(…)
Obecnie uważa pan Villarreal za jednego z największych La Ligi?
Cóż, aż tak bym nie powiedział. Tak, jesteśmy tu, gdzie chcieliśmy być i jesteśmy tym klubem, którym chcieliśmy być. Na 30 sezonów odkąd jestem prezesem 27 z nich było w Primera División, 19 z nich w Europie. Rozmawiamy o Vila-realu, miejscowości liczącej 50 000 mieszkańców. Villarreal na pewno jest klubem o bardzo zdefiniowanej tożsamości. Coraz częściej widać wszędzie żółte barwy.
Z perspektywy tych 30 lat, która decyzja lub który moment były kluczowe, aby przekształcić Villarreal w klub, którym jest teraz?
Powiedziałbym ci, że wszystkie decyzje prowadzą nas do tego, kim jesteśmy. Od tych pierwszych do tych ostatnich. Ważny jest również kontekst. Pomyślcie, że awansowaliśmy mając budżet na poziomie zaledwie trzech milionów euro. Dzisiaj to byłoby nie do pomyślenia. Ale wtedy nauczyliśmy się, że jeśli w futbolu zaczynasz w coś wierzyć, to ten futbol odwinie ci się z całej siły. Zobacz, w 14. kolejce wygraliśmy 3:1 na Camp Nou i z 19 punktami na koncie zrównaliśmy się wtedy z Barceloną. Ostatecznie Barcelona zdobyła mistrzostwo, a Villarreal spadł do Segunda.
Który moment z pańskiej prezesury zostanie z panem na zawsze?
Jedyny mecz, na którym nie byłem – finał Ligi Europy w Polsce. Tydzień wcześniej zdiagnozowano u mnie COVID. Miałem wszystko przygotowane, wszystkie powtórne badania dawały negatywne wyniki. Ale gdy tam przyleciałem, to powiedziano mi, że mam wracać. To było w dniu meczu, lecieliśmy razem z żoną. Razem z nią oglądałem później mecz na spokojnie w domu – cóż, na spokojnie to tak tylko mówię. Krzyczałem tak głośno, że mogliby mnie usłyszeć w Gdańsku. Wzruszyłem się, gdy usłyszałem, że Pau [Torres] dedykuje mi to zwycięstwo i chce mi oddać ten medal.
Co pańskim zdaniem było główną zmianą w futbolu na przestrzeni tych ostatnich trzech dekad?
Powiedziałbym, że zmiana medialna. W telewizji jest dużo więcej futbolu niż 30 lat temu. Tak naprawdę teraz ogląda się wszystko w futbolu, wcześniej tak nie było. I cała infrastruktura, teraz jest dużo lepsza niż wtedy. Wystarczy spojrzeć na Villarreal. Od rozwalającego się boiska po instalacje zaaprobowane przez UEFA do gry w Lidze Mistrzów i dwa miasteczka sportowe. I to wszystko przy perfekcyjnych boiskach. Pod tym względem byliśmy pionierami, jeśli chodzi o zastosowanie murawy hybrydowej. Ale to wszystko jest jedynie otoczką tego, co liczy się najbardziej, czyli widowisko futbolu. Naszą filozofią jest to, aby nasze drużyny grały dobrze w piłkę i z tego też powodu musimy sprowadzać dobrych trenerów i posiadać dobrych zawodników.
Najbliższym rywalem Real Madryt na Bernabéu.
To trudne, bardzo trudne. Nie niemożliwe. Jestem przekonany, że będziemy rywalizować. Za nami dwa dziwne tygodnie. Taka przerwa nie jest dobra, jest zbyt długa. Dla wszystkich. Nie tylko dla Villarrealu, przecież Real Madryt też miał wielu nieobecnych. W naszym przypadku dwóch zawodników doznało kontuzji na reprezentacjach. Zobaczymy, co wydarzy się w Madrycie.
Debiut Villarrealu w Primera División był właśnie na Bernabéu. Zakładam, że teraz bardziej pan wierzy w zwycięstwo niż wtedy?
Cóż, cóż… Tamtego dnia to my pierwsi wyszliśmy na prowadzenie. Nigdy nie zapomnę tamtej bramki. Trzecia minuta gry, po raz pierwszy przekroczyliśmy środkową linię boiska. Moisés dośrodkował z lewej strony i z główki strzela Craioveanu. A ogólnie on nie strzelał zbyt wielu goli głową. Oczywiście później oni nam strzelili cztery. Ale tak, powiedzmy, że teraz naszym obowiązkiem jest to, aby postawić się Realowi Madryt. Inną rzeczą jest wynik, ale jeśli chodzi o rywalizację, to musimy rywalizować.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.