REKLAMA
REKLAMA

Bielsa: Nie proszono mnie o zmianę strategii, ale poproszono o krótsze odprawy

Marcelo Bielsa spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej po powrocie do Urugwaju. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi z tego 98-minutego wystąpienia trenera, który opuszcza kadrę.

REKLAMA
REKLAMA
Bielsa: Nie proszono mnie o zmianę strategii, ale poproszono o krótsze odprawy
Marcelo Bielsa rozmawia z Federico Valverde w trakcie przerwy na nawodnienie w meczu z Hiszpanią. (fot. Getty Images)

Dzień dobry, Marcelo Alfonso Razábal z Minuto 1, Carve Deportiva. Chcę zapytać o kwestii relacji. Jak wyglądały pana relacje z drużyną? Mówi się o pewnych spotkaniach i mówiło się też, że w pewnym momencie część drużyny prosiła pana nawet o zmianę części strategii na mecz z Hiszpanią. Co może nam pan powiedzieć na ten temat?
To pytanie, na które z konieczności muszę odpowiedzieć szerzej. Jeśli chodzi o zmianę strategii, poza tym, co mogę powiedzieć, odpowiedź jest przecząca. To się nie wydarzyło. A gdyby się wydarzyło, byłoby to coś, co nie świadczyłoby dobrze o zawodnikach, prawda? Ale w rzeczywistości to się nie wydarzyło. A analiza meczu z Hiszpanią jasno pokazuje, że graliśmy zgodnie z moimi ideami, które zawsze były takie same. Trzeba byłoby więc zweryfikować, czy zostały odtworzone moje idee, czy nie. Jeśli chodzi o spotkania, o których pan wspomina, to tak, one miały miejsce. Odniosę się do tego, bo spotkań było wiele i trwały przez długi czas. Mam na myśli okres od meczu ze Stanami Zjednoczonymi do początku mundialu. Zawodnicy przedstawili mi pomysł, żebym nie dzielił ich na dwie [trenujące oddzielnie winnym czasie] grupy podczas treningów. Zawodnicy wiedzą, dlaczego wolę trenować w dwóch grupach. W pewnym momencie ten pomysł był przez nich samych bardzo doceniany i bardzo chwalony. Ale kiedy przedstawili mi potrzebę czy pragnienie trenowania wszyscy razem, to byłoby absurdem, żebym upierał się przy stanowisku, którego zawodnicy w danym momencie rywalizacji nie podzielali. Moje dążenie do trenowania w dwóch grupach zawsze wyjaśniałem. Po pierwsze, kiedy treningi odbywają się w dwóch grupach, czas trwania treningu jest o połowę krótszy. Jeśli trenuje dwa razy więcej ludzi, trening trwa dwa razy dłużej, bo są zawodnicy, którzy kiedy nie pracują, czekają. Dlatego czas trwania treningu się podwaja. W warunkach przygotowań, przy temperaturach i wilgotności oraz temperaturze powyżej 30 stopni, to nie jest to samo być na boisku 40 minut a być na boisku 90 minut. To był jeden powód.

REKLAMA
REKLAMA

Drugi powód był taki, że kiedy wszyscy trenują razem, ja wolę dzielić ich na dwie grupy, żeby widzieć wszystkich zawodników, żeby wszyscy zawodnicy mogli się pokazać. To ułatwia mi wybór. Dlatego mnie to interesuje. Jeśli wszyscy pracują razem, nie mogę obserwować jednocześnie 30 zawodników. Ale uznałem, że prośbę tego rodzaju muszę zaakceptować, bo chłopcy, zawodnicy, mówili, że chcą czuć się blisko i razem. Bardziej blisko siebie niż zjednoczeni, bo zjednoczeni byli zawsze. Uznałem, że jeśli mieli taką potrzebę, muszę ją zaakceptować. I rzeczywiście od tego momentu ta prośba została przyjęta. Przyjąłem ją z dobrą wolą ze względu na argument, który mi przedstawili. Zgodziłem się z tym.

