REKLAMA
REKLAMA

Rubiales: Tebas przeznacza dziesiątki milionów na media, a te media zazwyczaj kłamią albo manipulują, Florentino ma rację

Luis Rubiales był gościem w podcaście Ingenios, gdzie wypowiadał się o działaniu mediów, Javierze Tebasie, Florentino Pérezie, sprawie Negreiry czy Piqué. Przedstawiamy najważniejsze fragmenty rozmowy z byłym prezesem Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej.

REKLAMA
REKLAMA
Rubiales: Tebas przeznacza dziesiątki milionów na media, a te media zazwyczaj kłamią albo manipulują, Florentino ma rację
Luis Rubiales. (fot. X)

W twojej książce, którą tutaj mamy, nie chodzi o reklamę, ale przeczytałem ją, przestudiowałem, słuchałem cię też w innych podcastach. Mówiłeś, że media robiły ankiety, by ludzie mogli wypowiedzieć się na twój temat, a potem je kasowano, kiedy okazywało się, że większość uważała, iż jesteś osobą, która mogła popełnić błędy, ale wobec której przeprowadzono zbyt dużą publiczną nagonkę. Stąd właśnie pytanie, jak ludzie traktują cię na ulicy, bo być może to też jest dla ciebie sposób, by sprawdzić, czy ludzie naprawdę darzą cię sympatią, czy jest tak, jak próbują przedstawiać to liczne media.
Kto nie popełnia błędów? Oczywiście, że popełniłem błędy i na pewno wiele. Co się stało? Od początku była medialna nagonka kierowana przez Javiera Tebasa. Ja byłem dla niego bardzo niewygodny, byłem prezesem, który szukał tego, co najlepsze dla futbolu, a nie dla Javiera Tebasa. Ten, który jest teraz, to inna historia. Jaki miał sposób walki? Rozmywać prawdę, brudzić, rzucać tonami śmieci w tych, którzy nie idą jego drogą. To bardzo zły człowiek, zły typ, który przeznacza pieniądze futbolu na określone media gotowe kłamać. Zawsze podaję przykład Chemy Olmo, dyrektora działu śledczego El Confidencial. Mówię o nim w książce. To prawdziwy kłamca, człowiek, który świadomie pisze fałszywe informacje. Przez takie rzeczy przez lata jesteśmy pozywani, grzęźniemy w postępowaniach sądowych, które ciągną się bez końca. Szkoda, ale taki jest sposób działania tego pana. Dopóki mu się to opłaca i nikt go nie zatrzyma, jest trudno. Nam pozostaje walczyć inaczej. Ja tak nie walczę. Walczę inaczej i czekam, aż prawda wyjdzie na jaw. Jestem dość spokojny.

REKLAMA
REKLAMA

Później zapytam cię o tę prawdę, bo w książce i w innych podcastach mówiłeś, że prawda wyjdzie na jaw albo że teraz wkładasz wszystkie siły w oczyszczenie swojego wizerunku. Na końcu zapytam więc, jaka jest ta prawda, ale żeby nie odchodzić od tematu: Tebas i Florentino. W tym albo w poprzednim tygodniu Florentino zorganizował konferencję prasową. Domyślam się, że ją widziałeś.
Nie w całości, ale widziałem fragmenty.

To była historyczna konferencja. Polecam, żebyś obejrzał całość. Jestem kibicem Realu Madryt, ale nawet jeśli ktoś nim nie jest, wielu zobaczyło Florentino trochę zagubionego i bardzo mocno atakującego prasę. Konferencja opierała się na krytyce dziennikarzy i na poruszaniu sprawy, o której ty też piszesz w książce. Florentino powiedział na przykład, że Tebas finansował takie medium jak Relevo, które jego zdaniem zajmowało się wyłącznie atakowaniem Realu Madryt, a potem ostatecznie okazało się porażką.
Mnie też atakowano tam wieloma kłamstwami.

