Real Madryt – Villarreal: Przewidywane składy
„Jeszcze pięć minut”.
„Ten odcinek do końca”.
„Serio? W takim momencie?”.
„W sumie to niewiele zostało do finału sezonu...”.
„I tak nie chce mi się jeszcze spać”.
Seriale to podstępne bestie, które potrafią wyjątkowo sprawnie zakrzywiać czasoprzestrzeń. Nieraz nim się obejrzymy, przez palce zdąży przelecieć nam cały dzień i pół nocy. W odróżnieniu od filmów ich konstrukcja często nawet pomimo z pozoru dynamicznej formuły do finału prowadzi nas najdłuższą możliwą drogą. Znacznie utrudnia to rozsądne dawkowanie, zwłaszcza gdy nie musimy martwić się o to, że za moment wyczerpie nam się zapas dostępnych odcinków.
Sami przyznacie, że ta przerwa na reprezentacje zleciała bardzo szybko. O to, byśmy nie narzekali na nudę, zadbało bowiem wybitne grono dziennikarzy-scenarzystów, którzy każdą minutę minionych trzech tygodni wypełnili nam pasjonującą serią o Kylianie Mbappé. Nowatorska produkcja, która długimi momentami umiejętnie i ze smakiem balansowała na granicy paradokumentu i reality show, sprawiła, że naprawdę trudno było oderwać się od ekranu i przejść obok niej obojętnie.
Kyliana Mbappé boli noga. Kylian Mbappé wyszedł z domu, choć bolała go noga. Co więcej, podobno wydarzyło się to po godzinie 22:00. Kylian Mbappé tańczył, choć bolała go noga. Kylian Mbappé poszedł na rower. Kylian Mbappé wrócil z roweru. Czy Kylian Mbappé powinien był jeździć na rowerze, skoro bolała go noga? Koledzy z szatni nie rozumieją, dlaczego Kylian Mbappé poszedł na rower. Kylian Mbappé poleciał do Paryża. Kylian Mbappé wrócił z Paryża. Koledzy z drużyny nie wiedzą, dlaczego Kylian Mbappé poleciał do Paryża. Koledzy zresztą w ogóle nie rozumieją Kyliana Mbappé. Czy Santiago Bernabéu z wyrozumiałością podejdzie do tego, że Kylian Mbappé jeździł na rowerze? Czy da się wygrać Złotą Piłkę, jeżdżąc na rowerze z bolącą nogą?
Jeśli przyłożyć ucho tu i ówdzie, podobno tylko zazdrosnemu Viniciusowi serial nie za bardzo przypadł do gustu. Bogiem a prawdą, trudno mu się zresztą przesadnie dziwić, bo przecież i o jego rzekomym sobowtórze dałoby się nakręcić całkiem niezłą produkcję z gatunku science fiction.
O ile końca przerwy na reprezentacje zazwyczaj wyczekujemy z utęsknieniem, o tyle tym razem aż szkoda, że – chcąc nie chcąc – musimy wyrwać się z tej pełnej nagłych zwrotów akcji opowieści i wrócić do szarej rzeczywistości. Tej, w której Kylian Mbappé nie jest już bohaterem serialu, lecz przede wszystkim piłkarzem Realu Madryt. Realu Madryt, który po tych kilku tygodniach podejmie kolejną próbę uporania się ze swoimi problemami.
Choć można się zastanawiać, co by było, gdyby Fede Valverde w derbach lepiej przyaktorzył, a Kang-in Lee otrzymał czerwoną kartkę po faulu na Urugwajczyku, to jednak sprowadzanie wszystkich kłopotów Królewskich do tego ewidentnego sędziowskiego błędu byłoby wyłącznie próbą maskowania kłopotów mających głębsze podłoże. Gdybyśmy mieli wybrać jakąś pojedynczą akcję, która w plastyczny sposób obrazowałaby bolączki podopiecznych José Mourinho, prędzej wybralibyśmy tę zakończoną czerwoną kartką Deana Huijsena. To ona w dobitny sposób pokazała, że w starciach z klasowymi rywalami momenty odcięcia i trudnej do zrozumienia nieuwagi mogą nas dużo kosztować. To, co na sucho uchodziło nam z Elche czy Rayo, w konfrontacji na Metropolitano nie miało już prawa przejść.
W efekcie w październik wchodzimy z sześciopunktową stratą, masą wątpliwości i poczuciem, że margines błędu został już wyczerpany praktycznie na starcie ligowych rozgrywek. Real w tym sezonie rozegrał do tej pory trzy mecze o poziomie trudności z założenia wyższym niż przeciętny. W La Lidze przegrał oba z nich – z Betisem i Atlético. W Lidze Mistrzów natomiast wygrał z Interem, choć było to spotkanie tak dziwne w przebiegu, że na dobrą sprawę trudno je zaliczyć jako egzamin zdany z jednoznacznie pozytywnym wynikiem. Mogliśmy je bowiem równie dobrze wygrać znacznie wyżej, jak i… w ogóle go nie wygrać. Wynik tego starcia byłby zbliżony w miarodajności, gdybyśmy liczbę goli dla każdego z zespołów rozstrzygnęli rzutem kostką. No dobrze, Interowi odjęlibyśmy może jedno oczko.
Z jednej strony daleko nam więc w obecnej sytuacji do spokoju i przekonania, że kwestią czasu jest to, iż wszystko wkrótce się poukłada, z drugiej natomiast jesteśmy ciekawi, co przez te trzy tygodnie zdołał wymyślić Mourinho. A wymyślić musiał plan wybiegający poza prowizoryczne rozwiązania. Do końca miesiąca rozegramy bowiem pięć meczów, spośród których ani jeden nie pozwala zakładać, że gdzieś po drodze uda nam się jeszcze kupić trochę czasu. Villarreal, Roma, Sevilla, Lipsk, a na koniec października Klasyk. Jeśli nie chcemy, by 1 listopada okazał się naszym świętem, Królewscy muszą tak naprawdę wznieść się wreszcie na poziom, na jaki nie wzbili się od co najmniej kilkunastu miesięcy.
Gdyby nie układ terminarza, napisalibyśmy, że Villarreal to bardzo dobry przeciwnik, by tuż po powrocie do gry przekonać się, na jakie pomysły wpadł The Special One. Sęk jednak w tym, że takie stwierdzenie pasowałoby do praktycznie każdego rywala, z jakim zmierzymy się w październiku. Będziemy tęsknić za serwowanym nam w ostatnich tygodniach serialem. Jeszcze bardziej tęsknimy jednak za prawdziwym Realem Madryt. Może nie być już lepszego momentu, by wreszcie przypomnieć nam, jak on wyglądał.
Mecz z Villarrealem o rozpocznie się o godzinie 21:00. W Polsce spotkanie będzie można obejrzeć na CANAL+ Sport 6 w serwisie CANAL+ Online [współpraca].
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.