Ostatnie dni wokół Realu Madryt nie zaczęły się w chwili, gdy Florentino Pérez wszedł na salę konferencyjną i ogłosił, że rozpisane zostaną wybory. Był to raczej moment, w którym na powierzchnię wypłynęło napięcie narastające od dłuższego czasu. We wtorek prezes Królewskich mówił o sporcie bardzo niewiele. Znacznie więcej miejsca poświęcił temu, że ktoś próbuje go osłabić, że rozpowszechniane są plotki o jego zdrowiu i że wokół klubu działają ludzie, którzy chcą wykorzystać obecny kryzys.
W tym kontekście warto wrócić do tekstu Eulogio Lópeza z dziennika Hispanidad, opublikowanego 24 kwietnia, a więc jeszcze przed wystąpieniem Florentino, zapowiedzią wyborów i jego wywiadem u Josepa Pedrerola.
López przekonywał, że Florentino Pérez od dłuższego czasu nie może znaleźć odpowiedniej formuły prawnej dla swojej sukcesji w Realu Madryt. Według autora w ACS sprawa jest dużo prostsza. Juan Santamaría ma kontynuować kierunek obrany przez Péreza, dzieci prezesa zachowają 14% kapitału, a zarządzanie firmą pozostanie w rękach zawodowych menedżerów. W klubie sytuacja wygląda inaczej, bo Real Madryt nie jest spółką należącą do rodziny Péreza, lecz własnością socios.
Właśnie w tym punkcie, zdaniem Hispanidad, pojawia się problem. López pisał, że Florentino miał rozważać przekształcenie Realu Madryt w fundację. Na jej czele miał stanąć Rafael Nadal, a Anas Laghrari zostałby pierwszym dyrektorem wykonawczym. Taki scenariusz oznaczałby jednak konieczność wypłaty ogromnych odszkodowań socios oraz poważne komplikacje podatkowe. Florentino miał więc pomysł na sukcesję, ale nie miał łatwej drogi, by go przeprowadzić.
López twierdził, że odsunięcie Florentino stało się atrakcyjne dla jego wielkiego biznesowego przeciwnika, Ignacio Sáncheza Galána, prezesa Iberdroli (hiszpański koncern energetyczny). Ich konflikt nie jest nowy. W tle pozostaje spór z czasów, gdy ACS próbowała uzyskać wpływ na Iberdrolę, a Galán zdołał obronić swoją pozycję.
Ten wątek ma też ciemniejszą historię. W sprawie Villarejo, czyli aferze dotyczącej zleceń dla byłego komisarza policji, hiszpańskie media ujawniały nagrania, z których wynikało, że Iberdrola szukała materiałów mogących skompromitować Florentino Péreza i zatrzymać jego ofensywę wobec spółki energetycznej. El Confidencial pisał, że rozważano nawet przygotowanie kompromitującego montażu, jeśli nie udałoby się znaleźć niczego skutecznego. W jednej z rozmów Antonio Asenjo, wieloletni szef bezpieczeństwa Iberdroli, miał w skandaliczny sposób skwitować koszty zdobycia materiałów na Péreza, mówiąc, że „taniej” byłoby go po prostu zabić.
Nie był to marginalny epizod. Florentino wszedł do tej sprawy jako oskarżyciel prywatny, a później domagał się kary więzienia dla Villarejo, jego wspólnika Rafaela Redondo i byłego szefa bezpieczeństwa Iberdroli Antonio Asenjo. Cinco Días przypominało, że według Péreza działania te miały obejmować szpiegowanie jego samego oraz jego rodziny, a tłem sprawy był strach przed zmianami, jakie wejście ACS do rady Iberdroli mogło wywołać w kierownictwie spółki.
López pisał 24 kwietnia, że prezes Iberdroli miałby szukać rewanżu na Florentino i działać w porozumieniu z Pedro Sánchezem, premierem Hiszpanii. Najbardziej widoczną twarzą tej operacji miał być właśnie Enrique Riquelme. Przedsiębiorca związany z Cox i sektorem energii odnawialnej już wcześniej rozważał start w wyborach na prezesa Realu Madryt. Dziś wiadomo, że to właśnie do Riquelme odnosił się Florentino, gdy mówił o człowieku z akcentem „meksykańskim” i o osobach, które chcą zaprezentować się jako alternatywa dla obecnych władz klubu.