Zmierzam do tego, że ty w książce też mówisz, iż La Liga przeznaczała bardzo dużą sumę pieniędzy na media, na różne współprace. Opisujesz to jako różne sprawy, które w gruncie rzeczy sprowadzają się do dawania pieniędzy mediom. Mówisz też, że pewne media w tym kraju proponowały ci albo sugerowały: „La Liga robi takie współprace, może ty też powinieneś”. W książce i publicznie mówiłeś, że odmówiłeś. Może stąd częściowo wzięła się ta nagonka, a potem po wszystkim nie miałeś nigdzie wsparcia.
Nie, miałem wsparcie, ale na pewno nie ze strony tych mediów, które prosiły mnie o pieniądze. Są ludzie, którzy pomyśleli, że Florentino był zagubiony, a są tacy, którzy pomyśleli, że powiedział wiele prawd.

REKLAMA
REKLAMA

Jasne.
Nie można generalizować, każdy ma swoje zdanie. Czym innym jest opinia publiczna, a czym innym opinia publikowana. Tak chyba mówił Felipe González (były premier Hiszpanii – dop.). Istnieje cały łańcuch, cały nurt mediów, które otrzymują pieniądze od La Ligi. Dodatkowo nawet w innych mediach, które pieniędzy nie dostają, pojawiają się ci dziennikarze jako współpracownicy programów i tworzą określony nurt opinii. Uważam jednak, że wobec opinii albo dezinformacji trzeba odpowiadać danymi. Tam, gdzie jest ciemność, trzeba zapalić światło. Trzeba jasno powiedzieć, że Javier Tebas zdecydował, iż z pieniędzy klubów La Ligi będzie przeznaczał dziesiątki milionów euro rocznie na gazety, media, a nawet na tworzenie mediów. W tej kwestii to prawda, co powiedział Florentino. Co się dzieje? Są ludzie, którzy się uginają, spuszczają głowę i idą dalej. Być może inny prezes federacji na moim miejscu, zamiast przeznaczać pieniądze futbolu na futbol, zwłaszcza ten skromniejszy, kobiecy, szkoleniowy, wiejski, przeznaczyłby je na media i pewnie pisaliby o nim cuda. Ludzie futbolu znają jednak prawdę. Ci, którzy dziś jej nie znają, nie chcą jej znać, bo spuszczają głowę. Javier Tebas przeznacza dziesiątki milionów na media, a te media zazwyczaj kłamią albo manipulują. To, co robi A, jest zawsze fantastyczne, a to, co robi B, jest okropne. W tym Florentino ma pełną rację. Ja też opisałem to w książce i mówiłem o tym wiele razy. Myślę, że mają rację. Studiowałem dziennikarstwo i każdy, kto choć trochę zna ten sektor, to rozumie.

REKLAMA
REKLAMA

Poprzednim gościem podcastu był Ramón Calderón. Żeby pokazać podwójne standardy: poprzednim gościem był Ramón Calderón, w bardzo dobrym momencie, którego nawet nie szukałem, bo potem wyszedł Florentino i zaczął mówić. Tamta rozmowa miała duży oddźwięk.
Świetnie ci się to ułożyło, prawda?

