REKLAMA
REKLAMA

Pedro Morata: Barcelona robiła machlojki, Florentino milczał

Pedro Morata to dziennikarz Marki i radia COPE z Walencji, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi w hiszpańskim futbolu. Od lat krytycznie ocenia działania Florentino Péreza, a jego poprzednie publikowane u nas teksty można znaleźć pod tym linkiem. Teraz dziennikarz zajął się finansami Barcelony. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego felietonu.

REKLAMA
REKLAMA
Pedro Morata: Barcelona robiła machlojki, Florentino milczał
Joan Laporta i Florentino Pérez po Klasyku w Superpucharze w styczniu 2026 roku. (fot. Getty Images)

Jak to możliwe, że przy tak surowych zasadach finansowego fair play w La Lidze dochodzi do takiej sytuacji?

REKLAMA
REKLAMA

To niewiarygodne, ale prawdziwe. Po zapoznaniu się z najnowszym sprawozdaniem finansowym Barçy, datowanym na 30 czerwca 2026 roku, wyraźnie widać dwie rzeczy dotyczące „dźwigni” o wartości 300 milionów euro:

  1. Ze sprzedaży 49% Barça Studios za 200 milionów euro, po różnych nieudanych lub spreparowanych transakcjach kupna i sprzedaży, Barça otrzymała do dziś zaledwie 55 milionów, licząc od sierpnia 2022 roku, kiedy przeprowadzono tę operację.

  2. Ze sprzedaży 475 miejsc VIP za 100 milionów euro otrzymała 72 miliony. Transakcję przeprowadzono 31 grudnia 2024 roku.

Ta druga operacja została przeprowadzona przez Barçę w sylwestra, aby móc zarejestrować Daniego Olmo, ponieważ klub nie miał odpowiedniego marginesu w ramach finansowego fair play. Dziwna transakcja, zawierana w pośpiechu, z mołdawskim przedsiębiorcą Rustanem Birladeanu… o którym będzie jeszcze głośno.

La Liga nie kupiła tej ekspresowej umowy, skleconej naprędce i nie uznała przychodu na 31 grudnia 2024 roku, przez co klub nie zdążył zarejestrować Olmo i Pau Víctora.

To właśnie przy tej operacji Barça zatrudniła specjalnie audytora, i to na jeden dzień, aby zatwierdził transakcję między 1 a 3 stycznia 2025 roku. La Liga złożyła zawiadomienie przeciwko firmie audytorskiej Abauding Auditores SLP. Dzięki temu pozytywnemu raportowi audytora, przygotowanemu na zamówienie, La Liga nie miała innego wyjścia, jak uznać te 100 milionów na potrzeby finansowego fair play.

Nowy stały audytor Barçy, Crowe, zaledwie dwa miesiące później, w marcu 2025 roku, usunął z ksiąg klubu te 100 milionów. Ze 100 do 0, po stwierdzeniu całkowitego braku wiarygodności tej umowy sprzedaży. Ale z marginesu w ramach finansowego fair play klub zdążył już skorzystać, choć nawet to nie wystarczyło do zarejestrowania Olmo.

REKLAMA
REKLAMA

Wtedy Barça zwróciła się do CSD (Najwyższej Rady Sportu, najwyższego rządowego organu wykonawczego w sporcie) i rządu, a tydzień później otrzymała rządową amnestię, dzięki której mogła zarejestrować Olmo 7 stycznia 2025 roku, chociaż siedem dni wcześniej La Liga jej to uniemożliwiła. To wtedy Laporta pokazał ten słynny gest Kozakiewicza. Pamiętacie?

CSD uargumentowała, że wspólna komisja La Ligi i Federacji nie miała kompetencji do odmowy rejestracji, po czym wykonała niesłychany fikołek, powołując się na interes narodowy związany z reprezentacją, aby umożliwić rejestrację zawodnika. No cóż… na zasadzie starego, dobrego „bo tak i już”.

