REKLAMA
REKLAMA

Pierwsze miejsce, które nie zawsze jest nagrodą

Nowy format mundialu miał dać więcej meczów, więcej emocji i więcej szans słabszym reprezentacjom. Dał też coś jeszcze: drabinkę, w której część zwycięzców grup trafia na drużyny z trzecich miejsc, a część od razu wpada na bardzo niewygodnych rywali z drugich lokat.

REKLAMA
REKLAMA
Pierwsze miejsce, które nie zawsze jest nagrodą
Gianni Infantino. (fot. Getty Images)

Faza grupowa była dokładnie taka, jakiej FIFA chciała po rozszerzeniu mundialu. Dłuższa, głośniejsza, pełna meczów, w których do końca coś się działo. Były gole, były rozczarowania, były wielkie nazwiska, były też reprezentacje, które dostały swoje pięć minut na największej scenie. Tyle że teraz, gdy kurz po grupach opadł, a drabinka została już rozrysowana, widać także drugą stronę nowego formatu. Mundial zrobił się większy, ale niekoniecznie bardziej przejrzysty.

REKLAMA
REKLAMA

Na papierze zasada nadal wygląda znajomo. Wygrywasz grupę, przechodzisz do fazy pucharowej i masz prawo czuć, że zrobiłeś swoje. Nie chodzi nawet o gwarancję łatwego rywala, bo mundial nigdy niczego nie gwarantował. Chodzi raczej o podstawową logikę turnieju: im lepiej grasz w grupie, tym lepszą pozycję dostajesz na starcie kolejnej rundy. W formacie z 48 reprezentacjami ta logika nie znika, ale zaczyna się rozmywać.

FIFA dołożyła 1/16 finału, rozbiła turniej na dwanaście grup i otworzyła drzwi dla ośmiu najlepszych drużyn z trzecich miejsc. Po fazie grupowej nie ma nowego losowania. Jest gotowy schemat, przygotowane wcześniej miejsca i zestaw kombinacji, które mają dopasować trzecie zespoły do konkretnych par. Wszystko da się wytłumaczyć regulaminem. Problem w tym, że kibic coraz częściej potrzebuje nie tylko tabeli, ale też mapy.

Najlepiej widać to po zwycięzcach grup. Osiem takich drużyn zaczyna fazę pucharową od rywali z trzecich miejsc: Francja ze Szwecją, Stany Zjednoczone z Bośnią i Hercegowiną, Belgia z Senegalem, Meksyk z Ekwadorem, Anglia z DR Konga, Szwajcaria z Algierią, Kolumbia z Ghaną, a Niemcy z Paragwajem. Czterech innych triumfatorów grup od razu trafia na zespoły z drugich lokat: Holandia na Maroko, Brazylia na Japonię, Hiszpania na Austrię, a Argentyna na Republikę Zielonego Przylądka.

REKLAMA
REKLAMA

Sam podział na drugie i trzecie miejsca nie mówi jeszcze wszystkiego. Trzecia drużyna może być groźniejsza od drugiej, a druga mogła po prostu skorzystać z łatwiejszej grupy albo korzystniejszego układu wyników. Prawdziwy ciężar drabinki widać dopiero wtedy, gdy spojrzy się dalej niż na pierwszy mecz.

Największe zagęszczenie faworytów jest w górnej części drabinki. Francja zaczyna od Szwecji, ale już w kolejnej rundzie może trafić na Niemców. W tej samej części turnieju są też Holandia i Maroko. To brzmi bardziej jak droga do finału niż jak nagroda za wygranie grupy. Francuzi zrobili w pierwszej części turnieju swoje, a mimo to od razu lądują w jednym z najciaśniejszych miejsc całego układu.

Hiszpania też nie dostała ścieżki, która pozwala spokojnie dopisywać kolejne rundy. Drużyna Luisa de la Fuente wygrała grupę po zwycięstwie z Urugwajem Federico Valverde i zamknęła pierwszą część mundialu na pierwszym miejscu. Nagrodą będzie Austria, czyli drugi zespół grupy J, z Davidem Alabą w składzie. Jeśli Hiszpania przejdzie dalej, w 1/8 finału może zagrać ze zwycięzcą meczu Portugalia – Chorwacja. To droga, która momentami wygląda bardziej jak EURO niż mundial: Austria, Portugalia albo Chorwacja, a wszystko to zaraz po wygraniu grupy.

