REKLAMA
REKLAMA

Najtrudniejszy sezon Federico Valverde

Federico Valverde kończy najtrudniejszy sezon kariery. Nie stracił miejsca w Realu Madryt ani zaufania klubu, ale po miesiącach pełnych napięć, porażek i niedopowiedzeń musi odzyskać coś, co przez lata było jego wielką siłą: spokój wokół siebie.

REKLAMA
REKLAMA
Najtrudniejszy sezon Federico Valverde
Fede Valverde. (fot. Getty Images)

Federico Valverde siedział na ławce rezerwowych w Guadalajarze z koszulką podciągniętą do twarzy i wzrokiem wbitym w boisko. Urugwaj przegrywał z Hiszpanią, odpadał z mundialu już po fazie grupowej, a Marcelo Bielsa kilka minut wcześniej zdjął z murawy swojego kapitana. Można było potraktować to jako zwykłą frustrację piłkarza, który nie chce schodzić w meczu o wszystko. Tyle że w przypadku Valverde ten obraz niósł za sobą coś więcej. Pasował do sezonu, w którym zbyt wiele razy musiał tłumaczyć nie tylko to, jak gra, lecz także to, kim właściwie jest w szatni i na boisku.

REKLAMA
REKLAMA

Urugwajczyk kończy najtrudniejszy sezon w karierze. Nie dlatego, że nagle przestał być ważnym piłkarzem. Nie stracił dynamiki, charakteru ani umiejętności rozstrzygania wielkich meczów. Stracił jednak coś, co przez lata było jedną z podstaw jego pozycji w Realu Madryt: spokój wokół siebie.

Przez długi czas Valverde był w Madrycie zawodnikiem wyjątkowo łatwym do opisania. Pracował, nie narzekał, biegał za innych, dostosowywał się do potrzeb zespołu i nie potrzebował wielkich słów, by zbudować własną pozycję. W drużynie pełnej gwiazd był kimś, kto nie musiał opowiadać o poświęceniu, bo jego poświęcenie było widać w każdym sprincie, powrocie za rywalem czy przesunięciu się na pozycję, na której akurat brakowało człowieka. W ostatnich miesiącach ten obraz nie rozsypał się całkowicie, ale przestał być tak oczywisty jak wcześniej.

Największy ślad zostawiła sprawa z Aurélienem Tchouaménim. Bójka w Valdebebas, uraz głowy Valverde, szwy, wewnętrzne postępowanie klubu i najwyższa kara finansowa w historii Realu Madryt. Klub ukarał obu piłkarzy po 500 tysięcy euro, obaj przeprosili siebie nawzajem, szatnię, sztab i kibiców, a instytucjonalnie sprawę zamknięto bardzo szybko. Tyle że nie wszystko znika z pamięci w momencie wydania komunikatu. Valverde nie zagrał później w Klasyku z powodu zaleconego odpoczynku po urazie głowy, a wokół niego pojawiła się pierwsza tak wyraźna rysa.

REKLAMA
REKLAMA

Wcześniej była jeszcze sprawa jego relacji z Xabim Alonso i gry na prawej obronie. Valverde mówił, że nie urodził się do występów na tej pozycji, ale jednocześnie zapewniał, że zawsze pozostaje do dyspozycji zespołu. Xabi publicznie ucinał temat i tłumaczył, że żaden piłkarz nie powiedział mu, iż nie chce grać w danym miejscu na boisku. Sam Valverde też musiał zabrać głos i podkreślał, że można mu zarzucić wiele rzeczy, ale nie odmowę gry. Problem polegał na tym, że już sama potrzeba takich wyjaśnień była czymś nowym. Piłkarz, który przez lata uchodził za symbol gotowości do każdego zadania, nagle musiał przekonywać, że nadal taki jest.

Do tego doszedł sezon bez trofeów. Real Madryt zakończył rozgrywki poniżej oczekiwań, a Valverde, jako jeden z liderów drużyny i jeden z kapitanów, nie mógł zostać wyjęty z tej odpowiedzialności. Nie był oczywiście jedynym winowajcą i nie był piłkarzem, który przez cały rok zawodził. Po zmianie trenera i przyjściu Álvaro Arbeloi miał bardzo dobry okres. W lutym, marcu i kwietniu strzelał, asystował, a hat-trick z Manchesterem City w Lidze Mistrzów był jednym z tych wieczorów, w których przypominał swoją najlepszą wersję. Był wtedy pewny, odważny, intensywny i potrzebny w każdym sektorze boiska. Przez kilka tygodni wydawało się, że trudny początek sezonu może zostać przykryty mocną końcówką.

REKLAMA
REKLAMA

Tak się jednak nie stało. Dobre mecze nie wystarczyły, bo sezon Valverde miał zbyt wiele pęknięć. Najpierw pojawiły się niejasności wokół gry na prawej obronie i relacji z Xabim Alonso, później przyszła bójka z Tchouaménim, a po sezonie klubowym słaby mundial z Urugwajem. Każda z tych spraw osobno mogłaby zostać uznana za epizod. Zebrane razem sprawiły jednak, że Valverde po raz pierwszy od dawna nie był oceniany wyłącznie jako piłkarz od pracy, energii i poświęcenia. Nie stracił miejsca w Realu Madryt, ale stracił część ochrony, którą przez lata dawała mu własna reputacja.