Świetnie. Otwierała nawet sekcje sportowe międzynarodowych mediów. Pisało o tym też Mundo Deportivo. Rozbawiło mnie, że ani AS, ani MARCA nie podjęły tematu, chociaż Ramón Calderón mocno krytykował Florentino. Mam znajomego w środku i żartem mówiłem mu: „Florentino musi wam naprawdę dobrze smarować”, oczywiście żartem, bo jesteście jedynymi mediami, które tego nie podchwyciły. To jednak trochę to, o czym mówi Florentino, i to naprawdę się dzieje. Dlatego myślę, że wielu ludzi szuka dziś takich miejsc jak podcasty. Mnie nikt nie płaci i pozwolę ci tutaj mówić, co chcesz, bo kiedy idziesz do telewizji, masz szefa, a ten szef ma swoje interesy. Może płaci mu Tebas albo powie: „Nie, jestem przyjacielem Florentino, Florentino daje mi informacje na wyłączność, więc nie będziemy tu rzucać gównem w Real Madryt”. To oczywiście się dzieje.
Tak. Przede wszystkim chcę powiedzieć, że to przypadek, iż przyszedłem po tej konferencji. Rozmawialiśmy już od pewnego czasu. Przyszedłem teraz, pytasz mnie o to, ale równie dobrze mógłbyś zapytać o cokolwiek innego. Gdybym przyszedł tydzień wcześniej, nie moglibyśmy o tym rozmawiać. Ja jednak tego doświadczyłem, więc nie musisz mi tego opowiadać. Doświadczyłem wielu kłamstw. Jestem podejrzany w sprawie korupcyjnej, w tak zwanej Supercopa Files, za której rzekome ujawnienie pan Olmo i inni z El Confidencial przypisują sobie zasługi, a to fałsz i kłamstwo. Szczerze mówiąc, nadal jesteśmy na etapie śledztwa, które przeciąga się w nieskończoność. Niczego nie znajdują i niczego nie znajdą, a my jesteśmy w tym coraz dłużej, bo wtedy zatrzymano wiele osób i wyrzucono z pracy wiele uczciwych osób.

REKLAMA
REKLAMA

Taki szum działa na część niedoinformowanych ludzi. „Skoro rzeka szumi, coś w tym musi być”. Tutaj tak nie jest. Rzeka szumiała, bo są dziennikarze, którzy nie mają żadnej etyki dziennikarskiej, a to jeden z najważniejszych przedmiotów. Niektórzy uważają go za zapchajdziurę, ale to jeden z najważniejszych przedmiotów. Podjąłem pewne działania przeciwko tym dziennikarzom. W Hiszpanii bardzo trudno wygrać z dziennikarzem w sądzie, bo są bardzo mocno chronieni. Chema Olmo doprowadził jednak do tego, że postawiono mi zarzuty na podstawie fałszywej informacji. Napisał, że odrzuciłem ofertę Kataru, która była lepsza niż oferta Arabii Saudyjskiej, ale wybrałem Arabię Saudyjską, by przenieść tam Superpuchar, ponieważ załatwił to Piqué, sugerując przy tym, że był moim wspólnikiem, co jest kłamstwem. To wszystko jest fałszywe, a najgorsze, że on o tym wiedział. Wyjaśniliśmy mu to. Miał kontrakty, bo przekazano mu je, moim zdaniem, nielegalnie, bo nie powinien ich mieć. Miałem jednak kreta w federacji, więc on miał te umowy i czytał, że jeden kontrakt opiewał na 40 milionów euro, a drugi na 33 miliony euro. Wiedział też, że oferta Kataru na 33 miliony upadła, bo Katarczycy mieli dziesięć dni na jej dopracowanie i tego nie zrobili.

REKLAMA
REKLAMA

Czytałeś książkę i tam to wyjaśniam. Przez dziesięć dni mieli dopracować ofertę, ale tego nie zrobili. Nie było więc wiążącej oferty z Kataru. Jemu było jednak wszystko jedno. Chciał wyrządzić szkodę i doprowadzić do tego, by na podstawie tej informacji pojawiło się zawiadomienie, które faktycznie się pojawiło, podsycane przez Javiera Tebasa, co przyznał sam Galán. Myślę, że on zaczyna sobie uświadamiać, iż niczego tam nie ma i że Javier Tebas próbował go wykorzystać. Tak nas trzymają latami. Potem wychodzi sprawa z La Cartuja, jakieś rzekome nieprawidłowości, a nie ma nic. Wszystkie działania były pozytywne dla hiszpańskiego futbolu. Jestem uczciwym człowiekiem. Gdybym nim nie był, już dawno powiedziałbym: „Współpracuję z prokuraturą, robię, co trzeba”. Jest mi wszystko jedno, idę z otwartą przyłbicą, bo jestem uczciwym człowiekiem, który doprowadził tylko do tego, że hiszpański futbol przeszedł ze 140 milionów euro do ponad 400 milionów euro, futbol kobiecy zwyciężał we wszystkich kategoriach, a biedniejsza piłka miała pieniądze, by iść naprzód. Dziś ludzie nie chodzą już oglądać trzeciej czy czwartej ligi. To bardzo trudne. Te kluby przetrwały głównie dzięki pieniądzom federacji, w bardzo trudnych latach, gdy uderzyła w nas pandemia i wydarzyło się mnóstwo rzeczy. Przetrwaliśmy i to z sukcesem. To bardzo bolało Tebasa. On ma też wiele kompleksów niższości. To człowiek zawistny. Nie znosi sukcesów innych.