REKLAMA
REKLAMA

Sama para Portugalia – Chorwacja wygląda zresztą jak mecz z późniejszej fazy turnieju. Obie skończyły swoje grupy na drugim miejscu, a już w 1/16 finału stworzą jedno z najmocniejszych spotkań tej rundy. Zwycięzca może później wpaść na Hiszpanię. W jednej części drabinki bardzo szybko robi się tłoczno od poważnych drużyn, podczas gdy gdzie indziej droga wygląda dużo spokojniej.

Najbardziej uprzejmie wygląda na papierze ścieżka Argentyny. Mistrzowie świata zaczynają od Republiki Zielonego Przylądka, drugiej drużyny grupy H, a później mogą trafić na Australię albo Egipt. W ćwierćfinale w tej gałęzi czekają Szwajcaria, Algieria, Kolumbia lub Ghana. To oczywiście nadal mundial, a Kolumbia już pokazała, że potrafi zatrzymać każdego, więc nie ma tu mowy o pustej autostradzie do półfinału, ale jedzie po niej niewiele aut. Różnica w porównaniu z górną częścią drabinki jest widoczna od razu.

I właśnie tu leży problem. Nowy format jest mniej sportowo sprawiedliwy niż poprzednie rozwiązania, bo nagroda za pierwsze miejsce nie wszędzie znaczy to samo. Dawniej zasada była łatwiejsza do obrony: wygrywasz grupę, grasz z drugim zespołem z innej grupy. Zajmujesz drugie miejsce, trafiasz na zwycięzcę. Można było narzekać na losowanie, terminarz albo pecha, ale sama mechanika była czytelna. Teraz decyduje nie tylko liczba punktów i miejsce w tabeli. Liczy się litera grupy, gotowy układ drabinki i to, które trzecie drużyny akurat zmieściły się w fazie pucharowej.

REKLAMA
REKLAMA

Kalkulacje nie są oczywiście wynalazkiem nowego mundialu. W ostatnich kolejkach fazy grupowej zawsze były mecze, w których drużyny zerkały na drugi wynik, liczyły gole i czasem bardzo szybko odkrywały, że remis nikogo nie krzywdzi. Nowy format nie stworzył więc problemu od zera, tylko go rozbudował. Teraz nie liczy się wyłącznie awans albo odpadnięcie. Liczy się też miejsce w tabeli, pozycja wśród trzecich drużyn i konkretna odnoga drabinki. Austria i Algieria wiedziały przed swoim spotkaniem, że remis daje awans obu zespołom. Mecz skończył się efektownym 3:3, z bramkami w samej końcówce, więc sportowo trudno się do niego przyczepić. Ale właśnie na tym polega kłopot: nawet wtedy, gdy boisko broni widowiska, format zostawia z tyłu poczucie, że zbyt wiele rzeczy zależy od układu, kolejności i liczenia.

FIFA chciała utrzymać napięcie do ostatniego dnia grup i w dużej mierze to dostała. Więcej drużyn miało o co grać, więcej krajów dostało swoje wielkie mecze, a trzecie miejsce często nie oznaczało od razu pakowania walizek. Problem w tym, że razem z emocjami przyszedł bałagan. Dla kibica jednej reprezentacji może to być jeszcze do przełknięcia. Dla kogoś, kto próbuje zrozumieć cały turniej, mundial zaczyna przypominać labirynt zależności.

REKLAMA
REKLAMA

Przed nami trzy tygodnie mundialu, w których zostaną już tylko mecze bez marginesu błędu. I może właśnie dlatego ta drabinka tak mocno rzuca się w oczy. Na tym etapie znamy już nie tylko drużyny i ich formę, ale też możliwą drogę do finału. Widać, kto trafił do zatłoczonej części turnieju, kto ma ścieżkę bardziej otwartą, a kto za wygranie grupy dostał nagrodę z haczykiem.

FIFA ma więc mundial większy, bogatszy i bardziej otwarty. Ma też format, który przy pierwszym większym potknięciu sam będzie prosił się o pretensje. W futbolu zawsze było miejsce na przypadek. Tutaj problem polega na tym, że część tego przypadku nie wynika z piłki odbitej od słupka, tylko z drabinki ułożonej jeszcze przed turniejem.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (5)

REKLAMA