PRZEMÓWIENIE PREZESA REALU MADRYT
– Dziękuję wszystkim za obecność. Przykro mi państwa rozczarować, bo docierają do mnie takie głosy, ale nie zamierzam podawać się do dymisji. Poprosiłem natomiast Komisję Wyborczą o rozpoczęcie procesu wyborczego przed wyborami do zarządu, w których obecny zarząd zamierza wystartować. Dlaczego ogłaszam wybory? Z bardzo prostego powodu. Od 2000 roku pracowałem po to, aby właścicielami klubu byli socios. W przeciwieństwie do tego, co dzieje się w innych klubach. W Realu Madryt nie ma jednego właściciela. Real Madryt to 100 tysięcy socios, którzy należą do klubu i tworzą Real Madryt. Podjąłem tę decyzję, ponieważ powstała absurdalna sytuacja wywołana kampaniami, których celem jest stworzenie opinii publicznej sprzecznej z interesami Realu Madryt, a szczególnie wymierzonej we mnie. To prawda, że wykorzystują fakt, iż osiągnęliśmy wyniki, które nie były najlepsze. Przyjmujemy to, bo w sporcie nie zawsze się wygrywa. To zdarzało nam się już wiele razy.
– Wykorzystują jednak tę sytuację, aby atakować mnie osobiście. Pytają: „Gdzie jest Florentino?”. Ja normalnie przecież się nie wypowiadam. „Gdzie jest Florentino?”. Mówią, że nie istnieję, że jestem chory. Niektórzy mówili mi, że mam raka w terminalnym stadium. Korzystam więc z okazji, żeby powiedzieć ludziom, którzy martwili się o mnie, że każdego dnia nadal kieruję Realem Madryt i moją firmą. Mogę też przypomnieć, że jestem prezesem przedsiębiorstwa będącego światowym liderem w sektorze infrastruktury, które zatrudnia 170 tysięcy pracowników i ma obroty na poziomie 50 miliardów rocznie. Mój stan zdrowia jest doskonały, bo nie mógłbym być w obu tych miejscach, gdybym nie miał doskonałego zdrowia. Nie wiem, skąd wzięła się ta plotka. Bo jasne, jeśli ktoś mówi, że mam raka, jak rozeszło się po świecie, musiałbym wejść do jakiegoś ośrodka onkologicznego, żeby mnie zbadano. Czy państwo myślą, że gdybym wszedł do jakiegoś ośrodka onkologicznego i mnie tam badano, nie pojawiłoby się to we wszystkich możliwych miejscach na świecie? To nieprawda. Wymyślili to. Ta plotka urosła i uznali, że jestem zmęczony, że już nie mam sił i tak dalej.
– Przeczytam państwu ostatnią rzecz, którą mi przysłano. Kto mi to wysłał? To, co napisało ABC? Powiem państwu teraz, co przekazano mi tuż przed wejściem tutaj. A ja mówię, że ABC bardzo mnie kocha. „Jestem bardzo zmęczony”; „Przed posiedzeniem zarządu Realu Madryt Florentino mówi, że jestem bardzo zmęczony. Miał powiedzieć to swojemu najbliższemu kręgowi przed rozpoczęciem posiedzenia zarządu”; „Florentino Pérez uruchomił alarm. Real Madryt wstrzymał oddech. Florentino Pérez zwołał konferencję na wtorek na godzinę 18:00. Prezes Los Blancos zebrał swój zarząd w środku kryzysu sportowego, z kilkoma piłkarzami uwikłanymi w bójkę…”. Bardzo dziękuję, bardzo dziękuję. Nie znam tego pana. Nie wiem, czy to podpisał. Czy państwo naprawdę myślą, że tuż przed wejściem powiedziałem: „Jestem bardzo zmęczony”? Że Florentino Pérez powiedział to swojemu najbliższemu kręgowi? Jak można coś takiego napisać?
– Wygląda na to, że nazywa się David Sánchez de Castro. Nie ma go tutaj? Chciałbym się z nim przywitać i go poznać. Z kim pan rozmawiał? Z kim ja rozmawiałem przed posiedzeniem zarządu, żeby pan opublikował taką informację? ABC stale publikuje takie wiadomości. Dzisiaj dwie podobne, w tym samym tonie: że zniknąłem i tak dalej. Proszę państwa, ja wstaję wcześnie rano i kładę się spać jako ostatni. Pracuję tutaj jak zwierzę. Chcę powiedzieć, że czasami podzielam frustrację kogoś, kto widzi, że w tym roku nie byliśmy w stanie wygrać niczego. Ale to ja jako pierwszy chcę wygrać wszystko.
– Muszę jednak państwu powiedzieć i przypomnieć, jeśli pamięć państwa nie zawodzi, że ze mną jako prezesem wygraliśmy 66 tytułów w piłce nożnej i koszykówce: 37 w piłce nożnej i 29 w koszykówce. Wśród nich siedem Pucharów Europy w piłce nożnej i trzy Puchary Europy w koszykówce. Chcę też mówić o tych, którzy moim zdaniem stoją za całą tą kampanią. Mówią, że są ludzie, którzy działają w cieniu, żeby wystartować w wyborach. Niech wystartują. To okazja, którą im daję. Ogłoszę wybory, obecny zarząd w nich wystartuje i zapraszam wszystkich, którzy chcą się zgłosić. Mają okazję to zrobić. Ja wystartuję, żeby bronić interesów socios Realu Madryt, a nie interesów niektórych dziennikarzy, którzy sądzą, że wyrządzając szkody i tworząc zamieszanie, zdołają mnie zastraszyć.
– Proszę państwa, oni dają mi jeszcze więcej energii niż mam. Są też środowiska, które chcą rządzić Realem Madryt. To trwa od dawna. Wystartowałem w 2000 roku. Znam to wszystko. Nie udało im się jednak tego osiągnąć, ponieważ w Realu Madryt rządzą jego socios, a nie ci dziennikarze, państwa koledzy, którzy coś sobie wymyślają, mówią jedną rzecz i sądzą, że ludzie im wierzą. Ludzie wierzą mnie. Niektórych dziennikarzy, państwa nie znam, więc nie mogę mówić o wszystkich, cechuje przekonanie, że wpływają na decyzje klubu, bo są bardzo ważni. Wystartowałem w 2000 roku. Ten film już znam. Pamiętają państwo José Maríę Garcíę? Od niego zaczynałem. I wszystkim, którzy przyszli po nim, nadal mówię, że oni uważają, iż to oni opiniują i rządzą. Co mam państwu powiedzieć? W Realu Madryt rządzą socios, dopóki ja tu jestem. I niech nie robią dziwnych rzeczy.
– Kto chce wystartować, niech wystartuje. Będzie miał okazję debatować ze mną i powiedzieć, co chce zrobić, zamiast chodzić za plecami do dziennikarzy i opowiadać, że mam zmęczoną twarz. Mam zmęczoną twarz, bo dużo pracuję, pewnie dlatego. Na pewno nie dlatego, że leżę w łóżku. Muszę wyjść i to zatrzymać, ponieważ jako prezes Realu Madryt nie mogę zaakceptować tego, że są ludzie w mediach, którzy próbują przejąć narrację tylko dlatego, że w tym roku nie wygraliśmy La Ligi albo Ligi Mistrzów. Przyzwyczaili się już, bo mniej niż dwa lata temu wygrałem La Ligę i Ligę Mistrzów, ale to już zostało zapomniane. Teraz Real Madryt jest ruiną, jest chaosem, tak mówią. Jakim chaosem? To najbardziej prestiżowy klub na świecie i cały świat to uznaje.
– Na naszej drodze pojawiła się też ostatnio sprawa straszna dla naszej niezależności. Trzy lata temu dowiedzieliśmy się, że mierzymy się również ze sprawą korupcyjną, taką jak sprawa Negreiry, która nie ma precedensu w historii światowego futbolu. To największy skandal w historii. Sprawa, która nie została rozwiązana i nadal się ciągnie. Niezrozumiałe jest to, że wciąż widzimy sędziów z tamtego okresu w takich rozgrywkach jak La Liga. Z jednej strony wygląda na to, że przez dwie dekady płacono, a z drugiej w tej trzeciej, ostatniej dekadzie, już bez płacenia, sędziowie są ci sami. Przygotowujemy ważne dossier, które natychmiast przedstawimy UEFA, aby ucięła tę sprawę u źródła i rozwiązała ją dla dobra światowego futbolu. Mowa o tak zwanej sprawie Negreiry.
