[Real Madrid TV] Real Madryt zmierzy się jutro w Sewilli z bardzo mocnym Betisem, który w tym sezonie również gra w Lidze Mistrzów i wygrał swoje dwa pierwsze mecze ligowe. Jakiego Realu Madryt pan oczekuje, jaki Real chce pan jutro zobaczyć i jakiego meczu się pan spodziewa?
To musi być wielki Real Madryt. Inaczej nie wygramy. Betis, jak pan mówi, jest bardzo dobrym zespołem, a ostatnie wyniki Realu Madryt na jego stadionie są bardzo wymowne. Trudno jest tam wygrać. Żeby zwyciężyć, musisz być na swoim najwyższym poziomie. Nie ma innej drogi.
[DAZN] Chciałem zapytać o wydarzenie, które było w tym tygodniu głośnym tematem. Messi ogłosił, że kończy karierę w reprezentacji Argentyny. Jak pan go umiejscawia w historii futbolu, w TOP 5, TOP 3 czy w dowolnym rankingu, jaki pan wybierze? I czy może pan podzielić się jakąś anegdotą, biorąc pod uwagę pierwszą kadencję tutaj, Messiego, Cristiano, Real Madryt i Barcelonę, kiedy wszystko było bardzo intensywne?
Mówienie o Messim jest skomplikowane [uśmiech]. Niewiele więcej da się już powiedzieć. Nie ma słów, które potrafiłyby opisać jego jakość jako piłkarza. Przyjechał na ten mundial w wieku, jak sądzę, 38 czy 39 lat i zobaczyliśmy to, co zobaczyliśmy. To jeden z tych zawodników, za którymi będzie się tęsknić. Będziemy musieli obejrzeć jakiś mecz MLS, choć nie jest to coś, co szczególnie lubię, żeby wykorzystać te ostatnie lata, czy ostatni rok, ostatni sezon, nie wiem, i jeszcze go oglądać. Bo to właśnie jeden z tych piłkarzy, o których mówiłem na poprzedniej konferencji, za którymi tęsknisz zawsze. Z naszej generacji, z ostatnich mniej więcej dwóch dekad, wszyscy wiemy, co znaczy Messi.
[Televisión Española] Chciałam zapytać o wychowanków. Okno transferowe jest już zamknięte, było wiele odejść i duże zainteresowanie ze strony zagranicznych klubów. Jaką rolę będą odgrywać wychowankowie w projekcie José Mourinho?
Wielu z nich pracuje ze mną regularnie, każdego dnia. Inni przychodzą od czasu do czasu, a nawet tym, którzy do nas nie przychodzą, poświęcamy bardzo dużo uwagi. W ostatnich latach wykonano z nimi świetną pracę. Efektem tej pracy jest to, że Thiago definitywnie awansował do pierwszego zespołu. Efektem są również te wszystkie miliony, które Real Madryt zarobił na transferach młodych zawodników. Powtarzam jednak, że ostatecznie są to transfery, które nie do końca są transferami, bo Real Madryt odzyskuje tych piłkarzy, kiedy chce ich odzyskać, kiedy uznaje, że dany zawodnik powinien znaleźć się w pierwszej drużynie. Wraz z rozwojem sezonu, przy zawieszeniach i kontuzjach, oczywiście zawsze będą pojawiały się dla nich okazje. Znam ich coraz lepiej, a my mamy codzienny kontakt z Manu i, nazwijmy to, z La Fábricą. Wszystkie dzieciaki mogą mieć nadzieję. Nie wszyscy dostaną swoją szansę, ale każdy może żyć z nadzieją, że nadejdzie jego moment w pierwszym zespole.
[laSexta] Chciałem zapytać o Sergio Martíneza. Wczoraj po raz pierwszy trenował z panem. Jakie pozostawił wrażenia i jaki ma pan wobec niego plan?
Plan jest taki, że jutro będzie na ławce. I już na tej podstawie można mniej więcej zobaczyć, jaki mamy wobec niego plan. Trenował z pierwszym zespołem dopiero przez dwa dni. Nie mogę powiedzieć dużo więcej, ale oczywiście zanim klub go sprowadził, wiedząc, że nie trafi bezpośrednio do pierwszej drużyny, również go analizowaliśmy i wyraziliśmy opinię na temat tego, czy może kiedyś tutaj dotrzeć. To chłopak z potencjałem, który ma już niewielkie doświadczenie w Segunda, a teraz także za sobą pierwszy mecz ligowy z Racingiem. Ma potencjał, ale musi pracować. Tylko on może powiedzieć, jak to odczuwa, ale wyobrażam sobie, że poziom jakości i intensywności tutaj jest inny. Ale jest z nami. Jutro będą na ławce on, Rivas, Cestero... Zobaczymy, czy zagra. Ale sam fakt, że jutro będzie z nami, jest już krokiem naprzód.
