Menu
El Jarek / Chiringuito

Reguilón: Przepraszamy kibiców

Kilka słów od Hiszpana ze zgrupowania kadry U-21

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Sergio Reguilón udzielił wywiadu telewizji La Sexta. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi Hiszpana z tej rozmowy.

– Trudny sezon? To był naprawdę trudny rok. Kibice mają powody, by być wkurzeni. Przepraszamy ich, bo nie stanęliśmy na wysokości tego, czego wymaga ten herb.

– Dwa przegrane Klasyki? Myślę, że to był najgorszy tydzień w moim piłkarskim życiu. Dla mnie to były ciężkie ciosy, miałem bardzo prze**bane dni… Na końcu to jest futbol, można wygrać lub przegrać i musisz wykazać się osobowością, by iść dalej.

– Powrót Zidane'a? Zidane to legenda Realu. Przede wszystkim to, że właśnie on daje ci rady, rozmawia z tobą… Widzisz, że Zidane jest twoim trenerem... No cholera, Zidane! Felizidane*, jak wy to mówicie [śmiech]!

– Walka z Marcelo o pierwszy skład? Zawsze mówiłem, że dla mnie Marcelo to najlepszy lewy obrońca na świecie. Ciągle muszę się od niego wiele nauczyć. Zawsze powtarzałem, że jeśli trener chce postawić na niego, dobrze, ja będę wspierać ekipę z boku, a jeśli postawi na mnie, to dam z siebie wszystko na boisku. Nigdy nie czułem się graczem pierwszego składu w tej ekipie ani nic takiego, szczególnie dlatego, że przed sobą mam Marcelo. Zawsze jestem tego bardzo świadomy.

– Transfery Neymara i Mbappé? Te tematy nie dotyczą mnie. Każdy, kto przyjdzie, będzie dobrze przyjęty. Do Realu zawsze przychodzili najwięksi zawodnicy. Myślę, że jeśli piłkarz chce triumfować, musi przyjść do Realu. Zawsze to powtarzałem. Dla mnie to największa drużyna i najlepsi powinni grać tutaj.

– Lata w szkółce Realu były dla mnie trudne. Kończyłem szkołę o 17, odbierał mnie tata, dawał kanapkę z czymkolwiek i wiózł na trening, który zaczynał się o 18. Po powrocie do domu trzeba było odrobić lekcje… To były trudne lata, które wymagały wiele poświęcenia od wszystkich. Cała moja rodzina robiła wszystko, by moje marzenie było możliwe do spełnienia i na końcu otrzymaliśmy za to ogromną nagrodę.

– Co było najcięższe? W czasach juniorskich zawsze masz trudniejsze okresy. Ja miałem problemy z rośnięciem i wokół miałem wysokich, świetnie zbudowanych piłkarzy, gdy ja byłem malutki. Były sezony, w których miałem problemy z rywalizacją, ale wiedziałem, że jeśli sobie z tym poradzę, zajdę dalej od nich.

– Odejście do Logrońés? Zdecydowałem się odejść w wieku 18 lat i nie miałem tam niczego, nawet samochodu. Wyjechałem z domu jako chłopaczek i musiałem ułożyć sobie życie, także te najprostsze życiowe tematy. Poznałem tam jednak ludzi z wielkim doświadczeniem dotyczącym treningów, piłkarskiej codzienności, sposobu pracy, trenowania, ułożenia sobie głowy… To sprawia, że dojrzewasz.

– Od zawsze byłem madridistą. Na Santiago Bernabéu zawsze chodziłem z szalikiem. W poprzednim sezonie siedziałem na czwartym pierścieniu na wszystkich meczach Ligi Mistrzów. Dzisiaj wspominamy to z przyjaciółmi. Zawsze świętowałem zwycięstwa, ale też płakałem po porażkach. Dobrze pamiętam przegrany finał Pucharu Króla z Atlético. Po nim przez 2 dni nie chciałem wyjść z domu. To samo czułem teraz po meczach z Barceloną. To starcia o ogromnym napięciu, rytm bicia serca jest ogromny i te wyniki naprawdę mocno mnie rozbiły… Stąd tamte łzy.

– Wejście do pierwszej drużyny? Pamiętam, że po meczu o Trofeo Santiago Bernabéu komentowaliśmy w domu, że występ w takim spotkaniu to coś niesamowitego i przyszła wiadomość, że mam miejsce w pierwszym zespole. Nie za bardzo to zrozumiałem, nie wiedziałem, co powiedzieć i jak zareagować. Mocno o tym marzyłem, ale tak naprawdę nie uwierzyłem w to do 1 września, gdy wszystko się zamknęło i ogłoszono to oficjalnie. Wtedy powiedziałem sobie: „Cholera, udało mi się”.

* – słowo Felizidane, które jest połączeniem „Zidane'a” z „feliz/felicidad”, czyli „szczęśliwy/szczęście”, wymyślili hiszpańscy dziennikarze w programie Chiringuito. Ma oddawać ono aurę i atmosferę, jaka panuje wokół Francuza.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!