REKLAMA
REKLAMA

Mourinho: Real powiedział, że potrzebuje mnie do odnowy i rozpoczęcia nowej wielkiej dekady

José Mourinho był gościem programu Bet it Drives Show. Przedstawiamy pierwszą część z dwóch tej rozmowy z Portugalczykiem, która została nagrana w trakcie jazdy po Madrycie.

REKLAMA
REKLAMA
Mourinho: Real powiedział, że potrzebuje mnie do odnowy i rozpoczęcia nowej wielkiej dekady
Ujęcie z tej rozmowy. (fot. YouTube)

Skoro jesteśmy w Madrycie, to prawdopodobnie jest to już może nawet twój drugi dom. Niedawno wróciłeś do Realu Madryt. Możesz nam trochę opowiedzieć, dlaczego wróciłeś i jaka historia się za tym kryje?
Wróciłem, ponieważ klub chciał mojego powrotu. Pod koniec ubiegłego sezonu, po dwóch sezonach, w których największy klub na świecie nie osiągał najlepszych wyników i zaliczył mały rozwód z kibicami, skontaktowano się ze mną. Powiedziano mi: „Znamy cię. Ty znasz nas, znasz klub, znasz jego kulturę, znasz ludzi. Potrzebujemy cię. Potrzebujemy cię do odbudowy. Potrzebujemy cię, żeby znów rozpocząć tak niesamowitą dekadę, jaką klub miał za sobą. Potrzebujemy ciebie. Potrzebujemy kogoś o twoim profilu”. Byłem szczęśliwy. Byłem szczęśliwy w Benfice i w Portugalii. Wyjechałem ze swojego kraju tak wiele lat temu, że kiedy wróciłem do Benfiki, było mi dobrze. Ale Real Madryt to Real Madryt. Wszyscy w klubie rozumieli, że powrót jest dla mnie wielką szansą. Ponownie rozstaliśmy się więc w dobrych relacjach. Nie mógłbym być szczęśliwszy i nie mógłbym mieć większej motywacji niż ta, którą mam.

REKLAMA
REKLAMA

Wspomniałeś już, że zaproszono cię z powrotem do Realu Madryt ze względu na silną więź z klubem. Ale jaki jest dla ciebie idealny partner do współpracy? Spotykałeś się z wieloma różnymi sytuacjami: z piłkarzami, inwestorami, klubami…
Lubię... realizm. Nie lubię zachowawczej współpracy, w której cele są bardzo niskie i chodzi wyłącznie o bezpieczną grę. Lubię grać o wielką stawkę, ale lubię też realizm. W niektórych klubach, w których pracowałem, czułem, że tego realizmu brakowało. Chcę przekraczać wyznaczone cele. Nie chcę, żeby były niskie, ale chcę, żeby były realistyczne. Ponieważ w swojej karierze odnosiłem tak wiele sukcesów, realizując wielkie cele, w pewnym momencie miałem wrażenie, że ludzie patrzą na mnie i myślą: „Tylko dlatego, że go mamy, możemy wyznaczyć sobie szalone cele”. A w piłce nie ma cudów. Myślę, że nie ma ich również w żadnej innej dziedzinie. Jest talent, praca zespołowa, ambicja, empatia. Trzeba podchodzić do tego ambitnie, ale te ambicje muszą być realistyczne. Real Madryt jest miejscem, w którym cele są oczywiście najwyższe. Jednocześnie jednak talent, którym dysponujesz, oraz organizacja, którą masz do dyspozycji, również odpowiadają takim ambicjom.

REKLAMA
REKLAMA

José, piłka nożna jest jedną z najstarszych gier, ale ludzie wciąż ją kochają i prawdopodobnie jej popularność wręcz rośnie.
Więc proszę, nie zmieniajcie jej za bardzo! [śmiech] Boję się tego, bo zaczynasz od stwierdzenia, że to stara gra, którą ludzie wciąż kochają.

Dokładnie.
Nie zmieniajcie jej za bardzo! Wprowadzajcie drobne poprawki. Przybliżajcie piłkę nowym pokoleniom. Wykorzystujcie nowe technologie, żeby futbol był nowoczesny i wiarygodny. Ale kiedy coś wydaje się idealne, nie zmieniajcie tego za bardzo, ponieważ możecie zniszczyć wspaniały projekt.

Czy zatem dla ciebie jako trenera piłka wciąż skrywa jakieś tajemnice? Czy nadal daje ci lekcje albo inspirację do dalszej pracy?
Uczę się każdego dnia. Uczę się dzięki trudnym chwilom. Uczę się od ludzi, z którymi pracuję, zwłaszcza od piłkarzy. Większość rzeczy jest dla mnie jak déjà vu, ponieważ spędziłem tyle lat na wysokim poziomie. Różne rzeczy się dzieją i mam wrażenie, że już to przeżyłem: „To już mi się przydarzyło. Tamto też już mi się przydarzyło”. Jednocześnie jednak piękno futbolu polega również na jego nieprzewidywalności.