– Chcę państwu przypomnieć, jeśli ktoś o tym zapomniał, że to klub z największym dorobkiem w historii futbolu i lider wszystkich najważniejszych rankingów. To najcenniejszy klub świata według Forbesa. Klub z największymi przychodami według Deloitte. Najcenniejsza i najsilniejsza marka piłkarska świata według Brand Finance. To także klub o największej reputacji na świecie według światowej organizacji sportowej. Dlaczego dziennikarze atakują najbardziej prestiżowy, najwyżej wyceniany klub, który ma do tego najwięcej kibiców na świecie? Dlaczego to robią? Przecież to aktywo wszystkich, dobro futbolu. Mamy też najbardziej wartościową kadrę w futbolu według Transfermarktu. Mamy wszystko. Wstydzę się mówić, że wybrano mnie najlepszym prezesem w historii, ale tak też było. Dlaczego więc chcą mnie zniszczyć? Bo jacyś chłopcy chodzą i mówią, że chcą wystartować? Niech wystartują. Daję im teraz okazję. Co więcej, chciałbym, żeby wszyscy wystartowali.
– Chcę im przekazać, że właścicielami Realu Madryt są socios. Po to wystartowałem 26 lat temu i osiągnęliśmy coś, czego nikt w historii futbolu nie osiągnął. A teraz dlatego, że ostatnio nie wygraliśmy z Barceloną, chcą nas zniszczyć? Nie. To zorganizowana kampania. I proszę mi wierzyć, jest bardzo dobrze zorganizowana. Wcześniej mówiono o ABC. Muszę państwu coś powiedzieć. ABC należy do Vocento. Nie wiem, czy państwo to wiedzą, zakładam, że tak. I stworzyli Relevo. Wiedzieli państwo, czym jest Relevo, prawda? Zakładam, że tak. A właściwie czym było Relevo.
– Relevo, w porozumieniu z La Ligą, stworzyło cyfrową gazetę, która, żeby to podsumować, straciła 25 milionów euro w czasie swojego istnienia. 25 milionów, które zapłaciła La Liga i inni. Potem, kiedy La Liga już nie płaciła, poszli do Telefóniki, żeby zobaczyć, czy ona też im zapłaci. Następnie poszli do Telecinco, żeby zobaczyć, czy El Desmarque ich kupi. Jedynym celem Relevo było atakowanie Realu Madryt i Florentino Péreza, jego prezesa. Stracili 25 milionów euro. I bardzo mi przykro, bo mam tu sprawę osobistą. Mój ojciec zawsze czytał ABC i wykupił mi prenumeratę wiele lat temu. Nie wiedziałem, co zrobić, bo chciałem uhonorować mojego ojca. Teraz podjąłem decyzję, że po tylu latach się wypiszę. Ojciec wykupił mi ją 40 czy 50 lat temu, ale muszę zrezygnować z ABC, właśnie żeby go uhonorować. Myślę, że by mi za to podziękował.
– Jak ABC mogło stworzyć cyfrową gazetę o nazwie Relevo? Oczywiście nikt tego nie kupował, bo ludzie wymyślają sobie różne historie. Wierzą, że to, co piszą, widzi cały świat. Nikt tego nie kupił, stracili 25 milionów i wywołali tam rozłam. Ogłaszam więc tutaj, że skoro dalej istnieją tacy jak Rubén Cañizares, nie wiem, czy jest tutaj, ale Rubén Cañizares… Pan należał do Relevo, prawda?
Rubén Cañizares: Nie.
– Nie? Nigdy?
Rubén Cañizares: Nigdy.
– Czyli to, co robi pan w ABC, robi pan z własnej inicjatywy.
Rubén Cañizares: Pracuję w ABC.
– Tak, tak, tak. Dobrze. Czyli pan, który codziennie atakuje Real Madryt… Nie uważa pan tak? Proszę pana, nie będę z panem dyskutował, bo nie jest pan jedyny. Jest ich więcej. Dobrze, nie ma znaczenia. Ja zrezygnuję z prenumeraty. Zrezygnuję z prenumeraty ABC, którą mój ojciec wykupił mi 40 czy 50 lat temu. Trudno mi było zdecydować, jak najlepiej uhonorować ojca. Najlepiej uhonoruję go, jeśli się wypiszę. Proszę spojrzeć na dzisiejsze gazety. Dwa artykuły w ABC przeciwko Realowi Madryt. Jeden napisała kobieta, nie wiem nawet, czy zna się na futbolu. Ogłaszam więc tutaj, że rezygnuję z prenumeraty ABC, aby uhonorować mojego ojca, bo gdyby podniósł głowę, nie wybaczyłby mi, że dalej jestem prenumeratorem. Ale ABC i grupę Vocento ta przygoda kosztowała 100 milionów, bezpośrednio Relevo 25.
Rubén Cañizares: Ja jestem dziennikarzem ABC, nie jestem dyrektorem generalnym Vocento ani dyrektorem generalnym Relevo.
– Jest pan z ABC? Dobrze, ABC należy do Vocento, prawda?
Rubén Cañizares: Dlaczego pan nie rozmawia z dyrektorem generalnym ABC?
–Ja z nikim nie rozmawiam. Chciałbym, żeby państwo czytali Rubéna Cañizaresa w ABC od jutra i zobaczyli, czy mam rację. Zrezygnuję z ABC, przede wszystkim przez Relevo i dlatego, że myślałem, iż po odejściu Relevo to się zmieni. Proszę jednak czytać Rubéna Cañizaresa codziennie. Przecież nie można mówić… Proszę pana, jeśli pisze pan o najlepszym klubie świata, dlaczego codziennie pan go dyskredytuje?
Rubén Cañizares: Dobrze, ale można pisać dobrze i źle.
– Dobrze, ale pan uważa…
Rubén Cañizares: Nie, ja uważam…
– Proszę pana, wydaje mi się też, że osoba, która stale atakuje…
Rubén Cañizares: Ja nie atakuję pana pracy.
– Nie, ja nie atakuję pana pracy. Osoba, która stale atakuje Real Madryt…
Rubén Cañizares: To pana opinia.
– Moja. I to sprawia, że jutro rano, w ramach mojego prawa, zrezygnuję z prenumeraty. Powiem też dlaczego. Naprawdę nie mogę zaakceptować tego jako prezes bardzo prestiżowej instytucji.
Rubén Cañizares: Ja jestem niezależnym dziennikarzem i nie mogę pisać o Realu Madryt?
– Świetnie. Wyjaśnione. Bardzo mi miło, że mogłem się z panem przywitać i tylko utwierdza mnie pan w tym, co zamierzam zrobić. Proszę się nie martwić. Dobrze, dobrze, nic się nie dzieje.
– Jak mówiłem, wygraliśmy 66 tytułów w piłce nożnej i koszykówce. Jesteśmy podziwiani na całym świecie. Rozmawiam z ludźmi futbolu na świecie, w Europie, w UEFA i oni nie rozumieją hiszpańskiej prasy. Nie rozumieją, dlaczego teraz wzięli nas na cel, dlaczego przesadzają. Chcą sprawdzić, czy odejdę. Nie odejdę. Będę ostatnim z socios Realu Madryt, który odejdzie. Będę bronił socios Realu Madryt, bo to oni są właścicielami. Właścicielem nie jest pan, kiedy pisze, ani ktoś inny, kiedy pisze. Właścicielami Realu Madryt są socios. Jeśli ktoś chce tu przyjść i wystartować w wyborach, jeśli są ludzie, którzy chodzą i mówią, że mają pieniądze albo że się zgłoszą, niech nie pozorują działań, tylko wystartują. Mają okazję. Niech powiedzą, jak to sfinansują. I niech nie chodzą pytać banków, czy prezes spółki energetycznej może poręczyć kandydaturę. Niech tego nie mówią, bo przepisy dotyczące kandydatury mówią, jak trzeba ją poręczyć: majątkiem tych, którzy startują. Tak jak ja zrobiłem to w 2000 roku. Poręczyłem wtedy, w tamtych czasach, ponad 170 milionów. Ponad 170 milionów, żeby można było, jak to wtedy mówiłem, wypłacić pensje. Roberto Carlosowi, pamiętam Bodo Illgnera z tamtego okresu.
– Chcę zakończyć tę falę antimadridismo, która zadomowiła się w niektórych sektorach dziennikarstwa. Chcę powiedzieć socios, że przeprowadzimy wybory, że je ogłosimy. Powiem socios, że muszę to zrobić, aby ich bronić, ponieważ to oni są właścicielami. Są ludzie, jedni z punktu widzenia dziennikarskiego, inni z innego punktu widzenia, którzy chcą przejąć Real Madryt. Nie przejmą go. Jestem tu od 26 lat, stworzyliśmy największy klub świata i tyle chciałem powiedzieć.
