[Real Madrid TV] Po trzech zwycięstwach w zaledwie osiem dni, jak zespół podchodzi do trzeciej kolejki Ligi Mistrzów i jak ocenia pan Lipsk?
Lipsk to nie jest zespół, który wysoko przegrał w Monachium. To zespół, który wygrał z PSV, ma trzy punkty i chce awansować. Taki jest Lipsk. My rzeczywiście wygraliśmy trzy mecze w krótkim czasie, a ostatni wygraliśmy, grając bardzo dobrze. To było bardzo kompletne spotkanie. Ale trzeba iść dalej. To, że wygraliśmy trzy mecze, nie oznacza, że wygramy czwarty. Trzeba zagrać i wygrać.
[laSexta] Chciałem zapytać, czy zamierza pan porozmawiać ze swoimi zawodnikami i powiedzieć im, że od teraz można prosić sędziego na boisku o sprawdzenie sytuacji przez VAR, biorąc pod uwagę to, co ostatnio widzieliśmy?
Jutro będziemy mieli sędziego, z którym nie ma żartów. To arbiter o ogromnej jakości i bardzo silnej osobowości. Mam wręcz wrażenie, że przy jego jakości i osobowości VAR nie odgrywa szczególnie ważnej roli w meczu. Bardzo się cieszę, że w tak ważnym spotkaniu jak jutrzejsze będziemy mieli sędziego takiego jak Kovács.
[Televisión Española] Chciałem zapytać, jak ocenia pan obecne miejsce Realu Madryt w Europie. Dzisiaj grają ze sobą dwa zespoły, które w wielu przewidywaniach pojawiają się wśród faworytów do wygrania Ligi Mistrzów, PSG, które jest mistrzem, oraz Barcelona, która jeszcze nie przegrała. Czy dla pana Real Madryt również znajduje się na liście wielkich faworytów do wygrania Ligi Mistrzów, czy jest jeszcze za wcześnie?
Jest jeszcze bardzo wcześnie. Real Madryt w tej chwili nie ma celu, żeby wygrać Ligę Mistrzów. Naszym celem teraz jest awans. To jest pierwszy cel. Później, jeśli zdobędziemy punkty pozwalające nam awansować, przyjdzie drugi cel, czyli spróbować uniknąć fazy play-off, którą musieliśmy rozgrywać w poprzednim sezonie. To dwa dodatkowe mecze, zawsze z napięciem i odpowiedzialnością, które od razu wprowadzają cię w sytuację: jesteś dalej albo odpadasz. A tych spotkań można uniknąć. Patrząc jednak na te rozgrywki, mam wrażenie, że potrzeba będzie wielu, naprawdę bardzo wielu punktów, żeby uniknąć play-offów. Idziemy krok po kroku. Najpierw trzeba dojść do tych 11 czy 12 punktów, które pozwalają awansować, a później, kiedy już to osiągniemy, bo osiągniemy, rzucić wszystko na to, żeby znaleźć się w pierwszej ósemce.
[El Chiringuito] W sobotę zapytał mnie pan, czy ludzie naprawdę interesują się godzinami przyjazdów i wyjazdów zawodników. Dzięki temu wiemy na przykład, że Bellingham jest jednym z pierwszych, którzy przyjeżdżają, i jednym z ostatnich, którzy wyjeżdżają, że spędza w Valdebebas sześć, siedem czy osiem godzin. Wiemy też, że Diomandé przyjeżdża rano, a potem wraca po południu na drugą sesję, a pański sztab jest tutaj od 8:00 do 20:00. Czy uważa pan, że warto wiedzieć o takich rzeczach? I czy zaskoczyło pana to, jak pracują zawodnicy w Valdebebas?
Ja zostałem tutaj na noc. Wczoraj po południu spałem, nie pracowałem. Sama liczba godzin spędzonych tutaj nie oznacza dokładnie, że cały czas pracujesz. Może też jakiś zawodnik wymknąć się ukryty w samochodzie i wy nawet nie będziecie wiedzieli, że wyjechał [śmiech]. Ale patrząc na to pozytywnie, podoba mi się, że mówi się o takich rzeczach i rzeczywiście istnieje tutaj kultura regeneracji i dbania o każdy szczegół. To prawda. Prawdą jest też, że Yan zawsze przyjeżdża po południu z fizjoterapeutą Ivánem, który bardzo się nim zajmuje i przy którym Yan czuje się bardzo dobrze. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że jeśli oni tutaj są, inni ludzie również muszą tutaj być. Wewnątrz klubu istnieje ogólna dynamika pracy. Dostępny jest dział medyczny, dostępny jest dział przygotowania fizycznego i nauki o sporcie. Nikt nie zostaje tutaj bez któregoś z moich asystentów. Bardzo podoba mi się ta ogólna dynamika pracy.
