Kiedy przychodzisz do Valdebebas i codziennie oglądasz te zdjęcia [legend i pucharów, którymi wytapetowany jest pokój w Valdebebas do wywiadów], zaczynasz się do tego przyzwyczajać? Widzisz 15 Pucharów Europy, tylu zdobywców Złotej Piłki, tyle wielkich postaci… Zaczynasz myśleć, że to coś normalnego?
Nie, oczywiście, że nie. Myślę, że to nie jest normalne. W ostatnich 15 latach zdobyto bardzo wiele trofeów, a teraz jesteśmy bardzo głodni tego, by znów zdobywać ich równie dużo. Myślę, że właśnie tego wymaga od ciebie Real Madryt i właśnie to widzimy każdego dnia, kiedy tutaj wchodzimy. I mówię ci: za każdym razem, kiedy tutaj wchodzę, również teraz, w dziewiątym sezonie, nadal się szczypię, że tu jestem, wiesz?
Valdebebas robi wrażenie, kiedy wchodzisz tutaj po raz pierwszy?
Jest imponujące ze względu na to, jak cały ten kompleks jest zorganizowany: pierwszy zespół razem ze szkółką. To nie jest takie powszechne. Na przykład w Londynie jest inaczej, powiedziałbym, że wszystko jest bardziej rozdzielone. To też jest jeden kompleks, ale trochę bardziej podzielony. W Genku, gdzie grałem, czy na przykład w Atlético też było inaczej. Chociaż teraz w Genku również zbudowali nowy ośrodek pierwszej drużyny i wszystko układa się w linię prostą: od stadionu, przez szkółkę, aż do pierwszego zespołu. To jest piękne, również dla wychowanków. Pamiętam, że jako dziecko trenowałem i zawsze widziałem stadion po drugiej stronie ulicy. Masz wtedy w głowie marzenie. Masz osiem, dziewięć czy dziesięć lat, widzisz stadion pierwszego zespołu i moim marzeniem było: „Obym kiedyś mógł tam zagrać”. A teraz jestem tutaj, w Realu Madryt, więc marzenia się spełniają.
Kiedy w sobotę wychodzisz z treningu albo jedziesz na stadion i widzisz dzieci grające na boisku numer 11, 12 czy 7, 11-latków, 9-latków albo dziewczynki i one cię zauważają… Widzisz, że jeśli któreś jest bramkarzem, patrzy na ciebie inaczej?
Tak, oczywiście. Mój syn gra tutaj w szkółce i spędzam tu…
Nie wiedziałem. W jakiej kategorii?
Benjamín A.
I jak mu idzie?
Dobrze, dobrze. Walczy [śmiech]. Jest trochę drobny, musi jeszcze dorosnąć do centymetrów swojego ojca [śmiech]. Ale wszystko w swoim tempie. Taka jest natura i nie można jej przyspieszyć. Spędzam tutaj wiele godzin popołudniami. Byłem tu wczoraj i przedwczoraj.
Jest bramkarzem?
Nie, na ten moment jest napastnikiem. Bardziej takim Mbappé [śmiech[. Tak, tak. Ale lubi też być bramkarzem. Jest jednak mały i wolę, żeby na razie grał w polu. Na zostanie bramkarzem zawsze jest czas, a ostatecznie musi też sprzyjać ci wzrost.
Myślisz, że zmieni pozycję?
Nie wiem, nie wiem. To pokaże przyszłość. Powiedziałbym jednak, że wolałbym, żeby nie był bramkarzem, ponieważ porównania z ojcem byłyby bardzo trudne. Wiem, że jest dużo złośliwości. Pójdzie rozegrać mecz i przez cały czas będą mu mówić: „Nie jesteś tak dobry jak twój ojciec” albo „Nie masz takiego talentu jak twój ojciec”. Myślę, że dziecku może to zrobić krzywdę i dlatego wolałbym, żeby nie był bramkarzem. Chociaż obaj synowie Ikera [Casillasa] są bramkarzami i radzą sobie bardzo dobrze. Ich też widuję tutaj w szkółce. Ostatecznie chodzi więc o to, co on chce robić, a ja go w tym wspieram. Chcę, żeby wszystkie moje dzieci się starały, uprawiały sport i robiły to z pełnym zapałem. A ja zawsze będę je woził tam, gdzie będą chciały chodzić.
