REKLAMA
REKLAMA

Larrubia: Stawiasz się na miejscu Viníciusa i to musi frustrować

David Larrubia, wychowanek i jeden z liderów Málagi, udzielił wywiadu dziennikowi ABC przed dzisiejszym spotkaniem na Santiago Bernabéu. 24-latek opowiedział między innymi o dorastaniu z piłką przy nodze, swojej drodze przez klubową akademię, współpracy z psychologiem, metodach Juanfrana Funesa oraz o Viníciusie.

REKLAMA
REKLAMA
Larrubia: Stawiasz się na miejscu Viníciusa i to musi frustrować
David Larrubia. (fot. Getty Images)

Jesteś piłkarzem z gatunku tych, których prawie już nie ma. Dzisiaj wszystko jest bardzo poukładane i wyuczone.
Ja grałem w piłkę z kolegami w parku i na osiedlu. Spędzałem tam każde popołudnie, dopóki mama nie wołała mnie do domu na kolację. A przecież sąsiedzi ciągle się skarżyli, a na osiedlu wisiała wielka tablica z napisem: „Zakaz gry w piłkę”. Ja obok postawiłbym jeszcze większą: „Gra w piłkę obowiązkowa”. Dzisiaj wygląda to tak, jakby istniały tylko internet i telefony.

REKLAMA
REKLAMA

Jesteś jedynakiem, jak wiele dzieci w dzisiejszych czasach. Chciałbyś mieć rodzeństwo?
Kiedy byłem mały i ktoś mnie o to pytał, odpowiadałem, że nie, bo bałem się, że rodzice poświęcaliby rodzeństwu więcej uwagi niż mnie. Byłem o to trochę zazdrosny. Dzisiaj patrzę na to inaczej i rzeczywiście chciałbym mieć kogoś, z kim mógłbym dzielić się sprawami, o których nie zawsze mówi się rodzicom, ale powiedziałoby się bratu czy siostrze. Nie mogę jednak na nic narzekać. Byłem bardzo rozpieszczanym dzieckiem. Rodzice zrobili wszystko dla mojego wychowania, zawsze byli obok, żebym mógł spełnić marzenie o zostaniu piłkarzem. Wszystkie ich poświęcenia, podobnie jak moje, zostały wynagrodzone.

Od 10. roku życia jesteś w akademii Málagi. Spędziłeś w klubie ponad połowę życia, a masz dopiero 24 lata.
Prawda jest taka, że ten czas minął niesamowicie szybko. Kiedy jesteś tak mały, nie zdajesz sobie sprawy, że już wtedy zaczynasz myśleć o zostaniu zawodowym piłkarzem. Mijają kolejne lata i nagle przychodzi ten dzień. Pamiętam przejście z futbolu siedmioosobowego do jedenastoosobowego. Było mi trudno, bo byłem bardzo niski i chudy, a tak duże boisko mocno dawało mi się we znaki. Z biegiem lat miałem jednak szczęście wyróżniać się w każdej kategorii młodzieżowej, a to wcale nie jest łatwe, bo widziałem wielu kolegów, którzy po drodze odpadali. W pierwszym zespole zadebiutowałem w wieku 18 lat i wydawało się, że już się w nim zadomowiłem, ale kilka miesięcy później odesłano mnie z powrotem do rezerw. To był trudny moment. Zdążyłem już uznać, że osiągnąłem swój cel, a nagle znowu grałem w Tercera RFEF. Dlatego odszedłem na wypożyczenie do Méridy. To ponownie rozpędziło moją karierę. Kiedy wróciłem w 2023 roku, już na dobre zadomowiłem się w pierwszym zespole i wydaje mi się, że mam za sobą trzy bardzo dobre lata. W naszej drużynie jest 15 wychowanków. Mamy bardzo silne poczucie przynależności do klubu i sporo talentu, a to coś wspaniałego. Nie wiem dlaczego, ale w Máladze zawsze pojawiają się bardzo dobrzy piłkarze. Być może dlatego, że tutaj futbol uliczny wciąż żyje. Przyjście Lorena na stanowisko dyrektora sportowego również pomogło jeszcze mocniej rozwinąć tę klubową filozofię, zgodnie z którą trzeba dawać wiele szans zawodnikom wychodzącym z akademii. To również sprawiło, że w mieście pojawiła się tak wielka pasja związana z obecną Málagą. Ludzie widzą w nas samych siebie.

REKLAMA
REKLAMA

Mówisz o drodze pełnej wzlotów i upadków. Łatwo jest być piłkarzem?
Często dyskutuję o tym z moją dziewczyną i rodzicami. Wszyscy wiemy, że zawód piłkarza jest uprzywilejowany. Robisz to, co kochasz od dziecka, zarabiasz dużo więcej niż w większości innych zawodów, ale jednocześnie jest to praca wymagająca wielu poświęceń. Musisz bardzo pilnować odżywiania. Musisz spać odpowiednią liczbę godzin i kłaść się spać o właściwej porze. Z wielu rzeczy, które mogą robić twoi znajomi, ty musisz rezygnować, bo jeśli nie masz poukładane w głowie, długo nie wytrzymasz. Dlatego zawsze powtarzam, że bycie piłkarzem wymaga naprawdę wielu wyrzeczeń.

