28 października 2018 roku, równo tydzień po przerwaniu swojej najgorszej serii sześciu kolejnych meczów bez zdobytej bramki dla Barçy, Luis Suárez przejechał się po Realu Madryt. Urugwajczyk aż trzykrotnie pokonał Thibaut Courtois na Camp Nou, jednak to nie belgijski bramkarz wyjeżdżał śmiertelnie ranny ze stolicy Katalonii, a Julen Lopetegui, który już nigdy nie zasiadł na ławce trenerskiej Królewskich.
Dzień po manicie i popisie El Pistolero Florentino Pérez zdecydował się zwolnić aktualnego szkoleniowca Sevilli, by zatrudnić Santiego Solariego. Od tamtej pory napastnik Atlético nie strzelił gola Realowi Madryt w La Lidze.
Suárez nie zdobył bramki z Los Blancos w rundzie wiosennej tamtego sezonu w spotkaniu na Bernabéu (0:1), ani w obu starciach w poprzedniej kampanii (0:0 na Camp Nou, kontuzja w rundzie rewanżowej). 34-letni snajper nie potrafił wpisać się na listę strzelców również w meczu rozgrywanym jesienią w Valdebebas. Dla napastnika, który potrafi „zwolnić” trenera Realu Madryt, było to pierwsze spotkanie przeciwko Królewskim w barwach Atleti. Urugwajczyk przystępował do tego meczu po zakażeniu koronawirusem, przez co przez kilka tygodni nie potrafił wejść na swój najwyższy poziom.
W najbliższą niedzielę „9” Atlético stanie przed kolejną szansą ukąszenia Realu, który zawsze był jedną z jego ulubionych „ofiar”. Przez 7 lat gry dla Barcelony Suárez zdobył 11 bramek w spotkaniach z Królewskimi. Wspomniany hat-trick to ostatni popis Urugwajczyka w starciu z Realem w lidze, której losy w bieżącym sezonie mogą rozstrzygnąć się już w niedzielę na Metropolitano. Suárez po raz kolejny chce być katem Los Blancos.
Komentarze (21)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się