Courtois cz.1: Mourinho świętował interwencje Čecha, żeby mnie podrażnić
W 2018 roku wracasz do Madrytu i podpisujesz kontrakt z Realem Madryt. Real właśnie wygrał 3 Ligi Mistrzów z rzędu z Zinédine’em Zidane’em: w 2016, 2017 i 2018 roku. Mówisz, że to spełnienie marzenia, że jako dziecko marzyłeś o grze w Realu Madryt. Kiedy zaczynałeś grać w piłkę, Real Madryt był dla ciebie tam, w Belgii, klubem, na który patrzyłeś?
Cóż, kiedy miałem 5 lat, jeszcze nie. Wtedy był to Genk… Właściwie, jeśli mam być szczery, Club Brugge. Najpierw Brugge, a później już Genk. A z zagranicznych klubów to Real Madryt, Chelsea… Nawet United mi się podobało ze względu na Van der Sara. Ale oczywiście, kiedy zacząłem być bramkarzem, bardzo uważnie przyglądałem się też Casillasowi i Realowi Madryt. Oglądałem mecze. Moja mama była fizjoterapeutką i jeden z jej klientów często jeździł na Bernabéu, dwa albo trzy razy w roku. Przywoził mi koszulkę Ikera. Miałem też w pokoju ogromną flagę przedstawiającą dawne Bernabéu. Zabawne jest to, że chyba jeden z waszych kolegów z Asa pokazał ją, kiedy podpisałem kontrakt z Realem Madryt. Widział reportaż o mnie w Belgii, w niewielkiej regionalnej telewizji, w którym było widać tę flagę. Ale kiedy trafiłem do Atlético, oczywiście tego nie wyciągnął, bo byłby problem. Tak jednak było. Nie miałem wyłącznie rzeczy Realu Madryt. Miałem też flagi Chelsea i innych zespołów, bo dziecko z Belgii ma też inne punkty odniesienia. Ostatecznie marzysz o wielu klubach i dużo oglądasz. Kocham piłkę, oglądam jej bardzo dużo, ale Real Madryt zawsze był tym marzeniem. Zawsze tak było. Ostatecznie to bardzo piękne, że tutaj dotarłem. I nie chodzi tylko o samo dotarcie…
Myślałeś, że przychodząc tutaj, wygrasz Ligę Mistrzów, której wcześniej nie zdobyłeś?
Oczywiście to był cel, tak [śmiech]. Ale nigdy nie możesz uznać tego za pewnik. Spójrz na Kyliana: przychodzi tutaj, a akurat PSG wygrywa dwie. Zawsze tak jest. Pamiętam, że po tamtym finale w Lizbonie wróciłem do Chelsea i zobaczyłem radość Sergio na ogromnej reklamie Sky Sports. Powiedziałem sobie: „Matko kochana, teraz jeszcze muszę oglądać tę jego celebrację tutaj” [śmiech]. Co roku walczysz, licząc na to, że któregoś dnia dotrzesz do finału. Ale to nie jest łatwe. Dotarcie do finału jest bardzo trudne, a wygranie go jeszcze trudniejsze. Dlatego kiedy dotarłem do tamtego finału w Paryżu, czułem już, że muszę…
To była twoja Liga Mistrzów. Liga Mistrzów remontad i trochę twoja Liga Mistrzów ze względu na twoje interwencje. Widziałem wiele reportaży i wywiadów z Modriciem, Kroosem, właściwie ze wszystkimi, którzy mówili: „Courtois był taki, jak gdyby to dziecko strzelało mi na bramkę”. Sprawiałeś wrażenie, że nigdy nie strzelą ci gola.
Tak. Cóż, zależy od meczu, bo przecież traciliśmy bramki. Z Chelsea tutaj, u siebie, przegrywaliśmy 0:3. Ale w tych spotkaniach zawsze były też ważne interwencje. Myślę, że jeśli chcesz zajść daleko w rozgrywkach czy w pucharze, zawsze chodzi o strzelanie goli i staranie się, żeby ich nie tracić. Również o posiadanie dobrego bramkarza. Więc na końcu to również na tym polega.
