Wczorajszy mecz z Sevillą był kolejnym, w którym mogliśmy przekonać się, jaką mizerią dysponujemy obecnie w formacji ataku. Od czasu kontuzji naszego golleadora w kończącym sezon meczu z Mallorcą, nie mamy zawsze bijącego źródła bramek. A to przecież najważniejszy aspekt wygrywania meczów.
Gdy van Nistelrooy upadł na murawę w rzeczonym spotkaniu sygnalizując kontuzję, wielu madridistas zwątpiło w możliwość wygrania La Liga. Na szczęście pojawił się Jose Antonio Reyes i zdobył dwie bramki. Niestety Reyesa nie ma już w Realu. Podczas letniego okienka transferowego zmienił barwy klubowe i gra obecnie w Atletico. Wszystko rozbiło się o kilka milionów euro, jakich Królewscy nie chcieli zapłacić Arsenalowi.
Już podczas meczów przedsezonowych widać było, że gracze tacy jak Higuain, Saviola, Raul czy Robinho nie są w stanie zastąpić van Nistelrooya. Nie posiadają instynktu strzeleckiego, jaki Holender demonstrował przez cały ubiegły sezon a i w każdym klubie, w jakim wcześniej występował. Ten instynkt i regularność, z jaką RvN zdobywał bramki, była kluczowym czynnikiem pozwalającym na zdobycie mistrzostwa. Teraz napastnicy Realu drogi do bramki najwyraźniej znaleźć nie potrafią, rażąc nieporadnością i strzelecką impotencją.
Jedynym pozytywem jest fakt, że van Goal może wrócić do gry już w nadchodzącym tygodniu. Tylko czy to rozwiąże wszystkie problemy napastników Realu Madryt. Jakakolwiek , odpukać w niemalowane drewno, a tego wokół sporo, kontuzja i znów zastajemy sytuację, w której napastnik Realu to żadne zagrożenie.
Napastnicy pogrążeni w niemocy
Ruud! Wracaj!
REKLAMA
Komentarze (80)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się