– Niech wiedzą, że to najcenniejszy klub świata według Forbesa, klub z największymi przychodami według Deloitte, najcenniejsza i najsilniejsza marka piłkarska świata według Brand Finance, klub o największej reputacji na świecie według organizacji sportowej oraz najcenniejsza kadra świata według Transfermarktu. Niech więc mówią, co chcą. Kiedy przyszedłem, brakowało 147 milionów. W 2000 roku klub nie płacił. Piłkarze nie otrzymywali pensji. Proszę zapytać Roberto Carlosa, który wciąż tu jest. Nie płacono zawodnikom. Bodo Illgnerowi. Przyszła do mnie jego żona, która była jego agentką. Od jakiegoś czasu nie otrzymywał pieniędzy. Nie płacono też sklepowi za rogiem. Musiałem włożyć własne pieniądze, żeby uregulować sytuację. Dziś, dzięki Bogu, Real Madryt ma bardzo zdrową sytuację finansową.
– Niektórzy mówią też, na przykład o stadionie, że zaczął się od 600 milionów, a skończył na 1,3 miliarda. To nieprawda. Pierwszy kontrakt dotyczący Bernabéu obejmował dach i kosztował 600 milionów. Potem zrobiliśmy hypogeum, które kosztowało prawie 400 milionów. Następnie przeprowadziliśmy trzeci przetarg, dotyczący wystroju stadionu, siedzeń i tak dalej. To kosztowało 1,2 albo 1,3 miliarda. Żeby zaszkodzić, mówią jednak, że zaczęło się od 600 milionów, a skończyło na 1,3 miliarda. Kiedy ktoś buduje dom, najpierw robi konstrukcję i płaci. Potem robi kolejną rzecz i płaci. Ja akurat znam się na tym bardzo dobrze. Wszystko jedno. Mówię to, żeby państwu wyjaśnić sprawę i żeby więcej tego nie powtarzano.
– Naprawdę wystartuję, ponieważ są sektory, które chciały przejąć klub. Po pierwsze, sektor dziennikarski, gdzie istnieje coś w rodzaju zmowy, żeby mówić, że Real Madryt jest chaosem. Niech powiedzą to w Europie albo na świecie: że Real Madryt jest chaosem z punktu widzenia finansów, tytułów czy czegokolwiek innego. Później są ultrasi Realu Madryt, niektórzy wciąż są wewnątrz. Ci, którzy spotykają się obok jakiegoś ruchu, nie wiem, nazywa się Ámbar czy jakoś tak. Oni nigdy więcej nie wejdą do Realu Madryt. Wyrzuciliśmy ich. Ludzie z całego świata gratulują mi i zawsze mówią: „Oby wszystkie kluby zrobiły to, co Real Madryt”, czyli usunęły ultrasów i ludzi agresywnych. Oni nie będą przy Realu Madryt. Mam poparcie socios, którzy są właścicielami i chcą tego, czego chcą normalni ludzie. Są też handlarze biletami. Ich również muszę usuwać. W tym roku wyrzuciliśmy już 1600 socios Realu Madryt za odsprzedawanie karnetów. Jak to możliwe, żeby socio zarabiał pieniądze, oszukując Real Madryt?
– Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście nasz stały przeciwnik, czyli La Liga. Będziemy walczyć. Ja walczę ze wszystkimi. Na razie, ponieważ niczego nie potrzebuję, tylko wspieram Real Madryt na tyle, na ile mogę, jestem bardzo szczęśliwy. A potem jest jeszcze systemowa korupcja w sprawie Negreiry. Musieliśmy słuchać przewodniczącego Komitetu Technicznego Arbitrów, który mówi, że to są rzeczy, o których trzeba zapomnieć. Jak to zapomnieć? Przygotowujemy dossier liczące 500 stron, które wyślę do UEFA, gdy tylko zakończy się rywalizacja. Już byliśmy z nimi rozmawiać. W historii światowego futbolu nie ma precedensu. Przewodniczący Komitetu mówi: „To stare sprawy, trzeba o nich zapomnieć”. Jak mam to zapomnieć? Największa sprawa korupcyjna w historii futbolu. Jak mam to zapomnieć? Z tym wszystkim musimy walczyć i ja walczę ze wszystkimi. Najpierw walczyłem o Superligę. Mówią: „Nic z tego nie wyszło”. Wyszło wszystko, bo wygraliśmy w TSUE. Dzięki zwycięstwu w TSUE poszliśmy do UEFA i powiedzieliśmy, że będziemy negocjować. I negocjujemy. Naprawdę negocjujemy. Dlaczego? Bo to, co osiągnęliśmy w TSUE, jest dobre. Na przykład darmowy futbol, żeby dzieci w Afryce mogły oglądać futbol za darmo. Dlaczego nie miałyby móc go oglądać? Tak jak zrobiono to przy Klubowym Mundialu w Stanach Zjednoczonych. Wszystko, co osiągamy, nie jest dla Realu Madryt, tylko dla dobra futbolu. UEFA zdaje sobie z tego sprawę. Teraz robimy postępy w bardzo pięknym procesie, aby futbol był jeszcze bardziej globalny, bo wiemy, że to jedyny naprawdę globalny sport. Dlatego ogłoszę wybory i będę mówił socios jasno: są ludzie, którzy chcą odebrać im własność. Właścicielami są socios, a dziennikarze mogą robić to, co chcą, ale nie mają prawa atakować takiego klubu jak Real Madryt. Zwłaszcza gdy się dogadują. Będę bronił klubu przed moimi socios i będę go bronił w tej kampanii, którą rozpoczniemy, gdy tylko ogłosimy wybory.
– Niech nikt nie oczekuje, że założę ręce i będę siedział bezczynnie, bo jestem zmęczony, jak mówią. Że jestem zmęczony. Widzą państwo dzisiaj w pańskim dzienniku ABC. Nie wiem, czy wie pan, kim jest ten człowiek. Proszę zapytać. Dopiero wszedłem i powiedzieli mi: „Zobacz, co pisze ABC”. I tak jest codziennie. Dlaczego? Przecież ABC jest gazetą z Madrytu, a Real Madryt jest klubem świata. Dlaczego ABC upiera się, żeby iść przeciwko Realowi Madryt? Mówię o ABC, bo teraz jestem rozgrzany tą sprawą, ale mógłbym powiedzieć to samo o innych.
– Nie, proszę pana, pan… Dobrze, prawda… Nie, mówię o ABC, bo dopiero wszedłem tutaj i jest pewien pan, już powiedziałem, jak się nazywa, który napisał to, co napisał. Właśnie mi to przekazano. Zobaczmy, kto mi to wysłał. „Jestem bardzo zmęczony”; „Florentino do swojego najbliższego kręgu przed rozpoczęciem posiedzenia zarządu”; „Florentino uruchomił alarm komentarzem do swoich najbliższych”; „Jestem bardzo zmęczony”. To chcą przekazać, że jestem zmęczony. Niektórzy idą dalej. Już nie tylko, że jestem zmęczony.
– Proszę państwa, jak mówiłem, kieruję bardzo ważną firmą na świecie, bardzo ważną, która ma kapitalizację prawie 40 miliardów, ma obroty na poziomie 50 miliardów, działa w Stanach Zjednoczonych, Australii i we wszystkich częściach świata, a ja mam 170 tysięcy pracowników. Mogę być zmęczony podróżowaniem z jednego miejsca do drugiego, ale nie jestem zmęczony futbolem.
– Ten pan właśnie to napisał. Jak może coś takiego powiedzieć? Nie rozumiem. Ten pan nazywa się, nie wiem, czy powiedziałem to wcześniej… Napisał to przed wejściem na posiedzenie zarządu. To niesamowite. Naprawdę mnie to zdumiewa. Dlaczego ABC to robi? Nie patrzę na pana, bo to nie pan to powiedział. Ale dlaczego robi to ABC? To gazeta z Madrytu. Czy widzą państwo tutaj po mnie zmęczenie? Mieliśmy posiedzenie zarządu, a od jutra zacznę walczyć z wszystkimi o socios, żeby nie odebrali nam własności ci, którzy wierzą, że z mediów albo z najgorszych środowisk Realu Madryt, takich jak handlarze biletami czy Ultras Sur, znów przejmą władzę. Bardzo dużo kosztowało mnie uzdrowienie Realu Madryt, finansowo i nie tylko finansowo. Będę walczył ze wszystkich sił.
– Skąd wzięła się informacja, że mam raka? Zadzwonił do mnie przyjaciel i mówi: „Powiedzieli mi, że to stadium terminalne”. A ja odpowiadam: „Cholera, a ja nic o tym nie wiem”. Niech państwo mi powiedzą, czy to normalne? Ta plotka, która się rozeszła.