W związku z tym toczy się postępowanie administracyjne, wszczęte przez La Ligę przeciwko CSD. Ale zawodnik od tamtej pory pozostawał zarejestrowany, a Barça korzystała z niego przez półtora roku, aż 1 lipca 2026 roku wróciła do zasady 1:1 i La Liga uwzględniła koszt piłkarza w rozliczeniach finansowego fair play. Jednak od 7 stycznia 2025 roku do 1 lipca 2026 roku Dani Olmo grał dzięki rejestracji wymuszonej przez CSD. To sprawa niezwykle poważna, która przez półtora roku rozgrywała się na oczach wszystkich. Ta anomalia była wynikiem decyzji, która zagroziła i nadal zagraża systemowi kontroli ekonomicznej La Ligi. CSD powinna stać na jego straży, a kluby powinny były się postawić, lecz tego nie zrobiły. Wszyscy ponoszą odpowiedzialność: za działania albo za zaniechania.

REKLAMA
REKLAMA

Z tej spreparowanej 31 grudnia 2024 roku transakcji o wartości 100 milionów Barça, jak sama przyznała, otrzymała 71,9 miliona. W kolejnych sprawozdaniach, za sezon 2024/25 i w najnowszym za 2025/26, przyznała już, że pozostałych 28,1 miliona nie otrzyma.

Ze 100 milionów 30 miało pochodzić od katarskiej firmy Forta Advisors Limited, a pozostałe 70 od New Era Visionary SL Mołdawianina Birladeanu. Z tej drugiej kwoty wpłynęły tylko 42 miliony. Nie zapłacono 28 milionów. Powtarzam: o operacji z Mołdawianinem Birladeanu jeszcze usłyszycie.

Barça mogła więc swego czasu skorzystać najpierw z 200, a następnie ze 100 milionów marginesu w ramach finansowego fair play, z których do dziś, cztery lata później, otrzymała zaledwie 127 milionów. Innymi słowy, Barça skorzystała ze 173 milionów euro nadzwyczajnych przychodów, których nie otrzymała, ale które z wyprzedzeniem wykorzystała do przeprowadzania transferów, rejestrowania zawodników i zwiększenia swoich szans na zdobywanie trofeów.

Są właściciele o skromnych możliwościach, którzy wkładają pieniądze całymi ciężarówkami, jak José Danvila w Levante. Zapewne mają ochotę wedrzeć się do biur kontroli ekonomicznej La Ligi, obrzucając je kamieniami. To samo mówię o właścicielach Atlético Madryt, Valencii, Betisu… i tak dalej. Wykładają pieniądze, a w tym samym czasie oglądają ten pokaz tandetnej magii.

REKLAMA
REKLAMA

To poważna nieprawidłowość, z którejkolwiek strony na nią spojrzeć i należy ją wyeliminować oraz naprawić. Jak? Rozwiązanie nie jest trudne, ale kluby muszą chcieć je zatwierdzić, ponieważ to one rządzą w La Lidze, a nie Tebas (przynajmniej w teorii). Należałoby zakazać uwzględniania na potrzeby finansowego fair play nadzwyczajnych operacji polegających na sprzedaży z wyprzedzeniem aktywów, z wyłączeniem zawodników. Na potrzeby finansowego fair play można byłoby wykorzystywać wyłącznie pieniądze faktycznie otrzymane, a nie zapisane w umowach, które jak się okazało, można sobie spreparować bez zamiaru ich realizacji, nawet jeśli zatwierdzają je audytorzy. To właśnie ich zatwierdzenie jest przepustką, która zmusza La Ligę do przełknięcia takich umów. Oczywiście ta zasada obowiązywałaby wszystkie kluby, jeśli już Barça pokazała nam wszystkim, jak obchodzić przepisy kontroli ekonomicznej za pomocą machlojek (sztucznych).

