Wyobraźmy sobie sytuację: Real Madryt ma w swoich szeregach światowej klasy cracka, wychowanka klubu i Hiszpana, który od debiutu w sezonie 2022/2023 zdobył trzy mistrzostwa Hiszpanii, mistrzostwo Europy, mistrzostwo świata, dwa Superpuchary Hiszpanii i Puchar Króla. Ten crack jest najlepszym piłkarzem swojego zespołu, gwiazdą reprezentacji i laureatem całej plejady indywidualnych wyróżnień: trzykrotnie zdobywa Trofeum Kopy dla najlepszego młodego piłkarza świata, zostaje najlepszym zawodnikiem EURO, autorem najpiękniejszego gola EURO, najlepszym młodym graczem mundialu, najlepszym piłkarzem poprzedniego sezonu La Ligi oraz najlepszym młodym sportowcem nagrody Laureusa.
Co więcej, od dwóch lat z rzędu znajduje się na podium Złotej Piłki. W Lidze Mistrzów dociera do półfinału i ćwierćfinału. Nie wiem, czy, jak twierdzi się w mediach społecznościowych, Real zdołałby doprowadzić do tego, by taki zawodnik zdobył Złotą Piłkę już w tym roku, w końcu „piłka plażowa” dla Viníciusa pokazuje, że nawet potęga Królewskich ma swoje granice. Jedno wiem na pewno: taki piłkarz byłby jednomyślnym kandydatem całej hiszpańskiej prasy.
Tak się jednak nie stało w przypadku Lamine'a Yamala. Już od mundialu, który rozegrał na pół gwizdka z powodu urazu odniesionego w końcówce sezonu ligowego, część hiszpańskich mediów i wzmacniające ich przekaz profile w mediach społecznościowych konsekwentnie umniejszały wkład chłopaka z Rocafondy w sukcesy reprezentacji Hiszpanii. Przed Yamalem stawiano Fabiána Ruiza, Oyarzabala, a nawet Rodriego. Dla porównania, Arda Güler przy znacznie mniejszym wpływie na grę przedstawiany jest niemal jako połączenie Maradony z Messim.
Profesor Moriarty dla Messiego
Przyzwyczajeni do zjawisk pokroju Gülera (Messiemu praktycznie co roku próbowano znaleźć własnego „Profesora Moriarty'ego”, od Robinho po Robbena, aż w końcu trafiło na Cristiano Ronaldo, a rzekoma rywalizacja trwa do dziś, choć już tylko w bańkach informacyjnych madridistas), najbardziej zagorzali kibice Realu są przekonani, że wielkie gwiazdy można wykreować za pomocą marketingu. Właśnie o to od początku oskarżają Lamine'a Yamala fani Real Madrid TV. Ich zdaniem jest on jedynie produktem marketingowym potężnej fabryki tworzącej bordowo-granatowe zasłony dymne. Tak jak wcześniej Xavi. Tak jak Iniesta. Tak jak Messi.
Przypomnijmy historię Messiego. Dopóki nie odszedł z Barcelony i dopóki nie zdobył mistrzostwa świata, na niektórych forach nie chciano uznać czegoś, co dla reszty piłkarskiego świata było oczywistością: że jest najlepszym piłkarzem w historii futbolu. Pewną pociechę przyniosło to, co wydarzyło się w Oviedo (chodzi o wręczenie Messiemu nagrody Księżnej Asturii - dop. red), bo był to dowód na to, że rzeczywistość ostatecznie zwycięża fake newsy. Tyle że wcześniej Leo musiał zostać pozbawiony koszulki Barcelony, choć sam wcale tego nie chciał.
I właśnie ta koszulka, ten herb, są problemem Lamine'a Yamala w oczach najbardziej hiszpańskich z madridistas. Nie trzeba szukać innych wyjaśnień. Nie chodzi o jego grę, charakter, rolki w mediach społecznościowych, aparat ortodontyczny, bródkę czy styl ubierania się. Jeśli część hiszpańskich mediów woli wskazywać Mbappé, a nawet Kane'a przed największym talentem hiszpańskiej piłki, to wyłącznie dlatego, że gra on w Barcelonie i nie jest postrzegany jako jeden z nich. Tak po prostu. I właśnie dlatego jest to tak smutne.
Komentarze (40)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.