[Cadena COPE] Ostatnio potwierdził pan, że Vinícius jutro wyjdzie w pierwszym składzie. Teraz czeka go kilka dziwnych tygodni, ponieważ nie może grać w La Lidze, a przypuszczam, że wystąpi w dwóch meczach Ligi Mistrzów. Jednocześnie Diomandé zaczyna błyszczeć, tak jak ostatnio. Dużo będzie się mówiło o tej sytuacji. Czy po powrocie Viníciusa jego miejsce w pierwszym składzie może być zagrożone, czy dla pana nadal jest nietykalny?
Nietykalny jest herb. Nie podoba mi się to pojęcie, „nietykalny zawodnik”. Tym, co czyni zawodnika nietykalnym, nie jest jego status, nie jest opaska kapitańska, nie jest liczba lat spędzonych w klubie ani kwota, którą za niego zapłacono. Tym, co czyni zawodnika nietykalnym, jest jego postawa na boisku.
[Onda Cero] Podczas pierwszej przerwy na reprezentacje pytałem pana, czy ma pan zespół tam, gdzie chce go mieć. Odpowiedział pan wtedy, że to niemożliwe, bo niektórzy zawodnicy dołączyli bardzo późno, a różnice w długości wakacji po mundialu nie pozwalały jeszcze myśleć o idealnym zespole i idealnych pozycjach dla piłkarzy. Zadamy więc teraz to samo pytanie. Czy ma pan już drużynę tam, gdzie chciał? Jest pan zadowolony z tego, co widzi? Czy nadal czegoś brakuje i czy jesteście już blisko tego, czego pan szuka?
Wciąż wiele nam brakuje. Bardzo wiele. Jesteśmy tutaj dopiero od trzech czy czterech miesięcy, więc niemożliwe jest, żebyśmy już byli tam, gdzie chcemy być. Zawsze trzeba się poprawiać, zarówno indywidualnie, jak i jako zespół. Oczywiście im lepiej ja poznaję zawodników, a oni poznają mnie, tym większa będzie między nami, nazwijmy to, empatia techniczna i taktyczna. Idziemy krok po kroku. Rozumiem, że wymagania takiego klubu jak Real Madryt są maksymalne. Jestem tutaj od niedawna, ale wcześniej spędziłem tutaj trzy lata, więc doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Nie mogę jednak stracić kierunku. My nie możemy stracić kierunku i musimy pamiętać, że na różnych poziomach pozostaje bardzo dużo pracy do wykonania. Pan mówi o aspekcie taktycznym. Taktyka to suma doświadczeń, suma pracy i suma wiedzy, którą trener zdobywa o swoich zawodnikach. Jak mówiłem na jednej z ostatnich konferencji, nie jestem upartym trenerem, który ma jeden pomysł i żyje albo umiera z tym pomysłem w głowie. Nie jestem takim trenerem. To oznacza, że cały czas jestem otwarty na analizowanie, rozumienie różnych rzeczy i szukanie tego, co najlepsze dla mojego zespołu. Z wielu rzeczy jestem zadowolony, z innych nie. Trzeba dalej pracować.
[Cadena SER] Na jakich pozycjach najlepsi są Güler i Valverde? Tam, gdzie początkowo pan ich widział, czy tam, gdzie grali ostatnio i zaprezentowali wysoki poziom?
Na boisku [uśmiech]. To oczywiście różni zawodnicy, w różnym wieku, z innym doświadczeniem i innymi cechami, ale obaj mają tę umiejętność bycia wielofunkcyjnymi i dostosowywania się do różnych pozycji. Są zawodnicy, którzy mówią: „Albo gram tutaj, albo nie gram. To jest moja pozycja i koniec”. Niektórzy rzeczywiście są specjalistami na konkretnej pozycji. Inni nie. Inni mogą grać w kilku miejscach. Każdy mecz jest inny, każdy zespół jest inny. Każda drużyna to puzzle, które próbujesz ułożyć. Bardzo często nie możesz wybrać prawego obrońcy i prawego skrzydłowego osobno, bez zastanowienia się, co mogą zrobić razem. To samo dotyczy lewej strony i środka pola. Ostatnio, jak wiecie, zagraliśmy z innym środkiem pola, z jednym bardziej defensywnym i pozycyjnym zawodnikiem oraz drugim bardziej kreatywnym, z większą swobodą. W innych spotkaniach graliśmy dwoma bardziej pozycyjnymi pomocnikami. W Rzymie przez ostatnie 20 minut graliśmy dwoma zawodnikami, którzy mieli praktycznie pełną swobodę. Wszystko zależy od sytuacji. Staram się znaleźć najlepsze możliwe połączenie, żeby dać zespołowi równowagę i jednocześnie cały czas podnosić jego jakość. Nadal mam poczucie, że gdybyśmy w Rzymie zaczęli mecz z Bernardo i Ardą od pierwszej minuty, strzeliliby nam pięć goli, bo nie mielibyśmy możliwości wytrzymać naporu bardzo silnego i intensywnego zespołu, który od pierwszej minuty ruszył na nas ze wszystkim. Na wszystko przychodzi odpowiedni moment. Staram się robić właściwe rzeczy we właściwym czasie. Czasami będę miał rację, a czasami nie.