Roures to przyznał. [słowa Rouresa i tę historię można przeczytać w tym artykule] Jego firma podpisała umowę zakupu połowy z tych 49% Barça Studios za 100 milionów euro z zamiarem pomocy Barçy. Nie było jednak żadnego zamiaru wywiązania się z tej umowy. Była to operacja skrojona na miarę, służąca spreparowaniu legalnego kontraktu, który zapewniłby Barçy 100 milionów marginesu w ramach finansowego fair play, aby mogła wtedy zarejestrować między innymi Koundé, Raphinhę i Lewandowskiego. Firma socios.com zrobiła to samo z kolejnymi 100 milionami. Doprowadziło to do tego, że Barça zdobyła mistrzostwo dzięki sztucznemu marginesowi finansowego fair play. Była to liga sezonu 2022/23, którą nazwałem Ligą Bękartów. Z tych 200 milionów otrzymano 55, ale Barça wykorzystała 200, a La Liga jej na to pozwoliła. Kluby zaś milczały – zarówno w tej sprawie, jak i w sprawie amnestii ze strony Rodrígueza Uribesa z CSD.

REKLAMA
REKLAMA

Od sierpnia 2022 roku, kiedy dokonano tej operacji, do momentu skorygowania rozliczeń finansowego fair play z tytułu niezapłaconych należności, Barça korzystała ze 173 milionów marginesu, za którymi nie stały otrzymane pieniądze i wygrała w tym czasie:

  • Ligę i Superpuchar w sezonie 2022/23.

  • Nic w sezonie 2023/24.

  • Ligę, Puchar i Superpuchar w sezonie 2024/25.

Kiedy wygrała ligę i Superpuchar w sezonie 2025/26, rozliczenia związane z machlojkami i rozmaitymi sztuczkami były już skorygowane.

Wszystko to przy współwinnym milczeniu Florentino, który w tamtym okresie wszystko przełykał i choć tak chętnie składa różnego rodzaju zawiadomienia, to tu nie zgłaszał niczego, mimo szkody, jaką tak nierówne traktowanie wyrządzało Realowi Madryt. Wszystko przez obsesję utrzymania Laporty w swojej Superlidze.

Ten artykuł nie ma na celu odbierania Barçy jakichkolwiek zasług sportowych w zestawieniu z katastrofą Realu Madryt w dwóch ostatnich sezonach, zakończonych bez trofeów, bez wygrania absolutnie czegokolwiek. Dwa „zeroplety”. Florentino też stosuje dźwignie, z tą różnicą, że Real Madryt otrzymuje z nich pieniądze. Celem tego artykułu jest zwrócenie uwagi na to, że przepisy kontroli ekonomicznej nie powstrzymały tej luki, dzięki której Barça mogła wykorzystywać na transfery pieniądze, z których nie powinna była korzystać. Osobną kwestią jest to, czy w ostatnich sezonach Barça przeprowadza lepsze, czy gorsze transfery od Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Nie chcę jeszcze bardziej komplikować sprawy, ale obraz staje się gorszy, gdy uwzględnimy, że przy operacji sprzedaży 49% Barça Studios za 200 milionów euro – choć udziały te ewidentnie nie były tyle warte – Barça zaksięgowała nie 200, lecz 408 milionów euro. Prawo na to pozwala na mocy zawiłego przepisu, nad którym nie będę się tutaj rozwodził. Innymi słowy, w sprawozdaniu finansowym za sezon 2022/23 Barça wykazała przed swoimi socios przychód w wysokości 408 milionów, z których do dziś otrzymała zaledwie 55. Były to sprawozdania, które nie odpowiadały rzeczywistości. A mimo to zostały zatwierdzone przez socios.

Zapytałbym Instytut Rachunkowości i Audytu przy Ministerstwie Gospodarki: jak coś tak skandalicznego może być legalne?

Socios Barçy nawet nie zamierzam pytać, jak można zatwierdzić coś takiego, skoro zaakceptowali prowizję w wysokości 49 milionów euro dla pana o nazwisku Darren Dein, który w ogóle nie był potrzebny do przedłużenia umowy Barçy z Nike. Darren Dein zapewne wie, dokąd trafiło te 49 milionów euro. Napiwek.

