Luka Modrić stał przy sędzim Espenie Eskasie i czekał na decyzję, która mogła przedłużyć jego prawdopodobnie ostatni mecz na mistrzostwach świata. Chorwacja przegrywała z Portugalią 1:2, ale w 103. minucie Joško Gvardiol dopadł do piłki zagranej przez Mario Pašalicia i pokonał Diogo Costę. Eskas początkowo uznał gola. Chorwaci ruszyli świętować, Cristiano Ronaldo siedzący już na ławce ukrył twarz w dłoniach, a spotkanie zmierzało w stronę dogrywki.
Po chwili rozpoczęła się jednak analiza VAR. Norweski arbiter podszedł do monitora, obejrzał powtórki i anulował trafienie. Pašalić był na spalonym w momencie, w którym piłka miała musnąć włosy Igora Matanovicia. Gdyby chorwacki napastnik jej nie dotknął, pozycja Pašalicia nie byłaby oceniana w tym momencie, a gol mógłby zostać uznany.
Na zwykłych powtórkach kontakt był praktycznie niewidoczny. Piłka leciała po dośrodkowaniu Ivana Perišicia, Matanović wyskoczył do główki razem z Renato Veigą, a następnie futbolówka dotarła do stojącego za nimi Pašalicia. Chorwacki pomocnik zagrał ją w stronę Gvardiola, który trafił do bramki. Kluczowe pytanie brzmiało więc: czy Matanović wcześniej zmienił tor lotu piłki, choćby w minimalnym stopniu?
Odpowiedź nie pochodziła z żadnej kamery. Kontakt wykrył czujnik znajdujący się wewnątrz w oficjalnej piłki meczowej Trionda.
FIFA opublikowała w piątek komunikat, w którym poinformowała, że technologia Connected Ball znajdująca się wewnątrz oficjalnej piłki wykazała kontakt Matanovicia z futbolówką. Dane zostały pokazane na transmisji w postaci wykresu przypominającego zapis pracy serca. Według federacji właśnie ten sygnał pozwolił sędziom wyznaczyć moment podania i prawidłowo ocenić pozycję Pašalicia.
Igor Matanović po spotkaniu nie zaprzeczał, że mógł dotknąć piłki. „Szczerze mówiąc, poczułem delikatny kontakt z włosami. Nie byłem jednak w stu procentach pewny, czy rzeczywiście dotknąłem piłki. Sędzia powiedział mi, że w futbolówce znajduje się czujnik, który wykazał kontakt, a później był już spalony”, wyjaśniał napastnik.
Francuskie L’Équipe określa system mianem Snicko. Nie jest to jednak jego oficjalna nazwa. To zapożyczenie z krykieta, gdzie Snickometer pomaga stwierdzić, czy piłka otarła się o kij. W krykiecie wykorzystuje się przede wszystkim dźwięk rejestrowany przez mikrofony, natomiast Trionda ma wewnątrz jednostkę pomiaru bezwładności, czyli czujnik IMU. Rejestruje on gwałtowne zmiany ruchu, przyspieszenie i drgania piłki.
Pierwsza wersja Connected Ball Technology pojawiła się na mundialu w Katarze. Czujnik zbiera dane z częstotliwością 500 razy na sekundę i niemal natychmiast przesyła je do zespołu VAR. Dzięki temu system może wskazać dokładny moment kopnięcia, uderzenia głową lub innego kontaktu, co ma szczególne znaczenie przy półautomatycznym spalonym.
Technologia nie pokazuje jednak, kto dotknął piłki ani którą częścią ciała to zrobił. Rejestruje jedynie, że w konkretnym momencie doszło do kontaktu. Dane z futbolówki trzeba następnie zestawić z obrazem z kamer. W tym przypadku czujnik wskazał minimalne uderzenie dokładnie wtedy, gdy piłka znajdowała się nad głową Matanovicia. Sędziowie uznali więc, że to Chorwat był autorem zagrania, po którym Pašalić znalazł się na spalonym.
Na tym analiza się nie kończyła, ponieważ po muśnięciu włosów Matanovicia piłka trafiła jeszcze w głowę Renato Veigi. Sam kontakt obrońcy nie kasuje jednak spalonego. Zgodnie z przepisami musi to być świadome zagranie, czyli próba opanowania, podania lub wybicia futbolówki, a nie przypadkowy rykoszet. Sędziowie uznali, że Veiga znajdował się zbyt blisko Matanovicia i nie miał czasu, by kontrolować swój ruch, dlatego jego dotknięcie nie rozpoczęło nowej fazy akcji. To prawdopodobnie właśnie dlatego Espen Eskas został wysłany do monitora. Czujnik rozstrzygnął jedynie, że Matanović dotknął piłki, natomiast ocena, czy późniejsze zagranie Veigi było świadome, należała już do sędziego głównego.
Zgodnie z przepisami IFAB zawodnik znajdujący się na pozycji spalonej może kontynuować grę bez przewinienia, jeżeli otrzyma piłkę po świadomym zagraniu przeciwnika. Obrońca musi mieć możliwość jej opanowania, podania lub wybicia. Jeżeli futbolówka tylko się od niego odbije albo zostanie przypadkowo trącona, wcześniejsza pozycja spalona pozostaje aktywna.
W przypadku Renato Veigi sędziowie uznali, że doszło do rykoszetu, a nie kontrolowanego zagrania. Portugalczyk znajdował się bardzo blisko Matanovicia, a tor lotu piłki został minimalnie zmieniony tuż przed kontaktem z jego głową. Veiga nie miał możliwości skoordynowania ruchu, opanowania futbolówki ani świadomego skierowania jej w wybrane miejsce. Właśnie takie elementy IFAB nakazuje brać pod uwagę przy odróżnianiu celowego zagrania od przypadkowego odbicia.
