Te powiem już na koniec dwa nazwiska. Nie są z Madrytu, ale powiedzmy, że są blisko. Opinia o Tebasie. Wiemy, że on obecnie z Realem nie ma najlepszych relacji. Gdybyś ty był prezesem, czy to by się zmieniło, czy to ktoś, z kim ty też nie jesteś w stanie się połączyć?
Tebas to profil, przy którym wyraźnie istnieje konflikt z człowiekiem: jego z Realem Madryt i z Florentino Pérezem. Bardzo wyraźny, prawda?
Nie, Tebas był tutaj. Tak, tak. Istnieje poważna wzajemna animozja.
Ale zaczyna się ona od konfliktów, w których ja tutaj doskonale rozumiem Florentino Péreza i prawdopodobnie zrobiłbym to samo, to samo albo więcej, ale w inny sposób. Ostatecznie najpierw szukasz tego, żeby nie krzywdziło cię sędziowanie. Dużo o tym rozmawialiśmy, ale nie poruszyliśmy Negreiry, co?
Tak, tak, chciałem o tym porozmawiać i tak naprawdę nie znalazłem czasu...
Jeśli mnie znowu zaprosisz, to wrócę, żeby porozmawiać o tym.
Ok, a ty zaprosisz mnie, jeśli zostaniesz prezes, pewnego dnia do loży, chociażby ukrytego gdzieś tam w kącie, do tego jeszcze z koszulką Johan Cruyff, którą założę.
Ale z tym do loży cię nie wpuszczą, nie założą ci nawet opaski. Ale uważam, że to już wychodzi poza jakikolwiek rodzaj racji, bo walka jest z osobą, a nie z podstawą: „Słuchaj, chcę tego, co najlepsze dla Realu Madryt, chcę większych przychodów, bo na to zasługujemy, chcę sprawiedliwego sędziowania w federacji, chcę z Tebasem tego, z ligą tamtego”. Te walki są oczywiste i trzeba bronić Realu Madryt ponad wszystkim. Jeśli próbują nam szkodzić, nie ma w tym punkcie granic. Trzeba iść dalej, ale uważam, że generalnie nigdy nie można przekraczać granicy spraw osobistych, bo po obu stronach traci się rację.
Uważasz, że Tebas szkodzi Realowi Madryt?
Uważam, że dzisiaj szkodzi się wyraźnie i nie tyle przez Real Madryt, ale dlatego, że konflikt jest osobisty i wpływa na Real Madryt. To wpływa na Real Madryt. Dlatego w naszym przypadku mówię: jeśli konflikt będzie miał mnie naprzeciwko, to widzicie, że nie mam żadnego problemu, żeby stanąć naprzeciwko czegokolwiek, ani nie zamierzam absolutnie przed niczym się chować. Startuję przeciwko Florentino Pérezowi w wyborach na prezesa Realu Madryt. Zawsze staram się przynajmniej iść z szacunkiem i uważam, że taka droga jest właściwa. O Realu Madryt zawsze mówiło się jako o Klubie z klasą, klubie szacunku. To się zatraca. Na końcu konflikt jest ze wszystkimi. Widzimy to w ostatnich latach. Problemem jest UEFA, FIFA, La Liga, Tebas, Federacja, byli prezesi, prasa, pewne media, ci, którzy gwiżdż, ci, którzy nie gwiżdżą, problemem jestem ja, problemem są inne media, problemem jest telewizja... Już wystarczy. Teraz to oni są ci źli, prawda? Mówi, że wracają ci z dawnej epoki, którzy przychodzą, żeby się posłużyć Realem. Ale jest wielka różnica: ja przychodzę do Realu Madryt z majątkiem i z odrobioną pracą domową. I przedstawiłem poręczenie. Nie wpłaciłem 100 peset, bo kiedy ten pan to robił, było to w pesetach, wiesz? [śmiech] Taka jest rzeczywistość, prawda? Jesteśmy w tym miejscu, w którym ja przychodzę tutaj do Realu Madryt i sam wyłożyłem te setki milionów euro.
