REKLAMA
REKLAMA

Camacho: Chińczycy uważają, że są panami świata pod każdym względem

José Antonio Camacho, były piłkarz i trener Realu Madryt oraz selekcjoner reprezentacji Chin w latach 2011–2013, był gościem programu El Partidazo na antenie Cadena COPE. Hiszpan opowiedział o swoich doświadczeniach z pracy w Chinach, ocenił reakcję tamtejszych władz na słowa Kyliana Mbappé i wyjaśnił, dlaczego jego zdaniem cała sprawa może zakończyć się negocjacjami. Odniósł się również do ostatniego Klasyku i triumfu reprezentacji Hiszpanii na mundialu.

REKLAMA
REKLAMA
Camacho: Chińczycy uważają, że są panami świata pod każdym względem
José Antonio Camacho. (fot. Getty Images)

Był pan selekcjonerem reprezentacji Chin przez dwa lata, prawda?
Trochę dłużej. Dwa lata z kawałkiem.

REKLAMA
REKLAMA

Kiedy wybuchło całe zamieszanie związane z Mbappé, na pewno pan o tym usłyszał i coś przeczytał. Był pan zaskoczony? Czy może, znając ten kraj od środka, od razu pan pomyślał, że coś takiego mogło się wydarzyć?
Kiedy pracowałem jako selekcjoner Chin, tamtejsze władze bardzo mocno inwestowały w piłkę nożną. Problem polega na tym, że oni chcą, żeby wszystko działo się bardzo szybko. A kiedy coś im się znudzi, potrafią po prostu wszystko porzucić. Być może obecna sytuacja też ma z tym jakiś związek. Przez lata inwestowali mnóstwo pieniędzy w futbol, reklamę i różne przedsięwzięcia z tym związane, a teraz może już nie zależy im tak bardzo na tej promocji. Oni po prostu tacy są.

Kiedy zostaje się selekcjonerem Chin, dostaje się jakiś podręcznik z instrukcjami? Mówią panu: „Proszę pamiętać, że z tego, tego i tamtego nie wolno żartować”?
Nie, mnie niczego takiego nie powiedziano. To prawda, że uczestniczyłem w kilku spotkaniach, między innymi z chińskim ministrem sportu, który wcześniej odnosił sukcesy w tenisie stołowym. Oni zawsze podkreślają, że trzeba dostosować się do ich zasad, sposobu myślenia i wszystkiego, co robią. Oczywiście wiele razy odpowiadałem, że rozumiem i staram się dostosować. Ale jednocześnie tłumaczyłem im, że reprezentacja Chin nie gra przecież wyłącznie przeciwko Chińczykom, tylko mierzy się z drużynami z innych krajów. A to oznacza, że czasami również oni muszą się do czegoś dostosować. Tego jednak nie bardzo potrafili zrozumieć. Uważają, że są panami świata pod każdym względem. I nie jest łatwo z nimi współpracować. Naprawdę nie jest łatwo. Jeśli podejmują taką decyzję jak teraz, to podejmują ją natychmiast. Wyobrażam sobie, że Real Madryt i Mbappé mają dobrych prawników. Ja na przykład współpracowałem z kancelarią Senn i Ferrero. Chińczycy potrafią z dnia na dzień wszystko uciąć, a później człowiek musi sam dochodzić swoich praw przed FIFA, UEFA czy inną właściwą instytucją.

REKLAMA
REKLAMA

W całej tej historii chodzi przecież również o ogromne pieniądze. Są marki, które inwestują wielkie kwoty w sponsoring Realu Madryt, do tego dochodzi sprzedaż koszulek. Proszę sobie wyobrazić, że nagle zakazują sprzedaży koszulek Realu w Chinach.
Oni są zdolni do podjęcia takiej decyzji. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy pracowałem w Chinach, chodziłem czasami do wielkich domów handlowych, w których praktycznie wszystko było podrabiane. I można tam było znaleźć koszulkę Realu Madryt, zanim jeszcze klub oficjalnie ją zaprezentował.

Czyli koszulka nie została jeszcze zaprezentowana na Bernabéu, a w Chinach już była w sprzedaży?
Dokładnie tak. Mogę to zagwarantować, bo sam tego doświadczyłem. Oni potrafią podrobić dosłownie wszystko. Trzeba pamiętać, że bardzo mocno angażowali się w reklamę i promocję poprzez futbol. Być może teraz uznali, że nie jest to już tak opłacalne. A kiedy dochodzą do takiego wniosku, potrafią podjąć decyzje, których nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.