REKLAMA
REKLAMA

Jeśli chodzi o Superpuchar od strony zarządzania sportowego, jak mówiłem wcześniej, myślę, że niewiele osób może mieć wątpliwości, czy to był sukces. Liczby są jasne, tak jak powiedziałeś. To była dobra sytuacja dla federacji. Rozgrywki, które były praktycznie martwe i których nikt nie śledził, zaczęły przynosić pieniądze. Jeśli jednak chodzi o Piqué, wielu ludzi uznało tę sprawę za wiarygodniejszą właśnie dlatego, że pojawił się w niej Piqué, a był wtedy czynnym piłkarzem Barcelony. Jaki sens ma to, że zawodnik uczestniczący w rozgrywkach ma firmę zajmującą się zarządzaniem tego typu sprawami?
Powiedz to La Lidze, bo ona robiła z nim wiele rzeczy, ale z tym, co robił z La Ligą, nie ma żadnego problemu.

Jasne.
W tamtym czasie mieliśmy człowieka od compliance, prawnika na urlopie z Trybunału Konstytucyjnego, pioniera w Hiszpanii w zakresie compliance i dobrego zarządzania. Zapytano go: „Czy jest jakiś problem, jeśli Piqué uczestniczy w tej operacji, zawsze ze strony Saudyjczyków?”. Federacja nigdy nie zapłaciła prowizji. To fałsz. Federacja nigdy nie zapłaciła prowizji, ale firma Kosmos, w której udziały ma między innymi Piqué, przyprowadziła swojego klienta, Saudyjczyków, którzy złożyli nam propozycję. Saudyjczycy zawarli z Kosmos umowę na prowizję w wysokości dziesięciu procent całej kwoty. Całą kwotę negocjowaliśmy my. Doszliśmy do 40 milionów euro i dzięki temu udało się osiągnąć wiele rzeczy. Rozgrywki stały się lepsze, mieliśmy strategiczny punkt na świecie, mogliśmy zapraszać wielu ludzi z różnych regionów świata i walczyć również o mundial. Udało się sprowadzić go do Hiszpanii na warunkach innych niż te obecne. Teraz wygląda to, moim zdaniem, trochę katastrofalnie, bo wszystko opróżniono z treści. W federacji nie ma ludzi zajmujących się pchaniem tego projektu do przodu. Niestety znam ten temat dobrze, bo to był mój pomysł. To ja go popchnąłem i to ja, razem z moim zespołem, doprowadziłem do sprowadzenia mundialu do Hiszpanii. Superpuchar był rozgrywkami, o których likwidację prosiły nas wszystkie kluby. Zobaczyliśmy okazję i powiedzieliśmy: „Możemy to teraz wykorzystać”. Nikt w Hiszpanii nie chciał tego organizować. Taka jest rzeczywistość. Gdyby pojawiła się oferta z Hiszpanii, nawet gorsza, zapytalibyśmy zgromadzenie, ale wszystkie oferty, które do nas docierały, były z zagranicy, więc skorzystaliśmy. Teraz być może jest moment, by zobaczyć, gdzie Superpuchar powinien być rozgrywany, bo ma już markę i wzbudza zainteresowanie. Wcześniej kibiców Superpuchar nie interesował, teraz interesuje. Gdybym był teraz na stanowisku, zastanowiłbym się, co zrobić z Superpucharem.

