Dziewięć lat później znów trenowałeś w ośrodku Betisu, założyłeś zielono-białe barwy i znalazłeś się wśród nowych kolegów. Co czułeś? I kiedy będziesz gotowy do debiutu?
To był intensywny dzień. Wczoraj rozmawiałem z Manu i powiedziałem mu, że chcę być na dzisiejszym treningu. Kiedy dopinaliśmy operację, udało mi się przespać jakieś dwie czy trzy godziny, ale chciałem być w samolocie o 7:00 rano, żeby dotrzeć tutaj i trenować. Miałem czas, żeby założyć korki, wyjść na boisko, chwilę porozmawiać z trenerem i jasno mu powiedzieć, że jestem do dyspozycji, kiedy tylko będzie mnie potrzebował. To było dla mnie długie lato. Trenowałem i fizycznie czuję się dobrze. Oczywiście nie jestem jeszcze na 100%, ale postaram się osiągnąć ten poziom jak najszybciej. Reszta zależy od trenera. To on decyduje i musimy szanować jego decyzję.
Ile razy marzyłeś o tym, żeby nadszedł dzień twojego powrotu do Betisu? To było długie lato i zapewne zdarzały się trudne chwile. Kto był dla ciebie najważniejszy i co czujesz teraz, kiedy powrót stał się faktem?
Czuję szczęście, ulgę i ekscytację. To trzy słowa, które najlepiej opisują moje obecne uczucia. Marzyłem o tym, żeby tutaj być. Tak naprawdę nigdy nie odszedłem z Betisu, bo Betis zawsze był w moim sercu. Byłem w najlepszym klubie świata pod względem tytułów i historii, a teraz jestem w domu, tam, gdzie chcę być. W poprzednich latach pojawiały się możliwości powrotu, ale ze względu na różne okoliczności dopiero teraz nadszedł odpowiedni moment. A czy można wrócić w lepszej chwili niż do Betisu grającego w Lidze Mistrzów, do historycznego Betisu? To zasługa kolegów, którzy wywalczyli to w poprzednim sezonie. Wracam pełen nadziei, z chęcią do pracy i dołożenia swojej cegiełki, żeby zaprowadzić Betis jak najwyżej.
Twoja rodzina jest związana z tym klubem, a ty się tutaj wychowałeś. Co Betis oznacza dla ciebie i jakie znaczenie miał w twoim życiu?
Jak już mówiłem, Betis nigdy ze mnie nie wyszedł. Przez wszystkie te lata śledziłem jego mecze, kiedy tylko pozwalał mi na to mój terminarz. Moja rodzina odegrała bardzo ważną rolę w powrocie. W poprzednich latach również mogło do niego dojść, ale na wszystko przychodzi odpowiedni moment i ten moment nadszedł właśnie teraz. To prawda, że wszystko dopięliśmy w ostatniej chwili, ale klub zrobił wszystko, co było możliwe. Nie było łatwo, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności związane z takim transferem, ale jestem bardzo szczęśliwy, że tutaj jestem. Betis oznacza dla mnie wszystko. Teraz muszę pokazać to na boisku i odwdzięczyć się kibicom za uczucie, którym darzyli mnie przez wszystkie te lata.
Klub musiał wykonać duży wysiłek, żeby cię sprowadzić, a jednym z ruchów była sprzedaż Pablo Garcíi. Co powiedziałbyś zawodnikowi, który opuszcza klub swojego życia, trochę tak jak ty przed laty?
Powiedziałbym Pablo tylko, żeby cieszył się futbolem. To jeden z naszych, zawodnik wychowany w tym klubie. Uważam, że wybrał odpowiednie miejsce. Najważniejsze, żeby rozwijał się w Primera División i był szczęśliwy. Myślę, że podjął dobrą decyzję i tego właśnie chciał. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie mu dobrze, że strzeli jak najwięcej goli. Cały Betis i wszyscy kibice będą szczęśliwi, jeśli Pablo będzie sobie dobrze radził, bo jest jednym z nas.
Miałeś już okazję porozmawiać z Pellegrinim? Czego od ciebie oczekuje?