– Jeśli chcą, żebym odszedł, odejdę, kiedy ktoś przyjdzie, wystartuje, jak teraz, gdy otworzymy proces wyborczy, i wygra ze mną wybory. Jeśli ktoś wygra ze mną wybory, niech będzie błogosławiony. Ja zawsze będę startował po to, żeby bronić tego, że własność należy do socios, a nie do kilku dziennikarzy dogadanych ze sobą, żeby odebrać klubowi prestiż. Zakładam, że będą z Atleti albo będą mieli inne idee, ale profesjonalista to profesjonalista. Jestem zdumiony.
– Zakładam, że od jutra będą mnie atakować jeszcze bardziej, ale nie ma to znaczenia. Przyszedłem tutaj, żeby uporządkować sprawę Realu Madryt i żeby klub należał do swoich socios. Powtórzę: chcę, żeby swoją szansę mieli ci, którzy chodzą za plecami i mówią, że mają pieniądze albo ich nie mają, że idą do banków pytać, czy prezes spółki energetycznej może poręczyć kandydaturę. Nie może. Kandydaturę można poręczyć wyłącznie majątkiem tych, którzy startują. Osobistym majątkiem tych, którzy startują. Jest już późno, więc mogą państwo pytać, o co chcą. Myślę, że odpowiedziałem już dość obszernie. Otwieramy serię pytań.
KONFERENCJA PRASOWA PREZESA REALU MADRYT
[José Luis Sánchez, laSexta] Dobry wieczór, panie prezesie. Widać, że jest pan bardzo energiczny na tej konferencji. Jednym z problemów drużyny w tym roku była zmiana trenera. Czy w przyszłym sezonie będzie trener z charakterem?
Nie będę mówił o trenerach ani o piłkarzach. Przychodzę mówić o tym, że wystartuję, aby oddać majątek Realu Madryt jego socios. To nie jest klub, który ma jednego, dwóch czy trzech właścicieli. Widzę dzień po dniu, że chcą im to odebrać ci dziennikarze, którzy mówią o sprawach, o których nie mają pojęcia. Mówią, bo chcą, żebym odszedł. Przychodzę tutaj powiedzieć, że nie tylko nie zamierzam odchodzić, ale wystartuję w wyborach, ponieważ chcę bronić tego, aby Real Madryt nadal należał do swoich socios. Nic więcej. To daje mi radość, możliwość pracy nad tym, po co wystartowałem 26 lat temu. To dużo czasu. Musiałem wtedy zacząć od zapłacenia tym, którzy nie otrzymywali pensji, od wszystkiego. I od obrony instytucji, aby Real Madryt należał do swoich socios. Powiem to każdemu z nich.
[Javier Herráez, Cadena SER] Dzień dobry, panie prezesie. Chciałem zapytać pana o kwestie sportowe…
Nie będę mówił o sprawach sportowych. Dzisiaj będę mówił o tym, że ogłoszę wybory, aby bronić interesów socios, którzy są właścicielami klubu. Niektórzy dziennikarze i niektóre osoby, które też mamy rozpoznane, chcą skończyć z własnością Realu Madryt, aby należał do tych, o których wy mówicie. Ja już się z tym mierzyłem. Powiedziałem to wcześniej. Kiedy przyszedłem, mierzyłem się z pewnym dziennikarzem, którego nazwiska nie chcę powtarzać, a potem miałem innych. Ja jednak zawsze będę bronił interesów socios Realu Madryt. Tego nauczył mnie mój ojciec, który zrobił mnie socio, kiedy byłem mały.
Dokończę pytanie. Skoro wystartuje pan w wyborach…
Tak, wystartuję ja i ten sam zarząd. Ci, którzy chcą wystartować, niech wiedzą, że na nich czekamy. Niech przedstawią swoje kandydatury, bo to ich okazja. Niech nie mówią za plecami źle o innych. Niech wystartują, pokażą twarz i powiedzą, kim są. Ja słyszę tam wszystko. Słyszę wszystko.
Pomijając model społeczny, pytanie dotyczy modelu sportowego i Mourinho.
Oczywiście, nie myślałem, Javierze, że ktoś mnie o to zapyta. Proszę spojrzeć, nie jesteśmy teraz na tym etapie postępowania. Jesteśmy w momencie, w którym musimy uporządkować to, aby Real Madryt należał do swoich socios, bo niektórzy pańscy koledzy i inni ludzie chcą nam to odebrać innymi metodami. Chcę z nimi dyskutować. Niech wystartują. Powiem im, co robią i co w swoim życiu zrobili dla Realu Madryt. Musimy skończyć z absurdalną kampanią, która trwa w tej chwili. To absurdalna kampania przeciwko Realowi Madryt. Przecież jestem tu od 26 lat. Nie było w życiu bardziej chwalebnego Realu Madryt. Wstydzę się to mówić, ale wybrano mnie najlepszym prezesem w historii klubu i wszystkich klubów. Tego też wstydzę się mówić. A tu przychodzą niektórzy, żeby mnie zniszczyć, mówiąc to czy tamto. Będę się bronił, choć nie chcę bronić samego siebie. Chcę bronić instytucji. Dzisiaj nie rozmawiamy jednak o futbolu, piłkarzach, trenerze ani o niczym takim. Teraz jest priorytetowa sprawa, którą muszę rozwiązać.
[Melchor Ruiz, Cadena COPE] Dobry wieczór, panie prezesie. Jasne jest, że rozpoczyna się proces wyborczy, że Real Madryt i pan bronicie się przed tymi atakami, które chcą zaburzyć funkcjonowanie klubu, i że trzeba bronić socios. Jednak socios są też bardzo zaniepokojeni sezonem drużyny. Czy ma pan jasność albo wykrył pan błędy, które popełniono?
Tak, ja też. Wszyscy dokonamy analizy, proszę się nie martwić. Musimy jednak także walczyć z wieloma ludźmi. Musimy walczyć z naprawdę wieloma. Na przykład proszę powiedzieć Juanmie Castaño, skoro jest pan z COPE, proszę mu to powiedzieć w moim imieniu, że robi to codziennie i o każdej porze. Proszę mu powiedzieć, żeby miał trochę szacunku także dla najlepszego klubu w historii. To chciałem panu powiedzieć. Niech pan z nim porozmawia i niech dba o Real Madryt.
[Alberto Pereiro, Onda Cero] Dzień dobry, panie prezesie. Alberto Pereiro, Onda Cero.
Onda Cero? [śmiech Florentino i całej sali] Proszę porozmawiać z Segurolą, człowieku, na Boga. Przecież mogę wymienić kogoś w każdym miejscu. Jak mówiłem, mam dużo cierpliwości, bo jestem tu od wielu lat. Zacząłem z José Maríą Garcíą. Potem przyszli Segurola, Carreño i wszyscy inni.
Panie prezesie, w końcu każdy z nas, którzy tutaj jesteśmy, nie może…
Zgadzam się, ale mówię panu, żeby porozmawiał pan ze swoim szefem.
Porozmawiam z kim trzeba, proszę się nie martwić.
Muszę wam powiedzieć, że źli są szefowie. Wy wszyscy jesteście dużo lepsi. Tak to powiem. No, poza Rubénem Cañizaresem. Ponieważ jestem prenumeratorem ABC, bo mój ojciec wykupił mi prenumeratę i nadal je otrzymuję, mówię sobie: zobaczmy, co dziś pisze Rubén Cañizares. Uff, straszne. Pomyślałem: już muszę napisać pismo, żeby więcej mi tego nie przysyłali, bo nie chcę wstawać w złym humorze. Nie, wiem, wiem, że to kłamstwo. A ci, którzy tu są, niech go czytają. Niech państwo czytają. Niech pan przeczyta tylko od momentu, gdy wyjdzie pan przez te drzwi, co on dzisiaj robi. Nie, ja się… Proszę pana, nie pan. Pan jest jeszcze jednym przykładem. Złym tam nie jest pan. Zły był ten z Relevo, którego nazwiska nie chcę podawać. Ten z Relevo, który doprowadził do straty 25 milionów, choć finansowała go La Liga, żeby atakował Real Madryt.
Przy okazji, na zgromadzeniach La Ligi zawsze pytamy: ile pieniędzy dają dziennikarzom, żeby atakowali Real Madryt? Nadal nam nie odpowiedzieli. My jednak to wiemy, bo opowiadają nam to ludzie z ich gazet. Wiemy, ile płacą ABC, ile płacili Relevo albo ile płacą innemu dziennikarzowi, który jest w tej małej antymadryckiej organizacji. Dlaczego mają taki interes, skoro Real Madryt jest największy na świecie? Mamy 800 milionów obserwujących w mediach społecznościowych. Chcę, żeby dzieci na całym świecie mogły oglądać Real Madryt i zaraz będą mogły go oglądać. Za darmo. Real Madryt za darmo. Tak jak osiągnęliśmy to przy Klubowym Mundialu. Nie wiem. Real Madryt jest tak wielki, że wywołuje tyle niechęci. A przecież nie ma właściciela. Jesteśmy wszyscy. Jesteśmy 100 tysiącami właścicieli.