Wcześniej mówiłeś o Atlético Madryt, o tym, że z perspektywy czasu patrzysz na to inaczej. Mówisz „Na szczęście kolega z Asa nie pokazał tego zdjęcia, kiedy trafiłem do Atlético Madryt” latem 2011 roku, jeszcze za Gregorio Manzano. Kiedy przyjeżdżałeś na Metropolitano, zwłaszcza za pierwszymi razami z Realem, pojawiały się wszystkie te krytyczne głosy, kampanie przeciwko tobie… Czy dziś zrezygnowałbyś ze zdania [wypowiedzianego przed finałem Ligi Mistrzów z Liverpoolem] „Jestem po właściwej stronie historii”?
Nie, bo ono nie miało z nimi nic wspólnego. Myślę, że niektórzy poczuli się wywołani do tablicy, chociaż nie o nich chodziło.
Pytam, bo tam tego nie zrozumieli.
To i tak nie ma znaczenia, mogę powtarzać to tysiąc razy: to nie było wymierzone w nich. Pytanie dotyczyło Liverpoolu. Finał Liverpool – Realu Madryt. Wcześniej był już taki finał w 2018 roku. Powiedziałem, że jestem po tej właściwej stronie historii i oczywiście w tamtej chwili nie myślałem o czymś sprzed 8 lat. Oczywiście ktoś to podchwytuje, bo tak jest łatwo. Ale uważam, że zawsze mówiłem o Atlético z wielkim szacunkiem, ponieważ tamten etap uczynił mnie bramkarzem, którym jestem dzisiaj. Jestem z niego dumny, bo wygrałem Ligę Europy, Superpuchar Europy, Puchar Króla, mistrzostwo Hiszpanii, dotarłem do finału…
Postawiłeś się Mourinho, żeby zagrać w półfinale!
[śmiech] Tamten okres sprawił, że pokochałem Hiszpanię, dał mi dwoje wspaniałych dzieci, sprawił, że zakochałem się w Hiszpanii, w Madrycie. Wiesz, z tamtego etapu wyniosłem bardzo wiele dobrych rzeczy. Dlatego nigdy nie powiedziałbym o nim niczego złego. Kiedy wróciłem… Czasami spotykam na ulicy kibiców Atleti, którzy pytają: „Dlaczego odszedłeś?”. Odszedłem, bo byłem wypożyczony. Myślę, że niektórzy tego nie rozumieją. Rozumiem rywalizację, ale od pierwszego dnia rzucają w ciebie szczurami, robią różne rzeczy… To prawda, że później były momenty, w których ja też reagowałem na boisku trochę mocniej, bo to jest trochę taka gra. Ale jeśli uderzasz, musisz też umieć przyjmować. Tak to wygląda. Derby zawsze są pięknymi meczami. Przegraliśmy w ubiegłym roku, przegraliśmy w tym i trzeba będzie się zrewanżować, kiedy zagramy z nimi tutaj na Bernabéu. Ale lubię te spotkania. Nawet jeśli pojawiają się przyśpiewki, które nie są zbyt poważne, jeśli są to rzeczy typowe dla derbów i zostają na boisku, nie mam z tym żadnego problemu. Kiedy jednak rzucano zapalniczkami czy innymi przedmiotami, to już coś innego, bo możesz zostać trafiony. Poza tym to po prostu piłka.
Ten ostatni mecz był chyba pierwszym, podczas którego twój powrót na Metropolitano przeszedł niemal niezauważony. Ze względu na sprawę koszulek dla Ceuty i tak dalej w poprzedzających go dniach mniej mówiło się o powrocie Courtois.
Tak, ale jeśli się zastanowisz, odszedłem w 2014 roku. To było 12 lat temu. Nie możemy przecież bez końca wałkować tego samego. Piłka idzie dalej, oni idą dalej. To jest pewien etap, który zawsze pozostanie w historii, bo zawsze będzie prawdą, że zdobyłem mistrzostwo i puchar z tamtym zespołem. I tyle. Każdego dnia wiele się dzieje, zawodnicy przychodzą i odchodzą, a tymi, którzy zawsze zostają, są kibice. Zarówno w Realu Madryt, jak i w Atlético czy innych klubach. Myślę, że to kibice są najważniejsi. My, zawodnicy, zawsze staramy się dawać z siebie wszystko, żeby wzbogacać historię klubów i być jej częścią. I tyle.