A czy jako selekcjoner reprezentacji Chin musiał pan publicznie popierać Partię Komunistyczną albo tamtejszy rząd? Czy kiedykolwiek czegoś takiego od pana wymagano?
Nie. Nigdy mnie o nic takiego nie proszono. Oczywiście trzeba pamiętać, gdzie się pracuje. Nie można przyjechać do obcego kraju i robić wszystkiego po swojemu. Trzeba okazywać szacunek, rozumieć miejscowe zasady i sposób funkcjonowania społeczeństwa. Jeśli człowiek nieświadomie popełni jakiś błąd, bo przecież może się to zdarzyć, powinien umieć przeprosić. Ale mnie osobiście do niczego nie zmuszano. Nie dostałem też żadnego podręcznika z instrukcjami.

REKLAMA
REKLAMA

A zdarzyło się panu popełnić jakąś gafę? Była sytuacja, w której ktoś powiedział panu, że czegoś nie wolno robić?
Nie przypominam sobie. Chociaż właściwie była jedna ciekawa sytuacja. Powiedzieli mi: „Przedłużyliśmy z panem kontrakt”, a tydzień później kupili mi bilet powrotny do Hiszpanii. [śmiech]

Zaraz, zaraz. Najpierw przedłużyli z panem kontrakt, a potem pana zwolnili?
Tak. Stało się to po jednym z meczów. Później w mediach pojawiały się informacje, że to spotkanie mogło zostać ustawione, że jakiś działacz i niektórzy piłkarze mieli być w to zamieszani. Z tego, co później podawano, część z tych ludzi trafiła do więzienia. Podejmowano różne działania w tej sprawie.

Czyli miał pan bardzo trudne rozstanie z reprezentacją Chin.
Nie wiem, czy trudne. Po prostu pewnego dnia powiedzieli mi: „Od jutra już pan dla nas nie pracuje”. A później sami oznajmili, że muszę ich pozwać, ponieważ oni nie mogą po prostu powiedzieć, że mnie zwalniają i wypłacają odszkodowanie. Takie mają zwyczaje. To oni sami powiedzieli mi, że powinienem skierować sprawę do odpowiednich instytucji. Zresztą lepiej mogliby o tym opowiedzieć Ferrero i Senn, którzy byli moimi prawnikami. Ostatecznie FIFA przyznała nam rację.

REKLAMA
REKLAMA

Ale pieniądze pan dostał?
Tak, tak.

No i to najważniejsze. Zobaczymy więc, co wydarzy się teraz. Jak pan uważa, czy Chińczycy mogą jeszcze wycofać się ze swojej decyzji? Skoro postanowili nie transmitować meczów Realu Madryt, to czy są w stanie usiąść do negocjacji, jeśli zadzwoni do nich Florentino Pérez?
Tak, oczywiście. Jestem przekonany, że będą chcieli negocjować. Mogą na przykład spróbować porozumieć się z La Ligą, żeby płacić mniej za prawa telewizyjne. Jestem pewien, że podejmą taką próbę.

Czyli uważa pan, że będą chcieli coś ugrać na całym tym zamieszaniu?
Tak, zdecydowanie.

A ogląda pan jeszcze dużo futbolu?
Tyle, ile tylko mogę. Staram się oglądać wszystkie mecze, na które mam czas.

Właśnie dostałem informację, że Cieza przegrała dzisiaj z Granadą 0:3 w Pucharze Króla.
Tak, Granada gra w Pucharze Króla. Pracuje tam teraz Pacheta, który niedawno wysłał mi wiadomość: „Przyjeżdżamy grać do twojego rodzinnego miasta”. Odpowiedziałem mu, że mam nadzieję, że dostaną tam porządny wycisk. (śmiech) Ale nie było na to sposobu. Pacheta ma przecież najlepszego środkowego obrońcę w całej lidze, Manu Lamę.

To świetny piłkarz. I chyba jeszcze lepszy człowiek od swojego ojca (chodzi o znanego hiszpańskiego dziennikarza, Manolo Lamę – dop.).
To na pewno! [śmiech]

REKLAMA
REKLAMA

Chociaż akurat bycie lepszym człowiekiem od jego ojca nie jest szczególnie trudne.
Myślę, że chłopak zajdzie bardzo daleko, właśnie dlatego, że ma ojca, który ciągle go motywuje i od niego wymaga.

Zgadza się. To naprawdę fantastyczny chłopak i bardzo dobrze gra. A jak ocenia pan Real Madryt? Po ostatnim meczu jest pan większym optymistą?
Myślę, że Real pokazał ostatnio, iż ma bardzo dobry zespół. Trener sprawił, że zawodnicy naprawdę dużo biegali, i dzięki temu wygrali.

