Barça zdobyła w lidze 15 punktów na 15 możliwych i wygrała w Lidze Mistrzów. To kapitalny początek.
Tak, bardzo ważne było dobrze zacząć. Nie powiedziałbym, że to rozstrzygające, bo ostatecznie liczy się to, jak kończysz, ale jesteśmy zadowoleni. Myślę, że tym bardziej zasługuje to na uznanie, że wielu zawodników wróciło z mundialu i nie miało zbyt wiele czasu na przygotowania. Na razie drużynie należy się dziesiątka.
W którym momencie poczułeś, że po odejściu z City twoim miejscem będzie Barça?
To był raczej proces niż jedna decyzja. Najpierw musisz zrozumieć, że pewien etap dobiegł końca i być może potrzebujesz nowego wyzwania, miejsca, w którym będziesz dalej rozwijać swoją karierę. Muszę podziękować City za wszystko, co mi dało. To było siedem niezapomnianych lat, zarówno prywatnie, jak i piłkarsko. Kiedy pojawiła się możliwość przejścia do Barcelony, uznałem, że z wielu powodów będzie to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Zawsze kierowałem się względami sportowymi: tym, gdzie będę mógł wygrywać, być szczęśliwy, a przede wszystkim rozwijać się jako zawodnik. Dlatego postawiłem na Barçę. Znaczenie miało też pokolenie piłkarzy, które tu jest, i to, co udaje się budować Hansi.
Nie jest tajemnicą, że interesował się tobą także Real Madryt. Co przekonało cię do wyboru projektu Barçy?
Przede wszystkim muszę powiedzieć, że chciałem spędzić dwa czy trzy tygodnie spokojnych wakacji, a zupełnie tak nie było. Trzeba było przeanalizować wiele spraw i podjąć bardzo ważną decyzję, mając do wyboru dwa z najlepszych klubów na świecie. Ostatecznie zdecydowały względy sportowe: to, co bardziej mnie pociągało, gdzie widziałem większą szansę na zwycięstwa i dalszy rozwój. To absolutnie nie była łatwa decyzja. Realowi Madryt trudno odmówić, zwłaszcza że jego przedstawiciele zachowywali się wobec mnie wzorowo. Ostatecznie przekonali mnie Deco i Hansi.
Mourinho powiedział publicznie, że z tobą rozmawiał. Co ci powiedział?
Nie uważam, żeby wypadało zdradzać treść prywatnej rozmowy, ale oczywiście mówił, że chciałby mnie u siebie i wyjaśniał, co mógłbym dać drużynie. Bardzo dobrze mnie potraktował. Kiedy podjąłem decyzję, również do niego zadzwoniłem, żeby podziękować za zainteresowanie i podejście do mnie. Uważam go za znakomitego trenera, co udowodnił w najlepszych okresach swojej pracy w różnych klubach. Real Madryt będzie bardzo trudnym rywalem w walce o mistrzostwo.
Rozmawiałeś też z Flickiem. Jak cię przekonał?
Ważne jest również to, co klub potrafi ci przekazać. Z zewnątrz widzisz pewne rzeczy, jakiś obraz klubu, ale potrzebujesz też bezpośredniej rozmowy i tego, co z niej wyniesiesz. W Hansi najbardziej przyciągnęło mnie to, jakim jest człowiekiem. Jedną z pierwszych rzeczy, o których mówił, była chęć codziennego doskonalenia się i niezadowalania się tym, co już osiągnąłeś. To bardzo bliskie mojemu podejściu: nigdy nie spoczywać na laurach, nie uznawać, że osiągnąłeś już swój szczyt, i zawsze wymagać od siebie więcej. Właśnie to prędzej czy później prowadzi do sukcesu. Uważam, że Barcelona ma jeszcze pole do rozwoju i może dojść do poziomu, który pozwoli jej po sukcesach krajowych zdobywać także najważniejsze trofea w Europie.
A jak przekonał cię Deco?
Ani przez chwilę nie wywierali na mnie żadnej presji. Wszyscy mówili, że chcieliby mnie mieć w drużynie, ze mną pracować i korzystać z tego, co mogę jej dać. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki ze mną rozmawiali, bez nerwowego naciskania. Po prostu przekazywali mi, jak bardzo zależy im na tym, żebym dołączył do ich projektu, i że ich zdaniem potrzebują właśnie takiego zawodnika. Przede wszystkim mówili o tym bardzo naturalnie. Czułem rodzinną atmosferę, to, że jest to rodzinny klub. Bardzo mnie to przyciągnęło.