Może dla syna Casillasa idolem jest Courtois, a nie Casillas. Pewnie nie oglądał swojego ojca, tylko przez cały czas ciebie.
[śmiech] Możliwe, możliwe. Jeszcze ich o to nie pytałem. Ale myślę, że to piękne widzieć te dzieci. Tutaj w szkółce są też na przykład synowie Marcelo i oni również będą oglądać Marcelo.
Myślę, że to kwestia genetyki. Coś musi w tym być. Tak wielu synów piłkarzy czy innych sportowców zostaje zawodowcami, że musi być w tym coś dziedzicznego.
Tak, na pewno genetyka pomaga. Później dochodzą dobre przykłady i być może dobre rady. Myślę też, że być może różnimy się tym, że nie naciskamy na nasze dzieci zbyt mocno. Dajemy im czas. Kiedy chodzę po szkółce, widzę wielu rodziców, którzy już myślą, że ich syn jest następnym Cristiano Ronaldo czy następnym Mbappé. Bardzo naciskają na dziecko, które później w wieku 15–16 lat moim zdaniem rzuca piłkę, bo jest już wyeksploatowane.
Rozmawiasz o tym z innymi rodzicami? Ten temat pojawia się w rozmowach?
Ja to widzę. Czasami… Ostatecznie nie chcę się za bardzo wtrącać, bo każdy wybiera dla swojego dziecka to, co uważa za właściwe. Ale myślę, że bardzo wyraźnie widać, iż presja na małe dzieci jest dzisiaj dużo większa. Jest wiele 8- czy 9-latków z profilami w mediach społecznościowych, z filmikami na Instagramie, żeby dostać nowy kontrakt od Adidasa czy jakiejkolwiek innej marki. Uważam, że wszystko trzeba robić tak, żeby dziecko miało z tego radość. Widziałem dzieci, które nie cieszą się grą na boisku i jest mi z tego powodu przykro, bo taka presja jest czymś złym.
W ilu językach mógłbyś udzielić tego wywiadu?
Płynnie? W czterech.
W czterech? Twoim ojczystym językiem jest niderlandzki?
Tak, a z ojcem rozmawiam po francusku. Do tego angielski i hiszpański. W szkole miałem też niemiecki, więc tutaj z Rüdigerem, Alabą czy Kroosem czasem rozmawiałem trochę po niemiecku, używałem jakichś słów albo rozumiałem, kiedy oni rozmawiali. Teraz również portugalski.
Portugalski też?
Tak. I jeszcze hebrajski, ze względu na żonę.
A kiedy widzisz, że ktoś przez wiele lat mieszka za granicą… Ktoś z nas wyjeżdża do Anglii i po pięciu latach nie mówi ani słowa po angielsku albo ktoś przyjeżdża do Hiszpanii i po pięciu latach nie mówi ani słowa po hiszpańsku?
Byłoby mi szkoda. Na przykład moja żona… Jesteśmy razem od prawie 5,5 roku i teraz mówi perfekcyjnie po hiszpańsku. Od pierwszego roku, kiedy tutaj była, próbowała się uczyć i mówić w tym języku. Mam też innych przyjaciół, którzy mieszkali tutaj ze mną czy po prostu tutaj przebywali i nie mówią tak dobrze po hiszpańsku. Nawet niektórzy koledzy z zespołu są tutaj od wielu lat i nie mówią tak dobrze. Ale wszystko zależy od sytuacji. W Atlético nie miałem wielu osób mówiących po angielsku. Byli Filipe Luís, Tiago… Arda na początku też nie mówił dobrze po angielsku. Był jeszcze Mario Suárez. Trzech, a wszyscy pozostali mówili po hiszpańsku. Dzieliłem pokój z Koke, który mówił wyłącznie po hiszpańsku, więc tam językiem szatni był zdecydowanie hiszpański. Nie miałem tutaj dziewczyny, nie miałem nikogo, ale zabierali mnie na kolację czy do miasta. Siłą rzeczy musiałem mówić po hiszpańsku, bo nie miałem z kim rozmawiać po angielsku. Teraz na przykład w naszej szatni jest dużo angielskiego, dużo francuskiego. Oczywiście hiszpański też, trener wszystko prowadzi po hiszpańsku. Mimo to nie masz aż takiej potrzeby, żeby tak szybko nauczyć się hiszpańskiego.