Była też prośba związana ze skróceniem odpraw. Ja również mam sposób, by to wyjaśnić, dlaczego chciałem i dlaczego zawsze wybierałem określoną liczbę odpraw. Oni uznali, że woleliby, aby ten czas odpraw został skrócony i ja również na to przystałem. Bardzo krótko to wytłumaczę, żeby wszystko zostało wyjaśnione i żeby nic nie było narażone na błędną interpretację. Po sparingu ze Stanami Zjednoczonymi odbyłem rozmowy z kilkoma grupami zawodników. W rozmowach uczestniczył przedstawiciel zawodników z federacji, czyli Matías Pérez. Oni poruszyli te dwie sprawy: skrócenie odpraw i trenowanie wszyscy razem. Zobowiązałem się rozważyć te kwestie i rzeczywiście je rozważyłem. Ale przyszedł moment, w którym to nie wystarczyło, przedstawili mi to ponownie i zaakceptowałem.

REKLAMA
REKLAMA

Odprawy, które prowadziłem, dotyczyły wspólnych analiz rywala, z którym mieliśmy się zmierzyć. Były też wspólne odprawy, na których wyjaśniało się trening, który mieliśmy wykonać. Robiłem to również po to, aby skrócić czas spędzany na boisku: wyjaśnić treningi wcześniej, żeby później być krócej na boisku. Poza tym zawodnicy prosili mnie o to w tym sensie, żeby treningi nie były tak podzielone na fragmenty. Były więc odprawy grupowe. Są też ćwiczenia, których wolę nie pokazywać na boisku i w ten sposób skrócić czas treningu. Zamiast je wykonywać, oglądamy je i wyjaśniam, czemu dane ćwiczenie ma służyć. Były też wspólne odprawy dotyczące poprzednich meczów. To była jedna z rzeczy, które zawodnicy chcieli ograniczyć i tak się stało. Ja zawsze uważałem, że korygowanie błędów i podkreślanie zalet jest korzystne. Były rozmowy indywidualne, które prowadzę z zawodnikami. Były też dwie dodatkowe rozmowy: jedna z FIFA na temat sędziowania i jedna z jednym z bohaterów tragedii w Andach, która miała charakter motywacyjny i wynikła z inicjatywy trenera przygotowania fizycznego drużyny.

Kiedy to wszystko się pojawiło, odnotowałem to. Odprawy wideo nigdy nie trwały dłużej niż 10 minut i były podzielone na części. Całą tę sprawę przeanalizowałem, bo kiedy pojawiła się prośba grupy – a to było przed mundialem – kiedy pojawiła się prośba tego rodzaju, to zasięgnąłem wielu opinii. Rekomendacja, którą otrzymałem, by dostosować się do młodszych i współczesnych mentalności, była taka, że trzeba robić krótsze odprawy i rozkładać je na różne dni, aby nie przeciążać uwagi zawodników. Robiłem to w ten sposób aż do momentu, gdy poprosili mnie, że woleliby, aby to przerwać. I tak zrobiłem, bo ostatecznie odbiorca komunikatu ma prawo powiedzieć: „To mi służy, to mi nie służy. To wolę, tego nie wolę”.

REKLAMA
REKLAMA

Marcelo, Fabián Bertolini z El Espectador Deportes. Mówicie dużo o liczbach i moglibyśmy wskazać pewien punkt zwrotny: Copa América, liczby z Copa América i po Copa América. Od tego momentu dużo mówiło się o relacjach w szatni. Jak bardzo naprawdę wpłynęło to pęknięcie, jeśli uważa pan, że ono istniało, w odniesieniu do pana i zawodników? I jednocześnie przed chwilą mówił pan o ustępstwach. Czy zawodnicy byli rzeczywiście otwarci na pańskie ustępstwa, na dialog z panem?
Otwarci na ustępstwa? Nie wiem, czy źle pana rozumiem, ale czy chodzi panu o to, czy byli gotowi zmienić relację ze mną?
Czy pan uważał, że zawodnicy byli otwarci na dialog?
Nie, źle się wyraziłem. Po meczu ze Stanami Zjednoczonymi rozmawiałem z grupami zawodników, z małymi grupami, żeby każdy zawodnik mógł wyrazić to, co czuł, bo kiedy jest dużo ludzi, jest to trudniejsze. Słuchałem i zapisywałem to, co zawodnicy przedstawiali jako rzeczy, które przeszkadzają im w sposobie, w jaki wykonuję swój zawód. Zebrałem informacje z pięciu spotkań, które odbyliśmy i sprowadzały się one do dwóch rzeczy. Pierwszą rzeczą był nadmiar informacji. Problem nadmiaru informacji jest obecnie problemem, z którym żyjemy wszyscy, prawda? W futbolu jeszcze bardziej. Powtarzam więc: zrobiłem wszystko, przeanalizowałem, jak można to rozwiązać i znacząco ograniczyłem ilość przekazywanych informacji. W rzeczywistości mam wszystko szczegółowo rozpisane i omawiałem to z zawodnikami: ile było odpraw, jakie tematy poruszono, ile trwała każda odprawa. Wszystko zostało ograniczone o ponad połowę. Kiedy przed Hiszpanią zawodnicy powiedzieli mi: „Mimo to chcemy zawęzić jeszcze te dwie sprawy do takiego stanowiska”, to przedstawili mi swoje stanowisko, wyjaśnili motywy, a ja uznałem, że w żaden sposób nie powinienem odmówić prośbie, która była dla nich szczera i potrzebna. Dlatego ją zaakceptowałem.