Czyli nie odniosłeś wrażenia, że Barça zabiega o ciebie po to, żeby pokrzyżować plany Realowi?
Nie, chodzi mi bardziej o to, że nie próbowali przekonywać mnie pieniędzmi. Rozmawialiśmy przede wszystkim o piłce, o tym, co ich zdaniem mogę dać drużynie na boisku i poza nim. To bardzo mi się spodobało.
Jak myślisz, na ile łączenie cię z Enrique Riquelme mogło ostudzić zainteresowanie władz Realu i sprawić, że nie postawiły wszystkiego na twój transfer?
Szczerze mówiąc, trzymałem się od tego z daleka. Jeśli dobrze pamiętam, działo się to podczas mundialu, a ja byłem skupiony na reprezentacji i na osiągnięciu tego, co dziś jest największym sukcesem w mojej karierze.
Mówiło się też, że na tę możliwość mógł wpłynąć bojkot gali Złotej Piłki przez Real Madryt i Viníciusa, kiedy to ty zdobyłeś nagrodę
Już wtedy mówiłem, że mnie to nie dotknęło, bo to był mój dzień. Nie widziałem większego sensu w rozmawianiu o ludziach, których tam nie było i którzy nie uczestniczyli w tej uroczystości, w tak pięknym momencie dla mnie i mojej rodziny. Kto mnie zna, ten wie, że staram się odcinać od takich rzeczy, podobnie jak od medialnego szumu. Skupiam się na futbolu. Pod tym względem jestem bardzo angielski, prawda? Premier League to piłka i niewiele poza nią.
Co możesz dać tej drużynie i temu klubowi pod względem piłkarskim oraz taktycznym, ale też w szatni?
Myślę, że mogę pomóc na różne sposoby. Jeśli chodzi o doświadczenie i przywództwo, mam sporo do zaoferowania grupie, która jest dość młoda i być może nie przeżyła tylu sytuacji, z jakimi ja już się mierzyłem. Uważam, że w takim zespole to ważne. A pod względem piłkarskim przychodzę, żeby dostosować się do drużyny, pomóc jej i jak najlepiej wykorzystać swoje atuty. Dołączam przecież do zespołu, który już dobrze funkcjonuje i pokazał, że potrafi wygrywać.
Nie boisz się wysoko ustawionej obrony Flicka?
Z zewnątrz oczywiście zastanawiasz się, jak się gra przy takim ustawieniu obrony, jak to wygląda. W praktyce jest jednak inaczej. Kiedy grałem w City, Liverpool Kloppa bronił tak samo: bardzo wysoko, łapiąc rywali na spalonym. Gdy grasz przeciwko takiej drużynie, dostrzegasz, że jeśli ma zawodników umiejących naciskać na rywala, takich jak my, to nie daje ci czasu do namysłu. A kiedy już znajdziesz ułamek sekundy, musisz zagrać idealne podanie. I bardzo trudno je wykonać. Próbowaliśmy przedostawać się za linię obrony Liverpoolu Kloppa i mieliśmy z tym ogromne problemy. Dlatego cieszy mnie praca z trenerem, który inaczej patrzy na ustawienie defensywy. Mogę się dzięki temu rozwijać i czegoś nauczyć. Pracowałem z wieloma szkoleniowcami: Cholo, Pepem, Luisem Enrique, De la Fuente. Teraz trafiłem na trenera z taką filozofią, dzięki któremu mogę dalej poszerzać swoją wiedzę taktyczną.
Porozmawiajmy o Pedrim. Co on może dać tobie, a co ty jemu?
Przede wszystkim zawsze mam do kogo podać. Wiem, że mogę oddać mu piłkę, a on znajdzie wyjście z sytuacji. Kiedy grasz na szóstce, to chyba najlepsze, co możesz mieć obok siebie. Partnera, który pomaga wyprowadzić piłkę i połączyć grę z ofensywą. Daje ci pewność, potrafi minąć rywala, zagrać z pierwszej piłki, podejmuje inteligentne decyzje. Zawsze daje ci jakieś rozwiązanie. Ja z kolei mogę zapewnić mu większy porządek i stabilność, żeby nie musiał aż tyle biegać. Często mu powtarzam, że przemieszcza się z jednej strony na drugą, choć nie zawsze jest to potrzebne. Czasem wystarczy trochę dłużej poczekać na piłkę, żeby oszczędzić siły, a dać drużynie tyle samo. Mogę mu pomóc w lepszym zajmowaniu przestrzeni. Myślę też, że ma jeszcze pole do poprawy w grze bez piłki. Jest inteligentny i może zaliczać wiele odbiorów. Już teraz ma ich dużo, ale może mieć jeszcze więcej. Często odbierasz piłkę dzięki ustawieniu, a nie samej agresywności. Uważam, że pod tym względem może się rozwinąć i tutaj też jestem w stanie mu pomóc.