Ja nie mam z Realu Madryt niczego poza nadzieją i radością z prowadzenia największego klubu w historii. Jeżdżę po świecie i nie wie pan, jak mnie chwalą za to, że jestem prezesem Realu Madryt. Potem wracam do domu i każdego dnia ktoś mnie atakuje. Nie uda im się. Już państwu mówię, że im się nie uda. 100 tysięcy socios Realu Madryt jest bardzo silnych i są ze mną w tej walce, którą prowadzę przeciwko arbitrom Negreiry i przeciwko innym. W sprawie arbitrów Negreiry chcę powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Nie tylko Real Madryt jest poszkodowany, a Barcelona uprzywilejowana. Barcelona zawsze wychodzi uprzywilejowana, ale są też inne zespoły, które przez te kombinacje również zostały poszkodowane. I opowiadają mi o tym.
Bądźmy poważni. UEFA wreszcie zajmie się tą sprawą i to zrobi, ponieważ nie może pozwolić, aby najważniejszy futbol, czyli futbol europejski, był podejrzewany o coś takiego. A przewodniczący arbitrów mówi, że trzeba to puścić w niepamięć, że nic się nie stało. Korupcja opłacana przez 20 lat. Zobaczymy, co wydarzy się w postępowaniu karnym, a potem sportowo w UEFA, która pozwoliła nam wysłać całe dossier. Mamy je perfekcyjnie przygotowane. Zobaczymy, co się stanie. Przyszedłem tutaj walczyć i bronić Realu Madryt. Nie przyszedłem po to, żeby jacyś sędziowie wzbogacali się pieniędzmi Barcelony. Nie po to tu przyszedłem.
Po tym wszystkim, co pan powiedział, co oczywiście jest analizą tego, co według pana szkodzi Realowi Madryt…
Dobrze, ale zrozumieliście, co powiedziałem, czy nie?
Ja doskonale zrozumiałem, co pan powiedział. Uważam jednak, że kibic Realu Madryt, który teraz ogląda tę konferencję albo słucha Onda Cero, która jest darmowa…
Tu nikt nie musi płacić.
Kibic albo socio…
Kibic czy socio?
Ktokolwiek.
Socio, który jest właścicielem, będzie zachwycony, bo mówią mi to każdego dnia. Pytają, jak to możliwe, że nie potrafię bronić Realu Madryt przed wami wszystkimi. Tak, mówią mi to każdego dnia. Teraz wystartuję z odnowioną nadzieją, żeby uporządkować tę sprawę. Chociaż pan akurat jest moim przyjacielem, przy okazji.
Chciałbym zadać pytanie. Czy mógłby pan przeprowadzić analizę sportową tego, co…
Nie, nie. To wtedy, gdy wygramy wybory, a nie potrwa to długo. Wtedy ją zrobię, ale teraz nie.
Myślę, że ludzie tego oczekują i chcą to usłyszeć. Szczególnie od prezesa.
[Manuel de Juan, AS] Ogłosił pan wybory, a w klubie nie było wyborów od 2006 roku.
Dobrze, ja je ogłaszam.
Tak, wiem, że powie pan, że to nie pana wina, że nikt nie startuje co cztery lata. Ale czy nie uważa pan, że w tym roku kandydaci są potrzebni? Bo można odnieść wrażenie…
Proszę pana, ja ogłaszam wybory w tym roku właśnie po to, żeby byli kandydaci.
Tak, właśnie dlatego…
Ten pan, który mówi tam różne rzeczy, który rozmawia z firmami energetycznymi, który ma południowoamerykański akcent… Nie, meksykański, nie mogłem sobie przypomnieć. Niech przyjdzie. Chcę, żeby wystartował ze swoimi ludźmi i żebyśmy rozmawiali o futbolu. Właśnie o to chodzi. Ale nie za plecami, robiąc dziwne rzeczy. Ja tego nie chcę. Chcę, żeby było transparentnie. Niech nie rozmawiają z wami. Bo rozmawiają z wami i robią wszystko, co możliwe, żeby powiedzieć, że jesteśmy źli, że to dyktatura i tak dalej. Ogłaszam te wybory po to, żeby ten pan, o którym mówimy, oraz wszyscy inni, którzy chcą, wystartowali. Ja wystartuję, żeby wznieść sztandar, że klub należy do socios, a nie do trzech dziennikarzy ani kilku osób z firm energetycznych. Nie. Klub musi należeć do socios.
Jestem tu od 26 lat i doprowadziłem do tego, że klub należy do swoich socios. W tym roku zobaczyłem jednak, że jest to zagrożone, ponieważ dogadali się, żeby mówić, że to jest coś strasznego, że Real Madryt jest najgorszy na świecie i tak dalej. Najgorszy na świecie? Proszę pana, ja w jednym roku zwolniłem trzech trenerów, nie wiem, czy niektórzy pamiętają. To nie pierwszy raz, gdy dzieje się coś takiego. I to nie pierwszy raz, gdy bije się dwóch piłkarzy. Jestem tu od 26 lat i piłkarze bili się prawie w każdym sezonie. Bo ktoś kogoś uderzy, ktoś się zdenerwuje i tak dalej, ale to nie ma większego znaczenia. Tym razem stało się tak, że ktoś po raz pierwszy to opowiedział. Dołączył do wozu złych, jak ja to mówię. Wiemy też, kto to opowiedział, bo tym również się zajmujemy.
Niech wystartują wszyscy, którzy chcą. Tego chcę. Chcę rozmawiać z socios. Myślę, że socios przyznają mi rację i wspierają mnie po 26 latach bycia prezesem Realu Madryt. Jestem najbardziej utytułowanym prezesem w historii. Bo nikt nie wygrał… Nie mówię już nawet o prezesach. Nikt nie wygrał siedmiu Pucharów Europy. Kto je wygrał? Nikt ich nie wygrał.
Dokończę pytanie, jeśli pan pozwoli. Mówił pan też o tym, że mówi się, iż pan zniknął. Czy nie uważa pan, że trochę sam się pan do tego przyczynił? Według naszych obliczeń nie dawał pan konferencji prasowej od grudnia 2015 roku. To wiele lat bez zasiadania i odpowiadania na pytania. Nie udziela pan wywiadów…
Kiedy wygrywamy La Ligę, świętujemy i tak dalej, ale ja nie jestem bohaterem spraw sportowych. Ja jestem prezesem i zwykle nie zabieram głosu. Nie mówię też w mojej firmie. Nie jestem z tych, którzy przemawiają. Owszem, raz na walnym zgromadzeniu muszę mówić, ale nic więcej. Nie jestem osobą, która chce się pokazywać. Klub jest najważniejszy. Dlaczego miałbym mówić? Ja zniknąłem? Dlaczego miałbym zniknąć? Dlaczego? Bo przegrywamy jeden albo dwa mecze? Bo zajęliśmy drugie miejsce w La Lidze? Co mam powiedzieć?
Myślę, że ludzie tęsknią za tym, żeby pan mówił także wtedy, gdy się wygrywa.
Przecież wtedy też nie mówię.
Właśnie dlatego myślę, że ludzie…
Bohaterami są piłkarze. Jeśli się mylimy, w kolejnym roku chcemy to naprawić. Nie minęły jeszcze dwa lata od momentu, gdy wygraliśmy Ligę Mistrzów i La Ligę. Czy uważa pan, że ta kampania, zorganizowana przez was wszystkich i przez innych złych ludzi z zewnątrz, jest normalna? Muszę wyjść i się bronić. Dzisiaj wychodzę się bronić i mówię: ogłosimy wybory i wystartujemy, żeby bronić interesów socios. Niektórzy chcą to ukryć. Interesy są interesami socios, a nie dziennikarzy z prestiżem, w cudzysłowie, albo innych osób, które chodzą i sieją zamęt, mówiąc, że wystartują. Tych, którzy mówią, że wystartują, zapraszam do startu. Tak właśnie zrobiłem w 2000 roku, gdy ogłoszono wybory. Po poprzednich, w których głosowali zmarli, wystartowałem w kolejnych. I to właśnie robię.
Oficer prasowy: Kończymy konferencję. Bardzo dziękuję.
Już koniec? Tam ktoś chce zapytać. Pytajcie, kto chce, bo nie mam nic do roboty dziś po południu.
