Jak z barkiem?
Bywało gorzej.
– Naprawdę bardzo się martwiłem, wiecie, wszystkim, co mogło pójść nie tak. Chyba nigdy wcześniej nie byłem aż tak zestresowany czymkolwiek. To był najtrudniejszy stan, jaki czułem przed czymś takim. Po raz pierwszy stało się to jeszcze wtedy, gdy grałem w Dortmundzie. A potem, już po przejściu do Madrytu, w tamtym meczu z Rayo Vallecano, kiedy wszystko wydawało się gorsze niż zwykle. W tamtym momencie to był chyba najbardziej bolesny uraz, jakiego doświadczyłem. To krótkoterminowa przeciwność, którą muszę pokonać, żeby wrócić do swojej najlepszej formy fizycznej.
– To nie powoduje u mnie jakiegoś wielkiego bólu. Bardziej chodzi o niestabilność i o świadomość, że jeśli źle upadnę albo coś takiego się wydarzy, bark znowu może wyskoczyć. Tak naprawdę chodziło więc po prostu o radzenie sobie z tym. Trudno grać z taką ortezą. I chyba na to czekam najbardziej – żeby znowu móc grać bez niej. Naprawdę miałem już dość tej ortezy, codziennie na treningach i w meczach. Jasne, spełniła swoje zadanie, zrobiła to, co miała zrobić, ale teraz nadszedł moment, żeby wreszcie to naprawić.
Lekarz: Kiedy spojrzymy jeszcze raz w przekroju osiowym, schodzimy w dół przez bark i widzimy, że w tym dolnym rogu brakuje jakby fragmentu kości.
– Odkąd przeszedłem operację, oczywiście minęły dopiero trzy dni, ale czuję się dużo lepiej, niż się spodziewałem. Chirurg, Andy Wallace, wykonał świetną robotę, podobnie jak cały jego zespół – zrobili wszystko, żebym czuł się maksymalnie komfortowo. Ogólnie rzecz biorąc, jest znacznie lepiej, niż zakładałem, więc jestem zadowolony z tego, jak to na razie wygląda. Personel i opieka w klinice były niesamowite. Im bardziej zbliżał się dzień operacji, tym lepiej się z tym czułem. Pomagała mi też świadomość, że jestem w najlepszych możliwych rękach, jeśli chodzi o taki zabieg. To dało mi dużo większy spokój.
– Wszystko zaczęło się na początku sezonu 2022/23, który ostatecznie okazał się moim ostatnim rokiem w Dortmundzie przed mundialem. Wszedłem wtedy w pojedynek, źle upadłem na rękę i od razu wiedziałem, że coś jest nie tak – bark wypadł. Pamiętam, że od razu usłyszałem, że tak naprawdę powinienem przejść operację, ale był chyba sierpień albo wrzesień, a mundial miał się odbyć w grudniu. Nie mogłem ryzykować takiego terminu. Chciałem wiedzieć, czy jest jakieś inne wyjście. I tak to właśnie wyglądało – temat był ciągle odkładany, odkładany i jeszcze raz odkładany. Potem przyszedłem do Madrytu i to był oczywiście nowy początek. Czułem się dobrze, wszystko szło naprawdę świetnie, aż przyszedł tamten mecz z Rayo Vallecano, kiedy znów źle upadłem na bark. I to był jeden z tych momentów, gdy było gorzej niż zwykle, bo bark przez chwilę pozostawał poza stawem, a ja nie byłem w stanie sam go nastawić, choć wcześniej potrafiłem to zrobić. Fizjoterapeuta wbiegł na boisko i miałem wrażenie, że trwa to całą wieczność, zanim nastawił bark z powrotem. Ten fizjo, Guido, do dziś mówi mi, że tak naprawdę minęło może 90 sekund, zanim w ogóle mogli wejść na murawę i go nastawić, ale mnie wydawało się, że to trwało pięć, może dziesięć minut. To było okropne doświadczenie.
– Potem wszyscy od razu zaczęli mówić o operacji, ale to był mój pierwszy rok w klubie i nie chciałem rozbijać sezonu, który drużyna miała, który ja miałem, przez trzy miesiące przerwy. Kto wie, może to zmieniłoby bieg tamtego sezonu. Z perspektywy czasu myślę, że najlepszym momentem na operację byłby czas po EURO. Sezon skończył się idealnie z Realem Madryt, a z Anglią już nie aż tak dobrze i nie chciałem, żeby to był ostatni smak, jaki zostałby mi w ustach na trzy miesiące. Wydaje mi się też, że ostatecznie nie było do tego takiego przygotowania, jakiego bym chciał.
– Nie byliśmy z tym wystarczająco proaktywni – ani ja, ani ludzie, którzy wtedy się tym zajmowali. Skończyło się więc na decyzji, żeby po prostu zostawić to tak, jak jest, na kolejny rok. Zaczął się nowy sezon, bez ortezy, bez taśm i już w drugim albo trzecim meczu poszedłem wślizgiem, a bark znowu wypadł. Wtedy było już jasne: nie, teraz będziesz grał w ortezie do końca sezonu. Od tamtego momentu wiedziałem już, że po tym sezonie bez żadnych wątpliwości przyjdzie czas na operację.
– Myślę, że sam uraz barku mocno wpływał też na resztę mojego ciała. Noszenie ortezy sprawiało, że inne partie musiały kompensować to, czego bark nie był w stanie robić. W pewnym momencie sezonu czułem taki ból pleców, że miałem wrażenie, iż nie mogę się ruszyć. Zrobiono mi badanie i okazało się, że mam dyskopatię po tej samej stronie, po której odczuwałem problemy z barkiem. Wszyscy – także fizjoterapeuci – uznali, że może to mieć związek z zablokowanymi nerwami i z problemami, jakie miałem z barkiem po tej stronie ciała. Więc tak, to nie jest żadna wymówka, ale z medycznego punktu widzenia pewnie są dowody na to, że ten uraz odbijał się też na innych częściach mojego ciała. Czułem, że pewne rzeczy działy się właśnie przez to i fizjoterapeuta mówił to samo. Ostatecznie jednak dzięki temu mogłem zostać na boisku, zamiast wypaść na trzy miesiące. To były po prostu małe poświęcenia, które musiałem ponieść.
– Patrząc na to, jak dziś wygląda futbol, ile jest meczów i jak intensywna jest gra, myślę, że im lepsza jest twoja forma fizyczna, tym łatwiej wszystko inne układa się samo. Wiem, co potrafię technicznie, taktycznie i pod każdym innym względem. Już to wcześniej udowodniłem. Natomiast powrót do mojej najlepszej dyspozycji fizycznej powinien pomóc połączyć to wszystko w jedną całość i, mam nadzieję, pokazać najlepszą wersję mnie. Poprzedni rok uświadomił mi, że nigdy więcej nie mogę traktować wygrywania jak czegoś oczywistego. A w tym roku planuję znowu wygrywać znacznie więcej.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się