REKLAMA
REKLAMA

Morientes: To jakiś kiepski żart, niech mi teraz nikt nie mówi, że Rodri chciał grać w Barcelonie

Fernando Morientes na antenie Cadena COPE w programie El Partidazo skomentował niedoszły transfer Rodriego do Realu Madryt. Były napastnik Królewskich uważa, że klub po prostu nie zrobił wszystkiego, by sprowadzić pomocnika, i nie wierzy w przedstawianą obecnie wersję, według której Hiszpan od początku wolał Barcelonę.

REKLAMA
REKLAMA
Morientes: To jakiś kiepski żart, niech mi teraz nikt nie mówi, że Rodri chciał grać w Barcelonie
Fernando Morientes. (fot. Getty Images)

– To, co myślę, jest jasne. Wszyscy już o tym powiedzieliście. Dla mnie to jakiś kiepski żart. Trochę robi się idiotów z tych z nas, którzy wiedzą, jak to wszystko działa. Dla mnie jest jasne, że Real Madryt nie chciał Rodriego. Real nie zasypia przy tego rodzaju operacjach. Może zaspać w przypadku prawego obrońcy, który ma 14, 15 czy 18 lat, ale nie przy takich sprawach. Real z takiego czy innego powodu nie rzucił wszystkiego na szalę. Nie wiem dlaczego. Trochę o tym czytałem tuż przed programem, bo ostatnio jestem nieco od tego odłączony. I teraz zrzuca się to na Rodriego, prawda? Że Rodri chciał podpisać kontrakt z Barceloną ze względu na styl gry… To bardzo stara śpiewka. Dla tych, którzy znają się na piłce i obserwowali to, co działo się w ostatnim czasie, to żart w złym guście.

REKLAMA
REKLAMA

– Nie wiem, czy ktoś już o tym mówił, ale trzeba cofnąć się do tego, że Rodri i Haaland byli w zasięgu drugiego kandydata, by zostać zawodnikami Realu. Myślę, że trochę w tym tkwi klucz. Sprowadzenie Rodriego czy Haalanda byłoby jak przyznanie racji drugiej stronie, która chciała tych dwóch zawodników przede wszystkim z absolutnej potrzeby sportowej, bardziej niż z jakiegokolwiek innego powodu. Ale cóż, do tego nie doszło. Mam wrażenie, że to jest, a właściwie był, transfer bardzo zgodny z filozofią Florentino. Odkąd Florentino przyszedł do klubu, zawsze uwielbiał takie transfery i nigdy mu one nie uciekały. Kiedy ruszał po tego typu zawodników, dopinał operację. Przyszedł Figo, przyszedł Zidane, przyszedł Owen, przyszedł Ronaldo. Sam byłem zaangażowany w ten transfer. Pamiętam nawet ten moment, o którym mówię, z kontraktem, który przyszedł faksem i który miałem podpisać. Wcześniej zostało to uzgodnione ustnie, ale ja go nie podpisałem. Nie wiem, kto tam wtedy był… Właściwie wiem, kto tam był, ale nie powiem, kto. I ta osoba powiedziała: „Ale zdajesz sobie sprawę, że jeśli ty nie odejdziesz, to Ronaldo nie przyjdzie?”. A ja mu powiedziałem: „Ronaldo przyjdzie? Tak czy inaczej, bo chce go prezes. Przyjdzie nawet wtedy, jeśli klub nie dostanie 25–30 milionów z mojego transferu. Ronaldo przyjdzie, nawet jeśli ja zostanę w Realu Madryt z numerem 9”. I rzeczywiście, przyszedł, a ja zostałem. Dlatego mówię, że to transfer bardzo w stylu Florentino. Jeśli on naprawdę kogoś chce, taki zawodnik mu nie ucieka. Nie ucieka.

– I niech mi teraz nikt nie mówi, że Rodri chciał grać w Barcelonie, bo jeszcze niedawno Rodri miał porozumienie z Riquelme. Niech mówią, co chcą, ale dał mu słowo. Rodri też nie jest głupi, więc zapewne sobie powiedział: „Słuchaj, skoro widzę to, co widzę, skoro dostrzegam to, co dostrzegam, a Barcelona jest zainteresowana, to świetnie. Barça mi się podoba, to kapitalny zespół, mogę dalej zdobywać trofea, mogę pozostać związany z La Ligą i grać w mistrzowskim zespole”. Nie ma w tym nic więcej.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (38)

REKLAMA