REKLAMA
REKLAMA

Koniec „Domowego Przedszkola”

Czas zmienić ramówkę. Zapraszamy na trailer nowej produkcji.

REKLAMA
REKLAMA
Koniec „Domowego Przedszkola”
Fede Valverde. (fot. Getty Images)

Real Madryt – Athletic Bilbao: Przewidywane składy

„Domowe Przedszkole” na antenie Telewizji Polskiej przetrwało przez niemal dwie dekady. Emitowanie programu rozpoczęto w 1982 roku, a zakończono dopiero po wejściu w nowe tysiąclecie. Choć format był prosty w konstrukcji, to jednak jego ciepły i spokojny klimat oraz walory edukacyjne pozwoliły mu pod względem żywotności przebić całą masę bardziej efektownych produkcji, które wypalały się znacznie szybciej.

REKLAMA
REKLAMA

Wiele telewizji, zamiast wdrażać w życie własne pomysły, woli nieraz kupować licencje na obce formaty. Te jednak w innych realiach i zwłaszcza wdrażane po latach niekoniecznie muszą odnosić sukces porównywalny do pierwowzoru. Przykład „Domowego Przedszkola” w madryckim wydaniu jest tego najlepszym dowodem. Choć w czołówce słyszymy, że kocha ono wszystkie dzieci, to jednak w praktyce okazało się, że nie wszystkie dzieci kochać się pozwalają, niezależnie od tego, czy prowadzi je pan Alonso, czy pan Arbeloa. Niektórzy po prostu nie chcą się ani bawić, ani uczyć. Do jeszcze innych zaś zwyczajnie nic nie dociera.

Tak oto jedno dziecko mówi, że nie urodziło się, by siedzieć na krzesełku z tyłu po prawej stronie, kolejne nie ma zamiaru siadać na ławeczce obok, a jeszcze inne, zamiast po sprzeczce dać sobie na zgodę, woli zadać koledze cios w szczepionkę. Przeciwko panu Alonso się buntowali, pana Arbeloę, który stawiał na pobłażliwość i naukę przez zabawę, woleli olewać.

Dziś czeka nas ostatni odcinek tej nieudanej produkcji. Po nim natomiast przyjdą wakacje, które znaczna część klasy spędzi w USA, Meksyku i Kanadzie. Kiedy jednak już wrócą, nie będzie na nich czekała sala z namalowanym uśmiechniętym słoneczkiem, chmurkami i kolorowymi kwiatkami. Studio „Domowego Przedszkola” stanie się bowiem miejscem kręcenia produkcji zupełnie innego rodzaju. Produkcji pod tytułem „Poprawczak”. Jej głównym celem nie będzie już edukowanie najmłodszych, lecz przestrzeganie ich przed konsekwencjami braku dyscypliny.

REKLAMA
REKLAMA

Na miejscu za biurkiem nie będzie siedział ani idealistyczny nauczyciel pan Alonso, ani dobrotliwy pan Arbeloa, którego można było kopnąć w tyłek, a ten uzna to za dobry żart. Przywita ich nie kto inny, jak pan Józek. A wtedy żarty się skończą. Niejedno dziecko, gdy było niegrzeczne, straszono właśnie panem Józkiem, wychowawcą i legendą w wielu zakładach poprawczych. Jego metody często uważano za inwazyjne i kontrowersyjne, ale nie można było odmówić mu jednego – efektów.

„Pan Józek sprawił, że Marek chodzi jak w zegarku”

„Irenka po raz pierwszy posprzątała dziś z własnej woli swój pokój”

„Zbyszek miał wrócić o 21:00, a był nawet chwilę wcześniej i to zupełnie trzeźwy”

„Włodek dzięki panu Józkowi zdał egzamin ósmoklasisty i dostał się do technikum gastronomicznego”

„Klaudia otrzymała ostatnio pierwszą w życiu piątkę z matematyki”

To tylko kilka pierwszych z brzegu opinii rodziców zachwyconych efektywnością pana Józka. W środowisku resocjalizacyjnym Pan Józek nie bez powodu porównywany jest ze Świętym Judą Tadeuszem. Uchodzi on za eksperta od nawet najbardziej beznadziejnych przypadków. By jednak osiągnąć podobne rezultaty, najpierw za każdym razem trzeba było pokonać wyboistą drogę. W jego słowniku nie ma miejsca na wyrażenia takie, jak „nie chce mi się”, „nie podoba mi się”, „nie zrobię tego”, czy „nie umiem”. Albo jesteś w stu procentach podporządkowany, albo tym razem to nie pan Arbeloa, lecz ty dostajesz kopa w zad.

REKLAMA
REKLAMA

Pan Józek umie być także serdeczny, bronić swoich podopiecznych, kiedy dzieje im się krzywda i nawiązywać z nimi relacje. By jednak zasłużyć na tę wersję jego osoby, trzeba sobie na to po prostu zapracować. Jest surowy, ale sprawiedliwy i bezpośredni. W jego otoczeniu niektórzy śmieją się, że gdyby to on, a nie Michelle Pfeiffer odgrywał główną rolę w „Młodych Gniewnych”, poukładałby on młodzież tak szybko, że film trwałby 10 minut.

Na razie czeka nas jednak jeszcze ostatnie półtorej godziny „Domowego Przedszkola”, któremu musimy pozwolić umrzeć śmiercią naturalną. Miejmy nadzieję, że o istnieniu tej produkcji po latach przypomnimy sobie wyłącznie przy okazji jakiegoś materiału o zapomnianych programach telewizyjnych.

Zdecydowanie więcej spodziewamy się natomiast po „Poprawczaku”. Liczymy na to, że oprócz tanich dram i chwytania niesfornych urwisów za szyję, będziemy mogli przede wszystkim zobaczyć u nich przemianę pozwalającą im wyjść na ludzi.

Mecz z Athletikiem można obejrzeć w Polsce od 21:00 na kanale Eleven Sports 3 w serwisie CANAL+ Online.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (10)

REKLAMA