Na mundialu mówiłeś mi w strefie mieszanej, że musisz zastanowić się nad przyszłością w reprezentacji. Rozmawiałeś później z selekcjonerem Van Bommelem?
Tak, tak, rozmawialiśmy. A co do naszej rozmowy, to dobrze wskazałem faworyta, prawda? Powiedziałem, że faworytem jest Hiszpania. Pamiętam, że niektórzy z Argentyny czy Anglii mnie za to krytykowali, ale ostatecznie trafiłem.
Miałeś poczucie, że Hiszpania jest najlepszą reprezentacją?
Tak, dla mnie była to Francja albo Hiszpania. I tak, rozmawiałem też z Van Bommelem, był tutaj u mnie i mnie zrozumiał.
Przyjechał zobaczyć się z tobą w Madrycie?
Tak, porozmawialiśmy. Ale już wcześniej, na wakacjach, odbyliśmy dobrą rozmowę przez FaceTime. Zadzwonił do mnie, wyjaśniłem mu wszystko, a on powiedział: „Dobrze, przyjadę do Madrytu i porozmawiamy”. Powiedziałem mu: „Słuchaj, rozumiem, że to, co ci mówię, nie jest przyjemne dla trenera, który dopiero co przyszedł, kiedy mamy grać w Lidze Narodów”. Wyjaśniłem mu jednak swój tok myślenia. Pech był taki, że nie miałem kontuzji przez półtora roku i akurat teraz doznałem urazu przeciwko City. Dobrze wróciłem, zagrałem na mundialu, ale przez tyle długich wykopów noga znowu się przeciążyła i znów poczułem ból. Pomyślałem więc: we wrześniu jest wiele spotkań, teraz gramy liga, Liga Mistrzów, liga, Liga Mistrzów. W reprezentacji też są bardzo dobre mecze: Włochy, Francja, Turcja, Francja. Wracasz i masz Villarreal, który jest dla mnie trudnym rywalem, później trudny wyjazd do Romy, potem masz Sevillę, z którą zawsze jest ciężko. Potem chyba Lipsk, jeśli się nie mylę, oraz Klasyk. Nie zatrzymujesz się. Mam poczucie, z całym szacunkiem, że Liga Narodów to rozgrywki, w których oczywiście są dobre mecze, ale na przykład Zidane wystawił drugi skład przeciwko Belgii. Klopp też podzielił zespół na dwie kadry. Wielu trenerów rotuje i myślę, że nawet oni nie chcą, żeby ten turniej był czymś takim… Rozumiem, że uznano, iż nikomu nie chce się oglądać jakiegoś słabego meczu towarzyskiego reprezentacji. Ale kiedy selekcjoner może coś przetestować? Kiedy może sprawdzić zawodników? Teraz zawsze musisz wygrywać, bo jeśli nie wygrywasz i spadasz do niższej dywizji w Lidze Narodów, komplikujesz sobie inne sprawy. W meczach towarzyskich możesz sprawdzać innych piłkarzy, dawać odpocząć najlepszym i powiedzieć: „Słuchaj, zagrasz w jednym z dwóch spotkań, a potem możesz wyjechać”. Albo wystawić innych, których chcesz zobaczyć, bo nigdy nie oglądałeś ich w reprezentacji i wtedy widzisz ich w innym kontekście. Porozmawialiśmy więc, przedstawiłem mu te argumenty, a on powiedział, że tak będzie lepiej, że odpocznę. Oczywiście nie może zagwarantować mi miejsca, kiedy wrócę, ale nigdy nie uważałem, że mam zagwarantowane miejsce. O miejsce walczysz co tydzień na boisku, musisz pokazywać, że jesteś najlepszy.