Jak piłka wygląda z tyłu? Kiedy ktoś pyta, jak gra Real Madryt, ty z bramki widzisz to doskonale czy masz inną perspektywę?
Tak, dobrze to widzę. Oczywiście kiedy piłka jest po drugiej stronie boiska, jest dalej i trudniej dostrzec, gdzie znajdują się wolne przestrzenie. Bo czasami myślę „Podaj tam” albo „Podaj tutaj”, ale przecież nie widzę z bliska tego, co widzą oni. Uważam jednak, że gramy dobrze. To prawda, że przeciwko zespołom, które się zamykają, czasami trudniej nam stworzyć większe zagrożenie. Ale kiedy mecze są bardziej otwarte, dużo atakujemy i tworzymy wiele sytuacji. Czasami nie potrafiliśmy strzelić większej liczby goli, żeby ułatwić sobie niektóre spotkania. Myślę, że wyjazdowy mecz z Betisem powinniśmy byli wygrać. Oczywiście nie wygraliśmy również dzięki ich zasługom. Trzeba oddać im to, na co zasłużyli swoją pracą w obronie: bramkarzowi, defensywie. Są spotkania, w których możemy się poprawić. Jeśli chodzi o Atlético, myślę, że przegraliśmy przede wszystkim przez czerwoną kartkę i rzut karny.
Właśnie, kwestia sędziowania. Kiedy oglądasz powtórkę… Żeby nie zatrzymywać się przy wszystkich sytuacjach, weźmy tę najbardziej oczywistą, czyli wejście Kang-ina. Co myślisz po meczu? Pewnie to, co wszyscy, bo Komitet Arbitrów przyznaje, że należało go wyrzucić.
Jasne, oni już przyznali się do błędu. Oczywiście ani VAR, ani sędzia nie mieli najlepszego dnia. Nie zawsze łatwo jest zobaczyć wszystko na boisku, ale widziałem ujęcie, na którym sędzia stoi tuż za tą sytuacją. Widzisz, że noga idzie wysoko, a nawet Fede mówi „Bardzo mocno mnie trafił” czy coś takiego. Moim zdaniem wtedy powinieneś pomyśleć: „Oj, może czegoś nie zauważyłem”. Bo możliwe, że tego nie widział i ja to szanuję. Szanuję sędziów, to nie jest łatwe. Spróbuj posędziować mecz dzieci, nawet to jest skomplikowane.
Ja na żywo tego nie zauważyłem, bo Fede Valverde wykonuje gest, jakby chciał grać dalej. Myślę, że chce po prostu przyspieszyć grę…
Ale tu nie chodzi o Fede. Oczywiście Fede wstaje, by od razu odwrócić się do sędziego z pytaniem: „Widziałeś to?”. Na końcu Fede jest bardzo twardy i on nie zostaje na ziemi. Dlatego mówię: ty jesteś na trybunie, bardzo daleko, ale my na boisku i sędzia jesteśmy bardzo blisko. Możesz pomyśleć: „Oj, coś się wydarzyło”. I zanim ktoś kopnął... Nie wiem, kto wznowił grę, chyba Arda. Zanim to zrobił, można było zagwizdać: „Poczekaj, poczekaj, posłucham”. Jeśli później VAR mówi, że nic nie było i można grać dalej, to wtedy jest już ich błąd. Ale obecnie przy VAR-ze często każą czekać przez jakieś drobiazgi, kiedy niczego nie ma. A tu widzisz wejście, po którym zawodnik się skarży… To rzeczy, które, mam nadzieję, poprawią w przyszłości. Ale, jak mówię, schodziliśmy na przerwę przy 0:0, a później błąd był nasz: rzut karny, czerwona kartka. Wtedy przegraliśmy mecz. Mogliśmy też zagrać lepiej. Nie jest tak, że przegraliśmy przez sędziowanie. Przegraliśmy z własnej winy, ale oczywiście to jest coś, co trzeba poprawić.
Czy masz takie poczucie jak część madridismo, że w ostatnich latach sędziowie was krzywdzą? Macie takie odczucie w szatni?
