– Z Diomande to bardzo ciekawa historia, która tak naprawdę rozpoczęła się podczas ostatniej przerwy na mecze reprezentacji [sezonu 2024/25]. Gdy podpisałem kontrakt z Leganés [w 2023 roku], podczas naszej pierwszej rozmowy [prezes] Jeff Luhnow powiedział mi i teraz mu to w pełni oddaję: „Uważaj, wydaje mi się, że mamy przyszłego Messiego”. Pokazał mi nagranie z YouTube’a z jakiejś akademii w Stanach Zjednoczonych. Był na nim chłopak, który miał wtedy chyba 16 lat. To był jednak typowy, bardzo amatorsko nagrany filmik. Temat na tym stanął, ponieważ w przypadku niepełnoletnich zawodników trzeba poczekać, aż skończą 18 lat, by mogli przyjechać do Europy.
– Więc w pierwszym sezonie tematu nie było. Później w drugim, pewnego styczniowego popołudnia, przyjechałem na stadion i zobaczyłem kogoś biegającego z trenerem od rehabilitacji pierwszego zespołu. Zdziwiłem się i zapytałem: „Kto to?”. Odpowiedziano mi: „Yan, chłopak sprowadzony [w styczniu 2025 roku] z jednej z akademii, z którymi współpracuje klub”. Powiedziałem: „Dobrze, dobrze”. Niczego więcej mi nie przekazano. On niedługo po przyjeździe doznał urazu mięśnia uda podczas zajęć z rezerwami. Potem nadeszła ostatnia przerwa na mecze reprezentacji [w marcu] i rozegraliśmy na Butarque sparing z drużyną rezerw. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem go jako piłkarza. Wydaje mi się, że Yan dopiero tydzień wcześniej rozegrał pierwsze 15 czy 20 minut w rezerwach. Nie mógł wcześniej trenować, więc go nie widziałem. Nikt też nie powiedział mi: „Słuchaj, Yan już tutaj jest”. Niczego takiego nie było.
– Zobaczyłem go więc na boisku i zapytałem: „Kto to?”. Odpowiedziano mi: „To Yan Diomande, ten chłopak z…”. Powiedziałem: „A, dobrze, dobrze”. Zaczął grać. W pierwszej akcji dostał piłkę i grał na naszych piłkarzy z pierwszej drużyny. Na tej stronie grał chyba Altimira. Yan go przedryblował, przełożył sobie piłkę na drugą nogę. Pomyślałem: „Cholera, ale dobrze to zrobił”. Druga akcja była bardzo podobna. W trzeciej dostał podanie w wolną przestrzeń, pokazał ogromną szybkość i fenomenalne przyjęcie. W czwartej dostał piłkę w polu karnym, przełożył ją na drugą nogę, uderzył i trafił prosto w okienko. W piątej czy szóstej akcji ponownie ograł rywala. Zawołałem więc człowieka prowadzącego rezerwy i powiedziałem: „Zdejmij Yana, bo przy następnej akcji ktoś go kopnie”. Grał przecież przeciwko zawodnikom pierwszego zespołu. Powiedziałem, żeby go zdjęli i jutro przysłali na trening pierwszej drużyny. Tak wyglądała ta historia.
– To było w tygodniu poprzedzającym mecz z Realem Madryt. Yan odbył pierwszy trening z pierwszą drużyną. Obserwowałem go podczas dziadka i pomyślałem: „Potrafi podawać obiema nogami, potrafi zrobić to i tamto…”. Miał 18 lat, ale już wtedy pokazywał ogromną osobowość. Po treningu szedłem po schodach z Danim Rabą i rozmawialiśmy. Powiedział mi: „Yan jest dobry”. Odpowiedziałem: „Tak, tak. Wygląda na dobrego”. Drugi trening – bardzo dobry. Trzeci – również bardzo dobry. Pojechaliśmy na Bernabéu. To był mecz, który powinniśmy wygrać, ale tego dnia doszło do kilku skomplikowanych sytuacji.
– Wpuściliśmy Yana na boisko gdzieś po 80. minucie. Odbył z nami zaledwie trzy treningi, a mimo to postawiliśmy go przed wieloma innymi zawodnikami. Od samego początku byliśmy przekonani, że jest inny. W swojej pierwszej akcji dostał piłkę w polu karnym, zmianą tempa minął Fede Valverde i doszło do sytuacji, w której mogliśmy otrzymać rzut karny, ale sędzia go nie podyktował. Od tego momentu historia Yana pisała się już sama. Został podstawowym zawodnikiem, a później sprzedano go za ponad 20 milionów euro.
– Już wtedy widzieliśmy w nim ten talent. Wykonywaliśmy z nim dodatkowe, indywidualne ćwiczenia. Był z nami przez półtora miesiąca. Zawsze żartuję, że gdyby wszedł do drużyny w styczniu, to pewnie awansowalibyśmy do Ligi Konferencji zamiast spaść z ligi. Pojawił się jednak odrobinę za późno. Jego wejście do drużyny miało dla nas ogromne znaczenie. Strzelał gole Espanyolowi i Valladolidowi. Miał pecha, że w meczu z Sevillą nie wykorzystał sytuacji bramkowej, ale nieco odmienił oblicze naszego zespołu. To piłkarz robiący różnicę. Ogromną różnicę.
– Od pierwszego dnia wykazywał się wielką pokorą. Wziąłem go na rozmowę i powiedziałem: „Możesz grać w tej drużynie, ale nie jesteś jeszcze piłkarzem pierwszego zespołu. Musisz okazywać ogromny szacunek swoim kolegom. Masz schodzić z treningu jako ostatni”. Doskonale przyjął tę rolę. Po zakończeniu zajęć zostawał z nami na indywidualne ćwiczenia, a później sam zbierał swoje piłki do siatki i odchodził. Zachowywał się znakomicie.
– Odkryliśmy go późno, ale od pierwszej chwili, gdy go zobaczyliśmy, wydawał nam się wyjątkowy. Tego lata [2025 roku] dzwonili do mnie nawet przedstawiciele zagranicznych klubów i mówili: „Słuchaj, wszyscy uważamy, że to bardzo dużo pieniędzy [które chce Leganés]”. Każdemu odpowiadałem: „W przyszłym roku będzie wart dwa albo trzy razy więcej”. Mówili: „Ale przecież rozegrał tylko osiem meczów”. Odpowiadałem: „To bez znaczenia”.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się