[AS] Powiedział pan wcześniej, że nie jest upartym trenerem. Niedawno pytaliśmy pana o Espíego, który praktycznie za każdym razem, kiedy wchodzi na boisko, strzela gole i daje coś drużynie. Powiedział pan wtedy, że nie zdejmie Mbappé tylko po to, żeby wystawić Espíego, bo Mbappé jest innym zawodnikiem. Czy widzi pan jednak możliwość, żeby obaj zagrali razem? Może Mbappé zostałby przesunięty na skrzydło albo zmieniłby pan system? Czy możemy kiedyś coś takiego zobaczyć?
Trudno. Na początku meczu trudno. To możliwe, żeby obaj grali, jeśli chcemy wystąpić w ustawieniu 4-4-2. Ale przy skrzydłowych, których mamy, to nie byłoby 4-4-2, tylko 4-2-4. A przy 4-2-4 mam wątpliwości, czy będziemy wygrywać. Czym innym jest odpowiedni moment w meczu, timing. Jeśli grasz przeciwko zespołowi, który jest zmęczony, już nie wychodzi z niskiego bloku, nie jest w stanie wymienić dwóch czy trzech podań, nie myśli już o budowaniu akcji, tylko wyłącznie o niszczeniu gry rywala, wtedy możesz robić wszystkie możliwe szaleństwa, tak jak my zrobiliśmy w Rzymie. Trzeba jednak rozumieć różnicę między tymi, którzy komentują czy piszą, mówię to z całym szacunkiem, a trenerami. To taka sama różnica, jak gdybym ja poszedł tam pisać albo komentować. Z pewnością bylibyście w tym dużo lepsi ode mnie.
[El Desmarque] Przed chwilą wypowiadał się Fran Soto, przewodniczący CTA, i powiedział, że hiszpańscy sędziowie są najlepsi na świecie. Pan przed chwilą mówił o Kovácsu i o Lidze Mistrzów. Co pan sądzi o hiszpańskich sędziach?
Moim zdaniem przewodniczący jest dokładnie taki sam jak ja. Dla mnie moi zawodnicy są najlepsi na świecie, a dla niego jego sędziowie są najlepsi na świecie. I biję mu za to brawo, bo to normalne, że broni swoich sędziów tak, jak ja bronię swoich zawodników. Gratuluję mu. To absolutnie normalne, że tak robi.
[MARCA] Wspominał pan wcześniej o czasie, jaki spędził w klubie. Dokładnie dzisiaj mija 100 dni, odkąd prowadzi pan Real Madryt. Nie wiem, czy ten czas się panu dłużył, czy minął szybko. Co było łatwiejsze w zarządzaniu, a co okazało się trudniejsze, niż pan oczekiwał przed przyjściem?
Myślę, że byłem dobrze przygotowany na to, żeby nie mieć wielu niespodzianek. Chciałem jednak zacząć od zera. Chciałem zobaczyć wszystko własnymi oczami, chciałem słuchać i chciałem się komunikować. Dlatego nie mogę mówić o niespodziankach ani o tym, że spodziewałem się czegoś lepszego albo gorszego. Zastałem mniej więcej to, czego się spodziewałem. Nie przyszedłem tutaj z założeniem, że będę przez 100 dni, 200 dni, trzy lata czy dłużej niż trzy lata. Nie przychodziłem z takim celem. Przyszedłem z celem, żeby każdego dnia dawać z siebie maksimum przy budowaniu lepszej przyszłości. I tyle. Kto daje z siebie maksimum, od tego nie można wymagać więcej.
[niemiecki dziennikarz] Jaką rolę będzie miał jutro Diomandé?
Nie mogę niczego zdradzić. Mogę tylko powiedzieć, że jutro Vinícius zagra na lewym skrzydle. To jedyne, co mogę potwierdzić. Yan nawet nie wie, czy jutro zagra, więc proszę sobie wyobrazić. Będzie pan musiał poczekać.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.