Czy mecz Realu z Málagą powoduje u ciebie konflikt emocjonalny?
Zdecydowanie. To dwa kluby mojego życia i nie potrafię wybrać, który wolę. Oba są moimi dwoma piłkarskimi domami i do obu mam taki sam sentyment.
Czy czułeś się mocniej kochany w Máladze?
Przeżyłem tam bardzo piękne chwile i rzeczywiście czułem tę miłość, której nie doświadczyłem ani której nie chciano mi okazać w Realu po tylu latach. Całkowicie się z klubem utożsamiłem.
Czy bycie synem prezesa Realu Madryt było dla ciebie traumatycznym przeżyciem?
Stało się to nie do zniesienia i dlatego musiałem opuścić drużynę, którą zawsze kochałem, mimo że miałem ważny kontrakt. Wtedy zdrowie psychiczne nie było tematem publicznym, ale znoszenie tego co tydzień było niezwykle trudne psychicznie i doszedłem do momentu, w którym po prostu nie mogłem tego znieść. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego traktowano mnie w ten sposób, skoro dawałem z siebie wszystko dla drużyny, mimo że byłem najgorzej opłacanym zawodnikiem. Przecież nie mogłem niczego wymagać.
Presję nakładali na ciebie kibice czy dziennikarze?
Wszyscy. Czasami wykorzystywano mnie w medialnych potyczkach, próbując zaszkodzić mojemu ojcu, a jako piłkarz nigdy nie zyskałem sympatii kibiców, mimo że rozgrywałem świetne mecze, takie jak półfinał z Borussią Dortmund w drodze po siódmy Puchar Europy. Słyszałem gwizdy i obelgi, z którymi nigdy nie mogłem się pogodzić. Nie dało się tak dalej grać.
Czy przeprowadzka do Málagi pomogła ci psychicznie?
Bez wątpienia. Kiedy tam trafiłem, kibice podchodzili do mnie z rezerwą, co było zrozumiałe, ale z czasem zaczęli postrzegać mnie jako piłkarza, jako kogoś, kto zawsze daje z siebie wszystko, i zaczęli mnie lubić. Okazali mi serdeczność, kiedy najbardziej tego potrzebowałem, i właśnie dlatego nigdy stąd nie odszedłem, mimo że miałem lepsze oferty pod względem finansowym. Czułem się wobec nich zobowiązany i nadal jestem jednym z graczy Málagi z największą liczbą meczów w Primera.
Spłaciłeś dług wdzięczności na boisku, a potem uratowałeś klub.
Na boisku zdobyłem Puchar Intertoto, który jest jedynym oficjalnym tytułem klubu, poza kilkoma triumfami w drugiej i trzeciej lidze. Kiedy objąłem stanowisko dyrektorskie i zostałem właścicielem klubu, sytuacja była bardzo skomplikowana, ale włożyliśmy wiele wysiłku i udało nam się ją przezwyciężyć.
8 września 2001 r…
To niezapomniana data. To był mój pierwszy gol w La Lidze. Na Bernabéu przeciwko Realowi Madryt. Pomógł nam zremisować i zdobyć punkt. Życie bywa zabawne. Świętowałem trafienie z szacunku dla naszych kibiców i dlatego, że to dla mnie tak wiele znaczyło. Nie zastanawiałem się, czy powinienem.
Czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z Florentino w roli prezesa Málagi?
Doskonale. To było podczas meczu w Madrycie i podchodziłem do Florentino z pewną nieufnością, bo jego relacje z moim ojcem nie układały się najlepiej, a do tego słyszałem o nim różne rzeczy, które mi się nie podobały. Jednak kiedy poznałem go bliżej, okazał się miłą i serdeczną osobą, i zaczęliśmy utrzymywać swobodne relacje. To pomogło mi pokazać ojcu, że osoba, którą poznałem, nie była taka, jak mi ją opisywał, i że warto byłoby ją bliżej poznać. Sytuacja zaczęła się zmieniać i w końcu zaczęli się bardzo dobrze dogadywać. Cieszę się, że miałem w tym swój udział.
Porozmawiajmy o bieżących wydarzeniach. Czy byłeś zdenerwowany transferem Rodriego do Barcelony?
Tak. To byłby świetny transfer dla Realu Madryt. Nie rozumiałem tego, ale po tym, jak usłyszałem od Mourinho, że Rodri miał wątpliwości co do przyjścia, wszystko zrozumiałem. Ktoś, kto ma wątpliwości, lepiej, żeby nie przychodził.
Który z przeprowadzonych transferów ekscytuje cię najmocniej?
Cucurella. Wszyscy darzymy go wielką sympatią ze względu na jego charakter i sposób bycia, a także ze względu na to, jak dobrze radzi sobie na boisku.
A Espí?
Też, rzeczywiście. Od momentu, gdy go zobaczyłem, mówiłem, że będzie strzelał jak z karabinu. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest nową wersją Joselu, ale na pewno jest typem napastnika, którego potrzebował Real Madryt. Ma klasę, talent, młodość, ambicję i nosa do bramek. Założę się, że strzeli ponad 20 goli we wszystkich rozgrywkach.
Huijsen mówi, że chce oddać hołd numerowi 4, który nosili Hierro i Ramos…
Nadal bardzo w niego wierzę. Jego sezon adaptacyjny był trudny, ale dzięki zdobytemu doświadczeniu i talentowi zrobi ogromny krok naprzód. Rozwinął się, nie zastanawia się już tak długo, jak wcześniej i myślę, że teraz zobaczymy go jako znacznie lepszego środkowego obrońcę.
Czy Mou jest odpowiednim kapitanem dla tego statku?
Podoba mi się taki Mourinho, którego widzę podczas publicznych wystąpień i mam nadzieję, że poprowadzi Real Madryt z powrotem do zdobywania tytułów.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.