Dużo napisano i powiedziano o burzliwej konferencji prasowej z udziałem Florentino Péreza z ubiegłego wtorku. Niezależnie od tonu, jaki ostatecznie przybrało to wystąpienie, zdaniem Alfonso J. Ussíi z ABC ujawniło ono kluczowe elementy pozwalające lepiej zrozumieć to, co naprawdę dzieje się dziś w Realu Madryt.
Autor przypomina słowa ujawnione wcześniej przez ABC, czyli zdanie przypisywane Florentino: „Jestem bardzo zmęczony”. Według Ussíi prezesowi Realu nie przeszkadzało samo to, że ktoś opublikował tę informację. Dużo bardziej miało zaboleć go to, że taki komentarz mógł wyjść wyłącznie z jego najbliższego otoczenia. Chodzi więc nie tylko o przecieki, lecz także o poczucie zdrady.
Ussía pisze, że wtorkowa konferencja była błędem, ale jednocześnie odsłoniła próbę buntu, która mogła zostać przeprowadzona zbyt wcześnie i tym samym dała Florentino czas na reakcję. Pierwotnie wystąpienie miało dotyczyć złego sezonu, trudnej szatni, permanentnej presji, socios i kibiców. W tle pojawiła się jednak obawa, że uderzenie przychodzi od środka. Autor porównuje tę sytuację do Juliusza Cezara i podkreśla, że w Madrycie historia może powtarzać podobny schemat.
Jako przykład ABC wskazuje sprawę konfliktu między Fede Valverde a Aurélienem Tchouaménim. Florentino stwierdził, że podobne spięcia zdarzają się co roku, natomiast nie wszystkie trafiają do mediów. W tym przypadku doszło jednak do przecieku, co miało tylko wzmocnić podejrzenia prezesa.
We wtorek po południu, po posiedzeniu zarządu, Florentino miał być bardziej skupiony na tym, kto przekazuje informacje na zewnątrz, niż na samej szatni. Ta również pozostaje jednak problemem. Trenerzy Realu Madryt mają dziś do czynienia z grupą młodych gwiazd, które zarabiają ogromne pieniądze i nie podporządkowują się każdemu.
Autor sugeruje też, że jeden z dziennikarzy bliskich otoczeniu prezesa może prowadzić podwójną grę. Z jednej strony miałby utrzymywać dobre relacje z Florentino, z drugiej obserwować ruchy władzy i pieniędzy wokół Enrique Riquelme oraz Davida Mesonero. Ten drugi jest zięciem Ignacio Sáncheza Galána, prezesa Iberdroli, który od lat ma mieć z Florentino na pieńku po tym, jak w 2006 roku Pérez próbował przejąć kontrolę nad koncernem energetycznym.
W tym kontekście ABC wymienia również ludzi z otoczenia premiera, między innymi Carlosa Ocañę, współautora pracy doktorskiej Pedro Sáncheza oskarżanej o plagiat, byłego szefa gabinetu Miguela Sebastiána i bliskiego przyjaciela premiera Hiszpanii. Ussía pisze, że Ocaña mógł zauważyć słabość swojego szefa, Florentino, i przyspieszyć zdradę. Autor dodaje też, że Ocaña jest przedstawicielem państwowego holdingu SEPI w Telefónice, dlatego ewentualna zmiana rządu mogłaby postawić go w trudnym położeniu i wywołać pośpiech.
Ussía przypomina również o powiązaniach z grupą PRISA z czasów, gdy Sánchez Galán próbował ją kontrolować poprzez swojego zięcia. W pewnym sensie ten trop już w kwietniu opisywał na łamach Hispanidad Eulogio López, wskazując na rzekomą ofensywę polityczno-biznesową przeciwko Florentino Pérezowi, w której przewijały się nazwiska Pedro Sáncheza, Ignacio Sáncheza Galána, Enrique Riquelme i Davida Mesonero. Teraz, zdaniem Ussía, wiele osób szuka dla siebie miejsca na przyszłość. Podobnie mają zachowywać się niektórzy działacze Realu Madryt, którzy rozważają różne scenariusze na wypadek końca pewnej epoki.
