Mourinho: Real powiedział, że potrzebuje mnie do odnowy i rozpoczęcia nowej wielkiej dekady
Czy zdarzało się, że zawodnik łamał jakąś zasadę, ale przynosiło to dobry rezultat? Pamiętasz takie sytuacje?
Są zasady i zasady. Są takie, które nie podlegają negocjacjom i takie, które uwielbiam, gdy zawodnicy łamią. Spróbuję to wyjaśnić. Jeśli masz się stawić o 9:00, to 9:00obowiązuje wszystkich. Jeśli przychodzisz o 9:15, nawet jeśli jesteś supergwiazdą, po prostu nie możesz tego robić. Nie akceptuję łamania tej prostej zasady. Ale podczas meczu zawodnik może ze względu na swój talent, kreatywność czy przeczucie złamać zasadę i zaryzykować, próbując czegoś innego. Ze mną dzieje się to samo. Przygotowuję mecz z asystentami i analitykami. Staramy się ograniczyć całą nieprzewidywalność spotkania. Próbuję wszystko zaplanować: dobrze, będzie to wyglądało tak. Jeśli będziemy wygrywać, zrobię to. Jeśli będziemy przegrywać, zrobię tamto. A potem nagle w trakcie meczu nie zwracam uwagi na analityków ani asystentów. Po prostu mam przeczucie, żeby coś zrobić i to robię. Jeśli na koniec wynik nie jest taki, jakiego chciałem, nie obwiniam siebie, bo zrobiłem to dla drużyny. Zrobiłem to, ponieważ czułem, że tak będzie lepiej. Takie łamanie zasad, podejmowanie pewnego ryzyka w kwestii struktury czy pomysłu na grę… Jeśli robisz to, ponieważ podpowiada ci to przeczucie, czasami możesz wręcz poczuć, że dostałeś natchnienie z góry. Zdarzało mi się coś zrobić, a potem po meczu zastanawiać: „Co to było? Dlaczego to zrobiłem?”. A kiedy przynosi to niesamowity efekt, myślisz sobie: „Wow, ten na górze popchnął mnie, żeby to zrobić”. Uważam więc, że tym bardziej dotyczy to zawodnika na boisku. Dla mnie zasady niepodlegające negocjacjom obowiązują poza boiskiem. Na boisku łamcie zasady.
Wciąż jesteśmy ludźmi, prawda? Czasami jakiś głos z góry, jakaś siła wyższa może dać nam intuicję, której nie potrafimy wyjaśnić. Ale czasami…
Wśród piłkarzy są artyści. Uważam, że każdy, kto osiąga pewien poziom, niezależnie od dziedziny, jest kimś obdarzonym specjalnym talentem. W każdej dziedzinie, w każdej branży, w każdym zawodzie, w każdej sztuce: w kinie, teatrze, czymkolwiek. Kiedy osiągasz pewien poziom, nie chodzi już tylko o twoje przygotowanie, wykształcenie czy o to, czego nauczyłeś się na uniwersytecie. Masz dary, którymi prawdopodobnie obdarzył cię Bóg. Więc korzystaj z nich. Kieruj się przeczuciem.
José, chciałbym zaprosić cię do krótkiej zabawy dotyczącej tego, co możemy kontrolować, a czego nie. Są rzeczy w życiu i w pracy, nad którymi mamy kontrolę, ale są też takie, na które mamy niewielki wpływ. Będę podawał krótkie hasła, a ty odpowiesz: „Mam nad tym kontrolę” albo „Nie mam nad tym kontroli”. Czy możesz kontrolować taktykę przeciwnika?
Mogę próbować przewidzieć, co zrobią. Mogę się pomylić, a mimo to jeszcze w trakcie meczu dostosować się, żeby spróbować przejąć kontrolę. Ale czasami przegrywam, czasami nie potrafię tego kontrolować. Są ode mnie lepsi.
A pewność siebie zawodników? Twoich zawodników. Możesz ją kontrolować?
Nie. Staram się dawać im narzędzia do budowania pewności siebie. Uważam, że jedną z rzeczy, które im ją dają, jest świadomość tego, czego od nich oczekuję jako podstawy. Kolejna to zapewnienie im pewnej swobody, żeby mogli wyrazić siebie. Jeszcze inna to świadomość, że jestem przy nich, kiedy popełnią błąd. Że nie zostawię ich z tym samych. Myślę, że to narzędzia, które czynią zawodnika silniejszym i bardziej pewnym siebie, ale jednocześnie każdy z nich jest odrębną osobą. Czasami są rzeczy, na które nie mam wpływu i w których nie mogę im pomóc. Na przykład, jeśli w pewnym momencie nasi kibice na naszym stadionie są niezadowoleni z zawodnika i dają mu to odczuć, niektórzy piłkarze reagują ogromną siłą. Inni się załamują. Jeszcze inni stopniowo tracą pewność siebie.