To prawdopodobnie dlatego Eskas został wysłany do monitora. Samo ustalenie, czy Pašalić znajdował się przed linią spalonego, było decyzją czysto techniczną. Ocena, czy Veiga świadomie zagrał piłkę, miała już charakter interpretacyjny. Protokół VAR przewiduje, że przy takich sytuacjach sędzia główny powinien sam obejrzeć powtórkę i podjąć ostateczną decyzję.
Publiczny komunikat FIFA skupiał się niemal wyłącznie na kontakcie Matanovicia. Federacja nie przedstawiła szerszego wyjaśnienia dotyczącego zagrania Veigi, choć to właśnie ten fragment akcji pozostawia najwięcej przestrzeni do dyskusji. Czujnik rozstrzygnął, że Matanović dotknął futbolówki. Nie mógł natomiast zdecydować, czy Portugalczyk wykonał później świadome zagranie. To nadal należało do sędziów.
Chorwaci nie zamierzali jednak oddzielać obu elementów. Modrić przekonywał, że na dostępnych nagraniach nie ma dowodu na kontakt Matanovicia, a VAR nie został stworzony do szukania tak drobnych przewinień. Kapitan Chorwacji wrócił również do rzutu karnego, z którego Cristiano Ronaldo zdobył bramkę na 1:1. Jego zdaniem Nikola Vlašić i Renato Veiga trzymali się wzajemnie, a podobne starcia przy stałych fragmentach zdarzają się wielokrotnie podczas każdego spotkania.
Zlatko Dalić nazwał pracę sędziów „bardzo złą”. Podkreślał, że wiele niejednoznacznych decyzji było podejmowanych na korzyść Portugalii, chociaż jednocześnie nie chciał sprowadzać porażki wyłącznie do arbitrażu. Chorwacki selekcjoner przyznał, że jego drużyna mogła wcześniej wykorzystać swoje sytuacje i nie dopuścić do takiej końcówki.
Nie był to pierwszy przypadek, w którym czujnik znajdujący się w piłce wpłynął na wynik spotkania. Podczas obecnego mundialu technologia pomogła uznać bramkę Mattiasa Svanberga w meczu Szwecji z Tunezją. Sędziowie ustalili wtedy, że Alexander Isak dotknął futbolówki, zanim trafiła ona do strzelca, dzięki czemu Svanberg nie znajdował się na spalonym.
Technologię wykorzystano również w meczu Holandii z Marokiem. W 36. minucie Holendrzy domagali się rzutu karnego po możliwym zagraniu ręką Ayyouba Bouaddiego. VAR przeprowadził krótką kontrolę, a podczas przerwy w grze w transmisji pokazano dane z czujnika umieszczonego w piłce. System nie zarejestrował osobnego kontaktu futbolówki z ręką Marokańczyka, dlatego karnego nie przyznano. Tamten przypadek przeszedł niemal bez echa, ale pokazał, że dane z piłki mogą służyć nie tylko do wykrywania minimalnych dotknięć, lecz także do wykluczania kontaktu, który na niektórych powtórkach może wydawać się prawdopodobny.
Na EURO 2024 podobny wykres wykorzystano przy anulowanym trafieniu Romelu Lukaku w spotkaniu Belgii ze Słowacją. Czujnik wykazał kontakt piłki z ręką Loïsa Opendy podczas wcześniejszej fazy akcji. Decyzja była zgodna z ówczesną interpretacją przepisów, ale wywołała dyskusję, czy minimalne i trudne do uniknięcia dotknięcie powinno unieważniać gola.
System odegrał też rolę podczas mundialu w Katarze. Cristiano Ronaldo był przekonany, że musnął głową dośrodkowanie Bruno Fernandesa w meczu z Urugwajem. Dane z piłki nie wykazały jednak żadnego kontaktu i bramka została oficjalnie zapisana Fernandesowi. Cztery lata później ta sama technologia pomogła Portugalii w znacznie ważniejszym momencie.
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że czujnik zadziałał niezgodnie z przeznaczeniem. Wykrył kontakt, którego nie potrafiły jednoznacznie pokazać kamery, a sam Matanović przyznał, że poczuł piłkę na włosach. Wątpliwości dotyczą przede wszystkim późniejszego dotknięcia Veigi oraz granicy, do której powinien dochodzić VAR.
Technologia potrafi dziś potwierdzić muśnięcie niewidoczne dla zawodników, sędziów i widzów. Przepisy nie rozróżniają jednak mocnego zagrania od kontaktu pojedynczym włosem. Jeżeli piłki dotknął zawodnik atakujący, pozycję jego kolegi ocenia się dokładnie w tym momencie. W Toronto wystarczył więc najmniejszy możliwy sygnał, aby zakończyć mundial Chorwacji i najprawdopodobniej ostatni występ Luki Modricia na mistrzostwach świata.
Na podobną technologię szykuje się również La Liga. Od sezonu 2026/27 w Primera División ma zostać wprowadzony automatyczny system wykrywania spalonego, wykorzystujący chip umieszczony wewnątrz piłki. Czujnik ma precyzyjnie wskazywać moment zagrania, dzięki czemu arbitrzy nie będą już musieli ręcznie wybierać odpowiedniej klatki nagrania. Dotychczasowe zapowiedzi dotyczyły jednak wyłącznie pozycji spalonej. Nie informowano, czy dane z piłki będą w Hiszpanii wykorzystywane również do rozstrzygania takich sytuacji jak minimalne dotknięcia, zagrania ręką czy muśnięcie futbolówki włosami Matanovicia.
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się