Przynajmniej nie zamyka ci drzwi. Żebyś mógł powiedzieć: „Teraz chcę wrócić”, a on rozważył to pod względem sportowym…
Nie, nie, to nie tak, że powiedziałem, iż odchodzę z reprezentacji. Po prostu teraz obaj ustaliliśmy: „Nie graj w Lidze Narodów, wrócisz na eliminacje do EURO”. Ale nawet jeśli teraz wydarzy się coś w listopadzie czy w marcu i powie „Słuchaj, Thibaut, potrzebuję, żebyś przyjechał”, to porozmawiamy.
Robisz to również ze względu na Real Madryt? Żeby zadbać o siebie i być tutaj w lepszej formie?
Tak, oczywiście. Myślę, że w tamtym okresie, przed meczem z City, byłem w swoim najlepszym momencie w sezonie. Osobiście bardzo mnie bolało to, że doznałem kontuzji. Nie chodzi o to, że o siebie nie dbam. Robię naprawdę wiele: pilnuję diety, mam trenera personalnego, własnego fizjoterapeutę, robię wszystko, żeby być w jak najlepszej formie. Razem z tutejszym sztabem medycznym zawsze dobrze o mnie dbano. Ale czasami twoje ciało, przez tyle meczów, nagle może odmówić posłuszeństwa. Przydarzyło mi się to też podczas meczu, bo już trochę wcześniej, na rozgrzewce, coś poczułem, a później w trakcie spotkania doszło do tego przy jakimś głupim ruchu. Powiedziałem sobie więc: „Muszę o siebie zadbać, bo to Real Madryt mi płaci”. Uwielbiam grać w reprezentacji, to mój kraj, a przede wszystkim mistrzostwa świata i Europy są czymś przepięknym. Ale ostatecznie wszystko zawdzięczam Realowi Madryt i uważam, że tutaj musi być najlepszy Thibaut Courtois. Nie chcę teraz wrócić w przyszłym tygodniu z reprezentacji zmęczony i przez to gorzej bronić przeciwko Villarrealowi. Chcę być w dobrej formie, po to o siebie dbam. To również wyraz szacunku, jaki mam do Realu Madryt.
On to zrozumiał?
Tak, tak, bez problemu. Był piłkarzem i myślę, że komuś, kto był zawodnikiem, łatwiej jest zrozumieć takie rzeczy.
Mourinho też pewnie to docenił.
Tak... Nie rozmawialiśmy o tym zbyt wiele, bo on też nie wtrąca się w takie sprawy. Dla mnie to decyzja zawodnika i jego reprezentacji. Myślę, że trener w to nie ingeruje.
Jaki jest Mourinho? Jaki jest ten Mourinho?
Dla mnie jako trener jest równie dobry jak ten, którego poznałem w Chelsea. Być może ma inne pomysły, bo mówimy przecież o okresie sprzed 12 lat. To sporo czasu, piłka się zmieniła, więc on jako trener również się rozwinął. Myślę, że być może jest trochę spokojniejszy na co dzień. Również wobec mediów, bo to chyba widać na zewnątrz [śmiech].
Na zewnątrz wyraźnie widać, że jest spokojniejszy.
Wewnątrz być może też trochę. Ale nadal mocno wymaga na boisku, mocno wymaga na odprawach taktycznych, nadal mówi wszystko prosto w twarz, tak jak robił to zawsze, po prostu. Na zewnątrz jest chyba trochę dojrzalszy, spokojniejszy, ma jeszcze większe doświadczenie i być może jest odrobinę mniej impulsywny.
Mówiłem kiedyś w programie, że mam poczucie, iż to Mourinho wdzięczny za kolejną szansę, którą daje mu Real Madryt. Kiedy przychodził w 2010 roku, miał już za sobą zwycięstwa w Lidze Mistrzów z Porto i Interem. Był, jak sam mówi, „The Special One”. Teraz, po wielu latach, klub, który on sam uważa za najlepszy na świecie, znów otwiera przed nim drzwi. Może to też ma znaczenie.
