Real Madryt zakończył sezon bez trofeów i z poczuciem, że drużyna zbudowana do dominacji w Europie zbyt często nie potrafiła wykorzystać własnego potencjału. Mundial przyniósł jednak coś, czego w Madrycie bardzo potrzebowano: lepsze nastroje wokół największych gwiazd.
Jude Bellingham, Vinícius Júnior i Kylian Mbappé w fazie grupowej pokazali, że osobno wciąż potrafią być liderami reprezentacji z najwyższej półki. Teraz najważniejsze pytanie brzmi, czy José Mourinho zdoła sprawić, by podobnie wyglądali razem w Realu Madryt.
Jak pisze Jesús Mata z dziennika MARCA, mundial w kilka tygodni zmienił trochę spojrzenie na sytuację Królewskich. Tam, gdzie w sezonie klubowym brakowało ciągłości, trzej najważniejsi piłkarze ofensywni Realu znaleźli ją w reprezentacjach. Bellingham prowadzi Anglię, Vinícius stał się jedną z twarzy Brazylii Carlo Ancelottiego, a Mbappé znów jest najważniejszą postacią Francji.
W Madrycie nikt nie musiał czekać na mundial, żeby przekonać się, że wszyscy trzej mają ogromny talent. To nigdy nie było największym problemem. Problemem było raczej połączenie tych elementów w jedną drużynę, w której każdy zna swoją rolę, każdy czuje się ważny i każdy wzmacnia pozostałych, zamiast zabierać im przestrzeń. To zadanie, które teraz będzie leżało przede wszystkim po stronie Mourinho.
Portugalczyk kilka dni temu sam odnosił się do tego wyzwania. „Posiadanie najlepszych piłkarzy to najlepszy problem, jaki może mieć trener. Teraz muszę znaleźć sposób, żeby mieć drużynę i nie mieć problemów, o których czytałem w kontekście poprzednich sezonów”, mówił. W swoim stylu dodał też, pół żartem, że chciałby, aby jego zawodnicy jak najszybciej odpadli z mundialu i pojechali na wakacje, bo wtedy szybciej mógłby rozpocząć z nimi pracę. Na razie w przypadku Bellinghama, Viníciusa i Mbappé nic na to nie wskazuje.
Bellingham, lider Anglików
Bellingham w reprezentacji Anglii znów wygląda jak piłkarz, który najlepiej czuje się wtedy, gdy mecz zaczyna kręcić się wokół niego. W spotkaniu z Panamą strzelił gola, zanotował asystę i pomógł Anglikom przypieczętować pierwsze miejsce w grupie. Wcześniej trafił już w pierwszym meczu turnieju, więc fazę grupową zakończył z dorobkiem dwóch bramek i jednej asysty.
Same liczby nie mówią jednak wszystkiego. Bellingham daje Anglii coś więcej niż gole z drugiej linii. Łączy pomoc z atakiem, dobrze czuje moment, w którym trzeba przyspieszyć akcję, i bierze odpowiedzialność wtedy, gdy drużyna potrzebuje lidera. Nie jest tylko dodatkiem do systemu, ale jednym z jego najważniejszych punktów.
Po meczu z Panamą sam tłumaczył, że różnica między jego grą w reprezentacji a występami w Realu nie wynika z pewności siebie. „Nie sądzę, żeby to była kwestia pewności siebie. W Realu Madryt grałem trochę inaczej, trochę niżej, a w Anglii gram bardziej jako dziesiątka albo wyżej ustawiona ósemka, ale dla mnie nie ma znaczenia, gdzie gram na boisku. Chcę grać dobrze dla mojego zespołu. Dziękuję”, powiedział Jude.
Dla Mourinho to ważny sygnał. Bellingham nie musi być zamknięty w jednej roli. Może wejść wyżej, może pomóc w rozegraniu, może atakować pole karne i może być piłkarzem, który nadaje drużynie kierunek. W Anglii znów pokazuje, że jego największą siłą jest nie tyle konkretna pozycja, ile wpływ na grę.
Vinícius, twarz Brazylii Ancelottiego
Jeszcze mocniej na mundialu błyszczy Vinícius. W reprezentacji Brazylii prowadzonej przez Carlo Ancelottiego skrzydłowy Realu odzyskał tę lekkość, której w Madrycie w ostatnich miesiącach często brakowało. Gra szybko, odważnie, bez długiego zastanawiania się i z poczuciem, że drużyna naprawdę chce oddać mu piłkę w najważniejszych momentach.
