Real Madryt nie przechodził przez najlepszy moment w styczniu 2005 roku. Wanderlei Luxemburgo przejął ster po niezbyt udanych epizodach José Antonio Camacho i Garcíi Remóna. Przerwa świąteczno-noworoczna była zdaniem włodarzy idealnym momentem na zmianę trenera. Arrigo Sacchi natomiast pracował na Bernabéu już od miesiąca, szukając wzmocnień, ale podczas zimowego okienka nie było zbyt wiele dobrych opcji. Kadra była dobra, ale poczynione latem wzmocnienia nie weszły do drużyny zbyt dobrze.
Kontuzje Woodgate'a oraz problemy z adaptacją Samuela i Owena sprawiły, że w obozie Królewskich dało się wyczuć, że sytuacja jest naprawdę delikatna. Wśród potencjalnych zimowych transferów wymieniało się Thomasa Gravesena. Środkowi pola Realu Madryt brakowało siły, agresji, a on to wszystko zapewniał. Wydawał się dobrym wyborem. Oczywiste było, że mając w pomocy takich piłkarzy, jak Zidane, Guti, Beckham czy Celades, którzy byli bardzo technicznymi zawodnikami, trudno było wygrać walkę fizyczną i właśnie takiego Gravesena mogło brakować.
Gdy pojawia się nazwisko Duńczyka, dyrekcja Realu Madryt wysyła skauta, aby przyjrzał się jego boiskowym poczynaniom. Ówczesny piłkarz Evertonu miał już wyrobioną solidną markę w Premier League i wydawał się naprawdę bardzo dobrym potencjalnym wzmocnieniem. Pojawiały się kolejne nazwiska, ale równie szybko znikały. Wysłano więc drugą delegację na Wyspy Brytyjskie, która miała ostatecznie określić, czy Gravesen jest dobrym kandydatem do gry w białej koszulce. Szukano więc informacji i ta okazała się być całkiem zabawna, aczkolwiek adekwatna do umiejętności zawodnika The Toffees: „biega, walczy, ale świetnie wykonuje rzuty z autu”. I faktycznie, każde wznowienie od linii bocznej było zadaniem Gravesena, który niemalże zamieniał je w rzut rożny, regularnie stwarzając długimi wrzutami zagrożenie pod bramką rywali.
Ostatecznie więc Duńczyk, który jeszcze w tym samym tygodniu był przekonany, że zagra w Atlético Madryt, miał zagrać w białej koszulce. Na rynku było mało opcji, a ta wydawała się najlepsza. 15 stycznia 2005 roku Thomas Gravesen został zawodnikiem Realu Madryt i kosztował Królewskich 3,5 miliona euro. W stolicy Hiszpanii spędził półtora roku, notując 50 występów. Najgorsze jednak było to, że niemal wszystkie auty wykonywał Roberto Carlos. Przy Concha Espina 1 zaś wciąż krążą plotki, że Arrigo Sacchi nadal jest przekonany do jego transferu.
Komentarze (20)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się