Możliwe, możliwe. Ale mówię ci: każdy człowiek zmienia się z wiekiem. Ja też nie jestem tym samym Courtois co 12 czy 13 lat temu. Jestem dużo spokojniejszy. Pamiętam, że denerwowałem się rzeczami, które dzisiaj zupełnie by mnie nie ruszyły.
Na przykład na treningach?
Tak. Na przykład, na jakimś treningu czułem, że nie robię wystarczająco dużo, że chcę trenować więcej i więcej. Albo przy jakimś ćwiczeniu, albo kiedy ktoś nie robił czegoś dobrze, bardzo się złościłem. Teraz trochę więcej myślę, zanim mocno się zdenerwuję. Na przykład w zeszłym roku, który był trochę trudniejszy… Zwykle nie złoszczę się za często, ale kiedy już się zdenerwuję, myślę, że wszyscy automatycznie mówią sobie: „Uff…”.
Skoro Courtois jest zły, to coś się dzieje.
Dokładnie. Myślę, że również o to chodzi. Nie możesz przez cały czas krzyczeć, krzyczeć i krzyczeć, bo wtedy jednym uchem wpada, a drugim wypada.
Zawsze wypowiadałeś się bardzo jasno. Powtarzaliśmy, że kiedy wychodzisz do strefy mieszanej, odkładasz na bok wyświechtane formułki i przedstawiasz swoją analizę. Robi wrażenie, że tuż po zakończeniu meczu potrafisz powiedzieć coś, na co my jeszcze nie wpadliśmy. Tobie to przychodzi naturalnie. Wynika to z oglądania spotkania z bramki?
Możliwe.
Po prostu zawsze jesteś bardzo szczery, bardzo konkretny i zwykle bardzo trafny.
Tak. Zawsze mówiłem [trenerowi bramkarzowi] Llopisowi, że w Belgii mówi się, że trzeba nazywać krowę krową. Po prostu jest, jak jest. Oczywiście czasem są rzeczy, które trzeba chronić wewnątrz szatni. Myślę, że kiedy wychodzę do strefy mieszanej, nie zabijam żadnego kolegi ani całego zespołu. Po prostu mówię trochę o tym, jak było, tyle. Być może chodzi o sposób patrzenia na mecz, chociaż czasami też się mylę. Pamiętam półfinał z Francją, kiedy przegraliśmy 0:1, a w ostatnich dziesięciu minutach Kylian wygłupiał się przy linii bocznej, by pograć na czas.
W 2018 roku.
Tak. Bardzo się wtedy zagotowałem, poszedłem do mediów i akurat byli to francuscy dziennikarze. Mówiłem „Matko, co to był za antyfutbol” i tak dalej. Bardzo się zdenerwowałem i do dziś we Francji sobie z tego żartują [śmiech].
On ci to przypomniał?
Czasami rozmawialiśmy o tamtym meczu. Ale przecież to normalne: prowadzisz 1:0 w półfinale mundialu i oczywiście zrobisz wszystko, żeby zatrzymywać grę, urywać minuty. Tylko że przy frustracji po przegranym półfinale… Miałem wtedy 26 lat, byłem młodszy. Wychodzisz do strefy mieszanej, a właściwie to nawet nie była strefa mieszana, tylko szybki wywiad po meczu i nadal buzują w tobie emocje. Staram się jednak mówić, jak jest. Myślę też, że najpierw trzeba być też samokrytycznym. Kiedy popełnię błąd, jestem pierwszym, który to przyznaje i mówi o tym bez problemu. Bo jeśli jesteś szczery wobec siebie, możesz być również szczery wobec innych.
Przyznanie się do błędu odsłania twoją słabość czy czyni cię silniejszym?