REKLAMA
REKLAMA

Dobrze. Kończąc temat Piqué: wyciekło wiele twoich nagrań i są dwa, które zwróciły moją uwagę. W jednym Piqué prosi cię, żebyś pomógł mu w wyjeździe na igrzyska olimpijskie. Wiesz, dla mnie to jednak nie ma sensu, że Piqué, będąc czynnym piłkarzem, miał z tobą taką relację i mówił: „Rubi, pomóż mi…”.
Grałem przeciwko Piqué, grałem przeciwko Ramosowi. Ramos prosił mnie, żebym pomógł mu przy Złotej Piłce. Po prostu do mnie dzwonili. Wyciekło wiele nagrań, nielegalnie. To jest zgłoszone i jestem przekonany, że sprawa zakończy się przyznaniem mi racji, bo nie można kraść nagrań z mojego WhatsAppa.

Jak wszystko wyciekło?
Była firma HCI, wyjaśniam to w książce, która wykonywała kopię bezpieczeństwa dla niektórych działaczy federacji. Były tam nagrania, dokumenty. W prawomocnym wyroku skazany został Juan Rubiales, mój dyrektor gabinetu, który działał nielojalnie. Jest już prawomocny wyrok i całkowicie zasadne zwolnienie dyscyplinarne. Tak czy inaczej, z czasem to też będzie widać. Zwraca moją uwagę, że HCI, o której mówiłem, siedzi bardzo cicho. Ten pan, który do nas przyszedł, i Juan Rubiales, zdrajca, ale nie tylko zdrajca, również kłamca. Jeśli zdradzasz kogoś, kto popełnia nielegalne rzeczy, to jeszcze można to rozumieć, ale jeśli wszystko wymyślasz, to jesteś człowiekiem bardzo niskiej kategorii. Tak jest. W żadnym z tych nagrań, a przecież mają lata moich wiadomości na WhatsAppie i policja też je ma, konkretnie UCO, nie ma niczego, bo zawsze działałem uczciwie. Nigdy nie wziąłem ani centa, nigdy o nic nie prosiłem i nigdy nie oferowałem niczego nielegalnego. To jest najważniejsze. A to, że nazywali mnie Ruby? Wszyscy znają mnie jako Ruby. To byli koledzy z boiska, nawet jeśli grali przeciwko mnie. W świecie futbolu wszyscy tak mnie znają.

REKLAMA
REKLAMA

Jasne.
O rzeczy prosili mnie zawodnicy Barcelony, Realu Madryt i wielu innych drużyn. To normalne, kiedy ktoś jest blisko ludzi i jest dostępny. Powiem ci jeszcze jedno: nie wychodzą na przykład WhatsAppy z Jenni Hermoso. Ale oni też je mają. Oczywiście, że je mają. Ona też mnie o różne rzeczy prosiła: „Jesteś najlepszy, Rubi”, „Jak dobrze mieć cię jako prezesa”, „Jak bardzo cię kochamy” i tak dalej. Wychodzi jednak to, co chce wypuścić prasa opłacana albo otrzymująca pieniądze od La Ligi dzięki Javierowi Tebasowi. Javier Tebas stosuje, jak mówię, tę samą strategię, którą stosował Hitler.

Czytałem to. Goebbels, propaganda. Minister komunikacji. Tak. W książce pisze chyba o tym twój ojciec w liście, a ty też mówisz, że jesteś osobą bliską ludziom. Czy myślisz, że to mogło cię po części zgubić albo nie zgubić, ale zaszkodzić ci w pewnych aspektach tego wszystkiego, co wyszło?
Mój ojciec mówi, że czasami byłem wręcz naiwny. Pewnie ma rację.

