Właśnie skończyłeś 33 lata, Betis zagra w Lidze Mistrzów, masz za sobą długą karierę… Miałeś już czas, żeby trochę się nad tym wszystkim zastanowić?
To prawda, że podczas wakacji człowiek zatrzymuje się na chwilę i zaczyna nad tym wszystkim myśleć. Kiedy patrzę wstecz, czuję się ogromnym szczęściarzem ze względu na życie, jakie mam, i jestem za nie bardzo wdzięczny. Pochodzę z bardzo skromnej rodziny, a moi rodzice wykonywali zupełnie zwyczajne zawody. Kiedy ojciec woził mnie do ośrodka treningowego Realu Madryt, wstawał o piątej rano, żeby iść do pracy, a po południu zawoził mnie na trening. Bardzo to doceniam. Mam wrażenie, że żyjemy w społeczeństwie, w którym cały czas patrzymy na to, czego nam brakuje, zamiast na to, co już mamy. Miałem ogromne szczęście i teraz zdaję sobie z tego sprawę. Kiedy miałem 21 lat, chyba jeszcze tego nie rozumiałem.
Często mówi się o bańce, w której żyją niektórzy piłkarze. Ty też w niej żyjesz?
Podchodzę do tego bardzo naturalnie. Ludzie często zatrzymują mnie na ulicy, ale robią to z szacunkiem i jest to coś, co musimy zaakceptować. Chodzę do kina, do parku z córką… Antony czy Isco mają pod tym względem trudniej, bo za każdym razem, gdy ktoś ich rozpozna, robi się spore zamieszanie.
W sezonie 2024/25 miałeś poważną kontuzję mięśniową. Jak przeżyłeś ten okres?
To, że nie mogłem wystąpić w finale Ligi Konferencji w 2025 roku, było bardzo przykre, ale tamten sezon nauczył mnie odporności i pokonywania przeszkód. Kiedy wracasz po tak poważnej kontuzji, rozegranie później 30 meczów i możliwość pomagania drużynie mają dla ciebie ogromne znaczenie.
Athletic i Girona to dwa niedawne przykłady klubów, które miały problemy z jednoczesną rywalizacją w Lidze Mistrzów i La Lidze.
Bez wątpienia musimy wyciągnąć z tego wnioski i się na tych przykładach uczyć. Kluczowe będzie to, żebyśmy mieli do dyspozycji całą kadrę i unikali kontuzji. Wtedy będzie można odpowiednio rotować składem i dawać zawodnikom odpoczynek.
Trener dość często rotuje między tobą a Bartrą, czyli dwoma doświadczonymi zawodnikami. Jak do tego podchodzicie?
Nie lubię przegrywać nawet wtedy, gdy gram z córką [śmiech]. Odkąd w wieku siedmiu lat trafiłem do akademii Realu Madryt, wpajano mi, że zawsze trzeba być maksymalnie nastawionym na rywalizację, niezależnie od wyniku. Kiedy trener decyduje, że zagra Bartra, oczywiście nie jestem z tego zadowolony. Staram się jednak skierować tę energię na kolejny trening, bo ostatecznie na tej rywalizacji najbardziej korzysta drużyna.
Zadebiutowałeś w Realu Madryt u Mourinho w 2013 roku. Co z tego pamiętasz?
Pamiętam, że miałem zadebiutować już w poprzednim meczu z Espanyolem, ale Adán dostał czerwoną kartkę. Musiał wejść Casillas, spotkanie się skomplikowało i ostatecznie nie zagrałem. Następnego dnia na treningu Mourinho tłumaczył mi, dlaczego nie mógł mnie wpuścić na boisko. Zaskoczyło mnie to, bo byłem młody i uważałem, że nie musi mi niczego wyjaśniać. Właśnie w takich szczegółach jest wyjątkowy. Za zamkniętymi drzwiami dzieje się wiele rzeczy, których nie widzą ani kibice, ani dziennikarze. Widzicie tylko to, co on chce, żebyście zobaczyli, ale jednocześnie są takie drobne rzeczy, poprzez które zawsze chroni drużynę i klub, a które robią różnicę. Widziałem to również później, kiedy spotkaliśmy się w Romie. Jeśli ktoś ma ucierpieć na krytyce, on woli, żeby spadła ona na niego.
W Romie spotkałeś się z nim ponownie dziesięć lat po debiucie w Realu Madryt.
Tak. Mogę powiedzieć, że to trener, który dokładnie wie, czego chce. Chroni swoich zawodników, ale jednocześnie potrafi być krytyczny i bardzo wymagający. Mogę mówić o nim wyłącznie z wdzięcznością.
Real Madryt sprzedał tego lata wychowanków za ponad 200 milionów euro. Dla kogoś, kto sam przeszedł przez akademię klubu, kiedy przychodzi zrozumienie, że brak miejsca na stałe w pierwszej drużynie nie oznacza porażki?
W moim przypadku zawsze uważałem, że najważniejsze jest granie. Trzeba zacząć od tego, że w Realu Madryt występują najlepsi piłkarze na świecie, więc wychowankowi bardzo trudno jest się tam przebić. W akademii wykonuje się jednak niesamowitą pracę nad rozwojem zarówno piłkarza, jak i człowieka. Nie wiem, czy istnieje na świecie akademia, która dostarcza więcej zawodników klubom z najwyższego poziomu. Marzeniem każdego wychowanka jest oczywiście gra w Realu Madryt, ale wszyscy zdają sobie sprawę, jakie to trudne. Nie wszystko zależy od ciebie. Muszą pojawić się odpowiednie okoliczności, a kiedy dostajesz możliwość pokazania swoich umiejętności w innym klubie, musisz ją wykorzystać.
Właśnie zakończyło się okienko transferowe, podczas którego Premier League ponownie wydała wielokrotnie więcej niż La Liga. Jak wygląda to z perspektywy piłkarza?
Dla mnie to problem sięgający samych podstaw. Premier League od lat ma nad nami przewagę, jeśli chodzi o prawa telewizyjne, a ich zasady finansowego fair play nie mają nic wspólnego z naszymi. Za poszczególnymi klubami stoją potężne grupy i przedsiębiorcy, którzy gwarantują ich finanse. Tutaj kontrola jest bardzo restrykcyjna. Dlatego tam wydaje się absurdalne kwoty, a tutaj każda taka operacja jest niezwykle trudna. To ogromna przewaga konkurencyjna. Przepisy powinny być nieco bardziej elastyczne, żeby można było rywalizować z Premier League, choć kwoty wydawane w Anglii rzeczywiście są szalone. Everton miał 300 milionów zadłużenia, ale może funkcjonować, bo przedsiębiorca albo fundusz wykłada pieniądze. Tutaj tak to nie działa. Wszystkie strony powinny trochę ustąpić, żeby znaleźć rozwiązanie. Szkoda też, że w Hiszpanii wiele klubów ma sprzeczne interesy i nie wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku. Rozwiązaniem nie jest skopiowanie przez La Ligę systemu Premier League, w którym kluby działają ze stratami. To nie jest zdrowy ani długofalowo możliwy model. Uważam jednak, że kontrola w La Lidze jest zbyt restrykcyjna. Trzeba znaleźć złoty środek.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.