Który zawodnik drużyny najbardziej cię zaskoczył?
Raphinha. Nie dlatego, że wcześniej nie wiedziałem, jakim jest piłkarzem, ale jest niesamowity i znajduje się w świetnej formie. Śmieję się, bo jest w moim wieku, a jego możliwości fizyczne… Oczywiście jesteśmy innymi typami zawodników, ale gdyby ktoś powiedział, że ma 24 czy 25 lat, każdy by uwierzył. Tymczasem ma trzydzieści, tak jak ja, i wciąż takie niesamowite możliwości.
Nikt tutaj nie ukrywa, że wielkim celem Barçy jest Liga Mistrzów. Patrząc na to, co widzisz, uważasz, że możecie ją wygrać już w tym sezonie?
Tak, oczywiście uważam, że to możliwe. To, można powiedzieć, ten ostatni krok, którego nam brakuje, żeby potwierdzić swoją pozycję i pokazać Europie, jaką jesteśmy drużyną. Nie sądzę jednak, żebyśmy byli faworytami. Trzeba pamiętać, z jakiego punktu startujemy, i rozumieć, czego potrzeba do zwycięstwa. Ta drużyna musi jeszcze kilka rzeczy dopracować, żeby zostać mistrzem Europy. Zawodnicy tacy jak ja przychodzą również po to, żeby pomóc jej się rozwinąć i dać coś, co jest ważne w wygrywaniu tak szczególnych rozgrywek jak Liga Mistrzów. Moim zdaniem to nie jest turniej, w którym chodzi wyłącznie o to, kto jest najlepszy. Decydują konkretne momenty i umiejętność ich rozpoznania. Być może właśnie w tym ta drużyna może jeszcze się poprawić. A jeśli pytasz, czy mamy szanse, to właśnie dlatego tu przyszedłem.
Podaj kilka przykładów tego, co trzeba dopracować pod względem taktycznym. Śledzimy Barcelonę na co dzień i widzieliśmy, jak w dwumeczu z Atlético jeden środkowy obrońca dostawał czerwoną kartkę w pierwszym spotkaniu, a drugi w rewanżu. Albo jak na stadionie Interu wychodziliście na prowadzenie, a ostatecznie przegrywaliście. Strzelaliście sześć goli w dwumeczu, ale traciliście siedem…
Chodzi właśnie o to, o czym mówicie: o kontrolowanie sytuacji, które przesądzają o losach dwumeczu. Kiedy przychodzą najważniejsze spotkania fazy pucharowej, czerwone kartki, karne czy pozwalanie rywalowi na zbyt wiele decydują o tym, czy awansujesz. Czasem lepiej zagrać trochę mniej efektownie w ataku, za to utrzymywać równy poziom i być solidniejszym. Drużyny, które wygrywały te rozgrywki, już to pokazały. Jestem przekonany, że właśnie tutaj możemy się poprawić. To jednak wiąże się też z doświadczeniem. Zawsze powtarzałem, że zanim wygrasz, musisz przegrać i wyciągnąć wnioski. My, którzy zdobywaliśmy ważne trofea, dobrze o tym wiemy. Sam nie wiem, ile razy grałem w Lidze Mistrzów, zanim udało nam się ją wygrać. Takie doświadczenia uczą, a zawodnicy z każdym rokiem wiedzą więcej.
Dochodzi się do tego przez treningi czy raczej przez rozmowy między sobą i z trenerem?
Myślę, że przede wszystkim trzeba zrozumieć, co należy poprawić. Jeśli analizujesz poprzednie sezony i rzucasz typowym zdaniem: „Nie wygraliśmy, ale powinniśmy byli wygrać”, to moim zdaniem popełniasz błąd. Kiedy nie potrafisz zwyciężyć, musisz sprawdzić, co zrobiłeś źle, żeby tego nie powtarzać i stać się lepszym.
Złota Piłka. Kiedy ją zdobyłeś, powiedziałeś, że Lamine Yamal ma już niemal wszystko, żeby pewnego dnia ją wygrać. Myślisz, że ten moment właśnie nadszedł?