Trudno powiedzieć... Czasami tak, czasami nie. Nie sądzę oczywiście, żeby stała za tym jakaś niewidzialna ręka czy coś takiego. Nie mam aż tak złych myśli. Ale czasami mam poczucie, że widzę na innych boiskach sytuacje, które są odgwizdywane, a u nas jest odwrotnie. Pewne rzeczy gwiżdżą przeciwko nam, a na naszą korzyść już nie. Na przykład, w tym covidowym sezonie, w którym przegraliśmy ligę, były cztery sytuacje z zagraniami ręką… [uśmiech] W przypadku meczu Atlético sędzia idzie do VAR-u, VAR go wzywa, a on mówi, że nie ma karnego. Potem Nacho dostaje tutaj piłką w plecy [pokazuje na sobie], bardziej w bark niż, moim zdaniem, w rękę: rzut karny. Rzut karny dla nas zostaje anulowany, a nagle jest karny dla Sevilli albo Betisu, nie pamiętam. Widzisz takie rzeczy i mówisz: „Kurde…”. Rozumiem, że to trudne, ale czasami po prostu tego nie rozumiem. Bo potem przychodzą tutaj wyjaśniać nam różne rzeczy, a tydzień później robią coś odwrotnie. Myślę wtedy: „Dobrze, ale nie mamy przecież siedzieć tutaj przez godzinę i słuchać, co mówią o nowych przepisach, o tym i o tamtym, żeby tydzień później robili coś innego”. To czasami trudno zrozumieć. Ale, jak mówię, szanuję pracę każdego. Kiedy decyzja jest przeciwko tobie, czujesz się skrzywdzony, a kiedy jest na twoją korzyść, mówisz „No dobrze, stało się” i idziesz dalej [śmiech]. Dlatego nie jest to łatwe.
Są dwa przypadki, jeden w Anglii i drugi w Hiszpanii. Jeśli chodzi o twoje czasy w Chelsea: wczoraj dowiedzieliśmy się, że Manchester City uznano za winny naruszeń obejmujących 9lat, od 2009 do 2018 roku. To obejmuje 4 twoje sezony w Chelsea. Wczoraj wypowiadał się na przykład Pochettino, który w tamtych latach pracował w Premier League. Jako ówczesny bramkarz Chelsea czujesz, że zaszkodziło to pozostałym zespołom?
Mnie jako zawodnikowi to nie szkodzi. Problem polega oczywiście na tym, że w pewien sposób fałszujesz rozgrywki. Jeśli możesz zwiększyć swoje przychody, możesz sprowadzić więcej zawodników, lepszych zawodników. Na końcu budujesz lepszy zespół. Oczywiście później na boisku wygrywali dzięki swoim zasługom. Nie twierdzę inaczej. To, co wygrali, wygrali na boisku, nie ma co do tego problemu. Ale prawdą jest, że być może niektórych zawodników by tam nie było, gdyby tego nie zrobili. Dlatego to trudne. Ja wygrałem dwie Premier League. W drugim roku zajęliśmy 10. miejsce, a w ostatnim sezonie z Conte chyba 3. albo 4., coś takiego. Więc żaden dodatkowy tytuł mi nie przypadnie [śmiech]. Ale trzeba zobaczyć wyrok i zrozumieć, co się wydarzyło. Nie mogę też powiedzieć wiele więcej. Myślę, że ludzie, którzy mieli się wypowiedzieć, już powiedzieli, co o tym sądzą. Wyobrażam sobie, że City też się od tego odwoła i że jeszcze nie jesteśmy na końcu tej sprawy.
Jest rozstrzygnięcie co do winy, ale nie ma jeszcze kary. Tutaj, w sprawie Negreiry, nie ma nawet rozstrzygnięcia. Rozmawiacie o tym między sobą jako zawodnicy Realu Madryt czy ogólnie wszystkich drużyn?
Nie, już nie. Czasami ktoś rzuci typowym żartem, takim jak wszyscy [śmiech], ale poza tym już nie. Wszyscy czekają na rozstrzygnięcie również tej sprawy, bo uważam, że to także poważna sprawa. Mam nadzieję, że wyrok zapadnie jak najszybciej.