To ogromna presja.
To ogromna presja. Mogę więc im pomóc, ale zdecydowanie nie mogę tego kontrolować.
Następna prosta kwestia: ego supergwiazdy. Możesz je kontrolować czy nie?
Ci, których naprawdę nazywam supergwiazdami, nigdy nie stanowią problemu ze względu na ego. Ci, którzy swoim ego stwarzają problemy, nie są dla mnie supergwiazdami. Dla mnie supergwiazda to kompletny pakiet. A w tym kompletnym pakiecie jest element związany z osobowością: ego jest proporcjonalne do talentu. Przychodzi jednak moment, w którym wiedzą, że już dość.. Jeśli nie wiedzą, kiedy powiedzieć sobie „dość” i chcą przekroczyć tę granicę, nie są dla mnie supergwiazdami.
Kolejna sprawa to chemia w szatni. Możesz ją kontrolować?
Nie mogę jej kontrolować całkowicie. Mogę pomagać i czuję się za nią odpowiedzialny. Myślę, że to trochę jak w domu. Rodziny z dwójką, trójką czy czwórką dzieci. Czy dzieci będą się kłócić? Myślę, że tak. Czy się kochają? Muszą. Ojciec i matka nie mogą kontrolować wszystkiego, ale ponoszą odpowiedzialność. W piłce jest tak samo. Trener, asystenci, wszyscy ludzie w szatni, osoby pełniące różne funkcje – wszyscy ponosimy odpowiedzialność. Ale kontrola, absolutna kontrola? Nie, zdecydowanie nie. Jednak pewną formą kontroli jest też to, że kiedy pojawiają się problemy, rozwiązujesz je i idziesz dalej. Możesz mieć problem, który trwa dwa, trzy czy cztery dni, ale zawsze wrócimy do normalności. I właśnie tę normalność musisz zbudować.
Kolejne trzy kwestie są dość proste. Konferencja prasowa: możesz ją kontrolować?
Tak, myślę, że mogę. Nie mogę kontrolować pytań. Konferencja jest otwarta, pytania nie są wybierane. Nie znam ich. Nie wiesz, co cię czeka, więc nad tym nie masz kontroli. Ale masz kontrolę nad swoimi emocjami. Masz kontrolę nad tym, co chcesz powiedzieć, a czego nie chcesz. Mam za sobą 1300 meczów. To oznacza jedną konferencję przed spotkaniem i jedną po nim, czyli co najmniej 2600 konferencji prasowych. Jeśli zapytasz mnie, czy na wszystkich zachowałem kontrolę, odpowiem: nie. Ale powiedziałbym, że te, podczas których ją straciłem, stanowiły znikomy odsetek. To te, które stały się viralami [śmiech]. Stały się nimi, bo powiedziałem coś, czego nie powinienem albo zareagowałem tak, jak nie powinienem. Właśnie te obiegły internet. Ale jeśli na 2600 konferencji te 20 stało się viralami, to znak, że znakomicie nad sobą panowałem [śmiech].
Kolejna kwestia, José: twój tygodniowy harmonogram. Możesz go kontrolować?
Tak, mogę. Oczywiście myślę o tym, co jest najlepsze dla zawodników i organizuję treningi w sposób, który moim zdaniem jest najlepszy dla nich oraz dla drużyny. Od początku pracy robię jedną rzecz i nie zamierzam tego zmieniać: organizacja nie zmienia się pod wpływem wyników. Wygrywamy czy przegrywamy – jest tak samo. Niczego nie zmieniam. Dlaczego? Ponieważ poświęciłem mnóstwo godzin na ustalenie tego, co uważam za najlepsze dla zawodników. Konsultowałem się z całym sztabem, z zespołem medycznym, ze specjalistami zajmującymi się naukowym wsparciem treningu. Odbyłem spotkania, żeby ustalić harmonogram. Nie będę go zmieniał tylko dlatego, że jedna piłka trafiła w słupek, a druga wpadła do bramki, przez co wygraliśmy albo nie wygraliśmy. To dla mnie ważna podstawa. Oczywiście praca jest bardzo, bardzo ważna. Rodzina jest oczywiście ważniejsza od pracy, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale rodzina wie, że praca wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Oczywiście czasami chciałbym mieć dla rodziny więcej czasu. Czasami opuszczam czyjeś urodziny. Czasami omija mnie ważny rodzinny moment. Czasami bardzo chciałbym być z nimi, a mnie nie ma. Ale odpowiedzialność zawodowa bierze wtedy górę. Poza tym nie mam hobby. Wiem, że pod tym względem jestem dość nudny, ale nie mam hobby. Nie ma niczego, o czym powiedziałbym: „Bardzo chciałbym pograć w golfa” albo „Chciałbym pójść z przyjaciółmi pograć w padla”. Nie mam hobby.