Chciałem zapytać, skoro ogłasza pan wybory, czy może pan podać więcej szczegółów dotyczących daty, sposobu organizacji i tego, dlaczego uznaje pan to za konieczne. Pan będzie prezesem w trybie pełnienia obowiązków, a zarząd zarządem pełniącym obowiązki. Skąd taka decyzja?
Nie czyta pan codziennie gazet? To zorganizowana akcja złych dziennikarzy przeciwko Realowi Madryt. Muszę wyjść i ich bronić. Jak miałbym ich nie bronić? To właśnie robię.
Kiedy i w jaki sposób zostanie to przeprowadzone? Kiedy będą wybory?
Ogłosimy je w ciągu kilku dni. Za 15 dni czy coś takiego. Ogłosimy je. Chcę, żeby wystartowali wszyscy ci, którzy coś pozorują i nie robią kroku, choć mówią, że wystartują.
[Sergio Horas, El Desmarque] Dzień dobry, panie prezesie. Tutaj po pana prawej stronie. Mówił pan o złych wiadomościach, które publikujemy w prasie…
Nie, nie o złych wiadomościach. Powiedziałem, że niektórzy dziennikarze, wymieniłem nawet nazwiska, zaczynając od José Maríi Garcíi i kontynuując na tych wszystkich, dalej uważają, że są właścicielami klubu. Ja mówię moim socios, żeby w ogóle ich nie słuchali. Właścicielami klubu są oni. Nic więcej.
Chodziło mi o wiadomości trochę niekorzystne dla Realu Madryt.
Nie niekorzystne. Straszne dla Realu Madryt i niesprawiedliwe. Doprowadzili nawet do powstania dziennika, jak państwu mówiłem, Relevo, opłacanego przez UEFA… Przepraszam, pomyliłem się, przez La Ligę. Doprowadziło to do tego, że grupa Vocento straciła 25 milionów w roku, w którym stracili prawie 100. Ja mam już wiele lat doświadczenia. Czy pan uważa, że to normalne? Jaki cel miało Relevo? Atakować Real Madryt. Jedyne, co zrobiło, to straciło pieniądze. Musieli wszystkich wyrzucić.
Chciałem zapytać o coś, co rzeczywiście wydarzyło się w zeszłym tygodniu, czyli bójkę dwóch piłkarzy pierwszej drużyny. Co pan jako prezes myśli o tym, że dwóch zawodników…
Uważam, że to bardzo złe. Jeszcze gorsze wydaje mi się jednak to, że wyciągnięto to na światło dzienne. Jestem tu od 26 lat i mogę pana zapewnić, że nie było ani jednego roku z tych 26, w którym nie pobiłoby się dwóch albo czterech piłkarzy. To jednak zostaje w domu. Bardzo źle oceniam tych, którzy to ujawnili. Na pewno nie są zadowoleni, bo pomyślą, że wyjdą, opowiedzą to, a wy zachowacie się tak, jakby to było coś niesłychanego. Przez wszystkie lata, w których tutaj jestem, dochodziło do kłótni. Młodzi się kłócą. Jeden kopnie drugiego, potem drugi mu odda i w końcu nic się nie dzieje. Potem dalej są przyjaciółmi. Ten chaos, który niektórzy chcieli przekazać, jest straszny, straszny. Na pewno tego nie zaakceptuję.
Gorsza jest bójka czy przeciek?
Dla mnie przeciek jest gorszy, ponieważ oznacza, że jest coś więcej niż bójka. Po bójce następnego dnia nic się nie dzieje, są przyjaciółmi, idą na kawę czy cokolwiek. Przeciek wydaje mi się gorszy. Powiem panu, że moim zdaniem w moich 26 latach historii to pierwszy raz, gdy coś takiego widzę. I to też mnie martwi.
[Luis Colón, Libertad Digital i esRadio] Chciałem zapytać o dossier, które zamierza pan przedstawić UEFA w sprawie Negreiry…
Znam Federico Jiméneza Losantosa i właścicieli gazet też znam, ale nie znam tych, którzy zajmują się analizowaniem Realu Madryt.
Jesteśmy drugoplanowi. Chciałem zapytać o dossier, które zamierza pan przedstawić UEFA w sprawie Negreiry.
Przygotowujemy je od dwóch lat. To zbiór obiektywnych faktów. Kiedy je zobaczą… Potem jest jeszcze postępowanie karne. Oczywiście wszyscy wiedzą, co się wydarzyło. Mówią, że robili jakieś rzeczy, że nie istnieją takie rzeczy, że trenerzy nie otrzymali żadnego raportu…
Przepraszam, że przerwę, ale dlaczego teraz ma pan tak stanowcze podejście wobec Barcelony, skoro dwa lata temu na walnym zgromadzeniu był pan bardziej łagodny z powodu Superligi, a przynajmniej takie sprawiał pan wrażenie?
Z powodu Superligi?
Tak. Jeden z socios zapytał pana o Barcelonę i sprawę Negreiry, a pan powiedział, że Barcelona potrzebuje też Realu Madryt albo Real Madryt potrzebuje Barcelony.
To było dużo wcześniej i nie dotyczyło sprawy Negreiry. O sprawie Negreiry dowiedzieliśmy się niedawno. Nie wiem, czy pan to wie, ale bardzo niedawno. Naprawdę nie mogliśmy sobie wyobrazić, że szef arbitrów rozdawał pieniądze, że Barcelona przekazywała pieniądze szefowi arbitrów przez dwie dekady. Nie mogliśmy sobie tego wyobrazić. Ta sprawa wyszła późno i od tego momentu jesteśmy nią zajęci. Naprawdę to panu mówię. Przygotowujemy dossier. Przygotowujemy je i dojdziemy do końca, bo to największy przypadek korupcji w historii futbolu na świecie. Robimy to dla dobra futbolu, a nie po to, żeby atakować Barcelonę. Tego nikt na świecie nie może zignorować. Czy uważa pan, że jakikolwiek klub na świecie mógłby zignorować płacenie arbitrom? Myślę, że nikt na świecie nie mógłby tego zignorować. To rzecz niewyobrażalna. I znowu: „Jestem bardzo zmęczony”. Florentino do swojego najbliższego kręgu… Cholera, co mam tutaj zrobić? Matko jedyna. Opowiadam o rzeczywistości. Żyję z wami od 26 lat i znam prawie wszystkich. Teraz może tych młodszych już nie. Miałem dobre relacje, ale w prasie też nie można wierzyć, że jest się właścicielem Realu Madryt. Macie analizować to, co jest. Nie mówcie jednak, że skoro pobiło się dwóch piłkarzy, to w Realu Madryt panuje chaos. Dlaczego? Mam chaos w Realu Madryt od 26 lat? Dlaczego? Przecież bili się co roku. Biją się codziennie. Jeden nadepnie drugiego, drugi uważa, że zrobił to złośliwie, coś mówi i zaczyna się. To się kończy i koniec. Jeśli ktoś z klubu wyciąga to na zewnątrz, jest to gorsze niż ta sprzeczka między nimi. Zresztą to dwóch fantastycznych chłopaków, obaj, i bardzo dobrych. Grają razem w środku pola. I tyle. To, co się wydarzyło z przeciekiem, było straszne, straszne, straszne. To niszczy Real Madryt. Tego nie można tolerować w Realu Madryt. A ja tolerowałem to przez ponad 20 lat i nic się nie działo.
[Josep Pedrerol, El Chiringuito] Panie prezesie, słuchając pana, można powiedzieć, że jest pan w swoim najmocniejszym momencie? Że czuje się pan silniejszy niż kiedykolwiek?
No cóż, przecież nie byłem u lekarza. Niech jakiś lekarz, mówię to publicznie, niech jakiś onkolog z Madrytu albo ze świata, bo nie byłem u żadnego onkologa, powie, że mnie leczył. Dzwonili do mnie przyjaciele i mówili, że jestem w terminalnym stadium. Odpowiadałem: tego chcą, żebym był w terminalnym stadium. Nie będę w terminalnym stadium. Skończę ze wszystkimi złymi ludźmi, dziennikarzami i nie tylko dziennikarzami, którzy atakują Real Madryt po to, żeby mu zaszkodzić. Tyle panu mówię. Jeśli uważa pan, że mam siłę, to pewnie ją mam. Nie mam zamiaru się zatrzymać, proszę nie mieć żadnych wątpliwości, ponieważ to najbardziej niegodna rzecz, jaka przydarzyła mi się w życiu. Uciekanie się do takich chorób, mówienie, że nie wychodzę, bo nie mogę chodzić, bo nie wiem co. Wszystko. Znajomy powiedział mi, że zna miejsce w Chinach, które jest najlepsze na terminalne nowotwory. Odpowiedziałem: słuchaj, nie powiem, co myślę o twoim ojcu, ale czy to możliwe, że nawet moi przyjaciele w to wierzą? Czy pan uważa, że to normalne? Mam swój wiek, ale nie zapominajcie, że nie chcę chwalić się firmą, jednak moja firma ma obroty na poziomie 50 miliardów euro w Stanach Zjednoczonych, Australii, Niemczech, Hiszpanii i innych krajach. W zeszłym roku urośliśmy, właśnie przedstawiłem wyniki, o 65 procent wartości w stosunku do poprzedniego roku. To tak, jakby po tym wszystkim atakowano mnie w firmie. To samo dzieje się w Realu Madryt. Po tylu chwalebnych latach teraz mnie atakują, bo to czy tamto. A oni nie wstydzą się tego, co wydarzyło się w tym roku także ze sprawą Negreiry? Wyjaśnimy to teraz UEFA. Teraz się dowiedzą, bo mamy wszystko bardzo dobrze przygotowane. Nie trzeba kupować arbitrów, żeby to zrobić.