Czy po takim zwycięskim cyklu, jaki mieliście w 2024 roku z Ancelottim, kiedy wygraliście ligę i Ligę Mistrzów, koniecznie musi przyjść dołek? Barça przechodziła przez coś takiego przed obecnym etapem… Tak też wyglądał Real przed 3 Ligami Mistrzów z Zidane'em...
Na końcu piłka taka jest. Bez względu na to, jak bardzo byśmy czegoś chcieli, zawsze są wzloty i upadki. Sezony są bardzo zmienne i wiele się dzieje. Nie uważam, żeby przed kolejnymi zwycięstwami koniecznie musiał przyjść dołek, ale czasami tak bywa.
Ale dzieje się tak zawsze!
Tak, bo czasami wystarczy, że jesteś o 1% mniej głodny zwycięstw i już nie wygrywasz. Albo inne zespoły są trochę bardziej głodne niż zwykle, bo muszą wygrać i wygrywają. Naszym zadaniem jest ponownie to wszystko odnaleźć. Myślę, że w tym roku dobrze sobie radzimy. Te dwa mecze, które przegraliśmy w lidze, to przede wszystkim nasza wina, bo nie wykorzystaliśmy momentów, w których mogliśmy przechylić je na swoją korzyść.
Myślisz, że ten sezon może być sezonem zmiany?
Myślę, że tak. Widzę zmianę u wszystkich, jeśli chodzi o pracę…
Także mentalność?
Tak, również mentalność. Myślę, że wszyscy chcą wygrywać. Nie ma tutaj nikogo, kto by tego nie chciał.
A w grze to zauważasz? Problemy, które sami dostrzegaliście w poprzednim sezonie, są twoim zdaniem rozwiązywane?
Tak, myślę, że tak. Pracujemy nad tym. Nie mieliśmy też jeszcze aż tak dużo czasu. Jest wielu nowych zawodników, nowy trener, a po bardzo długim mundialu każdy musi wejść w odpowiedni rytm. Musimy też poznać się między sobą i odnaleźć tę strukturę, której szukamy na boisku. Myślę, że czasami niewiele brakuje. Jest wiele spotkań, w których gramy bardzo dobrze i są inne, w których możemy poprawić pewne rzeczy, a margines błędu jest mniejszy. Dzisiaj w piłce ten margines jest niewielki. Jeśli jesteś trochę mniej skuteczny w jednym polu karnym, a rywal w drugim trochę bardziej, nagle możesz przegrać mecz. Na przykład, właśnie to zauważyłem przeciwko Betisowi. Ale moim zdaniem zagraliśmy z Betisem bardzo dobre spotkanie. Nie było tam problemu z grą ani niczego takiego. A Atlético to dla mnie trudny przeciwnik, po prostu. Pierwsza połowa była moim zdaniem bardzo wyrównana. Żadna drużyna nie była lepsza. Myślę, że mieliśmy większe posiadanie piłki, momentami znajdowaliśmy wolne przestrzenie, ale oni dobrze bronili, bo to zespół, który potrafi dobrze się bronić. Druga połowa zaczęła się tak, jak się zaczęła i już po 5 czy 10 minutach graliśmy w dziesiątkę. Wtedy zabrakło nam trochę spokoju z piłką. Nagle strzelili dwa szybkie gole i potrzebowaliśmy czasu, żeby się po tym pozbierać. Ale kiedy zdobyliśmy bramkę na 2:1, myślę, że gdyby mecz trwał 10 minut dłużej, doprowadzilibyśmy do remisu.
Uważasz, że Barça jest teraz, na tym etapie sezonu, tak dobra, jak wszyscy mówią?
Tak, bardzo dobrze sobie radzą. To zespół, który z ogromną łatwością strzela gole i w ten sposób wygrywa swoje mecze.
Spodziewałeś się na przykład takiego Raphinhi po lecie, podczas którego starali się o Juliána Álvareza?
Tak, bardzo podoba mi się Raphinha. Zawsze jest dla mnie kluczowym elementem Barcelony. Myślę, że kiedy go brakowało, bardzo cierpieli, a kiedy jest, grają dobrze. Uważam, że Raphinha nie zawsze otrzymuje uznanie, na jakie zasługuje. Jest jednak kluczowym zawodnikiem tego zespołu i strzela wiele goli, bo jest znakomitym piłkarzem. Ale za miesiąc trzeba będzie go zatrzymać [śmiech].