Nie wiem. Zadajesz pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć. Przy tych indywidualnych nagrodach… Mogę za to powiedzieć, że rozwija się niesamowicie. Ostatnie półtora roku w jego wykonaniu było kapitalne i bez żadnych wątpliwości można go już zaliczać do najlepszych piłkarzy świata. Ale co właściwie ocenia Złota Piłka? Indywidualną grę? Cały sezon? Wszystkich nas pociągają nagrody indywidualne, ale już sam fakt, że dziewiętnastolatek osiągnął tyle co Lamine, jest imponujący. Pokazuje, jak wielkim jest piłkarzem. Zobaczymy, jaka będzie decyzja. Myślę, że w tym roku sprawa jest bardzo otwarta i wszyscy kandydaci mają argumenty, żeby wygrać. Dlatego nie zaprzątam sobie tym szczególnie głowy. Chciałbym natomiast, żeby nagrodę zdobył Hiszpan: Lamine, Pau [Cubarsí], Fabián czy ja, skoro też jestem nominowany. Uważam, że hiszpański futbol zasłużył na docenienie za ten mundial.
Klub opowiedział się za Lamine'em. Rozumiesz to czy trochę cię to uwiera, skoro sam też zdobyłeś Złotą Piłkę i możesz o nią walczyć?
Nie, doskonale rozumiem, że klub wspiera zawodnika takiego jak Lamine, który jest wychowankiem i znaczy dla nich tak wiele. W ogóle mi to nie przeszkadza. Ostatecznie to bardzo indywidualna decyzja stu osób oddających głosy. Kogokolwiek wybiorą, pogratulujemy mu.
Żałujesz tego, co powiedziałeś Cubarsíemu na ławce na Mestalli?
Tak, mówiłem już o tym ostatnio. W życiu trzeba umieć przyznać się do błędu i wiedzieć, kiedy się z czegoś wycofać. Nie mam żadnego problemu z przyznaniem, że się pomyliłem. Może nie tyle przez sam fakt prywatnej rozmowy, bo uważam, że każdy ma prawo rozmawiać o tym, o czym chce, ile przez moment i okoliczności, w których do niej doszło. Trzeba rozumieć, że liga hiszpańska jest inna i może cię spotkać coś takiego. Pozostaje przeprosić. Jak już mówiłem, absolutnie nie chodziło o obrażanie żadnego zawodnika ani klubu. To był raczej wyraz zaskoczenia. Na tym zakończmy.
Rozumiem, że mimo swojego doświadczenia nie spodziewałeś się, że uchwycą to kamery?
Spędziłem siedem lat w Anglii i tam takie rzeczy się nie zdarzają. Ale wyciągnąłem z tego lekcję i drugi raz mi się to nie przytrafi.
Jako piłkarz wygrałeś praktycznie wszystko, jeśli nie wszystko. Co nadal cię motywuje?
Wiele rzeczy. Można pomyśleć, że z wiekiem i kolejnymi sukcesami człowiek traci głód wygrywania, ale u mnie jest odwrotnie. Mamy ogromne szczęście, że możemy zajmować się piłką. Uważam, że skoro jesteśmy w stanie dokonywać wielkich rzeczy, powinniśmy do nich dążyć. Ten nowy etap w Barcelonie i możliwość osiągnięcia tutaj czegoś wielkiego bardzo mnie motywują.
Poza trofeami motywuje cię też możliwość wzięcia pod swoje skrzydła na przykład Marca Bernala, który jest podobnym typem zawodnika? Co twoim zdaniem może poprawić?
Tak. Chyba się starzeję, bo mając 21 lat, pewnie bym tego nie powiedział, ale to też mnie motywuje. Pomaganie innym zawodnikom i kolegom z drużyny w rozwoju, tak jak kiedyś inni pomagali mnie. Kiedy jesteś młodszy, nie zwracasz na to aż takiej uwagi. Z wiekiem, gdy widzisz, że możesz mieć na kogoś wpływ i pomóc mu stać się lepszym, zaczyna cię to napędzać. Cieszy mnie, że mogę coś takiego dać. A Marc Bernal to świetny chłopak z niesamowitą przyszłością. Już teraz prezentuje wysoki, bardzo wysoki poziom. Dużym atutem jest to, że może grać zarówno na szóstce, jak i na ósemce. Uważam, że ma predyspozycje do obu tych ról. Warunki fizyczne, jakość, inteligencja, chęć słuchania… Moim zdaniem ma wszystko.