Wszystko to zakończyło się zresztą ponownym wyborem Laporty na prezesa z większą liczbą głosów niż w poprzednich wyborach, więc wszystkie te operacje uzyskały akceptację członków klubu.

REKLAMA
REKLAMA

Łącznie z pozostaniem prezesa na stanowisku pomimo strat ponoszonych nieprzerwanie przez trzy ostatnie sezony, podczas gdy historyczny statut Barçy w artykule 67. zabraniał zarządowi wykazywania strat przez dwa lata z rzędu lub pogarszania stanu kapitału własnego. W takim przypadku członkowie zarządu musieli pokryć te straty. Teraz nowa Barça Laporty, przy poparciu socios, zniosła obowiązek przedstawienia gwarancji finansowej przez kandydatów i tymczasowo zawiesiła artykuł 67. Zrobiła to w październiku 2021 roku, do czasu, aż kapitał własny ponownie stanie się dodatni. Do dziś pozostaje on ujemny, a jego stan się pogarsza.

Grzech pierworodny

W ten sposób sezon 2020/21, rozpoczęty pod rządami Bartomeu, który sprawował władzę do października 2020 roku, następnie prowadzony przez zarząd komisaryczny do marca 2021 roku, a zamknięty księgowo przez Laportę, urzędującego od marca do 30 czerwca 2021 roku, zakończył się monstrualną stratą 481 milionów. Laporta naciągnął i wyolbrzymił wszystkie możliwe pozycje, aby obrzucić błotem zarządzanie Bartomeu.

Ta liczba wywołała jednak trzęsienie ziemi w księgach, które doprowadziło Barçę do całego tego zamieszania z dźwigniami, tymi prawdziwymi i tymi fikcyjnymi. Klub do dziś się z tego nie podniósł. Laporta nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo strzela sobie w stopę, wykazując tak wyolbrzymione straty w sezonie 2020/21.

REKLAMA
REKLAMA

W ostatnich sześciu sezonach (Laporta przyszedł w marcu 2021 roku), pomimo zaksięgowania 638 milionów rzeczywiście otrzymanych przychodów z dźwigni (już po skorygowaniu ich wartości), oraz 245 milionów z dźwigni placebo (bez wpływu pieniędzy) po cięciach dokonanych przez audytora z powodu niezapłaconych należności, suma zysków i strat daje -293 miliony skumulowanych strat w ciągu sześciu sezonów.

W konsekwencji na 30 czerwca 2026 roku Barça ma ujemny kapitał własny wynoszący -168 milionów euro, będący skutkiem historycznie skumulowanych strat i zysków. To sprawiło, że UEFA ukarała ją grzywną w wysokości 15 milionów euro, a klub musiał wykonać kolejny fikołek: doprowadzić do udzielenia przez Goldman Sachs pożyczki w wysokości 90 milionów jednej ze swoich spółek zależnych (BLM). Chodziło o to, aby ta pożyczka partycypacyjna została uznana za kapitał własny i pozwoliła uniknąć naruszenia przepisu UEFA, zgodnie z którym na każdy 31 grudnia klub musi poprawiać swój ujemny kapitał własny o 10%. Tymczasem Barça właśnie pogorszyła go o kolejne 15 milionów.

Wszystko to pomimo faktu, że Barça jest maszynką do generowania przychodów i podjęła wysiłki, by uzdrowić swój rachunek wyników oraz koszty kadry. Wydaje jednak pieniądze w takim samym tempie, w jakim je zarabia.

REKLAMA
REKLAMA

Niech zabawa trwa, dopóki Barça zdobywa trofea i są chleb oraz igrzyska. Tak to wygląda w futbolu i w Hiszpanii, w futbolu i w polityce. Dlatego z każdym dniem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dziennikarstwo śledcze czy odpowiedzialne dziennikarstwo mają coraz mniejsze znaczenie. Pozostaje tylko spokojne sumienie, kiedy kładziesz się spać.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (35)

REKLAMA