridismo wie i toleruje – w 65% [wynik ostatnich wyborów] – że Florentino przez kilka sezonów pomagał Laporcie i Barçy, czyli drużynie frankistowskiego reżimu, jak głosi inny film Realu Madryt.
Florentino to profesjonalny skarżący w sprawie swojej Superligi przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w sprawie Negreiry przed UEFA ze słynnym dossier liczącym nie wiem ile setek stron, w sprawie historycznego porozumienia klubów La Ligi z CVC… Jednak ten nieustępliwy profesjonalny skarżący nie był w stanie zaskarżyć Barçy Laporty, która grała, korzystając ze 173 milionów euro sztucznego finansowego fair play, za którymi nie stały wpłacone pieniądze. Ani zaskarżyć tego, że Dani Olmo nadal może grać dzięki amnestii udzielonej przez CSD, skoro w styczniu 2025 roku odmówiono jego rejestracji z powodu niespełnienia wymogów finansowego fair play. W La Lidze są przekonani, że Florentino podniósł słuchawkę i zadzwonił do Rodrígueza Uribesa, aby wstawić się za Barçą i Danim Olmo. To dopiero jest udowodniona i rzeczywista przewaga, którą Laporta wykorzystał, by wygrywać trofea kosztem Realu Madryt. Florentino jednak milczał. Uważam taki czyn za zdradę, ponieważ zdradą jest pomaganie wrogowi, a wrogiem Realu Madryt jest Barça, zaś wrogiem Florentino jest Laporta.
Tamten żenujący teatr, w którym odgrywali kolegów z Superligi, służył wyłącznie ośmieszaniu Florentino, co można było zobaczyć za sprawą obecnego jokera Laporty. Nawet najbardziej niezadowolonym z Florentino – tym 35%, które zagłosowały na Riquelme – nie podoba się widok Laporty, który zakpił z ich prezesa Realu Madryt i wykorzystał go na korzyść Barçy.
Gdyby Riquelme nie popełnił w wyborach strategicznego błędu dotyczącego socios i posiadaczy karnetów, wynik 65% do 35% na korzyść Florentino byłby znacznie bardziej wyrównany. Błąd polegał na tym, że Riquelme zaproponował 50% zniżki na bilety wyłącznie socios, dopóki Real Madryt nie wygra kolejnej Ligi Mistrzów. Nie zaproponował jednak takiej samej 50% zniżki posiadaczom karnetów, którzy faktycznie wydają pieniądze na chodzenie na Bernabéu. Koszt zaoferowania 50% zniżki posiadaczom karnetów – 27 milionów – i socios – 7 milionów – wyniósłby 34 miliony rocznie, co przy przychodach budżetowych sięgających niemal 1,2 miliarda jest kwotą prawie nieistotną. Riquelme popełnił tu błąd, na którym skorzystał Florentino, a wynik wyniósł 65% do 35% na korzyść Florentino, co mimo wszystko jest świetnym rezultatem dla Riquelme. Dziś jednak przy stosunku głosów 40% do 60% lub 45% do 55% na korzyść Florentino sytuacja wyglądałaby inaczej, a Riquelme miałby znacznie silniejszą pozycję niż ta, którą już ma.
Wracając do wiatraków i Don Kichota, te wcześniejsze bajki nie przesłonią pięciu większych lub mniejszych oczywistych problemów, z jakimi mierzy się Real Madryt:
Mourinho był idealny dla Realu Madryt czy idealny dla Florentino?
Po wydaniu 500 milionów na transfery, do czego należy doliczyć kwotę zapłaconą za przyjście Mbappé jako wolnego gracza, od lipca 2024 roku, Real Madryt nadal nie ma środkowego pomocnika, a właśnie wtedy karierę zakończył Kroos.
Bardzo pobieżnie poruszę tu temat, który nie został dostatecznie zgłębiony. Kiedy piłkarz z najwyższej półki odrzucił Real Madryt?
Widziałem, jak Figo odchodził z Barçy do Realu Madryt. Ale Rodri odrzucił Real Madryt, żeby podpisać kontrakt z Barçą. Taka jest rzeczywistość. I madridistę powinno to boleć.
Czy Diomandé jest wart 140 milionów? Czy wydanie tych 140 milionów na Diomandé było bardziej potrzebne niż przeznaczenie ich na środkowego pomocnika? Przecież wróci Rodrygo Goes.
Wiatraki Florentino mówią mu, że dziennikarze chcą przejąć Real Madryt, ale prezes nadal nie wyjaśnia kwestii prywatyzacji klubu. Czy też tego, co maskuje chęcią poznania wartości 10% klubu, choć już w przedszkolu wiadomo, że może to zrobić agencja ratingowa. Cóż, jeszcze wyjaśni ten wiatrak, bo akurat ten jest prawdziwy.
Przedłużenie kontraktu Viníciusa przepychane na siłę wbrew znacznej części Bernabéu, która nadal wyraża swój sprzeciw.
Mam wrażenie, że podobnie jak w przypadku środkowego pomocnika, który miał zastąpić Kroosa, Florentino robi odwrotnie, niż się go o to prosi. On to po prostu lubi.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.