To wciąż gra.
To wciąż gra. Ostatecznie te 90 minut meczu jest efektem wielu godzin w ciągu tygodnia, podczas których pracujesz z myślą o tych 90 minutach. Czasami mam wrażenie, że ludzi bardzo interesuje to, co wydarzyło się przed meczem i po nim. Ale myślę, że to również jest część magii futbolu. Kiedy oglądasz niesamowity film, producenci zazwyczaj udostępniają ci krótkie zwiastuny, ale nie pozwalają ci śledzić wszystkiego. W Hollywood czy w innych miejscach, w których kręci się filmy, nie otwierają drzwi i nie mówią ludziom: „Proszę, chodźcie i obserwujcie każdą minutę, dzień po dniu”. W piłce jest trochę podobnie. Rozumiemy zmiany. Rozumiemy media społecznościowe. Rozumiemy, że musimy przyciągać ludzi. Dlatego stopniowo otwieramy szatnię, otwieramy treningi. Ale w pewnych momentach treningu muszę powiedzieć operatorowi: „Na tę część wyjdź. Teraz nie ma kamer”. Taka jest logika tych rzeczy.

REKLAMA
REKLAMA

Czyli to wciąż gra ludzi dla ludzi. A skoro mowa o piłkarzach, wspomniałeś, że rozmowy z nimi trwają bez przerwy. Czy zdarzały się sytuacje, w których to ty czegoś się od nich nauczyłeś?
Cały czas. Cały czas. Pod względem piłkarskim nieustannie, ponieważ zawsze zależy mi na bardzo dobrej komunikacji z zawodnikami. Bardzo często mówię im: „To mój pomysł na ten mecz. To moja strategia, tak przeanalizowaliśmy to z moimi asystentami. W taki sposób chcemy grać. Ale ważniejsze od tego, jak ja chcę grać, jest to, co wy czujecie. Czy czujecie, że możecie to dla mnie zrobić? Czy czujecie, że jesteście w stanie wykonać zadania, które wam powierzam? Jeśli nie, powiedzcie mi, co o tym myślicie”. Zawsze jest więc coś, co nazywam odkrywaniem pod kierunkiem. Odkrywamy razem, próbujemy dojść do idealnej sytuacji, w której trener jest zadowolony i czuje się komfortowo, ale zawodnik również czuje się komfortowo. Nie sądzę, żeby to działało, kiedy piłkarz robi coś, w co nie wierzy. Dlatego uważam, że ta empatia między liderem a tymi, którzy, powiedzmy, reprezentują go na boisku, jest bardzo ważna.

Zwłaszcza kiedy pracujesz z mistrzami, którzy już wiele osiągnęli, znalezienie tego niewielkiego obszaru, w którym można jeszcze wydobyć dodatkowy potencjał, jest niezwykle trudne. Myślę, że twoim szczególnym talentem jest właśnie praca z piłkarzami najwyższej klasy i umiejętność znajdowania z nimi wspólnego języka…
Nie, myślę, że wszystko zaczyna się od tego, że na takim poziomie bardziej chodzi o stworzenie drużyny i o to, żeby nie przeszkadzać za bardzo znakomitym piłkarzom, których masz do dyspozycji. Więc, żeby wygrywać, musimy pracować razem. Musimy grać dla siebie nawzajem. Musimy się dla siebie poświęcać. To jedna rzecz. A czymś innym jest ciągłe siedzenie zawodnikom nad głową: „To jest źle. Tamto jest źle. Musisz zrobić to. Musisz zrobić tamto”. Nie będę mówił piłkarzom na tym poziomie, jak kopać piłkę czy jak uderzać ją głową. Bardziej chodzi o pracę zespołową niż o indywidualne uwagi. Trenowanie najlepszych piłkarzy różni się od trenowania przeciętnych. To zupełnie inny styl prowadzenia zespołu.