Na koniec opinia o Laporcie. Na końcu to wrogowie, ale jednocześnie ja uważam, że... Uważam, że tutaj akurat się zgadzam z Florentino. Nie mówię o kwestii ekonomicznej, ale Real bez silnej Barçy nie jest tym samym i bez silnego Realu to Barça nie jest tym samym. Myślę, że wzajemnie się napędzają.
Nie, nie. Tutaj się nie zgadzam. Mówię ci jako socio i madridista. Nie zgadzam się z tobą. Ja chcę widzieć Barçę...
Chciałbyś zobaczyć Barçę w drugiej lidze?
Proszę cię, byłbym zachwycony.
No proszę cię, ale to nie jest prawda...
Dlaczego?
Bo wtedy liga hiszpańska stałaby się ligą bananową. No jasne. Zobacz, prawie już nią jest, bo dwa zespoły wygrały 16 z ostatnich 20 lig.
Nie, nie, ja nie miałbym z tym żadnego problemu. Ja bym się ucieszył. Słuchaj, to nie jest żaden brak szacunku...
A gdyby zniknęła, też?
Też.
Do cholery [śmiech].
Nie miałbym żadnego problemu. To znaczy, to jest historia futbolu, ale na końcu ja chcę, żeby wygrywał Real Madryt.
Jasne.
Ja chcę, żeby wygrywał Real Madryt i tylko Real Madryt.
Nie jest lepiej wygrywać z najlepszymi, a nie wygrywać w prezencie?
Będą inni najlepsi i zawodnicy pójdą gdzie indziej, ale ostatecznie to są cykle. Niech tak będzie. Oczywiście istnieje zdrowa rywalizacja, a prawa telewizyjne, jeśli rywalizują oba kluby, są większe i tu wszyscy się zgadzamy, prawda? To rozumiemy, ale z powołania jeszcze iść pomagać? Na pewno nie...
Rozmawiałeś z Laportą? Masz z nim jakieś relacje czy go nie znasz?
Nie.
Gdybyś został prezesem, jak sądzisz, jakie byłyby relacje między wami dwoma? Bo ostatecznie teraz chyba nie ma żadnych relacji. Czy tak by zostało? Byłoby jakieś zbliżenie? Jak wyglądałby ten temat?
Posłuchaj, powinno być serdecznie. Jedną rzeczą jest, żeby było serdecznie, a inną rzeczą jest... Mnie martwi cała sprawa Negreiry. Wracam do tego samego. Nie będę personalizował w tobie, Jordi, ale Barcelona i jej prezesi, jej zarządy przez 17 lat płaciły wiceprzewodniczącemu sędziów za jakieś raporty. Ty naprawdę, Jordi, wierzysz, że to było za te raporty, żeby zobaczyć, jakie były przepisy? Czy nie uważasz, że rzeczywiście istniał jakiś rodzaj pomocy sędziowskiej?
Ja nie wiem, czy chodziło o pomoc sędziowską, czy o kwestię finansową. To znaczy, bez wątpienia jest tam coś brudnego. Nie mam aż takiej pewności, że chodzi o temat arbitrów. Mam wrażenie, że kiedy przepłacasz za raporty, być może próbujesz przenieść pieniądze w inny sposób. To znaczy bardziej niż dosłowny zakup sędziów, który zrobiłoby się dużo bardziej bezpośrednio i spod stołu, prawda? Nie przez raporty. Są dużo prostsze sposoby płacenia: podarować dobry zegarek, wyjazd z rodziną, a nie robić to instytucjonalnie. Praktycznie myślę, że jeśli chcesz kupić arbitra, kupujesz go po cichu i dajesz mu pieniądze w gotówce.
Cóż, bardziej niż arbiter, to poszło bezpośrednio do capo, prawda? I tam było to instytucjonalne i trwa przez 17 lat.