Ty też masz bardzo dobre opinie. Latem, podczas mundialu, rozmawiałem z Unaiem Simónem i zrobiłem mu taki typowy test bramkarzy. Pytałem: „Oblak czy Casillas?”. „Casillas”. A kiedy powiedziałem „Courtois”, odpowiedział: „Koniec”.
Tak, widziałem to. Pokazali mi też ten filmik w belgijskiej telewizji, kiedy udzielałem wywiadu. Cóż, podoba mi się, kiedy koledzy po fachu…
Tak cię doceniają?
Tak, bo możesz mieć większe albo mniejsze pojęcie o bramkarzach. Na końcu nie każdy rozumie, co oznacza bycie bramkarzem. Jeśli więc koledzy po fachu patrzą na ciebie w taki sposób, to jest coś pięknego.
Był szczery, bo przecież mógł wskazać Davida Rayę, swojego kolegę z reprezentacji, żeby dobrze wypaść.
A tak się zdarza, oczywiście. Teraz, ponieważ jestem bramkarzem Realu Madryt, to bramkarz Barcelony już nie może mnie wskazać czy powiedzieć czegoś dobrego, choć być może rok wcześniej by mnie wymienił. Wiesz, dla mnie to są głupoty. Nie mam problemu z tym, żeby dobrze mówić na przykład o Lamine'ie Yamalu. Bo, kurde, jeśli dobrze radzi sobie na boisku, to dobrze sobie radzi. Tak samo zawodnik Barcelony może powiedzieć, że Mbappé strzela wiele goli.
Mówi się, że Złota Piłka to Lamine albo Mbappé.
Możliwe. Obaj dobrze sobie radzą, ale wyobrażam sobie, że będzie też na przykład Kane. Nie wiem, kto jeszcze, ale w tym roku sprawa jest dość otwarta. Myślę też, że to dobrze… Dla mnie Złota Piłka powinna trafiać do tego, kto był najlepszym piłkarzem w ciągu roku. To nie jest przecież nagroda dla najlepszego zespołu czy tego, który zdobył najwięcej trofeów. Oczywiście PSG wygrało Ligę Mistrzów, Hiszpania wygrała mundial...
Więc Fabián byłby oczywistym wyborem!
Jasne. Ale idąc tym tokiem rozumowania, dwa lata temu być może powinien był wygrać Carvajal. Carva też miał spektakularny sezon i zasługiwał na tę nagrodę. Dla mnie nie zawsze musi wygrać ktoś, kto zdobywa trofea. Może to być również ktoś, kto strzelił sto goli, nawet jeśli niczego nie wygrał. Po prostu był najlepszym piłkarzem.
Czyli dla ciebie Mbappé?
Dla mnie tak. Jeśli oglądasz Kyliana na boisku, widzisz to, co robi… Rozmawiam o tym z zawodnikami tutaj czy w reprezentacji i wszyscy są zdumieni tą szybkością, z którą mija rywali… Czasami wygląda, jakby przeciwnika po prostu nie było [śmiech]. On drybluje swoją szybkością. To coś imponującego. Gole też dokładają swoje. Każdy głosujący ma jednak swoje myślenie i argumenty. Na przykład, w roku finału w Paryżu ja byłem 7. i też sobie myślałem, że może powinienem był znaleźć się wyżej.
Tak mówią bramkarze: czemu nikt nigdy na nas nie głosuje?
Jasne i wielu dziennikarzy mówi: ale przecież zagłosowałem na ciebie w Nagrodzie Jaszyna. Wtedy potem o tobie zapominają. Taka jest też prawda, że mogę obronić wszystko, ale jeśli ktoś nie strzeli tego gola, nie wygramy finału. Często mówię o tym Carlosowi [oficerowi prasowemu] i się na niego złoszczę, bo widzę gdzieś materiał z Paryża, a tam nie ma moich interwencji, tylko gol Viniego. Mówię mu: „Wrzuć też moją obronę!” [śmiech]. Zawsze tak to wygląda. Mam nadzieję, że w którymś momencie mogłoby być inaczej, ale to trudne, bo jest coraz więcej osobnych nagród dla bramkarzy, więc być może przez to w pozostałych głosowaniach dostają mniej głosów.