Ktoś jeszcze? Mógłbym siedzieć tutaj całe popołudnie, bo bardzo dobrze się bawię. Niech ta dziewczyna zada pytanie, bo wy wszyscy jesteście bardzo brzydcy, cholera.
[Lola Hernández, Fox Latinoamérica] Dzień dobry. Chciałam zadać dwa pytania. Pierwsze: czy bardziej boli pana, albo nie wiem, czy jest pan bardziej zły czy smutny przez wszystko, co się dzieje, czy przez zakończenie sezonu bez trofeów? Co boli pana bardziej?
To wszystko, co się dzieje, niż to, że zakończyliśmy sezon bez trofeów. Proszę pani, zakończyliśmy sezon bez trofeów, ale jestem tutaj nie wiem ile sezonów i wygrałem tylko siedem Lig Mistrzów. Wiem, to mało. I siedem lig, tu jest problem. Mogłem wygrać 14, bo pozostałe mi ukradziono. Jak mam nie być wkurzony? Muszę zająć się sprawą Negreiry, bo to przypadek korupcji. Powiedział to sędzia śledczy: systemowa korupcja przez dwie dekady. A sędziowie dalej są ci sami. W tym roku przygotowaliśmy też materiał wideo, który również tam wyślemy, o 18 punktach, które zabrano nam w trakcie sezonu. 18 punktów. Jeśli ktoś oglądał Real Madrid TV, mógł to zobaczyć. Naprawdę nie mogę milczeć. Ja tu niczego nie zyskuję. Włożyłem całą swoją nadzieję, majątek, wszystko. Kiedy przyszedłem, piłkarze nie otrzymywali pensji. Niech Hierro to wyjaśni. Pierwszą osobą, która weszła do mnie, gdy zostałem prezesem, była żona Bodo Illgnera. Myślałem, że przyszła mnie pobić, bo on nie otrzymywał pieniędzy. I biedny Roberto Carlos, którego wszyscy znają, niech on to opowie. Drugi był Roberto Carlos, któremu nie płacono od nie wiem jakiego czasu. Poręczyłem to swoim osobistym majątkiem i wszyscy otrzymali pieniądze. Proszę zapytać Roberto Carlosa i innych, czy rozwiązałem tamte problemy. I problemy Hierro, i wszystkich innych. Proszę pani, nawet kosz na śmieci za rogiem też nie był opłacany. Nie tylko piłkarze.Zrobiłem to z przyjemnością, a poza tym mogłem sobie na to pozwolić. Mówię tylko, że nie chcę, żeby codziennie mnie całowano po rękach. Nie mogę jednak czytać o tej zmowie między jednymi z SER, drugimi z COPE, innymi z Onda Cero… Nie, już nie. Znam ich od zawsze. Zacząłem z José Maríą Garcíą.
[Sergio Quirante, DAZN] Dzień dobry, panie prezesie.
Z DAZN znam Quique Domènecha. Proszę go ode mnie pozdrowić.
Przekażę. Chciałem zapytać, czy w tych 26 latach pana prezesury to jest moment, w którym jest pan najbardziej zły, w którym najbardziej zagotowała się w panu krew. I co było kroplą, która przelała czarę, żeby zwołać tę konferencję?
Nie, proszę pana. Od dawna widzę, co robi ta zmowa między mediami. Ci wszyscy Segurole, Relaño, wszyscy, którzy uważają, jak José María García, że wymyślili futbol. My w Realu Madryt nazywamy ich „intelektualistami reżimu”. Dlaczego chcą szkodzić? Mnie nie zaszkodzą. Ze mną nie mógł José María García i nie będą mogli ci wszyscy. Jeśli będę robił coś źle, będą musieli mnie wyrzucić, ale nie oni, tylko socios. Skoro jednak robię coś dobrze, skoro jesteśmy najbardziej renomowaną drużyną ze wszystkich i najlepszym klubem świata, dlaczego mam znosić tych ludzi, którzy mówią, że Real Madryt jest w chaosie? Przekonają się, że nie jest w chaosie. A ci, którzy za plecami mówią, że chcą wystartować, że ktoś chce wystartować, niech wystartują. Zwołuję tę konferencję po to, żeby wystartowali. Bronię socios. Nie mam żadnego interesu w socios. Przepraszam, mam wystarczająco pieniędzy i nie muszę robić dziwnych rzeczy. Inni robili dziwne rzeczy. Przyszedłem ich bronić i nie może być tak, że dziennikarz czy ktokolwiek inny będzie właścicielem Realu Madryt. Właścicielami będą socios. Zapomniałem jeszcze powiedzieć, że chcę przekazać majątek Realu Madryt socios. Jak już mówiłem, zrobię to. Jeśli jest wart 10 miliardów, przekażę te 10 miliardów 100 tysiącom socios, czyli przypadnie po 100 tysięcy euro na głowę, bo to jest ich. Nie jestem z tych klubów, w których poprzedni ludzie przejęli własność, a potem została ona przy nich. Przyszedłem tutaj po to, aby socios Realu Madryt byli także ekonomicznymi właścicielami Realu Madryt. Dopóki tego nie osiągnę, nie odejdę. Bo mnie wybierają socios, a nie dziennikarze ani Ultras Sur.
[Jaime Herrero, Disidencia Deportiva w Radio Intereconomía]Jest pan tutaj, żeby bronić interesów swoich socios i ogłosić wybory. Chciałbym zapytać, co pana zdaniem najbardziej martwi teraz socio Realu Madryt?
To, że straci własność. Jeśli pięciu dziennikarzy z pięciu miejsc dogaduje się, żeby mówić, że to jest chaos, a ja nie wyjdę, żeby tego bronić, to oczywiście wyjdę. Właśnie dlatego zwołuję tę konferencję, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem otwarty na start każdego, tak jak ja wystartowałem w 2000 roku, kiedy ogłoszono wybory. W poprzednich, muszę powiedzieć, głosowali zmarli, ale w następnych już się nauczyłem. Od tamtej pory moją obsesją jest pilnowanie własności Realu Madryt. To rzecz wyjątkowa na świecie. Chcę, żeby właścicielami byli ci sami ludzie i ich dzieci. Nic więcej. Tylko tego chcę. Nie chcę pieniędzy z Realu Madryt. Ani interesu, ani rozgłosu, ani niczego. Przecież nigdzie się nie pokazuję. Zapraszają mnie wszędzie. Widzą mnie państwo? Nie wygłaszam konferencji, nie chodzę na wydarzenia, na których miałbym się pokazywać. Bo nie. Prowadzę dyskretne życie i mam nadzieję bronić interesów Realu Madryt. Wiem, że niewiele obroniłem, sześćdziesiąt kilka tytułów, ale spróbuję to poprawić.
[Luis Castro, Radio Nacional de España] Wyszedł pan tutaj, żeby mówić o ludziach, którzy pana krytykują, i żeby się bronić…
Nie o tych, którzy krytykują. Mówię, że istnieje zmowa dziennikarzy, którzy uważają, że rządzą Realem Madryt. Jeden z gazety, drugi z radia, kolejny z innego miejsca. Uważają tak i przygotowali fortel, żeby atakować Real Madryt. To właśnie muszę powiedzieć moim socios: nie pozwolimy na to. Nic więcej. Dochodzi do tego, że gdzieś mówią, iż jesteśmy w ruinie. Matko jedyna. I te rzeczy, że zaczęło się od 600 milionów, a skończyło na 1,3 miliarda. Nie. Skończyło się na kwocie, którą wart jest stadion, a robi się to etapami.
Moje pytanie brzmi: czy w tym sezonie wobec swoich socios przedstawi pan jakąś autokrytykę?