Ale czy jest pan optymistą w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii? Czy uważa pan, że będzie o nie trudno?
Myślę, że poziom jest bardzo wyrównany. Obecnie w Hiszpanii mamy trzy bardzo mocne zespoły: Atlético, Barcelonę i Real Madryt. To drużyny, które mają ogromną siłę zarówno w La Lidze, jak i w europejskich rozgrywkach. Najważniejsze jest jednak to, żeby utrzymać się w walce aż do dwóch ostatnich miesięcy sezonu. To właśnie wtedy wszystko się rozstrzyga. Jeżeli w tym okresie popełni się jakieś błędy, można bardzo szybko stracić szansę na końcowy sukces. Teraz sytuacja może zmieniać się z tygodnia na tydzień. Jeden zespół będzie trochę wyżej, drugi trochę niżej. W poprzednim sezonie też widzieliśmy, jak Real Madryt, Barcelona i nawet Atlético miały między sobą po cztery czy pięć punktów różnicy. Sytuacja ciągle się zmieniała i praktycznie do samego końca nic nie było przesądzone.

REKLAMA
REKLAMA

Właśnie uświadomiłem sobie, że chyba pierwszy raz rozmawiamy od czasu, gdy Hiszpania ponownie została mistrzem świata. Pan był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci podczas finału mundialu w RPA. Gdzie oglądał pan tegoroczny finał?
Tutaj, w domu. Z dziećmi i kilkorgiem znajomych. Tak mi się wydaje, że oglądaliśmy go właśnie tutaj, jeśli dobrze pamiętam.

A kiedy Ferran Torres strzelił gola, krzyknął pan „Ferran mojego życia”, tak jak kiedyś „Iniesta mojego życia”?
Nie, nie! [śmiech] Teraz przeżywa się to już trochę inaczej. Przede wszystkim, mówiąc z całą skromnością, Hiszpania jest już bardziej przyzwyczajona do takich sukcesów. Rozumie pan, co mam na myśli?

Oczywiście. Ale trzeba przyznać, że mamy teraz niesamowitą reprezentację.
To prawda. W ogóle to, jak obecnie wygląda hiszpański futbol, jest czymś niesamowitym. Mamy świetnych trenerów i zawodników. Myślę, że pod wieloma względami jesteśmy dziś wzorem dla innych. Już wiele lat temu przedstawiciele wielkich klubów z bardzo rozwiniętymi akademiami przyjeżdżali do Hiszpanii, żeby zobaczyć, jak pracujemy. Chcieli poznawać nasze metody szkoleniowe. Oczywiście dzięki temu wiele reprezentacji i klubów na całym świecie również zrobiło duże postępy.

REKLAMA
REKLAMA

Trenerze, my, młodsi dziennikarze, lubimy czasami wymyślać takie hipotetyczne pojedynki. Gdyby reprezentacja Hiszpanii, która wygrała mundial w 2010 roku, zagrała w swoim najlepszym momencie przeciwko obecnej drużynie, kto by zwyciężył?
Skąd mam wiedzieć? To bardzo trudne pytanie. Futbol ogromnie zmienił się przez ostatnie szesnaście lat.

To prawda.
Piłka cały czas się zmienia. Wprowadzono mnóstwo nowych przepisów i rozwiązań. Mamy VAR, zmienił się sposób pracy sędziów, pojawiło się więcej osób uczestniczących w podejmowaniu decyzji. Kiedyś był sędzia główny i liniowi, a teraz ten system wygląda zupełnie inaczej. Do tego dochodzi możliwość przeprowadzania pięciu zmian, co również bardzo wpłynęło na futbol. Myślę jednak, że podczas tegorocznego mundialu Hiszpania była zdecydowanie lepsza od wszystkich rywali. Proszę spojrzeć choćby na finał z Argentyną. Oglądało się ten mecz i miało się poczucie, że Hiszpania go wygra. I wydaje mi się, że nie tylko ja to widziałem, ale właściwie wszyscy. W RPA trochę bardziej cierpieliśmy. Iker musiał wtedy zaliczyć kilka naprawdę ważnych interwencji. Natomiast na tegorocznym mundialu różnica poziomów była moim zdaniem bardzo wyraźna. Hiszpania po prostu zdecydowanie przewyższała przeciwników.

REKLAMA
REKLAMA

Trenerze, serdecznie pana pozdrawiam. Bardzo dziękuję za rozmowę w El Partidazo. Jesteśmy umówieni na spotkanie, więc niedługo pana odwiedzę.
Ściskam was wszystkich. Mam nadzieję, że wszystko będzie się wam dobrze układało.

Dziękujemy, trenerze. Do usłyszenia!
Do usłyszenia! Cześć!

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

REKLAMA