Dowiemy się w przyszłym miesiącu. Słuchaj, interesujesz się wszystkim. NBA… Widziałem cię kiedyś na Vuelcie, nie wiem, czy to była ta wygrana przez Remco. W Belgii macie przecież Gilberta, Toma Boonena…
Tak, tak. Za moich czasów byli Gilbert, Tom Boonen i Cancellara… Włoch Pozzato.
Tak, same gwiazdy. Widziałem też, że działasz w Formule 4, bo założyłeś zespół. Ostatnio wygrał Loureiro…
Tak, to było wczoraj, ale w e-sporcie. Trochę mieszasz [śmiech].
Ok. Ale masz zespół Formuły 4.
Formuły 4 i Eurocup-3 od 3 lat. Formuła 4 ściga się w Hiszpanii, a Eurocup-3 bardziej po Europie.
A później Formuła 2, która jeździ już razem z…
Nie, później są Formuła 3 i Formuła 2, które są częścią weekendów Formuły 1. Bycie tam to cel na przyszłość. Mam też tę wirtualną część, czyli e-sport. Wczoraj jeden z naszych chłopaków… Jest taka liga, jakby poniżej rozgrywek esportowych organizowanych przez Formułę 1.
Tak, tak. Mówię tylko, że do tej Formuły 4 doprowadziła cię pewnie miłość do całej motoryzacji.
Tak, tak. Ale ten chłopak, który wczoraj wygrał wyścig, zrobił to wirtualnie. Od wielu lat śledziłem F1 i założyłem zespół. Bardzo pasjonują mnie samochody. Teraz oczywiście nie mogę się ścigać, bo nie pozwala mi na to kontrakt [śmiech], ale może kiedy zakończę karierę, chciałbym poświęcić temu trochę więcej czasu, zobaczyć, jak mi idzie i być może wystartować w jakimś wyścigu. Może w 24-godzinnym wyścigu na Spa albo w Le Mans, kto wie, w takiej kategorii Pro-Am.
Matko kochana, zajmujesz się wszystkim. Jest coś, czego nie robisz?
[śmiech] Nie jestem dobry w pływaniu. W pływaniu i gimnastyce nie jestem dobry.
W całej reszcie tak?
No nie, ale próbuję. Gram w golfa, robię wszystkiego po trochu.
Bardzo podobała mi się ta rozmowa, świetnie spędziłem czas. Patrząc na to wszystko tutaj, wyobrażam sobie, że chciałbyś, żeby w tym sezonie pojawiło się jeszcze więcej zdjęć na tych ścianach z sukcesami.
Tak, oby. Sezon jest długi, a celem jest oczywiście zakończyć rok z trofeami. Mam nadzieję, że uda się wygrać kolejną Ligę Mistrzów tutaj, w Madrycie. To byłoby piękne.
Już wiem, o co jeszcze chciałem zapytać. Grasz też w Ultimate, widziałem tę grę z ustawianiem zawodników. Kolega powiedział mi: „Zapytaj go, bo jest szczery, o najlepszą jedenastkę, jaką widział”. Bo Gento czy Di Stéfano nie oglądałeś. Taką z zawodników, których oglądałeś od dzieciństwa. Jaką jedenastkę byś ułożył? W bramce?
Uff, w bramce… Bardzo podobał mi się… To oczywiście trudne. Myślę… Już przy bramkarzu jest trudno, bo waham się między Casillasem a Neuerem. Casillas ze względu na wszystko, co wygrał i na to, co znaczy dla madridismo. A Neuer być może ze względu na zmianę w grze bramkarza. Naprawdę wyróżnia go ten przełom, który nastąpił na tej pozycji. Myślę, że to, co on zapoczątkował…
Wy kontynuowaliście.
Właśnie wtedy nastąpiła ogólna zmiana w grze bramkarzy. Ale wybiorę Casillasa.
Dobrze, Casillas. Ustawimy 3-4-3, żeby dać ci więcej możliwości z przodu?