Dla mnie to nie jest słabość, bo jeśli popełniłem błąd, ty go widziałeś i ja go widziałem. Na przykład, dwa sezony temu w finale Pucharu Króla źle wyszedłem z bramki, wyrównali i pewnie właśnie wtedy przegraliśmy puchar, przez mój błąd. Trzeba wziąć za to odpowiedzialność, bo ty to widziałeś, ja to widziałem i nie ma potrzeby szukać wymówek. Czasami można wyjaśnić, dlaczego zrobiłeś coś w określony sposób i dlaczego to nie wyszło. Ale czasami to po prostu błędy. Bramkarze płacą za nie wyższą cenę niż napastnicy.
Nie wiem, czy ludzie pamiętają twoją pierwszą historię z Mourinho. Mourinho odchodzi z Realu Madryt i trafia do Chelsea na sezon 2013/14. Chelsea awansuje do półfinału Ligi Mistrzów, a ty jesteś bramkarzem Atlético Madryt, wypożyczonym z Chelsea. Masz zagrać w tym półfinale, ale Mourinho, broniąc interesów Chelsea, próbuje doprowadzić do tego, żebyś nie wystąpił. Mówi: „Jak to możliwe, żeby bramkarz Chelsea stał w bramce drużyny przeciwnej w półfinale Ligi Mistrzów?”. Ty chcesz grać. Po interwencji UEFA możesz wystąpić, rację przyznają Atlético Madryt. Grasz, Chelsea odpada, a Mourinho nigdy nie mógł zrozumieć, że bramkarz Chelsea zagrał w Atlético Madryt. Później, tego samego lata, wracasz do Londynu. Oczywiście on bronił wtedy Chelsea, chciał zagrać w finale. Mówiłeś sam wcześniej o swojej frustracji po półfinale z Francją, więc on pewnie czuł coś podobnego w Chelsea. Pamiętam, że opowiadałeś w dokumencie Amazon Prime, że po meczu nawet się z tobą nie przywitał, nie spotkaliście się. Dopiero latem w końcu porozmawialiście.
Tak. Pojechałem na mundial i wydaje mi się, że w którymś momencie rozmawialiśmy też przez telefon, chociaż nie jestem tego pewien w 100%. Oczywiście chcieli mnie z powrotem w Chelsea i po mundialu musiałem rozpocząć przygotowania do sezonu w Holandii. Tam porozmawialiśmy. Był też mój ojciec i Mourinho powiedział: „Chodźcie, porozmawiajmy”. Byliśmy we trzech: on, ja i mój ojciec. Powiedział mi: „Jeśli będziesz dobrze trenował i dobrze się prezentował, to będziesz grał”. Oczywiście dla mnie też było ważne, żeby nadal grać. Nie za wszelką cenę, bo na grę trzeba sobie zasłużyć.
Przecież nie rywalizowałeś z byle kim, tylko z Čechem. Mogłeś pomyśleć: „Jeśli Mourinho okaże się pamiętliwy, posadzi mnie na rok na ławce i powie: teraz się przekonasz, co to znaczy grać”.
Nie... Oczywiście, mogli tak zrobić. Ale wydaje mi się, że po tamtym sezonie zostałby mi jeszcze rok kontraktu, więc też miałem trochę… Nie powiem, że dawało mi to siłę, ale wiedziałem, że w najgorszym razie, jeśli coś nie wyjdzie, za rok będę mógł odejść. Chociaż oczywiście moim marzeniem było grać tam i wygrać Premier League. Walczyłem o to.
I wygrałeś.
Tak, dwa razy. Petr Čech też bardzo mi pomógł. Przy Mourinho stałem się silniejszy pod wieloma względami. Kiedy grałem w Atlético, miałem 22 lata, gdy występowałem w tamtym finale… w półfinale. Wtedy nie zastanawiasz się nad tym aż tak bardzo, ale kiedy postawisz się w sytuacji drugiej osoby, myślisz: „No właśnie, jak to możliwe, żeby zawodnik mojego zespołu grał przeciwko mnie…”.
Oczywiście. Przy jego mentalności zwycięzcy trudno, żeby tak nie myślał.