Valverde miał ogromny kredyt zaufania, ale w ostatnich miesiącach dało się zauważyć, że część madridismo zaczęła patrzeć na niego inaczej. Niechęć nie wzięła się z jednego meczu ani jednego gestu. Narastała po kolejnych sytuacjach, które nie pasowały do wcześniejszego wizerunku Urugwajczyka. Gdy piłkarz przez lata buduje swoją pozycję na dyskrecji, lojalności i pracy, każdy gest zniecierpliwienia waży więcej niż u kogoś, po kim emocji spodziewają się wszyscy.

Mundial tylko pogorszył ten odbiór. Urugwaj nie wygrał żadnego meczu, zremisował z Arabią Saudyjską i Republiką Zielonego Przylądka, a po porażce z Hiszpanią odpadł już po fazie grupowej. W urugwajskich mediach odpowiedzialność rozłożono szeroko: na piłkarzy, Bielsę i działaczy. Valverde znalazł się jednak w szczególnym miejscu, bo był kapitanem, największym nazwiskiem tej reprezentacji i zawodnikiem, od którego oczekiwano przejęcia ciężaru po poprzednim pokoleniu. W kraju coraz częściej wypominano mu, że w kadrze nie potrafi być tak wpływowy jak w Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Tło było jeszcze cięższe, bo przed meczem z Hiszpanią pojawiły się doniesienia o rozmowie części piłkarzy z Bielsą. Valverde, Rodrigo Bentancur, Manuel Ugarte i Sergio Rochet mieli przekazać selekcjonerowi, że drużyna chce trenować inaczej i inaczej zagrać ostatni mecz grupowy. Według tych relacji zawodnicy skarżyli się na obciążenia, zmęczenie i brak komfortu w pracy. Bielsa miał odpowiedzieć długą przemową przed całym zespołem. Kilka godzin później zdjął Valverde w 56. minucie meczu, który Urugwaj musiał wygrać. Można było przyjąć jego taktyczne wyjaśnienie, ale trudno było oczekiwać, że wszyscy zobaczą w tej zmianie wyłącznie decyzję sportową.

Scena z ławki rezerwowych stała się więc czymś więcej niż reakcją na jedną decyzję trenera. Pokazała zmęczenie całym sezonem: ciągłym tłumaczeniem, narastającą krytyką, porażkami i rolą lidera, która nagle zaczęła ciążyć bardziej niż wcześniej. Valverde po meczu nie wyszedł do mediów, co tylko zostawiło więcej miejsca na interpretacje. Kiedy wszystko idzie dobrze, milczenie bywa odbierane jako spokój. Kiedy wokół zawodnika zbiera się tyle napięć, zaczyna działać inaczej.

W tym wszystkim pojawił się jeszcze temat, który do niedawna wydawał się prawie niemożliwy: ewentualna sprzedaż Valverde. Nie chodzi o to, że Real Madryt wypchnął go na rynek albo że jego odejście jest dziś realnym scenariuszem. Wręcz przeciwnie, w Hiszpanii podkreślano, że klub nadal uważa go za jeden z filarów zespołu. Znaczące jest jednak samo to, że po raz pierwszy od momentu jego wejścia do pierwszej drużyny w ogóle zaczęto o tym rozmawiać. Wcześniej takie dyskusje kończyły się, zanim na dobre się zaczęły. Teraz nazwisko Urugwajczyka pojawiło się w szerszym kontekście przebudowy środka pola, napięć w szatni i konieczności znalezienia środków na kolejne ruchy.

REKLAMA
REKLAMA

Valverde nie jest dziś zawodnikiem na wylocie ani kimś, kogo klub przestał cenić. Ma 27 lat, kontrakt do 2029 roku i nadal pozostaje jednym z najważniejszych piłkarzy w kadrze. Zmieniło się jednak to, że wokół niego zrobiło się głośniej niż zwykle. Obok dobrych meczów pojawiły się tematy, które wcześniej do niego nie pasowały: starcie z Tchouaménim, dyskusja o grze na boku obrony, reakcje na decyzje trenerów i słaby mundial z Urugwajem.

Najważniejsze będzie teraz uspokojenie sytuacji. Nie kolejną deklaracją i nie publicznym zapewnieniem, że wszystko jest już za nim. Valverde najwięcej odzyska wtedy, gdy znów zacznie być opisywany przez rzeczy najprostsze: pracę, intensywność, odpowiedzialność i wpływ na grę Realu Madryt. To właśnie one przez lata dawały mu w klubie szczególne miejsce. I to do nich musi wrócić, jeśli chce, by ten sezon został zapamiętany jako ostrzeżenie, a nie początek poważniejszego problemu.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (20)

REKLAMA