Barcelona wygrała w weekend z Levante 4:2, ale zwycięstwo przypieczętowała dopiero w końcówce. Real Madryt pokonał Rayo Vallecano 4:1, choć po przerwie pozwolił rywalom przejąć inicjatywę i usłyszał gwizdy z trybun Santiago Bernabéu. Same wyniki nie oddają więc przebiegu tych spotkań. Zdaniem Alberta Ortegi z El Confidencial nie oznacza to jednak, że pozostali hiszpańscy ligowcy zbliżają się do dwóch potentatów.
Dziennikarz zwraca uwagę, że problemy obu zespołów zaczęły się wtedy, gdy te zwolniły, rozluźniły się i zaczęły oszczędzać siły. W jego ocenie to kolejny przejaw przewagi Realu i Barcelony: obie drużyny czują się na tyle mocne, że pozwalają sobie na grę na pół gwizdka jeszcze przed rozstrzygnięciem meczu.
Barcelona prowadzi w tabeli z kompletem 15 punktów, 21 strzelonymi golami i zaledwie czterema straconymi. W tym sezonie ligowym nie przegrywała jeszcze ani przez minutę. Real jest drugi z 12 punktami i bilansem bramkowym 14:4. Atlético, które ma być trzecim kandydatem do mistrzostwa, już traci do Katalończyków pięć punktów.
Ortega wskazuje, że przyczyn tej sytuacji trzeba szukać między innymi w letnim oknie transferowym. Kluby La Ligi wydały na wzmocnienia łącznie 752 miliony euro. Więcej przeznaczono na transfery w Premier League, aż 4,13 miliarda euro, Serie A, 1,16 miliarda, oraz Bundeslidze, 781,8 miliona. Spośród pięciu największych lig europejskich mniej wydała tylko francuska.
Z hiszpańskich 752 milionów aż 255 przypadło na Real Madryt, 184 na Barcelonę, a 123 na Atlético. Dwa największe kluby odpowiadały zatem za ponad 58% całej kwoty, a razem z Atlético za niemal 75%. Reszta stawki została daleko z tyłu. Co więcej, największych zakupów dokonały zespoły, które już wcześniej dysponowały znakomitymi kadrami i rozbudowanymi akademiami.
Podobne dysproporcje widać w opublikowanych po zamknięciu okna limitach kosztów kadry. W przypadku Realu Madryt limit wyniósł 832,7 miliona euro, Barcelony 582,7 miliona, a Atlético 361,2 miliona. Pytany o możliwości finansowe hiszpańskich klubów Javier Tebas przyznał, że rosnąca przepaść budzi jego obawy. Przyczyn upatruje jednak przede wszystkim w zmianach w europejskich rozgrywkach.
„Real ma limit 800 milionów, ale to nie znaczy, że tyle wydaje. Barcelona miała w pewnym momencie limit wynoszący prawie minus 200 milionów euro. Martwi mnie różnica między jednymi a drugimi, ale ze względu na nowy format europejskich rozgrywek. On pożera pozostałe rozgrywki. Wyobraźcie sobie, jak bardzo musi to niepokoić Szwajcarów… Jeśli dalej będziemy szli w tym kierunku, jest się czym martwić. Powstaje piłka dwóch prędkości: tych, którzy grają w Europie, i tych, którzy w niej nie grają”, powiedział prezes La Ligi.
Tebas podkreślił też, że o konkurencyjności ligi nie świadczy wyłącznie liczba drużyn walczących o mistrzostwo. Istotne jest również to, jak łatwo faworyci zdobywają kolejne punkty.
„Potem zobaczymy, co wydarzy się na boisku. Konkurencyjność nie polega przede wszystkim na tym, czy mamy dwa lub trzy zespoły, które zdobywają tytuł, ale na tym, z jaką przewagą wygrywają i ile punktów gromadzą. Jeśli przekraczają 90, to jest niepokojące. Obowiązkiem lig i federacji jest patrzenie w dłuższej perspektywie. Kluby skupiają się na bieżącym sezonie. Nadchodzi trudna sytuacja. Premier League jest bardziej odporna, bo ma większe przychody, ale również może znaleźć się w takim położeniu”, podsumował.
Komentarze (18)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.