– To trudny dzień. Po przeczytaniu wywiadu prezesa Florentino Péreza w El País potwierdza się to, w co niektórzy jeszcze wątpili i co było głównym powodem, który po 20 latach skłonił mnie do zrobienia kroku naprzód i niespodziewanego wystartowania w tych wyborach na prezesa Realu Madryt. To strach przed sprzedażą klubu po ponad 120 latach.
– Wiecie, że zazwyczaj nie korzystam z kartek, ale dziś jest taki dzień, w którym nie chcę pominąć żadnego niuansu w tym wystąpieniu i w którym naprawdę każde z tych słów zostało wyważone. Chciałbym móc wam je przekazać. Dziś staję przed wami po tych słowach, które potwierdzają obawy wszystkich socios.
– Florentino Pérez mówi o sprzedaży zagranicznym funduszom, czyli o tym, by zacząć dzielić na kawałki to, co należy do wszystkich, by oddać to w ręce nielicznych. Dzisiaj znamy już jego plan: sprzedać część klubu- jak sam mówi 5% - komuś z zewnątrz oraz zwołać natychmiast po zamknięciu urn kontrolowane zgromadzenie i referendum w pośpiechu, aby zmienić model właścicielski i jednym pociągnięciem pióra wymazać ponad 120 lat historii klubu. Czy to 5%, czy 10% - to nie jest wcale nic. Wystarczy przypomnieć, że on ma nieco ponad 10% akcji firmy ACS i sprawuje nad nią całkowitą kontrolę.
– Ryzyko nie polega tylko na tym, ile się sprzedaje, lecz na samym otwarciu drzwi. Nikt nie kupuje części najlepszego klubu na świecie w zamian za nic. Problemem nie jest wielkość pierwszego kroku, lecz otwarcie drzwi, ponieważ raz osłabionego modelu klubu należącego do socios nie da się już odzyskać. Żaden europejski klub, który rozpoczął ten proces, nie wrócił z tej drogi.
– Florentino Pérez przekroczył czerwoną linię. Ja zobowiązuję się do czegoś przeciwnego. Ogłaszam wam, że w tym tygodniu udam się do notariusza, aby razem z moim zarządem zostawić na piśmie w formie dokumentu publicznego moje zobowiązanie wyborcze: nigdy nie sprzedam żadnej części Realu Madryt żadnemu trzeciemu podmiotowi. Publicznie zapraszam Florentino Péreza, aby towarzyszył mi u notariusza i mógł podpisać to razem ze mną.
– Istnieją dziesiątki działań pozwalających zwiększyć przychody i obniżyć koszty. W tym tygodniu mówiliśmy o kilku z nich: modernizacji zarządzania czy lepszej obronie naszych praw bez rezygnowania z naszego modelu własności. Florentino Pérez sprzed 20 lat nigdy nie otworzyłby drzwi do sprzedaży. Florentino sprzed 20 lat nie bałby się debaty telewizyjnej. Wobec powagi sytuacji składam tę propozycję również panu Anasowi Laghrariemu, który stoi za tą sprzedażą. Socios zasługują na debatę na tak kluczowy temat.
– Te wybory nie dotyczą już pojedynku Enrique Riquelme–Florentino Pérez ani zmiany socjalnej czy sportowej, choć tego również. Chodzi w nich o to, czy sprzedać klub, czy go nie sprzedać. Dlatego dziś mówię z absolutną jasnością, że te wybory nie są już normalne, lecz są wprost referendum w sprawie sprzedaży Realu Madryt. Jest karta do zagłosowania za prywatyzacją i ta, która gwarantuje, że 100% klubu nadal będzie należeć do jego socios. Florentino był wielkim prezesem, ale to nie daje mu prawa do sprzedaży klubu. Nikt nie jest większy od Realu Madryt. Nikt, nawet Florentino Pérez!
– Proszę madridismo, aby wynik tych wyborów był możliwie najjaśniejszym przesłaniem: Real Madryt nie jest na sprzedaż. Potrzebujemy największej mobilizacji w historii, aby powstrzymać największe zagrożenie dla klubu w naszej historii. Wszystkich socios Realu Madryt proszę, by pamiętali, że nasz głos jest wart więcej niż jakikolwiek fundusz, a wasz głos zdecyduje o przyszłości klubu. Bardzo dziękuję.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się