Autokrytyka, którą przekazuję moim socios, jest taka: socios Realu Madryt nie powinni krytykować swoich piłkarzy, nie powinni ich krytykować ani na nich gwizdać. To tak, jakby w rodzinie dzieci zrobiły coś źle, a wtedy trzeba je wspierać. Są też źli ludzie wewnątrz Realu Madryt, już to powiedziałem, mamy ich rozpoznanych. Od czasu, gdy usunęliśmy Ultras Sur, istnieje obsesja, żeby nas wyrzucić. Nie będę zrzucał winy tylko na dziennikarzy. Gdy jednak dziennikarze łączą się ze złymi ludźmi z Realu Madryt, matko jedyna. I z tymi, którzy sprzedają bilety. Jesteśmy z policją przy handlarzach biletami, kontrolujemy też Ultras Sur. Ultras Sur nie będzie. Jak mówiłem, najbardziej gratulują mi ludzie z każdego zagranicznego klubu, który przyjeżdża do Madrytu. Pytają: jak udało ci się sprawić, że ultrasi nie wchodzą na stadion? Odpowiadam: bardzo łatwo, nie pozwalając im wejść. Teraz też przykro mi, że gwiżdżą na piłkarza, bo zagrał jedną złą akcję czy coś takiego. Socios Realu Madryt mają być po to, żeby ich wspierać. Jeśli potrzebują pomocy, trzeba im ją dać. Co to jest? Rzymski cyrk? Jak to wygląda?
[Pedro San Miguel, Televisión Española] Nawiązując do tego, chciałem zapytać, czy rozumie pan ludzi, którzy chodzą na stadion, kibiców. Mówi pan przede wszystkim o prasie, ale jak pan to wyjaśnia? Bo ostatecznie to ludzie w niektórych momentach gwizdali na Real Madryt.
Oczywiście. Proszę spojrzeć, jeśli Real Madryt gra źle, mogą gwizdać, jak chcą. Istnieje jednak ruch, który wykorzystuje tych dobrych ludzi, zdenerwowanych tym, że gramy źle. My jesteśmy socios, idziemy z piłkarzami. Jak mamy gwizdać? To tak, jakbyśmy gwizdali na własne dzieci. Cóż za wielka perwersja. Zostali skażeni przez niektórych z tych, którzy chodzą, przede wszystkim przez Ultras Sur i handlarzy biletami. Robią swoje, są tam, tworzą ruch i podgrzewają atmosferę przed czwartkowym meczem. Niech podgrzewają. Myślą, że pierwszy raz słyszę „Florentino, dymisja”? Miałem dużo trudniejsze etapy z okrzykami „Florentino, dymisja” i w ogóle ich nie słuchałem. Chcę, żeby socios Realu Madryt poszli na te wybory i pokazali, kogo chcą. Jestem zachwycony, że ktoś może się ze mną zmierzyć. Nigdy nikt się ze mną nie zmierzył. Nie wiem dlaczego. Pewnie się mnie boją. Robię to, co najlepsze dla Realu Madryt. Oddałem życie Realowi Madryt. Muszę więc bronić Realu Madryt. Tego nauczył mnie tata, kiedy byłem mały, i muszę ich bronić. Kiedy ktoś z państwa pisze coś strasznego z powodu urazy albo dlatego, że w Realu Madryt nie zwracamy na was uwagi, a na niektórych nigdy nie będziemy zwracać uwagi, wszystko, co piszecie, jest przeciwko Realowi Madryt. To nie jest dziennikarstwo. To fałszywe dziennikarstwo.
[Iván Martín, Okdiario] . Mówił pan podczas tej konferencji o wielu wrogach: o prasie, o wrogach zewnętrznych i wewnętrznych. Którzy martwią pana bardziej? Wrogowie, których klub może mieć wewnątrz, na przykład przy przeciekach, czy ci zewnętrzni?
Wrogów wewnętrznych proszę zostawić mnie. Proszę się nie martwić. Tymi zajmuję się ja. A zewnętrznych muszę publicznie wskazywać. Nie chcę opowiadać, co dziennikarze robili i czego żądali od piłkarzy Realu Madryt. Opowiem tylko jeden szczegół: jeśli zawodnik nie dawał im numeru telefonu, niszczyli go. Tak to państwu mówię. Nie chcę podawać nazwisk. Czy uważa pan, że to normalne? No właśnie. Dziennikarze wierzą, że mają wielką władzę. Powiem państwu prawdę. Jestem już starszy, byłem w świecie biznesu i w świecie sportu. Nie mają żadnej władzy, bo ludzie są bardzo inteligentni. Ludzie wiedzą, kiedy ktoś pisze ze złą intencją i dlaczego to robi. Z osobistego interesu. Gdybym był wydawcą, nie pozwoliłbym na to ani w futbolu, ani w polityce, ani w niczym. Prestiż gazety polega na opowiadaniu prawdy i analizowaniu prawdy. To, co dzieje się tam, jest jednak inne. Muszę powiedzieć, że futbol wywodzi się z bardzo złej historii. José María García wyrządził naprawdę dużo szkód. Potem zastąpili go inni i wierzą, że jeśli atakują Real Madryt, staną się ważniejsi. Dla mnie są dużo mniej ważni. Kiedy trzeba opowiadać rzeczy, niech je opowiadają. Czy uważa pan jednak, że normalne jest to, że mniej niż dwa lata temu wygraliśmy Ligę Mistrzów, a dwa lata wcześniej też wygraliśmy Ligę Mistrzów, a teraz pojawia się ta fala, żeby pozbyć się prezesa? To głupota, naprawdę. Będą musieli wyrzucić mnie siłą, bo naprawdę mam poparcie wszystkich socios Realu Madryt. Dlatego chcę, żeby były wybory, i dlatego chcę wystartować. Wystartujemy i powiem prawdę o tym, co się dzieje. Nie słuchajcie tego pana, bo ten pan jest antimadridistą od dziecka albo z innego powodu. Musimy się bronić. Oczywiście socios są bardzo inteligentni, ale niektórzy dają się ponieść pasji, gdy gramy źle czy coś takiego. Co powiedzą inne kluby, jeśli to my jesteśmy źli? Co dzieje się z innymi klubami? Co dzieje się z Atlético Madryt? Dlaczego nie atakują Atlético Madryt? Na Boga. Ja nie chcę, żeby atakowali kogokolwiek, ale naprawdę Real Madryt jest klubem, który trzeba atakować? W historii futbolu nie ma klubu takiego jak Real Madryt. Nie ma. Czego chcą? Żeby wygrywał codziennie 10:0? Osiągniemy to, proszę się nie martwić.
Bardzo dziękuję. Dziękuję za przyjście na konferencję. Mam nadzieję, że nie zobaczymy się ponownie, przynajmniej w najbliższym czasie. Jeśli jednak dalej będą nas atakować, przyjdę tutaj i w najlepszy możliwy sposób powiem, co myślę. Nie dla siebie, tylko żeby bronić socios. Bo ja bronię socios. Jeśli ktoś chce powiedzieć, że coś robimy źle, niech to powie. To tak, nic się nie dzieje. Ale nie może być tak, że ci „intelektualiści reżimu”, jak ich nazywamy, albo ludzie z maja 1968 roku, będą filozofować o Realu Madryt, jakby byli Demostenesami, wymierzając policzki Realowi Madryt. Nie. Ja będę tutaj, żeby ich bronić. Bardzo dziękuję. Nie jestem przyzwyczajony do takich rzeczy, ale nie przeszkadza mi, żeby robić to czasami częściej. Być może ta wymiana też jest potrzebna, bo mogę się bardziej wyrazić. Proszę jednak nie mieć żadnych wątpliwości: wrogowie Realu Madryt w mediach są wskazani. Kiedy gramy źle, mają mówić, że gramy źle. Nie chcę, żeby mówili, że gramy dobrze, gdy gramy źle. Ale że to jest chaos, ruina, że Florentino musi odejść? Florentino nie odejdzie, dopóki socios nie będą chcieli, żebym odszedł. Teraz zwołam socios właśnie po to, żeby zobaczyli, co się dzieje. Im też to opowiem. A ci, którzy chcą wystartować, niech wystartują i powiedzą, że zrobią to lepiej. Tak zacząłem w pierwszych wyborach, przed 2000 rokiem, kiedy głosowali zmarli. I do tego mamy wrócić? Do tego etapu, w którym działy się takie dziwne rzeczy? Nie. Walczyłem bardzo długo, żeby sprawy układały się jak najlepiej dla futbolu w ogóle i dla Realu Madryt w szczególności. Teraz jesteśmy na dobrej drodze, na której, jak sądzę, osiągniemy wiele rzeczy.
Komentarze (82)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się