[El Chiringuito] Biorąc pod uwagę, że okno transferowe już się zakończyło, a także pańskie ogromne doświadczenie w wielkich klubach, czy spotkał się pan kiedyś z sytuacją, w której zawodnik otwarcie mówi, że nie chce grać w swoim obecnym zespole, bo jego marzeniem jest występować gdzie indziej? Mam oczywiście na myśli Juliána. Jak zarządza się taką sytuacją w trakcie sezonu? Jak odzyskać takiego zawodnika, żeby dawał z siebie wszystko, wiedząc, że jego głowa jest poza klubem?
Jeśli chodzi o tę konkretną sytuację, nie ma nikogo, kto znałby ją lepiej niż Simeone. Nie ma też nikogo, kto znałby klub lepiej niż Simeone. I nie wydaje mi się, żebym miał w tej sprawie absolutnie cokolwiek do powiedzenia. Zwykle powtarzam tylko, że kiedy zawodnik nie jest zadowolony, to gdy nadchodzi 1 września, musi już być zadowolony albo nie gra do 1 stycznia. Dlatego mam wrażenie, że od wczoraj i przynajmniej do 31 grudnia będzie ważnym zawodnikiem dla swojego klubu.
[Cadena SER] Chciałem zapytać o coś, co nie jest stricte sportowe, ale dotyczy szatni. Czy rozmawiał pan z Raúlem Asencio i czy może pan powiedzieć, co mu pan przekazał i o czym rozmawialiście po tym, jak uzyskał pozytywny wynik podczas kontroli trzeźwości?
Rozmawiałem z nim, kiedy tutaj przyszedłem. Zrobiłem to w związku z pewnymi rzeczami z przeszłości. Od kiedy tutaj jestem, już więcej o tym nie rozmawiam. Nie rozmawiam więcej o sytuacjach spoza Valdebebas. Bo w Valdebebas powiedziałbym, że jest wzorowym profesjonalistą. Kiedy był zdrowy, nikt nie trenował więcej i lepiej od niego. Teraz, kiedy od kilku tygodni jest kontuzjowany, przychodzi pierwszy i wychodzi ostatni. Jego poświęcenie dla rehabilitacji jest ekstremalne. Ale zawodnikiem Realu Madryt jest się 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i dwanaście miesięcy w roku. Wszystko, co robisz poza swoim obszarem zawodowym, nadal dotyczy Realu Madryt. Może zaszkodzić prestiżowi klubu, który jest nietykalny, którego nie można naruszać. I tym samym mówię panu, że nie jestem zadowolony. Wszyscy popełniamy błędy, ale kiedy błędy się kumulują, to już jest coś innego.
[Cadena COPE] Nie widzieliśmy jeszcze treningu, ale rozumiem, że Tchouaméni nadal nie znajdzie się w kadrze. Nie wiem, czy zdąży nawet na mecz z Interem, bo w przyszły wtorek w środku pola może pojawić się duży problem z powodu zawieszeń Gülera, Bernardo Silvy i Camavingi. Praktycznie jedynym pomocnikiem z pierwszej drużyny pozostanie Fede. Myślał pan już o tym?
Już psuje mi pan mój spokój [śmiech]. Porozmawiamy o tym jutro po meczu. Ale do spotkania z Betisem pozwólcie mi pozostać optymistą i zadowolonym, bo pan dobrze wie, że będziemy mieli później poważny problem do rozwiązania. Na razie skupmy się na Betisie i zapomnijmy o tej historii.
[El País] Po tym, co przed chwilą powiedział pan o Asencio, jaka jest teraz jego sportowa przyszłość pod pana wodzą? Będzie pan na niego liczył, kiedy wróci do zdrowia? Czy jego przyszłość jest również decyzją, którą będzie musiał podjąć klub?
