Advertisement
Menu
/ elmundo.es

Vallejo: Cristiano nie odcinał się od innych, bardzo nam pomagał dbać o siebie

Jesús Vallejo udzielił wywiadu dziennikowi El Mundo. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z byłym obrońcą Realu Madryt.

Foto: Vallejo: Cristiano nie odcinał się od innych, bardzo nam pomagał dbać o siebie
Jesús Vallejo. (fot. Getty Images)

Strzeliłeś Celcie gola w ostatniej minucie niczym Sergio Ramos.
To bez wątpienia miejsce w top 3 wspomnień z mojej kariery, szczególnie pod względem emocji, bo właśnie tego szukam. Udało się przejść dalej i to dało dodatkowy zastrzyk emocji.

A emocjonalnie, jak teraz jest?
Jest bardzo dobrze. Czuję się naturalnie. Ułożyły się kluczowe sprawy, nawet obecne problemy mięśniowe postrzegam jako coś małego, bo mam inne rzeczy, dzięki którym mogę pomagać kolegom. Dużo pracowałem, żeby dojść do takiego stanu, to nie była łatwa droga.

Na tej drodze było wiele tytułów i jeden ikoniczny obrazek: idziesz między zawodnikami City, kompletnie rozbitych po remontadzie na Bernabéu.
Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętałem tego momentu. Widziałem to zdjęcie tysiąc razy, ale nic nie było tu ustawione. Podoba mi się, że to wyszło naturalnie i zostało jako pamiątka. Ludzie na ulicy często przypominają mi tamten mecz, to był bardzo emocjonujący dzień. Mówią, żebym powiesił tę fotę w pokoju, ale na razie nie, zobaczymy w przyszłości.

Zostałeś kapitanem takiego zespołu jak Saragossa w wieku 18 lat. Jak to przeżyłeś?
Mam to w głowie tak, jakby było wczoraj, mimo że minęło wiele lat. Nie byłem gotowy na elitarny futbol: wcześniej grałem w juniorach, odbyłem okres przygotowawczy z pierwszą drużyną i zostałem. Musiałem szybko ogarnąć się pod każdym względem i zadziałałem instynktownie. Nie byłem gotowy na wywiady, na rywalizację ani na dźwiganie presji. Nie wiem nawet kiedy, ale z czasem się do tego przyzwyczaiłem, tylko że nikt mnie tego nie nauczył.

Po przyjeździe do Madrytu to się jeszcze mnoży?
Szczerze mówiąc, większą pracę z emocjami musiałem wykonywać w Saragossie niż w Madrycie, bo opaska oznaczała dodatkową odpowiedzialność. Bardzo pomógł mi rok we Frankfurcie, bo do Madrytu przyjechałem spokojniejszy. W Madrycie odpowiedzialność była bardziej rozłożona, a w Saragossie nie.

Jak odnajdujesz się w szatni pełnej gwiazd?
Przez pierwsze dni trzymałem się tych, których znałem z kadry U-21: Carvajala, Llorente… Byłem bardziej nieśmiały i miałem z tym trudność, bo w szatni byli moi idole. Z czasem jednak docierasz do tego, że to drużyna i że musisz być sobą.

Z okresu w Madrycie co zabierasz dla siebie?
Codzienność w Valdebebas. Podchodziłem do tego bardzo poważnie, starałem się mocno o siebie dbać i przygotowywać do grania. Czułem też wsparcie szatni, fizjoterapeutów, pracowników… To zostaje ze mną.

To prawda, że skopiowałeś jakieś rutyny Cristiano?
Tak, tak. Zwłaszcza w pierwszym roku, w 2017. Przyjechałem z nawykami z Frankfurtu i on mówił mi, żebym spróbował innych ćwiczeń rozgrzewkowych, krótszych i bardziej intensywnych. Dawał mi mnóstwo porad dotyczących przygotowania fizycznego. Nie odcinał się od innych, bardzo nam pomagał dbać o siebie. Jest wzorem.

Na co dzień gwiazdy są blisko?
Bywa różnie. Jedni są bardziej zamknięci w sobie, inni pokazują więcej na zewnątrz, a jeszcze inni są naturalnymi liderami. Spotkałem wszystkich.

Jak znosiłeś brak gry?
Myślę o fizjoterapeutach, o Carvajalu, o Nacho… Przez cały czas widzieli, że dalej pracuję i pracuję. Oni też przechodzili podobne momenty, więc zachęcali mnie, żebym był gotowy, bo to maraton, nie sprint. Czasami przyszła nagroda: kiedy wypadało mi zagrać, czułem się dobrze, a w Realu Madryt to już bardzo dużo.