Tak, właśnie o to chodziło. Powiedział, że tego nie zrozumiał. Ale byłem wypożyczony, a UEFA też stawiała sprawę jasno: miałem grać i nie mogłem powiedzieć, że jestem kontuzjowany, chyba że rzeczywiście tak by było. Ostatecznie zagrałem i wyszło, jak wyszło.
Dobrze pracowało ci się z nim w Londynie? Czego nauczyłeś się od tamtego Mourinho? Wcześniej pytałem cię, pod jakim względem się zmienił. Jakiego Mourinho spotkałeś po przyjeździe do Londynu?
Bardzo bezpośredniego. Kogoś, kto chce wygrywać. Zwycięzcę. Kogoś, kto chce cię też podrażnić, kto kiedy widzi, że trochę odpuszczasz, to sadza cię na ławce. W niektórych meczach posadził mnie na ławce. Čech popisywał się świetną interwencją, a on szedł z nim świętować, tylko po to, żeby trochę mnie ukłuć [śmiech]. A w następnym meczu grasz, zaliczasz sześć kapitalnych interwencji, wygrywasz 1:0 na wyjeździe z West Hamem i wszyscy są zadowoleni. Właśnie o to chodzi. Myślę, że taki też musi być futbol: rywalizacja. Ta wewnętrzna rywalizacja sprawia, że nigdy nie siedzisz spokojnie na swoim miejscu i nie mówisz: „A tam, i tak będę grał”. Nie, dla mnie właśnie na tym musi polegać futbol: musisz wiedzieć, że każdego dnia możesz stracić miejsce, jeśli nie będziesz dobrze wykonywał swojej pracy. Myślę, że właśnie takich wymagań potrzebujemy również tutaj, żeby dalej zdobywać trofea.
Čech był dobrym rezerwowym?
Tak, bardzo dobrym.
Jeśli kiedyś 45-letni Courtois zobaczy, że ktoś podważa jego pozycję w bramce, zachowa się tak jak Čech? Myślisz, że potrafiłbyś?
Zdecydowanie tak. Chociaż jego sytuacja była inna, bo Čech jest ode mnie o 10 lat starszy, więc miał wtedy 32 lata. To oczywiście co innego. Gdybyś powiedział Thibaut sprzed dwóch lat, że być może sprowadzą innego dobrego bramkarza… Właściwie nie sprowadzą, tylko wróci inny dobry bramkarz, to trzeba byłoby zobaczyć… On był gotowy walczyć o miejsce, ale rozumiał też, że Chelsea jako klub trochę bardziej stawia na mnie, oczywiście pod warunkiem, że utrzymam odpowiedni poziom. Jeśli będę go utrzymywał, trener będzie mnie wystawiał. On też to rozumiał. Ale nigdy nie był wobec mnie zły. Bardzo mi pomagał: radami, na treningach, również mobilizując mnie do pracy, bo jeśli on dobrze trenował, ja też musiałem dobrze trenować. Czasami również mnie chronił. Po słabym meczu czy błędzie był przy mnie, żeby mi pomóc. To było z jego strony bardzo piękne i wiele się dzięki temu nauczyłem. Jeśli kiedyś nadejdzie taki moment albo klub sprowadzi innego bramkarza i dwóch będzie walczyć o jedno miejsce, zawsze będę dobrze traktował kolegę. Zresztą również w sezonie, w którym doznałem kontuzji kolana, to jeśli nie wróciłbym w dobrej formie i w finale Ligi Mistrzów zagrałby Łunin, to wspierałbym go. Nigdy nie zrobiłbym kwaśnej miny czy nie zachowałbym się brzydko, bo to nie jest wina kolegi. Jeśli chcesz się na kogoś złościć, to na trenera albo na klub [uśmiech]. Na końcu zawodnik nie jest niczemu winny. Zawsze tak patrzyłem na bezpośrednią rywalizację między bramkarzami. Tak samo było w reprezentacji z Mignoletem czy innymi bramkarzami. Zawsze uważam, że relacja między bramkarzami jest święta, bo trenujemy we dwóch, trzech czy czterech.
koniec cz.1 z 2
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.