(…)

Przed iloma sprawami sądowymi bronisz się teraz? W książce przeczytałem, że było ich sto.
Ludzie Tebasa i ludzie wysyłani przez Tebasa ciągle składali przeciwko mnie zawiadomienia i pozwy.

Tak, ale o wszystko.
O cokolwiek. Na przykład istniało stowarzyszenie klubów Primera Federación. Cztery czy pięć klubów, w tym klub Hoffmana, który był wielkim przyjacielem Javiera Tebasa i stał na czele tej organizacji. Zgłosili mnie, bo mnie nagrali, chyba częściowo pocięli nagranie. Kiedy poszedłem zeznawać, sędzia od razu mnie oczyściła, ale postawiono mi zarzut gróźb. „Groził pan”. Co powiedziałem? Że ten, kto nie spełni wymogów, nie może uczestniczyć. Coś tak podstawowego. W piłkę gra się w jedenastu, nie w trzynastu. To bardzo prosty przykład dla każdego. Nie groziłem nikomu. Powiedziałem: „Nie może pan grać w trzynastu, bo takie są zasady. Żeby grać w piłkę, trzeba grać w jedenastu”. To były zasady. Żeby rywalizować w kategorii, trzeba mieć boisko o określonych wymiarach, trzeba spełnić określone wymogi. I tak dano rok. To były zasady, których nie ustalam ja, tylko specjaliści, i które zatwierdzają wszyscy. Powiedziałem więc: „Wszyscy jesteśmy równi, wszyscy musimy spełniać wymogi. Kto ich nie spełnia, nie może uczestniczyć”. Zarzut gróźb. Oczywiście okładki gazet, gazet, którym pieniądze daje La Liga Javiera Tebasa. „Ten człowiek zawsze ma problemy”. Nie, proszę państwa, to po prostu są dranie. Tak prosto. To powiedział ostatnio Florentino i ja też tego doświadczyłem. Nie wiem, czy na tym samym poziomie, mniejszym czy większym, ale tego doświadczyłem. Rozumiem go i się zgadzam.

REKLAMA
REKLAMA

Wiele pozwów czy zawiadomień przeciwko tobie, jak widzę, pochodzi z przecieków twoich prywatnych rozmów na WhatsAppie i tak dalej.
Tak, ale sędziowie ich nie dopuszczają. Oczywiście, że ich nie dopuszczają. Niedawno, po konferencji Florentino, The Objective opublikował informację na podstawie WhatsAppa, którego wysłał mi sędzia, skarżąc się na coś, nie ma tam mojej odpowiedzi. To jest nielegalne. Myślę, że dziś składano pozew, bo to już drugi raz, kiedy to robią. Wypuścili inną informację, mówiąc, że Luis Rubiales razem z Čeferinem chciał przekierować pieniądze UEFA, żeby zapłacić piłkarzom Barcelony. To fałsz, manipulacja. Sędzia odrzucił zawiadomienie, złożone wtedy przez osobę trzecią, nie przez nich, ale bardzo jasno wyjaśnił, że to może być nielegalne. Za pierwszym razem możesz powiedzieć: „Dobrze”, ale za drugim razem, mając ostrzeżenie, że to może być nielegalne, widać już trochę złą wolę. Dlatego będę działał.

Powiedziałeś coś, co miałem w głowie, ale mi uciekło: Florentino, sędziowie, Negreira. W innych podcastach, kiedy cię o to pytano, nie chciałeś za bardzo się wypowiadać.
Nie, wypowiadałem się bardzo jasno i zawsze mówiłem to samo. Powiedziałem dwie rzeczy.