Te chwile rekompensują resztę? Nigdy nie miałeś ochoty odpuścić?
Nie, nigdy. To bylo dla mnie absolutnie jasne. Zdarzały się sezony, które źle oceniłem, jak ten w Granadzie. Wyjechałem z myślą, że wrócę silniejszy, ale po powrocie moja rola była taka sama, jakbym znów stanął na polu startowym. Wtedy zdecydowałem, że zostanę w pierwszym zespole, spróbuję się wzmocnić, łapać minuty i pomagać tam, gdzie się da.

W ostatnim etapie pod wodzą Carlo Ancelotti mówił ci, żebyś szukał odejścia, czy żebyś czekał? Rozmawiałeś z nim?
Carlo Ancelotti był bardzo blisko klubu i mocno w linii z decyzjami. Ja częściej rozmawiałem z Davide, Francesco, Simone, Pintusem… Oni bardziej odpowiadali za codzienność i z nimi czułem się swobodniej.

Bywały trudne momenty.
Tak, przez niektóre urazy. Czasem łapałem kontuzje przez nadmiar treningu, bo tak bardzo chciałem być gotowy na swoją kolej, że przesadzałem i kończyło się urazem.

Pracowałeś w Realu Madryt z psychologiem?
Tak, grupowo i indywidualnie, bardziej pod kątem osoby – dbania o siebie, żeby potem móc dawać jakość na boisku. Uważam, że to bardzo ważne.

Loscos, wioska twojej mamy, działa jak naturalny psycholog?
Zdecydowanie. Do niedawna nie było tam nawet zasięgu. Kiedy jadę, lubię pójść z kuzynem, który jest rolnikiem, wsiąść na traktor, patrzeć, co robi, iść do ogródka… To jest kompletnie inny świat niż codzienność piłkarza. Bardzo pomaga.

Twoja rodzina cierpiała, gdy nie widziała cię na boisku?
Znieśli to dobrze. Mam to szczęście, że moi rodzice nigdy nie byli wielkimi fanami futbolu i nie wywierali presji.

Widzisz różnice między typem trenera w Realu Madryt a tym, z jakim spotykałeś się w innych zespołach?
Tak, oczywiście. W Realu Madryt Carlo Ancelotti i Zinédine Zidane dają zawodnikowi więcej swobody, pozwalają talentowi wypłynąć naturalnie i zarządzają minutami. W Albacete trener ma na głowie znacznie więcej spraw na każdym poziomie, bo samym indywidualnym talentem nie da się wygrać.

Przeżyłeś odejście Kroosa i przyjście Mbappé. Poczułeś zmianę w szatni – między tym, co było wcześniej i tym, co jest teraz?
Szczerze, tak. Kiedy przychodziłem, była generacja z Cristiano, Benzemą, Kroosem, Modriciem, Ramosem… To byli ludzie, których oglądałem w telewizji. Teraz człowiek robi się starszy i ma wrażenie, że tych wielkich nazwisk jest mniej, ale to nie zmienia faktu, że jest ogromny potencjał rozwoju. Jest dużo młodzieży i dużo przyszłości.

Czegoś żałujesz?
Człowiek uczy się na doświadczeniu. Przeżywałem wszystko bardzo intensywnie i te młodzieńcze błędy, pośpiech, chęć udowodnienia… to nie było potrzebne. Ryzykowałem urazy, bo nie umiałem dobrze dawkować. Dzisiaj, z doświadczeniem, potrafię wybierać momenty. Chciałbym mieć to wcześniej, tylko że wtedy to było niemożliwe.

Jaką refleksję masz na temat swojej kariery?
Jestem bardzo dumny z pierwszych lat w Saragossie, z okresu we Frankfurcie i z tego, że rywalizowałem w Realu Madryt na maksimum swoich możliwości. Chciałbym lepiej zarządzić niektórymi momentami, żeby lepiej wykorzystać wypożyczenia – tu została drzazga. Mimo wszystko jestem zadowolony, że pomagałem Realowi Madryt ze swojej pozycji i w minutach, które dostałem. Teraz w Albacete też jestem zadowolony – najłatwiej byłoby zrobić inaczej, ale dla mnie, sportowo i prywatnie, to była najlepsza decyzja.

Jeśli strzelisz gola, będziesz świętował?
Nie, nie, niech świętują inni (śmiech).

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!