– Zakończyłem karierę, bo nigdy nie chciałem dojść do momentu, w którym nie czułbym się już tak dobrze i zaczęłyby się problemy fizyczne. Czucia piłki się nie traci, nadal je mam. Zawsze jasno wiedziałem, że chcę odejść tak, jak na to zasługuję, jak zasługuje na to klub i tak, jak chciałbym, żeby zapamiętali mnie kibice, bo ostatni obraz ma dla mnie ogromne znaczenie. Jestem bardzo szczęśliwy z tej decyzji, wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak zawsze chciałem. Nie mogłem zaplanować wygrania Ligi Mistrzów, bo decyzję podjąłem wcześniej. Ostatecznie wszystko ułożyło się idealnie, z Ligą Mistrzów i mistrzostwem, lepiej być nie mogło.
– Postrzeganie Realu Madryt? Po tylu latach tutaj mogę powiedzieć, że to bardzo ludzki klub, a w środku wręcz rodzinny. I to zawsze zaczyna się od góry. Od tego, jak Florentino Pérez przyjął mnie od pierwszego dnia, jak zawsze ze mną rozmawiał… Ale nie chodzi tylko o mnie, tak samo zachowuje się za każdym razem, gdy przychodzi do szatni. To coś, co widać również z zewnątrz. Przekazuje coś bardzo ludzkiego i zawsze bardzo to w tym klubie ceniłem. Byłem tutaj w wielu różnych szatniach, wielu piłkarzy odeszło, inni przyszli, ale to się nie zmieniło. Czułem się w tym klubie bardzo dobrze, miałem poczucie ochrony w trudnych momentach, bo takie też się zdarzały. I to również czyniło to miejsce wyjątkowym. Dlatego ten koniec był właśnie taki, bo chcieliśmy pożegnać się na samym szczycie.
– Sukces Realu Madryt? Byliśmy drużyną. Było w niej wielu wielkich piłkarzy, ale rozumieliśmy, że gdy sędzia dawał sygnał do gry, wszyscy chcieliśmy tego samego. Wszyscy chcieliśmy wygrywać i to było kluczem. Byliśmy też po prostu bardzo dobrzy, bo słabą drużyną nie wygrywa się Ligi Mistrzów.
– Wymagania w Realu Madryt? Byłem głodny sukcesów do samego końca. Zresztą, kiedy wygrywałeś Ligę Mistrzów, następnego dnia prezes mówił ci, że teraz trzeba iść po następną. Możesz cieszyć się przez kilka godzin, a następnego dnia słyszysz od prezesa: „Bardzo dobrze, widzimy się za rok znowu tutaj, w tym samym miejscu i z tym samym pucharem”. To może wydawać się drobiazgiem, ale nie pozwala ci się rozluźnić. W tym klubie masz w głowie tylko: „Liga Mistrzów, Liga Mistrzów, Liga Mistrzów”.
– Magiczne noce na Bernabéu? To nie jest możliwe na wielu stadionach. To daje drużynie siłę i jednocześnie odbiera ją rywalowi. Zdarzały się remontady przeciwko zespołom, o których myślisz, że są bardzo stabilne i bardzo dobre. W tym Bernabéu bardzo nam pomagało. To, co czyni Bernabéu wyjątkowym, to fakt, że wystarczy tam jeden moment, by całkowicie zmienił się obraz meczu. Rywale dochodzą do punktu, w którym nie chcą już grać. Drużyna bardzo urosła dzięki temu, że potrafi z tego korzystać i byli wielcy przeciwnicy, którzy nie byli w stanie wymienić trzech podań z rzędu.
– Niedawny dwumecz z Manchesterem City? Drużyna potrafiła wejść na wyższy poziom, dostosowując się do rywala i do wagi meczu. Rozegrała dwa bardzo dobre spotkania. U siebie bardzo pomógł nam też numer 8, który bardzo lubię. Teraz czas na Niemców.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.