Jak mówiłem, miałem może dziesięć minut, żeby się przebrać i wyjść na boisko. Później mogłem porozmawiać z trenerem. Powiedział mi, żebym cieszył się grą, i przywitał mnie ponownie w klubie. To klub, który znam. Przed nami piękny i ekscytujący sezon, który jest wyzwaniem dla wszystkich. Wiemy, co oznacza gra w najważniejszych rozgrywkach, jakimi jest Liga Mistrzów. Trener powiedział, że będzie potrzebował wszystkich 25 zawodników i to będzie kluczowe, żebyśmy w tym sezonie spisali się jak najlepiej.
Przez wiele lat mówiło się o twoim powrocie. Jaki był najtrudniejszy moment? Czy tego lata zdarzały się chwile, w których myślałeś, że transfer może upaść? Kto z rodziny najbardziej namawiał cię na powrót?
Nigdy nie bałem się, że operacja może upaść. Cały czas miałem kontakt z ludźmi z klubu, którzy przekazywali mi spokój. Widziałem, jaka była sytuacja na rynku. Najważniejsze było czekanie na odpowiedni moment. Mogło do tego dojść w poprzednim roku, dwa lata temu albo pięć lat temu. Kiedy wszystko się odpowiednio ułożyło i uznaliśmy, że to właściwy moment, wtedy transfer doszedł do skutku. Moja rodzina była absolutnie kluczowa. Moja partnerka w ważnych chwilach mówiła mi, żebym kierował się sercem. Mam dwie córki, które są dziś moim największym szczęściem. Uważam, że Sewilla jest idealnym miastem, żeby tutaj dorastały. Chciałbym też podziękować Ángelowi, bo kiedy się urodziły, wysłał dla nich legitymacje członkowskie. Zawsze czułem sympatię ludzi z klubu i spoza niego. Tym, co zawsze przyciągało mnie do Betisu, byli ludzie i kibice. Kiedy widzisz ich wcześniej na Villamarín, a teraz na La Cartuja, przechodzą cię ciarki. Nie mogę się doczekać powrotu na boisko i chcę odwdzięczyć się za zaufanie i uczucie, które otrzymywałem przez tyle lat.
Możesz opowiedzieć, jak wyglądała chronologia twojego transferu? Jak przebiegało odejście z Realu Madryt? Rozmawiałeś z Mourinho czy Florentino? I o kim pomyślałeś, kiedy wszystko zostało już podpisane?
Chronologia była prosta. Wyznaczyliśmy sobie pewne terminy. Oczywiście zawsze pojawiają się komplikacje, ale od początku miałem spokój, który przekazywał mi klub. Nigdy się nie bałem, ufałem im i teraz jestem tutaj, bardzo szczęśliwy i wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobili. Realowi mogę tylko podziękować. Uważam, że są w życiu etapy, które trzeba zamknąć. Został mi jeszcze rok kontraktu. Porozmawiałem z klubem i powiedziałem, że nadszedł moment, żeby się rozstać. Miałem możliwość porozmawiać z Mourinho. Wyjaśniłem mu swoją sytuację i powiedziałem, że uważam, iż trzeba zamknąć ten rozdział. Zrozumiał to. Wszystko przebiegło łatwo. Realowi mogę tylko dziękować za wszystko, co zrobił dla mnie w ostatnich latach. Ten etap dał mi mnóstwo dobrych rzeczy. Pomógł mi się rozwinąć, poznałem tam matkę moich dzieci i stworzyłem wspaniałą rodzinę. Wszystko przebiegło naprawdę dobrze. Cała historia tego transferu sprowadzała się do zaufania i spokoju, które Betis przekazywał mi od pierwszej chwili. A o kim pomyślałem po podpisaniu umowy? Szczerze mówiąc, wiedziały o tym tylko moja partnerka, mama i siostra. Nie zdążyłem nawet powiadomić dziadków. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie miałem czasu. Mam mnóstwo wiadomości. Pomyślałem o wszystkich poprzednich latach, kiedy mogło dojść do mojego powrotu, ale do niego nie doszło. Teraz mam tę satysfakcję, że spełniłem marzenie i po dziesięciu latach wróciłem do domu. Pamiętam o wszystkich osobach, które mnie prowadziły i towarzyszyły mi w tej drodze.