Zeszłego lata przekonałeś się o gniewie w mediach społecznościowych po złamaniu kości strzałkowej przez Isco w starciu z tobą podczas sparingu Málaga – Betis. Da się coś zrobić z taką falą nienawiści?
Szczerze mówiąc, przez kilka dni naprawdę źle się z tym czułem. Każdy, kto choć trochę zna się na piłce, rozumie, że tamta sytuacja była całkowicie przypadkowa. To nie było kopnięcie z zamiarem zrobienia komuś krzywdy. A mimo to ludzie wypisują niewiarygodne rzeczy. To bardzo smutne, że żyjemy w świecie, w którym zza ekranu możesz napisać, co tylko chcesz, i nic ci za to nie grozi. W dodatku krzywdzisz nie tylko konkretną osobę, lecz także jej rodzinę, jak było w moim przypadku. Media społecznościowe stały się bardzo niebezpieczne. Są ludzie, którzy odbierali sobie życie przez falę nienawistnych komentarzy. I nikt nic z tym nie robi.

REKLAMA
REKLAMA

Na szczęście na tym się skończyło. Wiemy jednak, że w trudniejszych momentach kariery korzystałeś z pomocy klubowego psychologa. W czym psycholog może pomóc piłkarzowi?
Dzisiaj, jeśli jesteś zawodowym piłkarzem, psycholog jest wręcz niezbędny. Pomaga nie tylko w sprawach związanych z karierą, lecz także w wielu innych kwestiach. Poprzedni sezon zacząłem słabo. Pierwszego gola strzeliłem dopiero w 12. kolejce, klub wcześniej przedłużył ze mną kontrakt i wiązano ze mną duże nadzieje. Powiedziałem więc psychologowi, że jestem sfrustrowany, bo czuję, że mam dług wobec klubu i kibiców. On przypomniał mi wtedy, dlaczego w ogóle gram w piłkę. Po prostu dlatego, że sprawia mi to radość i jest tym, co kocham najbardziej. Powiedział mi, że jeśli sam będę czerpał przyjemność z gry, kibice też będą ją czerpać, a gole i asysty prędzej czy później przyjdą. I trafił w punkt.

Ludzie traktują futbol zbyt poważnie?
Pellicer [były trener Málagi – przyp. red.] często nam powtarzał, że futbol jest najważniejszą z rzeczy nieważnych. I dokładnie tak jest. Dzisiaj ludzie przeżywają piłkę w szalony sposób. Do tego stopnia, że ich nastrój zależy od tego, czy ich drużyna wygrała, czy przegrała. Rozumiem tę pasję, ale musi istnieć pewna równowaga.

REKLAMA
REKLAMA

W poprzednim sezonie Pellicera zastąpił Funes i zrobił to w wielkim stylu, bo awansował do Primera División. Wygląda na trenera nie tylko bardzo dobrego, lecz także dość nietypowego.
Ma niesamowity dar nauczyciela. Zarządza grupą w inny sposób, ale sprawdza się to perfekcyjnie, bo jest wyjątkowym człowiekiem i ma bardzo klarowne pomysły. Gdyby Funes powiedział nam teraz, żebyśmy skoczyli z urwiska, wszyscy bez zastanowienia rzucilibyśmy się za nim. Wszystko, co mówi, bardzo mocno do nas trafia. Pokazywanie nam fragmentów filmów, na przykład „Kung Fu Pandy”, i wykorzystywanie ich jako piłkarskich metafor? Takie rzeczy może robić tylko trener taki jak on.

Na początek zdobyliście tylko punkt na sześć możliwych. Będziecie musieli cierpieć.
Awansowaliśmy po to, żeby – jak mówi trener – dać sobie szansę pokazania się całej piłkarskiej Hiszpanii. Uważam, że mamy bardzo utalentowany zespół, który z każdą kolejną kolejką będzie się rozwijał. Jesteśmy tymi samymi ludźmi, którzy trzy lata temu grali w Primera RFEF, ale nie jesteśmy już tymi samymi piłkarzami. Nie wiem, gdzie znajduje się nasz sufit, ale jeśli będziemy grać tak jak w poprzednim sezonie w Segunda División i w tych dwóch pierwszych kolejkach, to będzie on bardzo wysoko. A przecież 95 procent kadry nigdy wcześniej nie grało w Primera División. Jestem jednak przekonany, że ten zespół będzie się rozwijał i będziemy bardzo dobrze rywalizować.

REKLAMA
REKLAMA

Wyobrażam sobie, że dzisiejszy występ na Bernabéu będzie spełnieniem marzeń.
Bez wątpienia. To będzie niezapomniane doświadczenie.

Po twojej stronie boiska, tylko atakując w przeciwnym kierunku, znajdzie się Vinícius, czyli kolejny z tych piłkarzy, których prawie już nie ma. Tak jak ty myśli przede wszystkim o dryblingu i biegu z piłką. Rozumiesz jego złość związaną z liczbą fauli?
Oczywiście. Stawiasz się na miejscu Viníciusa i to musi frustrować. Frustruje, bo cały czas dostaje po nogach, a jak mówił Mourinho, rywale umawiają się, że każdy fauluje go po kolei i żaden nie dostaje żółtej kartki. Mnie w poprzednim sezonie przydarzyło się coś podobnego w kilku meczach i trener wyszedł na konferencję prasową, żeby powiedzieć, że trzeba chronić również zawodnika, który raz za razem jest kopany. Dokładnie tak jak zrobił to Mourinho. Rozumiem też, że gdyby Vinícius nie był aż tak dobry, nie byłby faulowany tak często. Tyle że bardzo często nie da się go zatrzymać w żaden inny sposób, więc rywalom nie pozostaje nic innego.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

REKLAMA