Klub wszczął postępowanie dyscyplinarne. Ja jako trener, dopóki ono trwa, patrzę na niego jak na zawodnika Realu Madryt. Jest kontuzjowany i pozostanie kontuzjowany co najmniej jeszcze przez dwa tygodnie. To pomaga mi trzymać się z dala od problemu, o którym pan wspomniał. Dla mnie sprawa jest prosta. Myślę, że najlepiej moje podejście do tego wszystkiego definiuje jedno: jest zawodnikiem Realu Madryt, a zawodnikiem Realu Madryt jest się 24 godziny na dobę.
[AS] Chciałem zapytać o Ceballosa. To dość zaskakujące, że zawodnik odchodzi z Realu Madryt poprzez rozwiązanie kontraktu i, można powiedzieć, otrzymuje wolną rękę. Chciałbym wiedzieć, co dokładnie wydarzyło się w jego przypadku. To była pańska decyzja czy wyłącznie on chciał odejść? Co wydarzyło się tego lata, że ostatecznie odszedł?
Rozmawialiśmy przez telefon trzy minuty. Powiedziałem mu, że na niego nie liczę. Kiedy trener nie liczy na zawodnika, bardzo często piłkarze trzymają się swoich kontraktów i mówią: „Chcę zostać, chcę zostać, nie odchodzę”. Później powstaje problem, który czasami ciągnie się bardzo długo. W tym przypadku wszystko było bardzo łatwe, bo zawodnik powiedział mi: „Jeśli na mnie nie liczysz, wolę zostać wolnym zawodnikiem i sam zdecydować o swojej przyszłości”. W ciągu kilku dni zawodnik i klub, Real Madryt, doszli do porozumienia w sprawie rozwiązania kontraktu i Ceballos został wolnym zawodnikiem, który mógł sam zdecydować o swojej przyszłości.
[Onda Cero] Chciałem zapytać o poziom La Ligi. Po tylu latach poza Hiszpanią, po pierwszych trzech kolejkach i po analizie pozostałych zespołów, od kilku lat mówi się, że poziom drużyn ze środka stawki trochę spadł w porównaniu z pańską pierwszą kadencją. Uważa pan, że będzie to liga wymagająca bardzo dużej liczby punktów czy raczej Real, Barcelona i Atlético będą po drodze tracić punkty i walka potrwa do samego końca?
Myślę, że Atlético Madryt również tam będzie i również będzie kandydatem. Nawet jeśli publicznie tego nie mówią, z pewnością myślą i czują, że mogą. Sposób, w jaki przeprowadzili transfery, sposób, w jaki zainwestowali, oraz ta stabilność, która wydaje się niemal wieczna, zawsze ten sam trener, ta sama mentalność, ten sam sposób myślenia i organizacji, to bardzo duża siła we współczesnym futbolu, w którym ciągle się wszystko zmienia. Dla mnie oni również są kandydatem. Później mamy zespoły, które będą wysoko i grają również w Lidze Mistrzów czy innych europejskich pucharach, Betis, Villarreal i inne. To mocne drużyny. Jutro zobaczymy, jak mocny jest Betis. Baskijskie zespoły są niezwykle trudne. Dla mnie to absolutnie nie jest łatwa liga. Nawet jeśli w niektórych spotkaniach pojawiają się wyniki, które mogą dawać takie wrażenie, jak nasze 4:0 z Málagą czy 5:0 Barcelony z Elche. Ale tutaj istnieje presja, której nie ma w innych ligach, presja konieczności ciągłego wygrywania. Są ligi, w których kandydaci do mistrzostwa nie muszą zawsze wygrywać. We Francji czy w Niemczech mają spokój wynikający z myślenia: „Wiemy, że będziemy mistrzami”. Tutaj jest ciężko. Tutaj co tydzień istnieje presja, że każdy wynik inny niż zwycięstwo nie jest dobrym wynikiem. I tyle. Ta presja ma ogromny ciężar dla zespołów, które muszą rozgrywać ligę o takich wymaganiach.
[Okdiario] Jutro ponownie spotka się pan z Pellegrinim. Mierzyliście się ze sobą 17 razy przez wszystkie te lata. Zaczęliście od dość napiętej relacji, ale w ostatnich latach wszystko bardzo się uspokoiło. On sam po meczu Romy z Betisem powiedział, że ma pod pańskim adresem wyłącznie dobre słowa. Jakie słowa pan ma dla Pellegriniego i jak wspomina pan tamte pierwsze, bardziej napięte lata?
