– Za nami zaledwie dziewięć kolejek La Ligi, a można odnieść wrażenie, że wszyscy już kompletnie powariowali. Każdy wyciąga broń i prześciga się w tym, kto palnie większą głupotę, kto pierwszy zacznie sypać innym piaskiem w oczy, kto narobi więcej hałasu i kto wywrze większą presję na sędziów przed następną kolejką. A kiedy zbliża się Klasyk, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Rozegraliśmy dopiero dziewięć kolejek. Przecież ten sezon dopiero się zaczął! Wiem, że mieliśmy już przerwę na reprezentacje i można odnieść wrażenie, że wszyscy są na ostatniej prostej walki o mistrzostwo. Ale prawdą jest, że stawka tego Klasyku będzie naprawdę wysoka. Szczególnie dla Realu Madryt, który przystąpi do niego z bezwzględną koniecznością uniknięcia wpadki. Królewscy nie mogą sobie pozwolić przynajmniej na porażkę, bo w przeciwnym razie już po dziesięciu kolejkach strata do Barcelony może wynosić dziewięć punktów.
– I w samym środku tego wszystkiego jednego dnia mamy wejście Kang-In Lee w Valverde, innego ciągnięcie Saliby za włosy przez Viníciusa, a wczoraj oglądaliśmy to, co zrobił Güler w starciu z Peque. Kontrowersyjne sytuacje się mnożą, temperatura rośnie, a do tego dochodzą błędy sędziowskie. Arbitrzy zapewne mylą się częściej, niż byśmy sobie tego życzyli, a każdy z nas interpretuje poszczególne sytuacje na swój sposób.
– Real Madryt widzi te sytuacje po swojemu i przedstawia je swoim kibicom za pośrednictwem Real Madrid TV w taki sposób, jaki uznaje za właściwy. Barcelona wywiera presję w inny sposób, choć sama była przecież bohaterem największej kompromitacji i największego skandalu w historii naszego futbolu. I nawet jeśli nie powinno się mieszać jednego z drugim, ostatecznie wszystko wrzuca się do jednego worka. Bo na końcu wszystkie te historie prowadzą do tego samego: do przekonania, że istnieje jakiś spisek sędziowski wymierzony w tego, kto akurat chce się przedstawić jako jego ofiara. Ale niezależnie od tego, w jaki sposób jedni i drudzy narzekają na sędziów, czy nam się to podoba, czy nie, niezależnie od tego, że moim zdaniem Güler powinien wczoraj zobaczyć czerwoną kartkę, bo tak właśnie uważam, ktoś inny może widzieć tam żółtą, jeszcze ktoś pomarańczową, a kolejny nawet fioletową. Każdy patrzy na futbol inaczej. Dla mnie to czerwona kartka i koniec. Możecie mi powiedzieć: „A moim zdaniem nie, bo nie uderzył go wystarczająco mocno”. W porządku. Jednemu bardziej podoba się sposób, w jaki protestuje Real Madryt, innemu sposób, w jaki robi to Barcelona, a jeszcze innemu nie odpowiadają skargi Deportivo, jego wpisy w mediach społecznościowych czy oficjalne komunikaty. Dobrze, przecież my to wszystko już znamy. Od dawna tego doświadczamy i od dawna o tym opowiadamy.
– Ale ponad tym wszystkim jest coś jeszcze. W przyszłym tygodniu zostanie wręczona Złota Piłka. Za tydzień o tej porze Antón Meana będzie w Londynie ogłaszał zwycięzcę słowami: „And the winner is…”. Zobaczymy, kto nim zostanie. W rywalizacji o miano najlepszego piłkarza świata mamy kilku zawodników z naszej ligi, a dwóch wydaje się głównymi kandydatami: Mbappé i Lamine Yamal. Choć oczywiście są też inni. I ta gala odbędzie się dokładnie dzień po Klasyku, który po raz kolejny zatrzyma cały piłkarski świat. Wszyscy chcą oglądać Barcelonę i Real Madryt. Niezależnie od tego, czy grają tam Cristiano i Messi, czy Neymar, czy obecni zawodnicy, wśród których jest przecież wielu mistrzów świata z tegorocznego mundialu, także z naszej reprezentacji. Wielu z nich zobaczymy w tym spotkaniu.
– Jesteśmy po weekendzie, w którym oglądaliśmy naprawdę świetne mecze i fantastyczne gole. A jednak wiecie, o czym mówi się poza Hiszpanią? O całym syfie, który wylewa się z hiszpańskiego futbolu. O aferze Negreiry, o sędziowaniu, o spiskach. O opowieściach w rodzaju: „Wiedzieliśmy, co nas czeka na Bernabéu, przygotowali na nas zasadzkę”. Real Madryt mówi o spisku przeciwko sobie, Barcelona odpowiada: „Czego oni znowu płaczą? Jeszcze przyjdzie czas, kiedy to im będzie gorzej”, a Atlético przygląda się temu z boku i od czasu do czasu dolewa oliwy do ognia.
– No cóż, to wszystko jest częścią tej całej otoczki, w której każdy pilnuje swojego interesu i krzyczy: „Hej, tylko żeby mnie nie skrzywdzili!”. Właśnie w czymś takim pogrążony jest dzisiaj hiszpański futbol. Ale nigdy nie sądziłem, że dojdziemy do momentu, w którym jego szef, prezes La Ligi, człowiek wybrany przez wszystkie kluby, będzie nadal robił z siebie pośmiewisko i przyczyniał się do tego, że o hiszpańskiej piłce mówi się wyłącznie w takim kontekście. Bo może nam się bardziej lub mniej podobać sposób, w jaki kluby protestują i narzekają. Ale kiedy prezes La Ligi wypowiada tak niefortunne słowa, stosuje tak niefortunne porównania i wygłasza takie opinie jak w ubiegły piątek, to naprawdę powinien się nad sobą zastanowić. To tak, jakby podpalaczowi wręczyć kanister benzyny i zapalniczkę albo wpuścić hazardzistę do kasyna.
– Javierowi Tebasowi należałoby zakazać występowania przed mikrofonami i korzystania z mediów społecznościowych. To byłoby bardzo dobre zarówno dla samego Tebasa, jak i dla całego hiszpańskiego futbolu. Ale nikt mu tego nie mówi, bo nikt nie ma odwagi powiedzieć swojemu prezesowi, co naprawdę o nim myśli.
– Powtarzam: kluby mogą się ze sobą kłócić, mogą mówić, co tylko chcą. Nie podoba mi się to i uważam, że zachowanie wszystkich, a szczególnie tych największych, jest żałosne. Ale czym innym są kluby, a czym innym prezes, który reprezentuje je wszystkie. Prezes hiszpańskiego futbolu nie może zachowywać się jak kolejny użytkownik Twittera, jak jakiś radykalny kibic, ultras czy tani fanatyk z klubowym szalikiem na szyi. Zamiast próbować uspokoić atmosferę w hiszpańskiej piłce, siada i publikuje kolejne wpisy w mediach społecznościowych. Naprawdę ktoś powinien mu uświadomić, jak to wygląda. Prezes hiszpańskiej La Ligi nie może kreować takiego wizerunku ani zniżać się do takiego poziomu. Powtarzam raz jeszcze: dla własnego dobra Javier Tebas powinien trzymać się z dala od mikrofonów i mediów społecznościowych.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.