Miło pana widzieć.
Wzajemnie.
Co wydarzyło się przez te 13 lat, odkąd pan odszedł? Jak zmienił się José Mourinho?
Bardzo. Zarówno jako człowiek, jak i trener. Bardzo się zmieniłem.
Jaki jest więc obecny Mourinho?
Powiedziałbym, że DNA pozostało takie samo [śmiech]. Oczywiście nie mogę ukrywać tego, kim jestem, ani próbować być kimś, kim nie jestem. Mam znacznie więcej dojrzałości, jestem mniej emocjonalny, bardziej opanowany. Jak zawsze uczę się na błędach, ale nigdy nie towarzyszy mi poczucie: „Żałuję tego czy tamtego”. Bo uważam, że żałowanie w życiu czegoś, co już się wydarzyło, w żaden sposób nie pomaga. Nauka na doświadczeniach tak. I myślę, że w pracy trenera jest taka, iż im więcej mamy doświadczeń i im częściej wydaje nam się, że mamy déjà vu, tym większą jakość prezentujesz.
Czyli mamy do czynienia z nudniejszym Mourinho?
[śmiech obu] Nie powiedziałbym, że nudniejszym. Myślę, że ostatecznie DNA zawsze zwycięża, na końcu zawsze zwycięża. Nie powiedziałbym jednak, że jestem nudniejszy. Nie, w żadnym wypadku.
Makijażem zakrył pan teraz ślad po uderzeniu, ten siniak pod okiem... [pełna historia tej sytuacji w tym artykule]
Tak , tak.
Niektórzy sądzili, że doszło do kolejnej bójki między Valverde a Tchouaménim, a pan znalazł się pomiędzy nimi.
[uśmiech] Nie, nie tak do tego doszło. To był biedny Lacosta, dzieciak z Castilli, który trafił mnie piłką. Miałem na sobie okulary i dostałem w nie w niefortunny sposób... Ale nie dlatego nie został powołany na ostatni mecz! To nie miało z tym nic wspólnego [śmiech].
Nie, oczywiście, żartowałem. Skoro już jednak wspomnieliśmy o Tchouaménim i Valverde, wie pan, że w szatni doszło wcześniej do konfliktu. Jaką szatnię pan zastał?
Zastałem szatnię, która ma wielkie chęci, by zwyciężać w sensie końcowego efektu swojej pracy. Zastałem szatnię otwartą na zdrowy rozsądek, ponieważ od pierwszego dnia proszę ich właśnie o zdrowy rozsądek. Do tej pory nie miałem ani jednej okazji, by stać się agresywnym liderem, którym również potrafię być. [uśmiech] To także stanowi część mojego DNA, ale oni uchronili mnie przed tą wersją mnie samego...
Co to znaczy, że piłkarze pana przed nią uchronili?
Tak, tak, tak. Bo ich zachowanie jest bez zarzutu. Wszystko, o co ich poprosiłem w ramach podstawowych i niepodlegających negocjacjom zasad, sprowadza się do tego, co im powiedziałem: „Proszę was o zdrowy rozsądek”. Kiedy mówię, że musicie być tutaj godzinę przed treningiem, a nie pięć minut wcześniej, to jest zdrowy rozsądek. Tak wygląda dzisiejszy futbol. Musisz przyjechać wcześniej, musisz zjeść śniadanie pod kontrolą dietetyka, musisz codziennie chodzić na siłownię i wykonywać ćwiczenia zapobiegające urazom. Robicie to dla siebie i dla nas. Wszystko, o co ich poprosiłem, jest zdroworozsądkowe. I do tej pory nie było żadnego...
To wydaje się proste, ale zaakceptowanie takich zasad nie jest już tak proste. Jeśli jednak mówi o tym José Mourinho, staje się to łatwiejsze.
Nie możemy wykluczyć, że w trakcie sezonu coś się wydarzy. To także byłoby zupełnie normalne, że coś się wydarzy. Ale do tej pory nie dali mi jednak ani jednej okazji [do pokazania agresywnej wersji].
Może wynika to z tego, że kiedy Mourinho wchodzi do szatni, piłkarze od razu stają na baczność?
Nie wiem... Nie wiem, czy o to chodzi, czy może o odpowiedzialność związaną z tym, co nazywam pracą dla Realu Madryt. To dla mnie fundamentalna sprawa. Mówienie o pracy w Realu Madryt nie jest czymś, co bardzo lubię. Ja naprawdę bardzo lubię pracować dla Realu Madryt.
Zdarza się panu nawet tutaj nocować, prawda? Śpi pan czasami w Valdebebas?
Tak. Tak... Podczas mojego pierwszego etapu tutaj miałem małe dzieci i wszyscy mieszkaliśmy razem: żona, dzieci, cała rodzina. Teraz moje dzieci mają 29 i 26 lat. Oboje mieszkają w Londynie, a moja żona jest taką portugalską matką, która spędza z w cudzysłowie dziećmi [uśmiech] bardzo dużo czasu. Robi to do dzisiaj, nawet jeśli dzisiaj one nie mają już 10 i 14 lat, lecz 26 i 29. A kiedy przyjeżdżają do Madrytu, jestem zachwycony, że są tutaj, ale kiedy ich nie ma, to zawsze jestem w Valdebebas.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się