Dani Ceballos wciąż nie ma klubu, miesiąc po tym, jak rozwiązał umowę z Realem Madryt na rok przed jej wygaśnięciem. Pomocnik chciał wrócić do domu, do Betisu, w którym się wychował i skąd przyszedł do zespołu Królewskich. Drogi piłkarza i klubu wciąż nie mogą się jednak zejść.
Jak informuje AS, klocki do siebie nie pasują, choć próbuje się stwarzać pozory normalnych negocjacji. To niezrozumiałe, że wolny zawodnik o uznanej klasie, który chce grać w Betisie, nie trafia do klubu, który od lat za nim wzdycha. Dla porównania, transfer Isco dopięto znacznie szybciej. W przypadku Daniego Ceballosa zasłaniano się jednak brakiem miejsca w limicie płacowym. 29-latek chce grać w Betisie, ale według Asa wymaga też od klubu pewnego wysiłku, by choć w części zrekompensować sobie rok kontraktu, z którego zrezygnował w Madrycie.
AS zadaje więc pytanie: dlaczego Dani Ceballos nie trenuje jeszcze pod wodzą Pellegriniego, czekając, aż jakaś sprzedaż pozwoli zmieścić jego pensję i go zarejestrować? W międzyczasie inne opcje, które miał na stole – jak ta z Ajaksem – przepadają, bo kluby mają dość czekania. Manu Fajardo, dyrektor sportowy Betisu, przekonywał jeszcze kilka dni temu, by nie robić z tych negocjacji telenoweli, ale obie strony wydają się wręcz zdeterminowane, by zamienić to w tasiemca.
W tej sytuacji Dani Ceballos postanowił wykonać zwrot. Jak podaje Fabrizio Romano, pomocnik zdecydował się na współpracę z agencją Lian Sports Group, założoną przez agenta Falego Ramadaniego. Wśród jej klientów są Milos Kerkez (Liverpool), Marc Pubill (Atlético), Iván Fresneda (Sporting) czy Luis Suárez (Sporting).
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się