Menu
Cover / as.com

Stielike: Bale powinien odwiedzić innych lekarzy niż klubowi

Były gracz Realu o problemach zdrowotnych skrzydłowego

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Były piłkarz Realu Madryt, Uli Stielike, udzielił Asowi wywiadu na temat Garetha Bale'a. Niemiec rozegrał w barwach Królewskich aż 338 spotkań w latach 1977 – 1985, ale podobnie jak Walijczyk często borykał się z kontuzjami. Jego problemy ze zdrowiem nasiliły się, gdy trafił do Hiszpanii, bo w Borussii Mönchengladbach miał się pod tym kątem dobrze.

Jak pamiętasz swój transfer do Realu?
Są dwie wersje. Nie chcę dawać wiary temu, że Real pojechał oglądać nie mnie, ale Wimmera. Ponieważ Netzer (były gracz Królewskich – przyp. red.) zadzwonił do mnie trzy albo cztery dni przed rewanżowym meczem półfinałowym Pucharu Europy, który grano w Düsseldorfie, bo nasz stadion nie miał tak dużej pojemności.

Co ci powiedział Netzer?
„Graj dobrze, bo Real Madryt będzie cię oglądać”. Rzecz w tym, że w istocie Królewscy pojechali tam również oglądać Wimmera, ale kiedy don Santiago Bernabéu zobaczył, jak gram, w związku z wątpliwościami powiedział: „Chcę ściągnąć tego gościa z wąsami. Jeśli wy nie możecie się zdecydować na kogoś z tej dwójki, to ja to zrobię…”.

Co stało się po tym meczu?
Znów zadzwonił do mnie Netzer i powiedział, żebym następnego dnia udał się obok hotelu Intercontinental w Düsseldorfie. I tak też zrobiłem…

Co ujrzałeś w hallu hotelu?
Zaskoczyła mnie imponująca postać don Santiago. Oczywiście nie wiedziałem, że przyjdzie.

Co powiedział?
Kilka zdań po niemiecku. Zdaje się, że nauczył się trochę tego języka podczas wojny. Przedstawił mi Agustína Domíngueza, który przyjechał tam razem z nim i powiedział mi, abyśmy udali się do jego pokoju. Don Santiago pozostał w hallu.

I negocjowaliście?
A skądże! Wyciągnął z szuflady kartkę z hotelowym nagłówkiem i zapytał, ile chciałbym zarabiać. Powiedziałem mu.

O ile poprosiłeś?
O prawie taką samą kwotę, jaką dostawałem w Mönchengladbach, tyle że nie brutto, ale netto. Po dzisiejszym kursie to byłoby sto tysięcy euro. Napisałem mu to, podpisałem i przekazałem.

Ile miałeś wtedy lat?
22. To wszystko bez agenta czy pomocy. Tak robiłem przez całe moje życie…

Dlaczego kibice Realu tak bardzo cię kochali?
Ponieważ widzieli, że przybył zagraniczniak, który w pełni identyfikuje się z klubem i reprezentuje jego ideały. Odebrano to źle, bo często doznawałem kontuzji i zaczęto mówić, że jestem ze szkła. Nie miałem również dwóch metrów, nie byłem niebieskookim blondynem jak archetypowy Niemiec. Wszystko zdobyłem dzięki wysiłkowi. Jestem z tego bardzo dumny.

Z jakiego powodu tak często doznawałeś kontuzji?
Pierwszym rzeczywistym szokiem było to, jak przegraliśmy mecz w Salamance, wyrzucono Miljanica. Dla mnie to była katastrofa, bo myślałem, że skoro jestem w Realu, to także dlatego, że przypadłem temu trenerowi do gustu. Bardzo dobrze nam się zresztą współpracowało na zgrupowaniu w Navacerradzie. To, co się stało, było dla mnie bardzo stresujące.

Jak sprawić, aby przestało dochodzić do kontuzji mięśniowych?
Nie, nie uważam… W niektórych tygodniach zrywałem mięsień i byłem poza grą prawie dwa tygodnie. Wtedy zaczynały się komentarze…

Przed transferem również miałeś takie problemy ze zdrowiem?
Nie, nie. Z tego powodu była to dla mnie oszałamiająca sytuacja. Zacząłem ważny ciąg różnych badań medycznych. I z czasem wykryli dwie rzeczy. Pierwsza, miałem problem z plecami, co przyczyniało się do kontuzji. Druga, miałem kłopot z biodrem, co wynikało z tego, że jedna stopa była większa od drugiej. To również miało na mnie wpływ. Nie było u mnie problemu słabych mięśni.

Co myślisz, gdy widzisz, co dzieje się z Bale'em?
Że to szkoda, bo będąc w stuprocentowej formie tworzy perfekcyjną parę w ataku z Cristiano. Jednak jest to oczywiście również bolesne dla klubu, gdyż zapłacono tak wiele pieniędzy za gracza, który nie może wyjść na boisko.

Widzisz jakieś rozwiązanie problemu?
Za każdym razem presja spoczywająca na graczu jest większa. Kłopot jest taki, że widzi się, iż w klubach lekarze nie akceptują opinii od innych specjalistów. Jeśli klub ma piłkarza, który jest wiele wart, a jego lekarze nie są w stanie dać odpowiedzi, trzeba iść do innego miejsca albo do dwóch, do najlepszych. Nie ma się czego wstydzić, bo ostatecznie to są twoje pieniądze, twój kapitał.

To trochę jak w twoim wypadku, prawda?
Nie wiem, jak ówczesny lekarz, López Quiles, przyjąłby wiadomość, że chodziłem do innych lekarzy (śmiech). Nie wiem, jak by się to skończyło.

Rozumiem…
W obecnych czasach jednak nie trzeba już niczego ukrywać. Przeżyłem jeszcze inną trudną sytuację, gdy wracaliśmy z meczu przeciwko Tottenhamowi w Pucharze UEFA. Byłem wydrenowany z sił, w fatalnym stanie! A przez kilka dni…

Tak?
Miałem szczęście, że w domu żyliśmy razem z lekarzem internistą, Alejandro Domínguezem. To on wykrył, że miałem mononukleozę, kiedy tak naprawdę nikt inny tego nie przypuszczał. Ten doktor zalecił mi pełny wypoczynek przez sześć tygodni. Wypoczynek totalny. Dwa tygodnie później wygraliśmy rewanżową potyczkę z Tottenhamem. Kolejnym rywalem był Inter. Przegraliśmy na San Siro 0:2. Mieliśmy przed sobą rewanżowy mecz, a ja ciągle byłem w łóżku, choć w klubie pytali, czy zdecydowałem się już ostatecznie na powrót do gry. Zagrałem jednak, bez sił, wygraliśmy 3:0 i awansowaliśmy, ale z mojej strony to było szaleństwo.

Takie rozsądku brakuje Bale'owi?
Nie wiem. Robben miał wiele kontuzji w Realu, a Bayern go odzyskał. Zagrał tam o wiele więcej spotkań niż w Madrycie. W każdym razie trzeba szukać wyjścia z tej sytuacji.

Co doradziłbyś Bale'owi?
Bardziej klubowi niż jemu – niech otworzą drzwi, niech odwiedzi trzech albo czterech zaufanych lekarzy. I jeśli trzech z czterech zgodzi się z opinią klubu, niech idzie tą drogą…

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!