REKLAMA
REKLAMA

Myślę, że osobowości, z którymi pracujesz, również są dość złożone i bardzo indywidualne.
Tak. Każdy człowiek jest inny. Mam tylko dwoje dzieci, dzisiaj już dorosłego mężczyznę i dorosłą kobietę. Nawet oni, choć mają tę samą mamę i tego samego tatę, są różni. A co dopiero 25 chłopaków, 25 młodych mężczyzn. Każdy z nich jest inny. Mają różne osobowości, różne wychowanie. Przy tym, jak dziś wygląda świat i piłka nożna, wielu z nich wyznaje też różne religie. Pod każdym względem się różnią. Istnieje pewna podstawa zasad, które dotyczą wszystkich, ale później musisz podchodzić do każdego indywidualnie. Nawet uwagi można przekazywać zawodnikom na różne sposoby, a oni różnie je odbierają. Jaki jest najlepszy sposób, żeby wydobyć z tego piłkarza to, co najlepsze? Jeden z moich dobrych wykładowców na uniwersytecie mówił: „Nie trenujesz piłkarzy. Trenujesz ludzi”. Dopiero potem ten człowiek jest piłkarzem, ale przede wszystkim jest człowiekiem, w tym przypadku młodym mężczyzną. Dlatego ten ludzki wymiar pracy jest bardzo ważny.

Tak samo jak wtedy, gdy budujemy zwykłe przyjaźnie, jako ludzie, prawda?
Tak, myślę, że tak.

Na tej podstawie budujesz coś więcej, a później z pewnością trochę z czegoś rezygnujesz, żeby nawiązać tę więź, stworzyć zaufanie.
Myślę, że tak. Nigdy, od samego początku, a zaczynałem ponad 20 lat temu, nie wierzyłem w to, że władza wynika ze statusu. Teraz oczywiście wierzę w to jeszcze mniej. Władza wynika z tego, że widzą w tobie kogoś, kto jest dobry w tym, co robi. Widzą kogoś, kto może im pomóc. Widzą kogoś, komu mogą zaufać. Nie kogoś, kto jest od nich starszy albo ma status pierwszego trenera czy menedżera, czy jakkolwiek to nazwiemy. Nie wierzę, że to z tego wynika.

REKLAMA
REKLAMA

Tak. Myślę, że zaufanie zawsze działa w obie strony. Jeśli widzą, że im ufasz, dajesz im trochę swobody i przestrzeni oraz ich słuchasz, wtedy będą chcieli dać ci szansę, żebyś pomógł im się rozwijać.
Nie zdradź mnie. Kiedy mówię: „Nie zdradź mnie”, mówię oczywiście o piłce nożnej. Nie zdradź mnie, a ja zawsze będę przy tobie. Bez względu na wszystko. Bez względu na wszystko.

Bo to najwyższy poziom futbolu, na którym prawdopodobnie wszyscy są przygotowani fizycznie, wszyscy wiedzą, co mają robić, ale to przecież gra.
Tak, ale piłkarzem jesteś przez 24 godziny na dobę. O to też chodzi. Trenujesz 2-3 godziny dziennie, ale piłkarzem jesteś przez całą dobę. Wszystko wpływa więc na twoją pracę. To, co jesz poza klubem. To, co pijesz poza klubem. To, jak śpisz poza klubem. Nawet sprawy z twojego życia prywatnego. Niestety piłkarz nie może jeździć na nartach w górach, nie może jeździć na rowerze. Jeśli to robi, nawet ukrywając to przed klubem…

Czyli jest to ograniczenie zapisane w kontrakcie, prawda?
Nie interesuje mnie kontrakt. Interesuje mnie twoje podejście do pracy. Przewrócisz się na rowerze i nie zagrasz w 3 meczach. A może będzie gorzej, może złamiesz nogę. Może tylko się potłuczesz, ale te stłuczenia sprawią, że nie będziesz w najwyższej formie. Masz grupę przyjaciół. Jesteś młody, jesteś singlem, masz 22-23 lata. Twoi przyjaciele idą do klubu nocnego w środę, czwartek i piątek. Ty nie możesz. Możesz pójść tylko w noc po meczu, jeśli za 3 dni nie grasz kolejnego, a przecież tak też może się zdarzyć. Żeby być piłkarzem, musisz więc zrezygnować z wielu rzeczy. Na końcu jednak kariera jest krótka. Kiedy kończysz ją, powiedzmy, średnio w wieku 35 lat, masz potem wiele lat, żeby cieszyć się życiem w inny sposób. Ostatecznie piłka nożna nie jest pracą, lecz sposobem na życie. Jeśli traktujesz ją jak hobby, jesteś skończony. Jeśli uważasz, że jesteś piłkarzem tylko przez kilka godzin dziennie, nie dojdziesz na szczyt. Ostatecznie jest to więc sposób na życie. Niedawno obejrzałem dokument o Rafie Nadalu. Oczywiście nie jest piłkarzem, ale był niesamowitym sportowcem. To niesamowite, z czego zrezygnował. Niesamowite, jakie poświęcenia poniósł, żeby mieć taką karierę. Na koniec zawsze istnieje związek między tym, co osiągasz, a tym, co dajesz z siebie, żeby to osiągnąć.

REKLAMA
REKLAMA

cz1. z 2

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (5)

REKLAMA