Poza zabezpieczaniem tyłów Francuz wreszcie błysnął jednak także w ofensywie. To po jego dośrodkowaniu Benzema zdobył zwycięską bramkę. Lewy defensor dobrze wyszedł do podania Viníciusa, a następnie umiejętnie odczytał ruch Karima w polu karnym, dzięki czemu mógł cieszyć się ze swojej drugiej asysty w barwach Królewskich. Tym samym wyrównał już pod tym względem swoje osiągnięcie z poprzedniego sezonu.
Powody, dla których Mendy posadził Marcelo na ławce, obserwować mogliśmy jednak znacznie wcześniej. Jego postawa w obronie przynosi zdumiewające efekty. W 11 ligowych spotkaniach, w których miał okazję wystąpić od pierwszej minuty, Real stracił zaledwie trzy gole: dwa z Villarrealem i jednego z Realem Sociedad. Ferland zaliczył w La Lidze jak dotąd 1003 minut. Jak więc dość łatwo policzyć, z nim na boisku Królewscy piłkę z siatki wyciągają średnio raz na 334 minuty. Pod tym względem w europejskiej elicie jego osiągnięcie przebija jedynie Joe Gomez (1007 minut, 16 meczów i 2 wpuszczone bramki).
Łącznie we wszystkich rozgrywkach Real z Mendym nie stracił gola już od 715 minut, czyli od potyczki w Brugii 11 grudnia. Ogólnie zaś Francuz był świadkiem utraty siedmiu bramek, z czego pięć datuje się jeszcze na wrzesień. Warto jednak dodać, że potyczki z Vllarrealem (2:2) i PSG (0:3) były dopiero jego pierwszymi w białej koszulce.
W tym Realu Madryt, który z gry defensywnej uczynił jeden z głównych atutów, nie ma żadnych wątpliwości co do tego, ile jest w stanie zaoferować Mendy. Choć to przecież on z początku musiał walczyć o minuty i starać się wygryźć ze składu będącego w klubie od wielu lat Marcelo. Obecny status Ferland zawdzięcza jednak tylko sobie. Zidane rzecz jasna będzie dawał Brazylijczykowi szanse, jednak to, kto powinien grać w najważniejszych spotkaniach, nie budzi już większych wątpliwości.
Komentarze (63)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się