Kiedy odchodziłeś z Betisu, część kibiców była niezadowolona ze sposobu, w jaki do tego doszło. Dzisiaj jesteś już bardziej dojrzałym piłkarzem i człowiekiem. Żałujesz tego, jak wyglądało twoje odejście?
Byłem młodym zawodnikiem i wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Miałem 18 lat. Wielokrotnie rozmawiałem o tym z Ángelem i José. Myślę, że wszystkich nas to wtedy zaskoczyło. To były trzy miesiące bardzo gwałtownego rozwoju i nie najlepiej poradziliśmy sobie z odpowiednim wyczuciem czasu. Oczywiście mogło to wyglądać lepiej. Ale nie odchodziłem do małego klubu, tylko do najlepszego klubu świata. Zapłacono moją klauzulę. Myślę, że w pewnym stopniu pomogło to również Betisowi się rozwijać. Od tamtego momentu klub cały czas rósł. Wystarczy zobaczyć obecne obiekty, pozycję zespołu i zawodników, których Betis jest dziś w stanie sprowadzać. Kiedy odchodziłem, coś takiego było niewyobrażalne. Jestem bardzo szczęśliwy, że wróciłem. Być może kibicom trudno było momentami zrozumieć sposób, w jaki odszedłem, ale jestem przekonany, że cieszą się z mojego powrotu. A ja jeszcze bardziej cieszę się, że będę mógł odpłacić za ich zaufanie. Jestem pewny, że ta więź odrodzi się natychmiast, gdy tylko dotknę piłki.
Znów będziesz grał między innymi z Isco. W Realu Madryt dzieliłeś szatnię z jednymi z najlepszych piłkarzy na świecie. Gdzie umieściłbyś Isco w tej hierarchii?
Właśnie dzisiaj o tym rozmawialiśmy. Są piłkarze, którzy mnie naznaczyli. Nacho zapytał mnie dziś o najlepszych zawodników, z którymi grałem, i powiedziałem mu, że dla mnie byli to Benzema i Rubén Castro. Zapytał, dlaczego Rubén. To zawodnik, z którym miałem najlepsze porozumienie na boisku. Później rozmawialiśmy o Luce Modriciu i Tonim Kroosie i powiedziałem, że Isco znajduje się na tym samym poziomie. Dla mnie, spośród zawodników, których widziałem w Betisie, Isco wraz z Joaquínem należą do najbardziej jakościowych piłkarzy, jacy tutaj grali. Podobnie jest, jeśli chodzi o Real Madryt. Isco nie trzeba dziś nikomu przedstawiać. Dla mnie jest na poziomie Toniego Kroosa, Xaviego czy Iniesty. Być może nie miał ciągłości, której by sobie życzył, ale widać, że kiedy trener ponownie obdarzył go zaufaniem, znalazł się na poziomie najlepszych piłkarzy świata.
Za kilka dni Betis zagra właśnie z Realem Madryt. Jak wyobrażasz sobie ten mecz? Przy okazji poprzednich wizyt na Villamarín zdarzało ci się słyszeć gwizdy. Będziesz szczególnie zmotywowany, żeby zamienić je teraz w oklaski?
Sam fakt, że wracam z ambicją i pokorą, żeby zamienić te gwizdy w oklaski, mówi wszystko. Teraz to ja muszę udowodnić swoją wartość na boisku i zrobię wszystko, co możliwe. Jeśli chodzi o Real, wyobrażam sobie trudny i wymagający mecz. Są w dobrej dyspozycji. Mam nadzieję, że uda nam się zdobyć trzy punkty, bo byłoby to ważne także przed wyjazdem do Francji, żebyśmy pojechali tam z dobrą energią i dobrymi odczuciami. Widzieliśmy już w okresie przygotowawczym, że ten zespół potrafi rywalizować. Ostatnio przeciwko Levante mieliśmy mały moment dekoncentracji, ale wcześniej graliśmy jak równy z równym z Arsenalem, Interem i innymi klubami. Zawsze z szacunkiem do wielkich zespołów, ale jednocześnie z ambicją, żeby walczyć o wszystko.