To zostawia ci bardzo mało przestrzeni na cokolwiek innego.
Tak, ale mnie to nie frustruje. Bo nie ma niczego, czego żałuję. „Och, nie pójdę pograć w golfa”, „Och, nie pójdę pojeździć na rowerze”. Nie. To mnie nie frustruje.
José, ta przejażdżka sprawiła nam wielką przyjemność, ale jest jeszcze kilka rzeczy, które nasi widzowie być może chcieliby od ciebie usłyszeć. To oczywiście inspiracja dla młodych ludzi. O jakiej jednej rzeczy powinni pamiętać przez całe życie?
Kochaj to, co robisz. Czasami ludzie mówią mi: „Och, tyle presji”; „Och, przed takim meczem”; „Och, w tym tygodniu grasz trzy wielkie spotkania”. Jeśli tego nie kochasz, masz problem. Wielu moich byłych zawodników zostało trenerami. Kiedy zaczynają, zawsze zadaję im jedno pytanie: „Kochasz to? Słuchaj, to znacznie trudniejsze niż granie w piłkę. Kochasz to?”. „Tak, kocham, kocham”. „To daj z siebie wszystko”. A jeśli słysz „Ach… Nie wiem, szefie. Jak ty możesz robić to przez 20 lat? Ja jestem na drugim roku. Jak ty to robisz?”, odpowiadam: „To odpuść, przyjacielu. Jeśli jesteś zmęczony już w drugim roku, odpuść”. Myślę więc, że to bardzo ważne. Nie czujesz, że się starzejesz. Nie czujesz zmęczenia. Kochasz to. Mówię o piłce nożnej, ale myślę, że dotyczy to każdego innego zawodu. Żeby dotrzeć na szczyt, a zwłaszcza żeby się na nim utrzymać, musisz to kochać. Kiedy to kochasz, presja jest inna. Jest znacznie mniejsza albo w ogóle jej nie czujesz. Czerpiesz z tego przyjemność. Budzisz się rano i cieszysz się, że wstajesz. Cieszysz się, że idziesz do pracy. Kiedy tak naprawdę nie sprawia ci to przyjemności, jest trudniej.
Kiedy uświadomiłeś sobie: „Piłka to moja najważniejsza sprawa. Kocham ją, poświęcam jej cały swój czas, wszystko się z niej bierze”? Ale pewnego dnia zdałeś też sobie sprawę, że jesteś bardzo sławny, że jesteś celebrytą. Kiedy i jak do tego doszło?
Myślę, że to następowało stopniowo. Nie potrafię wskazać jednego momentu. Ale ta etykieta zmienia twoje życie. Etykieta celebryty, czyli człowieka, który idzie ulicą i którego wszyscy rozpoznają, o którym wszyscy wiedzą, kim jest – to ta część mojego życia, którą bym usunął, gdybym mógł. To część pracy, coś, co się z nią wiąże, a co nie sprawia mi przyjemności. Nie sprawia mi przyjemności to, że jestem w restauracji i muszę podawać ludziom rękę. Idę ulicą i muszę zatrzymać się dziesięć razy, żeby rozdać sto autografów albo zrobić sto zdjęć. Mówię o tym i musicie to uszanować. Nie jestem idealny. Nie twierdzę, że zatrzymuję się za każdym razem, że za każdym razem robię zdjęcie czy że jestem miły dla ludzi, którzy gonią mnie z aparatem. Nie zawsze jestem miły. Ale przez większość czasu staram się ich zrozumieć. Z kolei rzeczy, które robię poza piłką, ta współpraca z wami, współpraca z marką sportową, tego rodzaju zajęcia, które mam obok futbolu… Muszę być szczery: sprawiają mi przyjemność. Być może stają się swego rodzaju hobby, którego nie mam. Wiesz, gdybym teraz nie spędzał z tobą godziny w samochodzie, prawdopodobnie nadal siedziałbym w swoim biurze, oglądając jakiegoś zawodnika, jakiś mecz albo ponownie analizując nasz dzisiejszy poranny trening. Więc to coś dobrego.
koniec cz.2 z 2
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.