– Barcelona? Proszę spojrzeć, jest jedno bardzo zabawne zdjęcie. Wracam do niego z wielkim sentymentem. To zdjęcie z treningu: ja, Pep Guardiola i Luis Enrique. Byłem młodym asystentem. Pep i Luis byli wtedy po prostu piłkarzami. Byłem daleko od miejsca, do którego później dotarłem. I uważam, że Pep i Luis myśleli wtedy tylko o swojej karierze piłkarskiej, a nie o karierze trenerskiej. Dziś wszyscy jesteśmy zwycięzcami Ligi Mistrzów i osiągnęliśmy to, co osiągnęliśmy.
– W tamtym czasie po prostu staraliśmy się jednak jak najlepiej wykonywać swoją pracę, szczerze mówiąc. Oczywiście widziałem, że Pep był bardzo inteligentnym piłkarzem, przez sposób, w jaki grał i czytał grę. Oczywiście widziałem, że Luis był liderem, że był motywatorem. Też to czułem. Wtedy jednak się o tym nie myśli, człowiek myśli tylko o tym, żeby dać z siebie wszystko. W Barcelonie jako rodzina przeżyliśmy niesamowity, naprawdę niesamowity okres. Moja córka przyjechała do Barcelony, gdy miała miesiąc. Mój syn urodził się w Barcelonie. Ja, moja żona i dzieci spędziliśmy w Barcelonie cztery niesamowite lata. Nie mogę mieć z tym miejscem żadnych złych skojarzeń.
– Piłka nożna to jednak piłka nożna i wiele razy grałem przeciwko Barcelonie, zaczynając od Chelsea, jeszcze przed przejściem do Interu. Wielkie mecze w Lidze Mistrzów z Chelsea, potem wielkie mecze w Lidze Mistrzów z Interem, a później trafiłem do Realu Madryt. Myślę, że to przeznaczenie postawiło nas przeciwko sobie. Ostatecznie nie zaprzeczam, że kocham Real Madryt i właśnie dlatego wracam. Nie mam jednak żadnych złych uczuć wobec Barcelony. Po prostu lubię grać przeciwko niej, bo w piłce lubi się grać przeciwko najlepszym. Najlepsi zmuszają cię, żebyś był lepszy, niż jesteś.
– Dzisiaj, ale też wcześniej, istniała głupia teoria, że „można być wielkim bez wygrywania”. Dla mnie to kompletna głupota. To sprzeczne z naturą sportu, bo w sporcie celem jest zwycięstwo. Nie podoba mi się ta krytyka stylu. Nie zgadzam się z nią. Myślę, że ludzie pracują i próbują wygrywać, wykorzystując najlepsze cechy, jakie może mieć ich drużyna. W kontekście Arsenalu uważam, że gdyby Arsenal próbował być drugim Manchesterem City, prawdopodobnie by nie wygrał. A wygrał. Trzeba szanować zwycięzców. Tak właśnie podchodzę do Arsenalu, ale nie, nie wracam do przeszłości i nie porównuję nas do nich. Bo koniec końców tamten Inter, który wygrał Ligę Mistrzów, przed tym kultowym defensywnym meczem, w którym graliśmy w dziesiątkę przez ponad godzinę, tydzień wcześniej pokonał Barcelonę 3:1. Ludzie nie mówią jednak o strzeleniu trzech goli i wygranej 3:1 z Barceloną. Wolą mówić o tym, co uważam za jeden z najlepszych defensywnych występów drużyny w historii, bo w dziesiątkę broniliśmy się przez ponad godzinę przeciwko najlepszej drużynie świata w tamtym czasie.
– Chodzi też o piękną grę i strzelanie wielu goli. I to jest niesamowite, bo Barcelona jest postrzegana jako drużyna grająca piękną piłkę. Barcelona jest postrzegana jako drużyna, która strzela dużo goli. To jednak wielka sprzeczność. Drużyną, która strzeliła najwięcej goli w historii hiszpańskiej piłki, był mój Real Madryt w sezonie 2011/12, ze 121 golami i 100 punktami w jednym sezonie. Jak bardzo defensywna była tamta drużyna?
– Klasyki? Uwielbiam grać takie mecze. Nie oglądałem ich, ja w nich uczestniczyłem. I po prostu to kochałem. Nawet wiele lat później, ile razy spotykałem ludzi na ulicy, którzy mówili – przepraszam za wyrażenie: „Świat się zatrzymywał. Świat zatrzymywał się na te mecze”. Teraz już tak nie jest. Ludzie nie patrzą na Klasyki tak, jak patrzyli wtedy. Świat się zatrzymywał. To nie był tylko Madryt i Barcelona czy Hiszpania. To był cały świat. Ludzie czekali na te mecze. Oczywiście Cristiano i Messi byli ikonami. Byli dwoma najlepszymi piłkarzami świata. Real Madryt jest najlepszym klubem na świecie. Barcelona jest jednym z najlepszych klubów na świecie po Realu Madryt. Szczerze mówiąc, to było szaleństwo. Myślę, że to trochę jak Nadal z Federerem albo Nadal z Đokoviciem. Nawet jeśli teraz w tenisie są świetni młodzi zawodnicy, ludzie, którzy kochają tenis, patrzą na tamte lata jak na coś wyjątkowego. Tamte Klasyki też były wyjątkowe.