[śmiech] Jak chcesz.
To trzech obrońców.
Postawiłbym chyba na Maldiniego. Do tego Sergio [Ramos] i być może Cannavaro. Też zdobył Złotą Piłkę.
Dobrze: Cannavaro, Ramos i Maldini. Jakoś ich rozstawimy. Zostało ci siedmiu zawodników.
Z przodu na pewno postawiłbym na Cristiano i Messiego. A tym trzecim byłby dla mnie chyba ten drugi Ronaldo.
Nazário. Dobrze.
Bo Kylian i Vini mają jeszcze przed sobą czas, żeby osiągnąć więcej. A w pomocy… Nie może zabraknąć Zidane’a. Wstawiłbym też Lukę. Moim zdaniem Luka… Wiele osób oczywiście darzy go ogromną sympatią, jak choćby wczoraj w Sewilli, to było piękne.
To było bardzo piękne.
Ale czasami ludzie nie wiedzą, jak dobry jest, dopóki z nim nie trenują i nie grają. Myślę, że wiele osób z zewnątrz być może nie rozumie, dlaczego zdobył Złotą Piłkę w 2018 roku, ale to najwyższa półka.
Zidane, Modrić. Zostało ci dwóch.
Może trzeba wstawić kogoś, kto dużo biega: Franka Lamparda.
Lampard, twój kolega z Chelsea.
Nie grałem z nim, grałem przeciwko niemu.
Przeciwko niemu? Nie zdążyliście się spotkać w jednym zespole.
Nie, akurat odszedł. I strzelił mi gola w barwach City [śmiech]. A ostatni... Musisz mi trochę pomóc z tym ostatnim. Myślę o środku pola…
Podpowiadają ci tam. Możesz wstawić byłego kolegę z drużyny albo Hiszpana z pokolenia 2010 roku.
A, to prawda, przepraszam! Iniesta.
Iniesta. Możesz wstawić Xaviego albo Toniego Kroosa.
Tak, o Tonim też myślałem. Będzie pierwszym zmiennikiem na ławce. Niech będzie Iniesta, żeby trochę urozmaicić. Kiedy przyjechałem do Hiszpanii, jednym z moich pierwszych spotkań… Miałem pecha, bo był mecz na Camp Nou, a niewiele później derby. Byłem oszołomiony: prosto z Belgii w coś takiego. To był chyba 2011 rok. Xavi, Iniesta w środku pola, do tego Busquets… Cholernie trudno było odebrać im piłkę. Myślę, że to dobry zespół złożony z zawodników, których oglądałem.
Moglibyśmy powtórzyć taką rozmowę przed finałem Ligi Mistrzów, podczas organizowanego przez Real Madryt dnia dla mediów?
Oby, oby.
Pod koniec maja. Finał jest zresztą na Metropolitano, więc nie trzeba byłoby nawet podróżować.
Tak, to byłoby piękne, móc być blisko domu, by…
Na pewno miałbyś problem z biletami.
[śmiech] Na pewno, ale ten problem mam zawsze. Jakoś go rozwiążę. Zawsze mam problemy z biletami. To nie ma znaczenia, gdzie gramy, bo jeden finał był w Paryżu, czyli blisko Belgii, drugi w Londynie, też blisko Belgii, więc zawsze ich brakuje. Ale pięknie jest mieć blisko siebie wsparcie rodziny i przyjaciół oraz oczywiście wszystkich madridistas, którzy zawsze chcą tam być. Mam nadzieję, że w tym roku znów będziemy mogli dać im radość i trofea. Myślę, że są ich bardzo głodni, podobnie jak drużyna. Jeśli wspólnie uda nam się stworzyć na stadionie świetną atmosferę podczas takich historycznych wieczorów, jakie przeżywaliśmy w ostatnich latach, jestem pewien, że to może być piękny rok.
Myślę, że ludzie darzą cię sympatią, bo madridistas cię kochają, a pozostali kibice doceniają twoją klasę. Niektórzy, nawet jeśli nie mówią tego głośno. Dziękuję za rozmowę.
Cała przyjemność po mojej stronie, dziękuję.
koniec cz.2 z 2
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.