Powoli kończąc: co musiałoby się wydarzyć, żebyś za cztery lata powiedział, że przejście do Barçy było idealną decyzją?
Co musiałoby się wydarzyć? Oczywiście musiałbym osiągnąć cele, dla których tu przyszedłem. Chodzi o to, o czym rozmawialiśmy: pomóc drużynie wejść na wyższy poziom, rozwinąć się jako piłkarz, mieć poczucie, że z każdym rokiem szedłem do przodu i nie zadowalałem się tym, co już mam. Chciałbym też, żeby rozwijał się klub. Jest kwestia stadionu, są inne obszary, w których możemy pójść dalej. Właśnie dzisiaj, podczas odprawy Hansi, mówiłem, że musimy wymagać również od klubu, by dalej rozwijał się na różnych polach. Myślę, że wtedy po tych czterech latach mógłbym powiedzieć: „Kurwa, to była dobra decyzja”.
Jeszcze jedna kwestia. Być może Real Madryt bardziej potrzebował zawodnika o twoim profilu. W Barcelonie są przecież De Jong, choć jest kontuzjowany, Bernal, Gavi czy Pedri. Nie obawiałeś się, że w pomocy jest już tylu mocnych graczy o dużym znaczeniu dla zespołu?
Podam przykład. Wiele zależy od etapu kariery. Kiedy masz 18, 19 czy 20 lat i zastanawiasz się nad przejściem do wielkiego klubu, tak jak kiedyś ja, a tam gra ktoś taki jak Sergio Busquets, Casemiro czy inny zawodnik tej klasy, wiesz, że bardzo trudno będzie ci się rozwijać. Gdy masz trzydzieści lat, patrzysz już na to inaczej. Oczywiście Barcelona ma świetnych środkowych pomocników. Klub też o tym wie. Musisz więc podjąć decyzję, zastanowić się, co zrobić, ale też wiedzieć, jaki to ma sens. To była jedna ze spraw, o których rozmawiałem z klubem: żeby była to rozsądna decyzja dla wszystkich. Tak to oceniliśmy. Uważam, że każdy z obecnych zawodników może pomóc na swój sposób, i tak też to rozumieliśmy. To, że mamy tylu bardzo dobrych pomocników, służy jednemu: podniesieniu poziomu drużyny. Jestem przekonany, że inne kluby w Europie zazdroszczą Barcelonie takiej drugiej linii.
Grałeś z Juliánem Álvarezem w Manchesterze City i dobrze go znasz. Sprowadziłbyś go?
Uważam go za znakomitego piłkarza. Oczywiście, że sprowadziłbym Juliána. Miałem szczęście grać z nim przez dwa lata i moim zdaniem jest niesamowity.
Dlaczego niesamowity?
Po prostu jest niesamowity. Naprawdę tak uważam. Na dodatek niemal częściej grał na dziesiątce niż na dziewiątce, choć przychodził jako środkowy napastnik. Odnalazł się jednak także w innej roli. Może grać za napastnikiem, jako rozgrywający, a zdarzały mu się nawet mecze na ósemce. To fantastyczny zawodnik.
Na koniec chcielibyśmy, żebyś zwrócił się do kibiców Barçy. Jako jej środkowy pomocnik i zdobywca Złotej Piłki. Co możesz obiecać kibicom, dla których Liga Mistrzów, o której mówiłeś, jest wielkim celem?
Takich rzeczy nie można obiecywać. Chciałbym im jednak powiedzieć, że przyszedłem tutaj, żeby dać z siebie absolutnie wszystko, pomóc drużynie, wnieść to, co mam najlepszego, a przede wszystkim spróbować dać im jeszcze więcej szczęścia niż dotychczas. To chciałbym przekazać. Ta drużyna da z siebie wszystko i mam nadzieję, że z czasem będą z nas dumni.
Zaskoczyło cię, jak wiele sympatii okazują ci kibice Barçy?
Nie tyle zaskoczyło, bo nigdy do końca nie wiesz, co czeka cię w nowym miejscu, ile napełniło dumą. Naprawdę od debiutu nie mogę wyjść z podziwu. Pamiętam obiad po prezentacji i tych wszystkich ludzi czekających przed restauracją. Coś niesamowitego. To niewiarygodne, ile sympatii okazano mi w ciągu zaledwie kilku dni. Oczywiście czuję ogromną potrzebę, żeby odpłacić za to wszystkim, co mam.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.