REKLAMA
REKLAMA

Słyszałem, że mówiłeś: jeśli im płacili, to jest źle, ale nie wychodziłeś dalej.
Nie, nie. Powiedziałem dwie rzeczy. Po pierwsze, jestem przekonany, co kilka dni temu potwierdził urząd skarbowy, że te pieniądze nie trafiały do sędziów po to, by kupować mecze. Mówiłem to od początku. Po drugie, sytuacja, w której klub ma bezpośrednią relację ekonomiczną z kimś należącym do środowiska sędziowskiego, niezależnie od tego, czy ta osoba ma większą, czy mniejszą władzę, jest absolutnie nieakceptowalna zarówno dla klubu, jak i dla osoby, która otrzymuje pieniądze. Z Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej, kiedy się o tym dowiedzieliśmy, sprawa była już przedawniona, wysłano raport do UEFA. Sekretarz generalny UEFA składał zeznania, prezes Komitetu Technicznego Arbitrów też składał zeznania. Przekazano wszystkie dane, jakie mogliśmy mieć, a nie było ich aż tak wiele, bo urząd skarbowy miał pewnie więcej. Powiedziałem jednak obie rzeczy. Niektórzy podkreślali jedną, inni drugą. Czasem mogłem być bardziej stanowczy, czasem mniej, bo człowiek jednego dnia wstaje bardziej stanowczy niż innego, ale byłem bardzo jasny: jestem przekonany, że nie było pieniędzy dla sędziów na kupowanie meczów, i to, co się wydarzyło, jest nieakceptowalne w świecie futbolu. To jest badane, a UEFA podejmie decyzję na poziomie piłkarskim. Zobaczymy, czy będzie jakaś sankcja. Zawsze mówiłem to samo, naprawdę.

REKLAMA
REKLAMA

Wcześniej mówiliśmy o zdrowym rozsądku, również w kontekście twojej sprawy. Powiedziałem, że w tym oczywiście cię popieram. Uważam, że zdrowy rozsądek musi tutaj również przeważyć. Rozumiem, co mówisz: mecze nie były kupowane i nie płacono bezpośrednio sędziom, bo to pewnie wyszłoby dużo wcześniej. Ale jeśli taki klub jak Barcelona płacił miliony człowiekowi, który miał wpływ na obsady sędziowskie…
Nie zmieniam łatwo zdania, ale wyjaśnię ci dlaczego. Są ludzie tacy jak Pedro Sánchez czy Javier Tebas, którzy zmieniają zdanie. Pedro Sánchez: „Amnestia? Nie, nie potrzebuję głosów”. Potem amnestia. Javier Tebas: „Superpuchar w Arabii Saudyjskiej? Nie może być, bo jest Rubiales”. Rubiales odchodzi: „Superpuchar w Arabii Saudyjskiej jest fantastyczny”. To przykłady ludzi, którzy zmieniają zdanie, kiedy im się to opłaca, według interesów. Ja zmieniam zdanie, kiedy zmienia się istota sprawy. Jeśli ktoś mi powie: „Zobacz tę sprawę sędziów”, to ja podtrzymuję, co mówię. Jeśli jutro pokażą mi inny dowód, powiem: „Pomyliłem się i zmieniam zdanie”. Co myślę? Że sędziowie nie korzystali ekonomicznie z ustawiania meczów. Jestem przekonany, że to się nie wydarzyło. Druga rzecz: to, co się wydarzyło i co już wiadomo, czyli że klub płacił firmie arbitra albo członka Komitetu Technicznego Arbitrów, jest nieakceptowalne w świecie futbolu i powinno wystarczyć. Jestem adwokatem, więc jeśli proszę o domniemanie niewinności dla siebie, nie mogę nie prosić o nie dla innych. W UEFA są jednak bardzo skuteczne organy złożone z prawników najwyższego poziomu i one podejmą decyzję. Nie mogę mówić, czy trzeba karać, czy nie, bo nie mam informacji, które mają oni. Ta sprawa bardzo posunęła się do przodu od czasu, kiedy przestałem być prezesem federacji. Zobaczymy, co zdecydują. Trzeba być cierpliwym, zostawić jednym domniemanie niewinności, a innym prawo do działania i oskarżania z pełną stanowczością. Organ będzie musiał zdecydować. Ja jednak zawsze mówiłem to samo, od pierwszego dnia.

REKLAMA
REKLAMA

(…)

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

REKLAMA