Złamany projekt
Początek nie zwiastował katastrofy. Nikt też jednak nie powiedział, że ta katastrofa jest ostateczna.
Álvaro Arbeloa (fot. realmadrid.com)
Gdy trafiał do klubu, świetnie się zapowiadał. Uchodził za jednego z najbardziej perspektywicznych w swoim fachu wśród Hiszpanów. Czas pokazał jednak, że konfrontacja marzeń z rzeczywistością potrafi być wyjątkowo bolesna. Po drodze napotkał wiele przeszkód, które uniemożliwiły mu udowodnienie w pełni swojej wartości. Po raz kolejny znać o sobie dała dawno znana prawda – Real Madryt nie czeka na nikogo. Nie on pierwszy i nie ostatni przekonał się o tym na własnej skórze. Rozstanie wisiało w powietrzu od jakiegoś czasu, aż w końcu stało się faktem. Tak czy inaczej, on sam doskonale wie, że Real Madryt na zawsze pozostanie jego domem.
Tak, historia Jesusa Vallejo mierzącego się dziś przeciwko Królewskim byłaby idealnym punktem zaczepienia przy okazji wieczornego starcia z Albacete, gdyby nie fakt, że do omówienia są dużo ważniejsze sprawy. A zatem, Albacete to obecnie 17. drużyna zaplecza La Ligi, grająca najczęściej w ustawieniu 4-2-3-1… A nie, to też nie to.
No dobrze, przejdźmy do rzeczy.
Trudno nie odnieść wrażenia, że pożegnanie Xabiego Alonso jest w gruncie rzeczy dość dziwacznym końcem tej przygody. Z jednej strony od kilku ładnych tygodni co i rusz powtarzano, że Bask w każdym kolejnym spotkaniu gra o posadę, ale tak naprawdę w momencie ogłoszenia decyzji, wszyscy byli mimo wszystko dość zaskoczeni. Jeszcze na kilka godzin przed oficjalnym komunikatem klubu w mediach pojawiały się doniesienia o niezagrożonej posadzie szkoleniowca. A jednak. Se acabó, to koniec.
Alonso trzymał się nad przepaścią jednym palcem i po prostu puścił się w momencie, w którym można było pomyśleć, że da radę wytrzymać jeszcze bliżej nieokreśloną chwilę. Jakkolwiek patrzeć, zapewne większość z nas już dość dawno podejrzewała, że to po prostu nie ma sensu. Moment, w którym cokolwiek można było jeszcze odwrócić, został przegapiony. Po raz setny można by się teraz zapytać, czy wina w największym stopniu leży po stronie samego trenera, zawodników, czy też zarządu z Florentino na czele.
Swoje za uszami ma niewątpliwie każda ze stron, ale decydujące okazało się mimo wszystko chyba coś innego. Nie da się bowiem skutecznie czegoś zamaskować albo naprawić, jeśli brakuje chemii. Wzajemne zrozumienie napędza chęć współpracy i pomaga iść w tym samym kierunku pomimo różnic i niedoskonałości. A im więcej czasu mija bez znalezienia nici porozumienia, tym mniej zaczyna na tym komukolwiek zależeć. W ten sposób Real Madryt Xabiego Alonso dobił do ściany. Projekt, który miał działać na wyobraźnię, co najwyżej zdążył ją delikatnie rozbudzić, by następnie czar szybko prysł.
Patrząc na okoliczności pożegnania Xabiego, nie sposób oprzeć się myśli, że pod kilkoma względami przypominają one te sprzed dziesięciu lat, kiedy Królewscy postanowili rozstać się z Rafą Benitezem. Wówczas to same wyniki również nie były przecież aż tak złe, ale w powietrzu od długiego czasu dało się wyczuć, że coś zdecydowanie nie gra. Również wtedy co i rusz na pierwszy plan wysuwała się kwestia braku odpowiedniej relacji z szatnią i zdaniem piłkarzy przesadny nacisk na szczegóły taktyczne. Kiedy dało się jeszcze podjąć próbę dialogu, każdy wolał obstawać przy swoich racjach. Później natomiast na dialog było już za późno.
Xabi, podobnie jak Benítez, wytrzymał do początku roku, a w jego miejsce postawiono na trenera rezerw. Główna różnica w obu historiach polega na tym, że o ile zatrudnieniu Beniteza znaczna część madridismo sprzeciwiała się od początku, o tyle ściągnięcie Alonso spotkało się z bardzo dużym entuzjazmem. Tym bardziej szkoda, że musiało się to wszystko potoczyć w ten sposób.
Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, to jednak wszystko przeszłość. Xabiego w Realu Madryt już nie ma, a już dziś w roli trenera pierwszej drużyny zadebiutuje Álvaro Arbeloa. Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco więcej o spojrzeniu na futbol i warsztacie nowego szkoleniowca, odsyłamy was do tego tekstu. Tak naprawdę przewidywanie tego, czego można się po Arbeloi spodziewać po objęciu seniorskiego zespołu, jest jednak typowym wróżeniem z fusów.
Álvaro zna klub jak mało kto, jeśli ktoś ma w sobie DNA Realu Madryt, to z pewnością jedną z takich osób jest właśnie on. Do tego cieszy się powszechną sympatią wśród kibiców i poparciem u działaczy, a wcześniej pracował w Castilli. Wszystkie te rzeczy sprawiają, że chciałoby się w nim widzieć nowego Zidane'a. Mimo tak wielu punktów stycznych nie powinniśmy jednak dawać się ponosić podobnej narracji. Dziś zaczyna się bowiem zupełnie nowa historia.
Przed Arbeloą niewątpliwie bardzo trudne wyzwanie. Z marszu wejdzie on do zespołu, który przede wszystkim trzeba postarać się jak najszybciej zjednoczyć. Jego debiut przypada też na mecz, za jaki na pewno nie doczeka się miliona pochwał w razie zwycięstwa, ale za to może już na dzień dobry oberwać mocno po głowie w przypadku wywrotki. Z drugiej strony ma też mimo wszystko pewien komfort, ponieważ siłą rzeczy w zaistniałych okolicznościach wymagania wobec niego nie będą aż tak kosmiczne. Sytuacja jest mocno awaryjna, a jeśli coś nie wyjdzie, w najgorszym wypadku będzie można uciec się do narracji o tymczasowości.
Jeśli się uda, super. Jeśli nie, to mówienie o splamieniu kariery będzie sporą przesadą. Tak naprawdę Arbeloa ma więcej do wygrania. Doczekał się bowiem szansy, jakiej niektórzy nie doczekali się nigdy. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby Raúl myślał sobie teraz właśnie, że to przecież mógł być równie dobrze on…
Wracając zaś na sam koniec do Xabiego, chcielibyśmy mu życzyć wszystkiego dobrego w dalszej pracy. Choć pewnie nigdy się już tego nie dowiemy, niewykluczone, że wrócił do Realu Madryt po prostu w złym czasie. Jesteśmy mimo to przekonani, że jeszcze nie raz i nie dwa usłyszymy o jego warsztacie i metodach wiele dobrego.
* * *
Mecz z Albacete rozpocznie się o godzinie 21:00, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale Eleven Sports 3.
Pobierz aplikację Superscore i zanurz się w statystykach Królewskich. [współpraca]
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze