REKLAMA
REKLAMA

Álvarez de Mon: To gigantyczna fuszerka, ale nikt nie będzie płacił Realowi Madryt ze swoich podatków

Ramón Álvarez de Mon odniósł się w programie La Tribu na antenie Radio MARCA do błędu rachunkowego w raporcie dotyczącym zmiany przeznaczenia gruntów Realu Madryt w Valdebebas. Dziennikarz ostro skrytykował pomyłkę w dokumentacji przygotowanej dla władz miasta, ale jednocześnie bronił samego przedsięwzięcia i przekonywał, że nie należy traktować go jako prezentu dla Królewskich.

REKLAMA
REKLAMA
Álvarez de Mon: To gigantyczna fuszerka, ale nikt nie będzie płacił Realowi Madryt ze swoich podatków
Na żółto tereny, na których ma powstać Madrid Innovation District. (fot. RealMadridTV)

Co dokładnie wydarzyło się w sprawie zmiany przeznaczenia gruntów w Valdebebas? Władze Madrytu przyznały, że w całej procedurze popełniono błąd.
To gigantyczna fuszerka. Naprawdę ogromna. Jak wiecie, rozpoczęto procedurę zmiany przeznaczenia gruntów w Valdebebas, aby stworzyć tam centrum technologiczne, całą dzielnicę technologiczną, coś na wzór europejskiej Doliny Krzemowej. Wydaje mi się, że co do zasady każdy powinien postrzegać taki projekt jako coś pozytywnego. W ramach tej procedury trzeba jednak przygotować raport ekonomiczny, który uzasadnia korzyści dla władz Madrytu. Miasto otrzyma 25 hektarów gruntów w Valdebebas przeznaczonych do użytku publicznego, ale konieczne jest również wykazanie, jakie korzyści finansowe przyniesie całe przedsięwzięcie. I nie chodzi wyłącznie o tworzenie miejsc pracy, wpływy podatkowe i tym podobne rzeczy. Jednym z podatków, które będzie pobierać miasto, jest podatek od działalności gospodarczej, czyli IAE. W tym przypadku ma on wynosić 0,1% wartości katastralnej nieruchomości. Problem polega na tym, że zamiast pomnożyć tę wartość przez 0,001, pomnożono ją przez 0,1. Innymi słowy, obliczono 10% zamiast 0,1%. W rezultacie prognozowany roczny zysk miasta wynosił według tego wyliczenia około 98 milionów euro, podczas gdy w rzeczywistości będzie to mniej więcej 1,7 miliona euro, jeśli dobrze pamiętam (według skorygowanych wyliczeń roczny zysk miasta ma wynieść 1,46 miliona euro – dop. red.). Prawdopodobnie nawet ta kwota wystarczyłaby do uzasadnienia całego przedsięwzięcia, biorąc pod uwagę wszystkie pozostałe korzyści związane z rozwojem działalności gospodarczej, przyciąganiem inwestycji i tak dalej. Tyle że raport ekonomiczny przedstawiał tę operację jako interes, na którym miasto będzie zarabiać niemal 100 milionów euro rocznie. A oczywiście tak nie będzie. José Luis Martínez-Almeida powiedział, że nikt nigdy nie zakładał, iż miasto rzeczywiście będzie otrzymywać takie pieniądze. Ale to nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z ogromną fuszerką. Nikt wcześniej nie wykrył tego błędu, a przecież za przygotowanie raportu zapłacono.

REKLAMA
REKLAMA

Rozumiem, że dla władz miasta to niekorzystna sytuacja. A czy Real Madryt w jakikolwiek sposób na tym zyskuje?
Nie, bo tutaj myli się dwie różne kwestie.

Ale sama zmiana przeznaczenia gruntów jest dla Realu korzystna.
Oczywiście. Tyle że żaden mieszkaniec Madrytu nie będzie płacił ze swoich podatków na rzecz Realu Madryt. W tej sprawie pojawiło się sporo nieporozumień.

Zapytam więc inaczej, bardziej w naszym stylu. Czy to jest dźwignia finansowa, czy nie?
Spokojnie, wyjaśnijmy to sobie. Mówimy o gruntach, które mają bardzo dużą wartość.

Spójrz, Ramón, mieszkańcy od dawna skarżą się na samą zmianę przeznaczenia tych terenów. Twierdzą, że w Madrycie jest wiele innych działek, które można byłoby wykorzystać w taki sposób, a tymczasem wybrano akurat grunty przylegające do ośrodka treningowego Realu Madryt. Sami mieszkańcy uważają, że to gigantyczny interes dla klubu.
Nie wiem, o których mieszkańcach mówisz, ale...

O ludziach mieszkających w Valdebebas.
Moim zdaniem, jeśli ktokolwiek jest w stanie przedstawić ofertę porównywalną z ofertą Realu Madryt, czyli zaoferować tereny położone obok lotniska, w pobliżu terenów targowych IFEMA, a do tego współpracować z największymi firmami technologicznymi na świecie, to oczywiście powinien mieć taką możliwość. Real Madryt współpracuje przecież z 15 najważniejszymi firmami technologicznymi na świecie, ma porozumienia z Apple, Microsoftem i wieloma innymi przedsiębiorstwami. Jeśli ktoś potrafi przedstawić podobną propozycję, to jako mieszkaniec Madrytu, choć pochodzę z Galicji, chciałbym, żeby mógł konkurować z Realem na równych zasadach. Nie wiem tylko, czy rzeczywiście jest tak wielu chętnych, którzy dysponują porównywalnymi terenami i są w stanie przekazać miastu 25 hektarów do użytku publicznego, a przy tym spełnić wszystkie pozostałe warunki. Jeśli ktoś taki istnieje, niech konkuruje z Realem Madryt na takich samych zasadach.

REKLAMA
REKLAMA

Mówisz o przekazaniu gruntów miastu, jakby Real robił mu prezent. Przecież klub nie oddaje niczego za darmo. Co otrzymuje w zamian?
To już zupełnie inna kwestia. Co Real otrzymuje w zamian? Możliwość innego wykorzystania tych terenów. Mamy do czynienia ze zmianą ich przeznaczenia i nie ma sensu tego ukrywać. Z definicji jest to zmiana przeznaczenia gruntów i tak właśnie należy ją nazywać. Sama zmiana przeznaczenia gruntów nie jest niczym złym ani nielegalnym. Osobną kwestią jest to, czy wiąże się z odpowiednią rekompensatą dla miasta, czy może daje komuś nieuzasadnione korzyści.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

REKLAMA