Część ludzi towarzyszących Pérezowi przez wiele lat ma narzekać, że prezes zbyt mocno liczy się ze zdaniem Anasa Laghrariego. Inni mają czekać na odzyskanie wpływów, których w ostatnich latach nie mieli. W tym, zdaniem Ussíi, kryje się najważniejsza część całej gry i próby uderzenia w szefa. Autor przekonuje jednak, że przeciwnicy Péreza nie przewidzieli jednego: zanim Florentino pozwoli się „dźgnąć”, będzie się bronił. Stąd decyzja o rozpisaniu wyborów, która miała zaskoczyć tych, którzy planowali działać przeciwko niemu.
W tym ujęciu konferencja, która pierwotnie miała być zwykłym wystąpieniem, stała się ruchem mającym zatrzymać próbę zdrady. Osoby starające się zebrać pieniądze na poręczenie w ciągu tych dziesięciu dni musiały spotkać się w Hiszpanii i wrócić z Meksyku. Ussía pisze, że choć otoczeniu premiera Hiszpanii oraz jej kontaktom w Realu ten scenariusz może odpowiadać, kibicom Królewskich nie podoba się mieszanie polityki z futbolem. Tym bardziej w zarządzie klubu, który jako jeden z niewielu jest niezależny od państwa.
Według ABC osoby stojące za tym ruchem źle oceniły moment. Wsparły się na kilku mediach cyfrowych niechętnych Florentino Pérezowi oraz na ludziach z sektora energetycznego, lecz zbyt wcześnie odkryły karty. Ussía zaznacza przy tym, że najważniejsze rzeczy wciąż mają znajdować się za kulisami.
W wymiarze sportowym Real Madryt ma za sobą dwa złe lata, choć autor zwraca uwagę, że wobec Los Blancos zawsze stosuje się inną skalę oceny. Drugie miejsce nie jest najgorszym możliwym wynikiem, jednak kluczowym problemem pozostaje brak przywództwa w sztabie szkoleniowym. To właśnie ten element ma być niezbędny, by drużyna znów działała jak dobrze naoliwiona maszyna.
Ussía dodaje, że Florentino musi zrozumieć, iż nawet prasa nie ponosi winy za to, co w tym sezonie działo się w szatni. Jednocześnie autor uważa, że po połączeniu kolejnych elementów zaczyna rysować się obraz przyspieszonej próby przewrotu. Rozpisując wybory, Florentino mógł więc opóźnić własne odejście i uniknąć ciosu.
Według Ussíi prezes Realu Madryt nie zamierza podać się do dymisji, ponieważ pracę traktuje jako sposób życia, a Real Madryt jako najważniejszą markę sportową świata. Wie, że nie jest wieczny, jednak nie pozwoli, by sprawy potoczyły się w taki sposób. Autor przekonuje, że właśnie to wydarzyło się we wtorek, gdy wszystko przyspieszyło zbyt wcześnie.
Starcie z dziennikarzami nie było dla Florentino niczym nowym. Ussía zauważa jednak, że zaskakujące jest to, iż media skupiły się głównie na powierzchownym wskazywaniu jednych lub drugich, zamiast próbować zrozumieć, co naprawdę może dziać się w klubie.
Teraz, gdy ujawnione zostały twarze tych, którzy dotąd mówili półgłosem, wszyscy muszą rozegrać swoje karty. Florentino powinien natomiast pamiętać, jak robił to przez lata, że dziennikarze bywają uciążliwi, poważne media sprawdzają informacje, a zdrajca zazwyczaj znajduje się bliżej, niż mogłoby się wydawać.
Ussía kończy swój tekst stwierdzeniem, że Real Madryt jest najlepszym klubem piłkarskim świata, a Florentino Pérez najlepszym prezesem w jego historii. Jednocześnie podkreśla, że w każdej próbie przewrotu równie ważne jak wybór ludzi jest wybranie odpowiedniego momentu. Tego, jego zdaniem, nie zrozumiały „dzieciaki”.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się