REKLAMA
REKLAMA

Jeśli chodzi o podział na grupy, podałem już swoje argumenty, bo w przeciwnym razie wyglądałoby to na kaprys, rozumie pan? Jeśli z określonych powodów chcę trenować w dwóch grupach po 40 minut, z jedenastoma i jedenastoma zawodnikami, a zawodnicy chcą trenować półtorej godziny wszyscy razem i nadają temu dużą wartość, bo zgodnie z ich odczuciem sprzyja to bliskości, jedności i integracji, to odmowa byłaby – skoro wierzę w to, co mi mówią – zamiast jednoczyć, dzieleniem.

Jeśli chodzi o odprawy, oczywiście zawsze oceniam, z kim rozmawiam, co mu mówię, jak mu to mówię, ile to trwa, jakie są środki dydaktyczne, czy to obrazy – cały zestaw rzeczy. Ale jeśli zawodnik albo zawodnicy mówią: „Wolimy odpoczynek, bo to nas mentalnie przeciąża”, to ja nie mogę iść przeciwko takiemu stwierdzeniu. W rzeczywistości… Powiedziałem pewną rzecz i krótko ją wyjaśnię. Kiedy nie osiąga się celu tak dostępnego, tak możliwego, tak prawdopodobnego, mówienie jest brakiem szacunku wobec uczuć tego, kogo boli to, czego mu nie dałeś. Ale przychodzę tutaj, mówię i odpowiadam, wiedząc, że im więcej powiem, tym gorzej. Bo bólu porażki, która rani dumę każdego, kto kocha tego, kto zawiódł, nie rozwiązuje się mówieniem.

REKLAMA
REKLAMA

Nie mogę też udowodnić, czy cierpię, czy nie cierpię, jak cierpię. To wszystko nie ma rozwiązania. Mimo to próbuję wyjaśnić niektóre rzeczy, o które państwo mnie pytacie, bo jedyny obowiązek, jaki teraz czuję, to nie powiedzieć niczego, co nie byłoby prawdą. Wszystko, co państwu mówię, mówię bez najmniejszego kłamstwa i bez najmniejszego dostosowywania się do wygody. Podkreślam, że ustępstwa, które zrobiłem, zrobiłem dlatego, że gdybym nie zaakceptował określonych próśb, byłoby gorzej niż wtedy, gdy je zaakceptowałem. Sprawy są bardzo jasne. Jeśli ktoś przedkłada wspólne przebywanie nad jakość treningu, nad potrzebę trenera, by zobaczyć wszystko, nad czas trwania czy cokolwiek innego, jeśli priorytetowo traktuje kwestię koleżeństwa, trzeba zaakceptować tę prośbę. Jeśli komunikaty zamiast pomagać, przeciążają, to przeszkadzają. Nie byłem też uparty w odniesieniu do tego plecaka, który wszyscy nosimy. Mam na myśli plecak, w którym codziennie otrzymujemy kilogramy informacji, czy tego chcemy, czy nie. Dlatego trzeba bardzo uważać z komunikatami. Ograniczyłem je, wyjaśniłem je, uczyniłem bardziej przystępnymi. Nie pomogły, więc przestałem je robić. [...]