Nigdy niczego nie wypominam, bo nie możemy cofnąć czasu. Taka jest moja filozofia. Ale oczywiście, kiedy masz za sobą tak długą przeszłość w futbolu, zdarzają się momenty, słowa i rzeczy, które człowiek mówi czy robi, a później czuje się jak idiota. Czujesz, że się pomyliłeś. Dlatego niczego nie wypominam. Ale oczywiście w przypadku naszej relacji, mówię o mnie, nie o nim, powiedziałem kiedyś pod jego adresem coś bardzo głupiego, czego nie jestem dumny. Później, i na pewno będzie się śmiał, jeśli mnie teraz słucha, dobrze za to zapłaciłem. Bo mistrzostwo Premier League, które zdobył z Manchesterem City, podarowałem mu ja. Gdyby na dwie kolejki przed końcem Liverpool zremisował z Chelsea, Liverpool zostałby mistrzem. My wygraliśmy i dzięki temu mistrzem został on. Dobrze za to zapłaciłem [uśmiech]. Później spotykaliśmy się jeszcze kilka razy i zachował się wobec mnie jak wielki dżentelmen. Był sparing Betis – Roma, w którym Roma, w dużej mierze przez sędziego, który głęboko kochał Betis, została na boisku w siedmiu. A on powiedział swoim zawodnikom: „Nie będziemy ich dobijać, zostawmy mecz takim, jaki jest”. Chyba było 3:1 czy coś takiego. Mógł strzelić nam osiem, a strzelił trzy czy cztery, już dokładnie nie pamiętam. Dla mnie to świetny trener, wzór jako trener i jako człowiek. Bardzo go lubię. Jutro uścisk przed meczem, uścisk po meczu i gramy.
[nie przedstawił się] Po pierwszych kolejkach wydaje się, że znalazł pan odpowiedni sposób na tę szatnię, zarówno pod względem zarządzania grupą, jak i futbolu. Chciałem zapytać o dwóch trenerów Realu Madryt z poprzedniego sezonu. Czy rozmawiał pan w ostatnich miesiącach z Xabim i Álvaro, żeby lepiej zrozumieć, co wydarzyło się w poprzednim sezonie?
Z Xabim nie. Ostatnim razem rozmawialiśmy, kiedy Roma grała z Leverkusen. Z Álvaro tak. Z Álvaro rozmawiam bardzo często, ale to nie od Álvaro otrzymałem informacje. Absolutnie nie. To kwestia etyczna. Byłemu trenerowi nie jest łatwo rozmawiać o swojej poprzedniej sytuacji, a ja nigdy, również dlatego, że bardzo go lubię, nie postawiłbym go w tak trudnym położeniu. Informacje nie pochodziły od nich.
[MARCA] Chciałem zapytać o słowa Luki Modricia z wywiadu dla dziennika MARCA. Powiedział, że był pan kluczową osobą przy jego transferze do Realu Madryt i że żałuje również, iż nie mógł dłużej z panem pracować. Jak wspomina pan Modricia i co pan sądzi o tych słowach?
Pamiętam przede wszystkim, jak bardzo go chcieliśmy. Ale negocjacje z Tottenhamem Daniela Levy’ego były, żeby nie powiedzieć niemożliwe, niemal niemożliwe. Mam z tego zabawne wspomnienia, bo Luka był wtedy z Tottenhamem na okresie przygotowawczym w Stanach Zjednoczonych. José Ángel mówił mi: „Jedzie na lotnisko, żeby wsiąść do samolotu”. Pięć minut później: „Nie, nie mamy już porozumienia. Wraca do hotelu Tottenhamu”. Następnego dnia: „Míster, dzisiaj tak, jedzie na lotnisko”. Dziesięć minut później: „Míster, nie mamy porozumienia, bo Daniel Levy zmienił warunki”. Real Madryt był już bliski powiedzenia: „To niemożliwe”, ale to był zawodnik, którego chciałem. To był zawodnik, którego chciałem. Naszą bazę stanowili Xabi, Khedira i Özil, a Luka był piłkarzem, który moim zdaniem mógł pomóc nam zrobić kolejny krok naprzód, bo mógł grać jako „dziesiątka”, „ósemka” albo „szóstka”. Mielibyśmy wtedy czterech zawodników z najwyższego poziomu w środku pola i uważałem, że był dokładnie takim piłkarzem, jakiego potrzebowaliśmy. Przez kilka miesięcy wy mnie zabijaliście [uśmiech]. Wybraliście Lukę najgorszym transferem w historii Realu Madryt, ale później Luka zamknął wszystkim usta i dzisiaj jest częścią historii.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.