– Historii Realu Madryt nie da się porównać z nikim. Myślę, że białe koszulki mają w sobie coś magicznego. W rzeczywistości jednak koszulki mogłyby być czarne, zielone albo niebieskie i niczego by to nie zmieniło. Bo tym, co uczyniło Real Madryt Realem Madryt, jest historia. Historia Realu Madryt jest inna. To nie jest historia wielu wspaniałych piłkarzy, którzy grali w Realu Madryt. Chodzi o klub. Chodzi o tytuły. Oczywiście są trudne okresy. Są okresy, w których nie można wygrywać jak seryjni zwycięzcy, tak jak robią to cały czas. Zawsze są okresy, w których trzeba budować, trzeba przebudowywać. To jednak jest w DNA Realu Madryt, największego klubu na świecie obecnie w wielu obszarach: społecznie, ekonomicznie, w wielu obszarach. Ostatecznie zostają jednak tytuły. I gdy mówimy o Realu Madryt, mówimy o historii futbolu, o piłkarskim dziedzictwie.
– Mbappé? Muszę zobaczyć to na własne oczy. Muszę zrozumieć rzeczy, których w tej chwili nie wiem. To, co wiem w tej chwili, to to, co czytam w mediach i oglądam w telewizji. Muszę poznać zawodników. To nie jest czas na mówienie. To czas, żeby zachować duży spokój, analizować, komunikować się, zadawać pytania, odpowiadać na pytania i otworzyć bardzo płynny oraz szczery dialog. Bo ostatecznie chcę pomóc zawodnikom być lepszymi, pomóc drużynie być lepszą, pomóc klubowi być lepszym. Jestem tu, żeby pomóc wszystkim, nie po to, żeby krytykować, nie po to, żeby mówić, ale żeby słuchać. Jedyne, co mogę powiedzieć o Kylianie Mbappé, to że jest fenomenalnym piłkarzem, a ja spróbuję pomóc mu być jeszcze lepszym.
– Ferragamo (włoski dom mody)? Myślę, że byli niesamowici, cała ekipa, która to zrobiła. Sprawili, że wyglądałem bardzo dobrze. Naprawdę najwyższej klasy profesjonaliści. I uwielbiam to, że okazali mi tak wielki szacunek. Ferragamo, pan Ferragamo i cała struktura. Naprawdę chcieli, żebym wziął w tym udział, i to daje świetne uczucie. To mnie chcieli w pierwszej kolejności. W życiu zawodowym, ale też prywatnym, gdy należę do klubu, gdy należę do marki, naprawdę do niej należę. Dlatego będę wobec nich bardzo lojalny.
– Styl? Nigdy tak naprawdę o tym nie myślałem. Myślałem tylko o tym, żeby czuć się dobrze. Bo ostatecznie, gdy jestem przy linii bocznej, pracuję, wykonuję swoją pracę. Muszę czuć się tak komfortowo, jak piłkarz czuje się na boisku. Piłkarz potrzebuje najlepszych butów, jakie może mieć, potrzebuje spodenek w rozmiarze, który mu odpowiada.
– Garnitur? Szczerze mówiąc, garnitur sprawia, że czuję, jakbym w danym momencie reprezentował wielu ludzi. Czuję, że mecz piłkarski jest pewnego rodzaju ceremonią. Reprezentuję klub, reprezentuję kibiców. Reprezentuję profesjonalną klasę. Wiem, że czasy bardzo się zmieniają i wielu trenerów ubiera się dziś w sposób, w którym ja nie potrafię siebie zobaczyć. Ładny garnitur, w którym czujesz się komfortowo, to jednak coś, co zawsze lubiłem, od samego początku.
– Gdy wracamy do końca lat 90., kiedy zaczynałem, młodzi trenerzy nie byli zbyt dobrze przyjmowani. Ludzie patrzyli na nich przez pryzmat „braku doświadczenia, braku wiedzy” i bardzo mocno zwracali się ku starszym trenerom. Jednocześnie oczywiście niewielu trenerów ma wysoki status, jeśli wcześniej nie byli topowymi piłkarzami. Dlatego nie chcę mówić: „To byłem ja”. Byłem jednym z nich, ale była to bardzo, bardzo mała grupa ludzi, którzy pod koniec lat 90. odnosili sukcesy w młodym wieku, wygrywali ważne trofea w młodym wieku i wyznaczali granicę: można być topowym trenerem, nie będąc topowym piłkarzem.
Komentarze (23)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się