Vinícius zdobył cztery bramki w trzech meczach fazy grupowej i strzelał w każdym spotkaniu. To dorobek, który od razu ustawia go wśród najważniejszych postaci turnieju. W Brazylii nie jest już tylko jednym z wielu ofensywnych talentów. Jest piłkarzem, od którego oczekuje się konkretu, przewagi i decyzji.
Ancelotti dał mu przestrzeń do biegania, swobodę w ataku i pełne zaufanie. Efekt widać od początku mundialu. Vinícius częściej atakuje rywala, szybciej szuka bramki i wygląda jak zawodnik, który nie musi nikomu niczego udowadniać na siłę, bo czuje, że wszystko w jego grze znów płynie naturalnie.
„Były momenty, w których nie mogłem pokazać swojego futbolu. Teraz czuję pewną ulgę, chociaż nie miałem wątpliwości, w jakiej formie przyjadę na ten mundial”, powiedział po zakończeniu fazy grupowej.
W Realu mogą patrzeć na to z dużą nadzieją. Po sezonie, w którym wokół Viníciusa było dużo hałasu i napięcia, mundial przypomina przede wszystkim o jego piłkarskiej wartości. Gdy Brazylijczyk ma przestrzeń, zaufanie i rytm, wciąż jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych zawodników świata.
Mbappé, francuski drapieżnik
Mbappé także nie potrzebował dużo czasu, żeby wejść w turniej. Zaczął od dubletu w swoim setnym meczu w reprezentacji Francji, a fazę grupową zakończył z czterema golami i dwiema asystami. Bezpośredni udział przy sześciu bramkach w trzech spotkaniach mówi właściwie wszystko o jego wpływie na grę zespołu.
Francja znów wygląda jak drużyna, która potrafi w każdej chwili przyspieszyć i ukarać rywala, a Mbappé jest w centrum tego planu. Wystarczy jeden ruch za plecy obrońców, jedno przyjęcie, jedno przyspieszenie. Nawet gdy przez dłuższy fragment meczu nie dzieje się wiele, on potrafi zmienić wszystko w kilka sekund.
W jego przypadku ważne są jednak nie tylko gole i asysty. Mbappé dodał na mundialu element, którego w Madrycie wymagano od niego coraz głośniej: większą pracę bez piłki. Sam wcześniej przyznawał, że musi poprawić grę w defensywie, i w pierwszych meczach turnieju rzeczywiście wyglądał pod tym względem inaczej. Częściej pomagał po stracie, aktywniej uczestniczył w pressingu i dawał drużynie więcej także wtedy, gdy Francja nie miała piłki.
„Muszę zrobić krok do przodu w obronie. Zawsze byłem wobec siebie wymagający i uważam, że muszę poprawić się w tym aspekcie. To ważne dla drużyny i zamierzam to zrobić”, mówił francuski napastnik.
Dla Mourinho to może być informacja równie istotna jak same liczby. Jeśli Mbappé utrzyma skuteczność, a jednocześnie będzie gotowy do większego wysiłku bez piłki, Real dostanie napastnika bardziej kompletnego. Nie tylko zawodnika od rozstrzygania akcji, ale też kogoś, kto pomaga drużynie utrzymać równowagę.
Real ma powody, żeby znów uwierzyć
Bellingham, Vinícius i Mbappé w trzech pierwszych meczach mundialu uzbierali razem dziesięć goli i trzy asysty. To liczby, obok których trudno przejść obojętnie. Anglia, Brazylia i Francja wyszły z grupy z poczuciem siły, a każdy z trzech piłkarzy Realu miał w tym bardzo wyraźny udział.
Po sezonie bez trofeów kibice Królewskich potrzebowali czegoś, co pozwoli im spojrzeć na przyszłość z większym spokojem. Mundial na razie takie argumenty daje. Bellingham pokazuje, że może być liderem wielkiej reprezentacji. Vinícius odzyskał błysk i regularność. Mbappé znów łączy liczby z poczuciem, że rywal przez cały mecz musi się go bać.
Teraz najtrudniejsze zadanie czeka Real Madryt. W reprezentacjach każdy z nich ma swoje miejsce, swoją przestrzeń i drużynę ustawioną tak, by wydobyć z niego jak najwięcej. Na Bernabéu Mourinho musi znaleźć rozwiązanie, które nie będzie wyglądało dobrze tylko na papierze. Musi zbudować drużynę, w której Bellingham, Vinícius i Mbappé będą mogli grać razem, a nie obok siebie.
Jeśli mu się to uda, Real będzie miał coś, czego nie ma nikt inny: trzech liderów wielkich reprezentacji w jednej ofensywie. Po tym, co pokazali w fazie grupowej mundialu, w Madrycie znów można sobie przypomnieć, dlaczego ten projekt od początku budził tak duże oczekiwania.
Komentarze (13)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się