Masz duże doświadczenie w europejskich pucharach, a Betis zagra w tym sezonie w Lidze Mistrzów. Czego potrzebuje szatnia, żeby dobrze poradzić sobie w takich rozgrywkach?
Potrzeba odpowiedniej mieszanki doświadczenia, na przykład takich zawodników jak Isco, który wygrał, jeśli dobrze pamiętam, cztery czy pięć Lig Mistrzów, oraz młodych piłkarzy, również tych z naszej akademii, którzy są bardzo ważni. Taka mieszanka, razem z trenerem mającym doświadczenie w tych rozgrywkach, jest kluczowa. Dla wielu zawodników będzie to pierwszy raz, kiedy zmierzą się z wielkimi rywalami w tych rozgrywkach, ale myślę, że to daje wszystkim dodatkową motywację. Nie chcę sobie nawet wyobrażać La Cartuja, kiedy zabrzmi ten piękny hymn. Stadion eksploduje. Do nas będzie należało, żeby stanąć na wysokości zadania. Z szacunkiem do rywali, bo mierzymy się z najlepszymi zespołami świata, ale bez strachu przed kimkolwiek. Uważam, że Betis rozegra dobrą Ligę Mistrzów.
Kiedy zdecydowałeś się odejść z Realu Madryt, czułeś, że to może być ostatnia szansa na powrót do Betisu? Że to teraz albo nigdy?
Czasami po prostu czujesz, że może to być ostatni pociąg. Dało się wyczuć, że możliwość gry dla Betisu może już uciec. Chciałem tutaj wrócić i przekazałem to Manu, z którym miałem najwięcej kontaktu, bo jest dyrektorem sportowym i odpowiada za planowanie sezonu. Powiedzieli mi, że to mój dom i zrobią wszystko, co możliwe. Zaufałem im. Powoli wyznaczaliśmy kolejne terminy. Ani przez chwilę nie byłem zdenerwowany. Oczywiście mogły zdarzać się momenty niepewności, ale taki jest futbol. Jest tak nieprzewidywalny, że w ułamku sekundy może wydarzyć się wszystko. Jesteśmy tutaj, zrobiliśmy to, co należało zrobić, i z ogromnym entuzjazmem patrzę na bardzo ekscytujący sezon, który jest przed nami.
Przy twojej jakości czego zabrakło ci, żeby mieć większą ciągłość w Realu Madryt? Czujesz frustrację, że nie udało ci się osiągnąć tam czegoś więcej?
Trafiłem tam bardzo młodo. Myślę, że trafiłem do najlepszego Realu Madryt w jego historii, z zawodnikami znajdującymi się w szczytowym momencie kariery i grającymi na mojej pozycji. Później miałem jednak bardzo dobre momenty i byłem w Madrycie bardzo szczęśliwy, nie będę temu zaprzeczał. Uważam, że kiedy miałem ciągłość i omijały mnie kontuzje, byłem bardzo ważnym zawodnikiem. Być może zabrakło mi właśnie takiej regularności, jakiej bym chciał, oraz zaufania ze strony niektórych trenerów. Ale wiemy, że Real Madryt jest najlepszym klubem świata. Kiedy nie grasz na poziomie ośmiu czy dziewięciu na dziesięć, za tobą czekają koledzy, którzy chcą grać dokładnie tak samo jak ty. Jestem dumny z czasu, który tam spędziłem. Nie mam żadnego żalu ani poczucia, że czegoś od siebie nie dałem. Za każdym razem, kiedy zakładałem tę koszulkę, zostawiałem na boisku wszystko i uważam, że kibice o tym wiedzą. Zawsze czułem ich sympatię. Rozstałem się z klubem w dobrych relacjach i czułem wsparcie kolegów, zarządu i wszystkich wokół.
Komentarze (14)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.