Ja chcę, żeby to zbadali i żeby wyciągnęli... Ale naprawdę mówię serio: nie mam takiej pewności, że chodziło o kupowanie arbitrów. Szczerze, bo nie sądzę, żeby to była najskuteczniejsza forma robienia tego. Myślę, że istnieją dużo lepsze sposoby, które zostawiają mniej śladów i pozwalają ci zrobić mniej więcej to samo. Uważam, że trzeba to zbadać i jeśli tak było, to trzeba ponieść konsekwencje.
Więc zgadzasz się ze mną?
Tak.
Czyli zgadzasz się ze mną, że ze strony Realu Madryt zaczęto to badać i wywierać presję, gdy Barcelona odeszła z Superligi?
Bez wątpienia.
A wcześniej co się działo? Wcześniej oczywiście wszystko było dobrze. „Pomożemy wam z dźwigniami”. Wysyła swojego współpracownika, żeby pomagał, pobiera za to pieniądze, ratuje Barcelonę i wtedy o sprawie Negreiry wszyscy milczą, panuje grobowa cisza. Wtedy nikt o tym nie mówił. Pytali go, a on: „Nie, potrzebujemy silnej Barçy”. Ale dokładnie wtedy, kiedy odeszliście od nas, kiedy już macie pieniądze, macie wszystko, macie to i tamto, odchodzicie. Wtedy sprawa Negreiry nie ma znaczenia, a teraz już trzeba iść na śmierć. Trzeba było iść w to w latach, w których się o tym dowiedziano i pójść z tym na całość. I jeśli Barça ma za to zapłacić, spaść do drugiej ligi, to cóż, przykro mi z powodu barcelonistas, ale będziecie musieli awansować. Tak działo się we Włoszech z niektórymi wielkimi klubami, przy tego rodzaju... Chyba Juventus, nie? Juventus też chyba miał sprawę korupcji albo ustawiania zakładów, albo coś w tym stylu, prawda? Będziecie musieli wtedy przejść przez wstyd tak samo, jak madridistas przechodzimy teraz przez wstyd, że nie poparliśmy tego i nie poszliśmy na śmierć przeciwko tej sprawie. Teraz więc będziecie musieli mieć Barcelonę w drugiej lidze z karą, jaką nałoży na was prawo. Ale to nie może tak wyglądać.
Ale jeśli zostanie to zbadane i odkryte coś innego...
Jasne, ale oczywiście trzeba było to zbadać od pierwszego momentu. A teraz, po latach, wiele rzeczy będzie już przedawnionych przez to, że trwało się tam przy Superlidze. A co jest z Superligą? Kto był głównym beneficjentem Superligi? Kto za tym stał, kto jest właścicielem akcji Superligi? Kiedy projekty osobiste stają ponad...
Kto to jest? Dla ludzi, którzy nie wiedzą.
Niech zapytają, niech zobaczą, o jakich osobach ciągle rozmawiamy. Stąd mój dyskomfort wobec tego pana i wobec tej grupy. I słuchaj, może całkowicie się mylę, oby! Debatujmy o tym i zobaczmy. Przedyskutowalibyśmy to wszystko, przedstawilibyśmy propozycje i zobaczylibyśmy, co się dzieje. Projekt społeczny, projekt sportowy, projekt ekonomiczny, projekt Superligi, projekt tego i tamtego. Tego szukaliśmy po 20 latach w tych wyborach. Z całym szacunkiem... Bo niezależnie ile ten człowiek próbuje, to nie znajdzie mnie w części bezpośredniego konfliktu. Ja będę próbował dalej... Czasami bardzo mi to utrudnia z punktu widzenia tego, żebym w to nie wchodził. Ale ja nie chcę wchodzić w to błoto. Chcę chronić jego dziedzictwo i uważam, że on na to nie zasługuje. I uważam, że kilka złych miesięcy z medialnego punktu widzenia nie oznacza, że trzeba źle traktować jego dziedzictwo. Nie, nie, nie, nie. Trzeba robić rzeczy w inny sposób i na tej drodze mnie nie znajdą.
Komentarze (42)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się