Jak się pan ma, panie Bielsa? Dobry wieczór, Diego Domínguez, Canal 5. Dwie kwestie. Pierwsza dotyczy Federico Valverde. Zdecydował się pan zdjąć go w 57. minucie meczu z Hiszpanią. Chciałbym zapytać, czy nie uważa pan, że w ten sposób go pan wystawił na ostrzał i czy właśnie dlatego zawodnik tak zareagował przy zejściu z boiska? Chciałbym też wiedzieć, czy to prawda, że on nie uczestniczył w końcowej rozmowie, którą przeprowadził pan z zawodnikami po meczu? [...]
Cóż, proszę pana, pierwsze pytanie jest pytaniem trudnym do obrony, bo mówi mi pan, że jeśli zmieniam zawodnika w 60. minucie, to wystawiam go na ostrzał. To się nie broni, rozumie pan? Trenerzy dokonują zmian i wprowadzają zawodników od początku oraz w trakcie meczu, bo to jest część ich pracy. W żadnym wypadku nie uważam, że wystawiłem Valverde na ostrzał.

REKLAMA
REKLAMA

Jeśli chodzi o Valverde, nigdy nie miałem z nim żadnego problemu. Nigdy. I uważam, że on zasługuje na szacunek. Nigdy nie zrobiłem wobec żadnego zawodnika tylu ustępstw, co wobec Valverde, bo uważam, że na nie zasługuje. Zawodnik, który rozgrywa w ciągu roku tyle meczów, ile on rozgrywa, to zawodnik, któremu – kiedy zaczynaliśmy pracę w eliminacjach – powiedziałem: „Słuchaj, może mnie interesować i będę może potrzebować tego, żebyś grał na boku obrony”. I wymieniłem mu pięciu topowych lewych skrzydłowych, których wyłączył z gry w tych meczach, w których występował na tej pozycji w Realu Madryt. Może będziesz grał na skrzydle – i przypomniałem mu mecze na bardzo wysokim poziomie, które rozegrał na tej pozycji. Albo możesz grać na swojej naturalnej pozycji, czyli jako pomocnik, jako środkowy pomocnik. Jego odpowiedź była absolutnie hojna: że zagra tam, gdzie będzie potrzebny.

Później zdarzyły mu się minuty na pozycjach, które nie są dla niego idealne. Grał przez fragmenty niektórych meczów jako ofensywny pomocnik. Oczywiście to nie jest jego idealna pozycja, ale w pierwszym i drugim meczu z naszego punktu widzenia to zadziałało. W ramach scenariusza opcji, którymi dysponowałem, on dostosował się do tej pozycji i uważam, że zagrał lepiej, niż sam myślał, oraz lepiej niż wynikało z powszechnej opinii. Przynajmniej miało to dobry wpływ na naszą grę.

REKLAMA
REKLAMA

Dlatego uważam, że go nie wystawiłem na ostrzał. Uważam, że zawsze okazywałem ogromny szacunek temu, jak gra w piłkę. A reszta… Jeśli istnieje jakiś konflikt, to nie wiem… To znaczy, jeśli istnieje jakiś konflikt, bo nie wiem, czy zadaje pan to pytanie, wiedząc coś, czego ja nie wiem, to nie znam jego źródła. Nigdy nie miałem problemu z Valverde. Nigdy. I on zawsze wiedział, jaki mam do niego szacunek. Po pierwsze za minuty, które rozgrywa w swoim klubie. Rozgrywa 80–90% maksymalnej liczby minut swojej drużyny. Po drugie za typ zawodnika, jakim jest.

Zawsze mówię, że kiedy pojawiła się możliwość prowadzenia Urugwaju, moim marzeniem było trenowanie Darwina, Araújo, Bentancura, Valverde, wszystkich tych zawodników, którzy wydawali mi się wyjątkowi. Później zacząłem poznawać Ugarte, zacząłem poznawać inną grupę zawodników, których nauczyłem się cenić. Dlatego zawsze uważałem, że… Nie wiem. Pierwszą rzeczą, którą powiedziałem po turnieju, było to, że zarządzanie zawodnikami, których otrzymałem przed mundialem, uważam za niewystarczające. Bo później oczywiście jest cała seria rzeczy, które też… Ostatnią rzeczą, jakiej bym chciał, jest to, żeby cokolwiek było wymówką, ale chciałbym, żeby każda rzecz została wyjaśniona.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (25)

REKLAMA