Riquelme nie był jednak przedstawiany jako samodzielny gracz, lecz jako najbardziej widoczna twarz szerszego środowiska. Za kulisami miałby działać David Mesonero, zięć Galána. Autor przypominał, że Mesonero był związany z PRISA jako dyrektor finansowy w czasach, gdy prezes Iberdroli miał interesować się wpływami w grupie medialnej skupiającej między innymi Asa, El País i Cadena SER. López podkreślał też, że Mesonero jest madridistą.
Kolejnym nazwiskiem był Andrés Varela Entrecanales, kuzyn José Manuela Entrecanalesa, prezesa Acciony (hiszpański koncern infrastrukturalno-energetyczny). Hispanidad łączyła go z Global Alconaba (spółka inwestorska związana z przedsiębiorcami z sektora produkcji telewizyjnej) i z ruchem wokół PRISA, sugerując, że w tle pojawiają się interesy biznesowe oraz polityczne związane z otoczeniem premiera Hiszpanii. W tym samym kontekście autor umieszczał Carlosa Ocañę, byłego współpracownika Pedro Sáncheza przy jego pracy doktorskiej i człowieka związanego zawodowo z Florentino. López zarzucał mu, że wyczuł słabość prezesa Realu Madryt i ustawił się po stronie tych, którzy mogą zyskać na zmianie układu sił.
Najważniejszy wątek dotyczył jednak nie samych nazwisk, lecz mechanizmu. Zdaniem Hispanidad Florentino miał być osłabiany przede wszystkim wizerunkowo. López wskazywał na telewizje RTVE i Movistar+, zarzucając im pokazywanie prezesa Realu Madryt w taki sposób, by sprawiał wrażenie człowieka starego, zmęczonego i schorowanego. Autor porównywał to do narracji, którą jego zdaniem wcześniej stosowano wobec prezesa La Caixy (hiszpańska fundacja bankowa), Isidro Fainégo: wielki człowiek, ogromne zasługi, ale wiek nie pozwala mu już rządzić.
Wydaje się, że głównie z tego powodu Florentino pojawił się we wtorek na konferencji prasowej, a dzień później udzielił jeszcze wywiadu. Prezes chciał pokazać socios, że nie jest politycznym emerytem, którego można spokojnie odsunąć, lecz człowiekiem gotowym do walki. Stąd zapowiedź wyborów, ostre wypowiedzi pod adresem mediów, ciągłe wracanie do plotek o zdrowiu i podkreślanie, że właścicielami Realu Madryt są socios.
Z tej perspektywy decyzja o przyspieszeniu wyborów wygląda jak próba przejęcia inicjatywy. Florentino nie czeka, aż ewentualni przeciwnicy zbudują kandydaturę, uporządkują narrację i zaczną przedstawiać się jako spokojna alternatywa. Sam stawia ich pod ścianą: jeśli chcą walczyć, muszą wyjść z cienia, spełnić wymagania statutowe, zdobyć poręczenie finansowe i stanąć przed socios.
Z jednej strony pozwala to Florentino narzucić tempo i zmusić rywali do działania na jego warunkach. Z drugiej, jego chaotyczne wystąpienie i późniejszy wywiad u Pedrerola sprawiły, że część przekazu została przykryta przez formę. Zamiast spokojnej demonstracji siły pojawiło się wrażenie nerwowej obrony człowieka, który widzi zagrożenie nie tylko w kandydaturze Riquelme, ale w całym układzie medialno-biznesowym wokół klubu.
Tekst Eulogio Lópeza dobrze pokazuje, że Florentino nie reagował w ostatnich dniach wyłącznie na plotki z mediów społecznościowych czy niezadowolenie kibiców po słabym sezonie. Obawiał się, że jego przeciwnicy próbują wykorzystać wiek, zdrowie, kryzys sportowy, media i potencjalną kandydaturę Riquelme do osłabienia jego pozycji.
Dlatego wydarzenia z ostatnich dni można czytać jako publiczną kulminację konfliktu, który wcześniej toczył się głównie w kuluarach i w mediach. Florentino uznał, że musi odpowiedzieć natychmiast. Zwołał konferencję, zapowiedział wybory, poszedł do Pedrerola i wysłał socios jasny komunikat: to oni mają zdecydować, czy nadal chcą jego modelu zarządzania Realem Madryt. W tym sensie kwietniowy tekst Eulogio Lópeza jest jednym z kluczy do zrozumienia, dlaczego prezes Królewskich wybrał właśnie taki moment i właśnie taki ton.
Komentarze (20)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się